
Poronienie, czyli strata dziecka…
Z powodu nadchodzącego Dnia Dziecka Nienarodzonego (15.10) postanowiłam napisać notkę o poronieniu. “W Polsce co roku spotyka ono ok. 40 000 kobiet - niezależnie od ich wieku, stanu zdrowia oraz dbałości o siebie i dziecko.” 1
Poronienie z punktu widzenia medycyny, jest wydaleniem martwego płodu ważącego mniej niż 500 gram przed 22 tygodniem ciąży.
Dla tych wszystkich kobiet, które straciły dziecko 15.10 jest dniem wyjątkowym.
Są różne rodzaje poronienia i różne jego objawy. O jakich najczęstszych objawach poronienia warto powiedzieć?
- Krwawienie lub plamienie z dróg rodnych. Mówi się, że w 30-50% przypadków - plamienie w pierwszym trymestrze nie zagraża ciąży. Natomiast powinno się taki objaw skonsultować z lekarzem;
- We wczesnej ciąży wystąpienie skurczów, które mogą objawić się pobolewaniem w okolicy podbrzusza i okolicy krzyżowej. Powinnaś skonsultować to z lekarzem;
- Występuje silne krwawienie! Powinnaś pojechać do szpitala;
- Odpłynięcie płynu owodniowego. Powinnaś pojechać do szpitala.
Te objawy zależą od wieku ciąży i rodzaju poronienia.
Jeżeli nie da się uratować rozwijającego maluszka, to jama macicy zostaje wyłyżeczkowana. Jest to nieprzyjemny zabieg, w którym lekarz opróżnia macicę z pozostałości po płodzie. A następnie część wyłyżeczkowanego materiału idzie do badania histopatologicznego. Po 2 tygodniach otrzymujemy wynik badania umożliwiającego poznanie przyczyn poronienia.
Po poronieniu kobieta ma prawo do przeżywania żałoby. Do opłakiwania nawet kilku tygodniowego dziecka. Tak, naprawdę, żeby pogodzić się ze stratą kobieta powinna przejść etapy żałoby. Zostały one opisane w psychologi przez Kubler-Ross.
Etapy żałoby nie muszą wystąpić w wymienionej poniżej kolejności. Ważne, żeby każdy etap został “przeżyty”, wtedy będzie można mówić o pogodzeniu się ze stratą.
1) Zaprzeczenie
2) Gniew
3) Poszukiwanie znaczenia / Nadawanie sensu
4) Depresja
5) Pogodzenie się ze stratą
Nie powinno się zapominać, że tata również ma prawo do przeżywania żałoby…
Kobietom łatwiej jest pogodzić się ze stratą, kiedy:
- Miały możliwość pożegnać się ze swoim dzieckiem;
- Jeżeli chciały, to mogły pochować swoje nie narodzone dziecko;
- Zatrzymały sobie na pamiątkę zdjęcie USG;
W trakcie każdej ciąży rozwija się nowe życie. Utracone dziecko nie pojawi się w kolejnej ciąży.
Kobiety, które straciły swoje dzieci noszą je w sercach i są one dla nich wyjątkowe.
Być może wiesz, że koleżanka poroniła… Ale nie rozmawiałyście o tym… To jest w Polsce wciąż temat tabu… Aktywnie działające Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu stara się przełamać je. Zaczynając walczyć o prawa pacjentek. Np. Żeby nie leży po zabiegu z kobietami, które oczekują narodzin dziecka… i nie tylko… Teraz realizują projekt “Ronić po ludzku”. Strona Stowarzyszenia: http://www.poronienie.pl
Wszystkim mamom, które straciły swoje dzieci składam wyrazy współczucia.
__________
| Wpisane w Ciąża |
Komentarze
Witam wszystkich.Nie mogę dojść do siebie po poronieniu. Miało to miejsce w Wigilie 2007, był to 21 tydzień ciąży, był chłopiec.Partner odszedł, a wskutek tych traumatycznych przeżyć zapadłam w depresję(biorę leki, chodzę na psychoterapię). Brak mi wiary w siebie, mimo to podjęłam pracę na1/2 etatu, żadne pieniądze, ale pomyślałam,że przełamię strach przed życiem i ludżmi.Moje życie stało się walką o każdy dzień, jak go przeżyć brak mi pomysłu.Potrzebuję pomocy, bo mam dla kogo żyć mam syna.
1.10.2008. straciłam ciążę…w 28 tygodniu. To był synek. Zabrakło nam niespełna 3 miesięcy, aby wszystko skończyło się szczęśliwie. Niestety kilkakrotnie zawinął się w pępowinę…Mój Aniołek. Mam żal do losu…bo to, co miało Mu dać życie, odebrało Mu je. Gdyby nie mój mąż i 4-letni synek,nie dałabym rady. Dla nich tylko żyję. Za dwa dni Wszystkich Świętych… jak mam stanąć nad grobem własnego dzieciątka? Nie tak miało być…
Witam Pani Doroto,
Bardzo mi przykro z powodu straty dziecka. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.
Myślę, że jest już postęp w terapii skoro zdecydowała się Pani na pracę. Być może pomogłoby Pani spotkanie z rodzicami po stracie lub inna forma pomocy.
Tu są podane adresy gdzie można otrzymać pomoc:
http://www.dlaczego.org.pl/d/index.php?option=com_bookmarks&Itemid=60
lub grupy wsparcia:
http://poronienie.pl/grupy_wsparcia.html
Pozdrawiam serdecznie,
Kasia
Witam Pani Izo,
Bardzo mi przykro z powodu straty dziecka. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.
Być może warto pójść na spotkania rodziców po stracie, do grupy wsparcia:
http://poronienie.pl/grupy_wsparcia.html
Śmierć zabiera nam bliską osobę i trudno się z tym pogodzić. Natomiast 1.11 pokazujemy zapalając znicz, że pamiętamy o tych osobach, które odeszły. Myślę, że jest to ważne dla nas i dla nich, także dla Pani i Pani Aniołka.
Pozdrawiam serdecznie,
Kasia
mam 21 lat 3 lata temu zaszlam w pierwsza ciaze, nie cieszac sie nia dlugo bo zaledwie 4-5 tygodni w tym okresie nastapilo poronienie, trudno powiedziec co bylo tego przyczyna. minely 3 lata a ja nadal sie zastanawiam czy to chlopiec czy dziewczynka, jak by wygladalo,ile by mi radosci sprawilo. teraz zaszlam w druga ciaze i w 5 tygodniu ciazy mialam poronienie zagrozone nie wiem co bym zrobila tracac to dziecko, jest dla nie calym swiatem. nigdy nie zapomne o pierwszym dziecku i bede bardzo uwarzac zeby z drugim bylo wszystko wporzadku. nie powinnysmy sie poddawac, tylko walczyc o zyccie i pozniej zdrowie tego malego czlowieczka zyjacego pod naszym serduszkiem.
13 listopada dowiedzialam sie,ze mojemu dzidziusiowi nie bije serduszko. Czulam sie dobrze, poprostu mialam umowiona wizyte, a kiedy lekarz zrobil mi usg stracilam chec do zycia. Nie moglam w to uwierzyc, poszlam do drugiego lekarza ,ale niestety diagnoza sie potwierdzial. Moj Aniolek mial 8 tydodni. Teraz juz Go nie ma we mnie, ale nigdy Go nie zapomnimy z mezem. Boje sie ze sobie nie poradze z tym wszystkim.
Rok temu zaszłam w ciąże. Nie do końca wierzyłam, że uda się to tak szybko, poza tym miałam bardzo trudną sytuację rodzinną, a do tego przeprowadzałam się i chorowałam na ostre zapalenie pęcherza. Do ginekologa długo nie mogłam trafić, bo przyjezdna nie znałam wszystkich darmowych lekarzy, a ci których znałam dawali mi do czekania ponad 2 miesiące. Trafiłam w końcu na prywatną wizytę w 12 tygodniu ciąży. Szłam na badanie zastanawiając się czy to nie będą bliźniaki… jakież przykre zdziwienie było, gdy okazało się, że mój płód nie żyje już od 6 tygodnia! tego się nie spodziewałam
Owszem bolał mnie brzuch, miałam bardzo mocne skurcze, ale rosły mi piersi i miałam mdłości ![]()
Teraz po roku zaszłam znowu w ciąże. Jestem w 7 tygodniu i wczorajsze USG wykazało, że jest wszystko dobrze. Jednak cały czas pozostaje ogromny lęk przed powtórką…
złe jest bardzo to, że rzeczywiście jest to temat TABU, że nie miałam za bardzo o tym z kim porozmawiać,a w szpitalu traktowano to jak zwykły zabieg… złe jest, że ludzie umniejszają rolę Dziecka, które ma dopiero 6 tygodni i udają, że nic się nie stało tylko dlatego, że nie było go jeszcze na zewnątrz mamy… bardzo źle…
Dopiero wczoraj wróciłam ze szpitala. O ciąży dowiedzieliśmy się z mężem dokładnie 16 grudnia w moje urodziny, rodzinie powiedzieliśmy w Wigilię a już II dnia świąt zaczęłam krwawić i wylądowałam na ginekologi! Pani doktor powiedziała - musimy wyczyścić te pozostałości!!! To było bardzo delikatne z jej strony!
Nie wiem co czuję - w sumie nic bo staram się nie myśleć a tych “pocieszeń” w stylu “jesteś młoda, będziesz miała następne lub nie zdążyłaś dzidzi zobaczyć ” mam dość!!!
A może ja chciałam właśnię tą dzidzię??? A właśnie zdążyłam pokochać!! Szkoda, że oni wszyscy nie rozumieją….
Witam !!!
Ja Was rozumiem dziewczyny bez zadnych watpliwosci wiem co to jest stracic ukochane dziecko ja stracilam coreczke 3 mies temu a zyla zaledwie 2 godz y nie umiem sie z tym pogodzic w dalszym ciagu … znow zaszlam w ciaze y bardzo boje sie ze sytuacja moze sie powtorzyc ale rowniez mam nadzieje ze bedzie wszystko dobrze chociaz jest to bardzo krotki czas ![]()
y powiem Wam ze nikt nie zrozumie matki ktora stracila dziecko a lekarze zawsze beda traktowac noworotka zmarlego lub plod jak zabawke y taka jest prawda …okropne
Witam Pani Evelin,
Bardzo Pani współczuję z powodu straty Pani ukochane dziecka.
Mam nadzieję, że coraz rzadziej zdarza się, że personel medyczny zachowuje się nieodpowiednio w przypadku straty dziecka.
Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu bardzo aktywnie działa, żeby uwrażliwić personel medyczny na aspekt poronienia i przekazać im jak powinni zachowywać się w takiej sytuacji. A także mówi o tym, co pacjentka w tym momencie czuje.
Witam!!!
Niestety dziś i ten problem dotknął i mnie.Właśnie dziś dowiedziałam się,że moje dzieciątko się nie rozwija,jestem w 9 tyg.ciąży i nadal to do mnie nie dochodzi,że to na co czekałam tyle czasu prysneło jak bańka mydlana,nasze wspólne marzenia.Boję się co dalej będzie,narazie wystąpiły plamienia,lekarz proponował zabieg łyżeczkowania,ale na samą myśl robi mi się nie dobrze.Dlatego postanowiłam czekać,aż dojdzie do poronienia bo niestety nie ma juz nadzieji od ostatniej wizyty u ginekologa moja dzidzia się nie rozwineła:( I nie ma już szans,boję się czy poradzimy sobie z tym wszystkim bo jak narazie ciagle mam wrazenie,że to zły sen,ale jak jutro się obudzę… to pewnie to do mnie dotrze!!!
Przeszłam dokładnie to samo co ty Wiktorio dwa miesiące temu.Od ponad roku starałam się zajść w ciążę bez rezultatu.Udało się po operacji udrożnienia jajowodów i nie jestem w stanie opisać jak bardzo cieszyłam się na tę wiadomość.Niestety w 8tyg.mój lekarz powiedział,że ciąża się nie rozwija i dał mi możliwość poczekania ok. tygodnia na samoistne poronienie.Niestety po tygodniu znalazłam się w szpitalu i czekałam na wywołanie poronienia.Najgorsze było oczekiwanie,zabieg został wykonany pod narkozą i dwa dni pożniej byłam już w domu.Nie pamiętam jak przebrnełam przez święta i nowy rok,ale dziś już dopuszczam tę myśl,że może za kilka miesięcy odważę się po raz kolejny na ciąże.
Tez straciłam WIELKI SKARB. Bardzo sie cieszyłam, jak odkryłam, że jestem w ciąży. Jest to moje najgorętsze pragnienie. Po zrobieniu testu ciążowego byłam w wielkiej euforii. Niestety na drugi dzień dostałam plamienia brunatne. W tym samym dniu poszłam do pani ginekolog. W sumie była to moja pierwsza wizyta. P. doktor przepisała mi lekarstwa: NOSPA, LUTEINA 50. I zaleciła by leżec w łóżku. Tak wiec zrobiłam. Ale niestety nie czułam sie dobrze. Tydzień później miałam juz skrzep i zadzwoniłam do p. doktor. P. doktor kazała mi przyjśc za dwa dni. W dniu wizyty dostałam bólu w nadbrzuszu, a potem silne krwawienie. Jak sie okazalo poronilam. Jest to dla mnie i mojego meza wielka strata. Ale wierze, że urodze jeszcze dziecko. Prosze Was KOCHANI o modlitwe w intencji mojego dzieciątka.
26 lipca 2008r. zrobilam test ciążowy i okazalo się że jestem w ciąży ale kreseczka na teście byla bardo slaba, mimo to bardzo cieszyliśmy sie z mężem że w końcu będziemy mieć dzidziusia . Radaość trwala bardzo krótko po dwóch dniach zaczęlam plamić i pobolewal mnie brzuch więc zadzwonilam do lekarza - diagnoza “brak pęcheżyka plodowego, podejżenie ciąży pozamacicznej ” SZOK !!!
31 lipca trafilam do szpitala bo plamienie nasililo się. A tam badania, co drugi dzień wyniki beta HCG i szukanie pęcherzyka.
06 sierpnia - odpust w naszej parafi “Przemienienia Pańskiego” i nadzieja że może Bóg się ulituje i zdaży sie cud i wszystko będzie dobrze z naszym dzidziusiem. Idę na badanie USG i sluszę “jest pani w ciąży wewnątrz macicznej” i wielka radość , myślalam że zdażyl sie cud, że Bóg nas wysluchal. Mąż tak bardzo się cieszyl.
Nastepne badanie USG - diagnoza “brak plodu” i znowu lzy polaly się strumieniem. Mój lekarz już przygotowuje mnie i mojego męża do podjęcia decyzji na wykonanie zabiegu. W końcu beta HCG zaczęo spadać co oznaczalo że nasz Skarb nie żyje ![]()
13 sierpnia - jestem przygotowywana do zabiegu podano mi tabletkę bo organizm sam nie zareagowal, pewnie dlatego że wmówilam sobie że będzie dobrze. Po dwóch godzinach dostalam strasznych bóli , podano mi narkozę i wykonano zabieg. Przez caly czas byl przy mnie mój mąż, przeżywal tragedie razem ze mną. KONIEC NADZIEJI, RADOŚCI POZOSTALA TYLKO WIELKA PUSTKA, TĘSKNOTA I OGROMNY ŻAL .
Nie potrafię pogodzić sie ze stratą naszego dzidziusia, ciągle chce mi się plakać .Wczoraj naszlam mojego męż jak aż zanosil sie placzem on też nie może sie z tym pogodzić . Gdyby bylo wszystko dobrze nasz Aniolek może już bylby na tym świecie i w trójkę bylibyśmy bardzo szczęśliwi … a my nadal jesteśmy sami ….
My sie chyba nigdy nie pogodzimy ze stratą naszego Aniolka ![]()
Och…jak to bardzo moze bolec…bylam w 4-5 tyg ciazy.nie przypuszczalam ze akurat nosze w sobie dzidzie.zrobilam test- pozytywny, lecz kreseczka T byla slabsza.bardzo z moim mezczyzna sie ucieszylismy ze bedziemy mieli malenstwo.test wykonalam 31 marca poniewaz spoznial mi sie okres dwa tyg i czulam taka rewolucje w moim organizmie ktorej nigdy wczesniej nie zaznalam.bylam w ciazy…tak wyszlo na tescie…ale zaraz dostalam krwawienia i bolu brzucha.wiedzialam ze na pewno nosze w sobie skarbusia bo te krwawienie tak bardzo roznilo sie od tego menstruacyjnego.okres mam dosc obfity a brzuch boli niemilosiernie.tym razem obiawy by jakby zlagodzone.szukalam pomocy.wiedzialam ze moja siostra bedac w ciazy miala krwawienia przez pierwsze 3 mies w czasie gdy wypadala jej miesiaczka.pocieszala mnie mowila zebym sie nie zamartwiala lecz wybrala do lekarza bo ona miala tak samo i mimo to urodzila dwojke zdrowych dzieci.bylam zestresowana ale nie dopuszczalam do siebie najgorszych mysli.przespalam tak noc.drugiego dnia obudzilam sie we krwi i wylatywaly ze mnie skrzepy jakby czastki tkanek.w okres tez wydalam takie czastki bo wiadomo ze ”zluszcza” sie ta blona sluzowa macicy itd ale w mniejszych ilosciach.jednak juz wiedzialam ze to nie jest prawidlowe.krwi bylo bardzo duzo a brzuch juz prawie nie bolal.i przyszlo najgorsze, zaczelam plakac w ramionach mojego mezczyzny.przechodzilam tak dzien jednak nastepnego zglosilam sie dopiero do szpitala.lekarz zaczal miec do mnie pretensje ze chcialam poronic a ja tlumaczylam ze nie jestem doswiadczona bo to moja pierwsza ciaza i moja siostra tez krwawila a ma dwojke dzieci.bylam na lekach podtrzymujacych ciaze jednak usg zrobili mi dopiero po kilku dniach( trafilam tam w czwartek 1 kwietnia a w niedziele zrobili mi dopiero usg) dzieki interwencji mojej mamy ktora sama jest pielegniarka.na usg wyszlo ze jednak doszlo do poronienia:( zostal tylko maly nierownomierny pecherzyk z ktorego dziecko juz nie mialo szans sie rozwinac:( bylam zalamana cala noc przeplakalam.bylam sama na sali…nastepnego dnia zrobili mi kolejne usg by potwierdzic diagnoze.zdolowalam sie jeszcze bardziej.pomyslalam ze mojego aniolka juz nie ma pod moim serduszkiem.nikomu nie zycze bolu matki ktora traci dziecko przy silnie rozwinietym instynkcie macierzynskim.we wtorek mialam zabieg.pytali czy chce zabrac pozostalosci po dzidzi do pochowku.podpisalam oswiadczenie ze nie…i wiem ze przyjda chwile iz bede zalowala ale przyjda tez takie ze pomysle ze dobrze zrobilam tym bardziej ze to juz nie byla dzidzia.nie chce juz do tego wracac…choc i tak nigdy nie zapomne swojego dzieciataka.dopiero sie dowiedzialam a juz je stracilam.teraz juz wiem co znaczy milosc matki do swojego dziecka.jest silniejsza jak milosc do swojego faceta.wiem, duzo osob mowi ze tak musialo byc ze we wczesnej ciazy nawet leki nie sa w stanie zapobiec poronieniu.jednak ja nigdy sie z tym nie pogodze!moja dzidzia ma na imie Aniolek i jest juz u Bozi…niech ona bedzie dla niego lepsza matka niz ja sie okazalam…gdybym chociaz wiedziala wczesniej…dala mi tyle radosci co jeszcze nikt nie byl w stanie mi dac…choc przez chwile…
ciagle modle sie za mojego Aniolka.moze brakowalo mi wlasnie Aniola stroza i teraz go mam!ale to niesprawiedliwe ze jedni maja szanse by zyc a drudzy nie. Bog daje zycie i sam je odbiera.jedno jest pewne ze i tak wszyscy sie tam znajdziemy… Aniolku mama bardzo cie kocha i choc nie miala szansy cie przytulic,od kad czula ze cie ma glaskala cie przez brzuszek i ciagle powtarzala : KOCHAM CIE! i nadal bede tak mowic.nie musisz sie o to martwic. NIECH DOBRY BOG ZA REKE CIE PROWADZI! A ZLY SEN NIGDY CIE JUZ NIE OBUDZI!!! KOCHAM CIE NAJBARDZIEJ NA SWIECIE!!! PAMIETAJ O TYM!
wszystkim mamom ktore stracily dzieciatko lub sie go spodziwaja jak i zarowno sobie zycze duzo milosci cierpliwosci i wiary.bo wiara czyni cuda!a dziecko jest najwiekszym cudem na swecie i nie ma porownania!sa to bohaterzy naszego zycia, cialem male jednak duchem wielkie!
Ja tez niestety nie cieszyłam sie długo z tego, że znowu zostanę mamą. Po prawie 7 latach starań o drugie dzieciatko udało sie. Bylismy tak szczęśliwi, 16 stycznia zrobiłam test a dokładnie miesiąc później dowiedziałam sie, że moje dziecko niestety nie rozwija sie. Był to tak ogromny szok i tak wielki cios dla nas. Najgorsze jest to, że ja cały czas nie umiem pogodzić sie z tą ogromna stratą. Mam jednego Synka i dwa Aniołki. Mam tylko nadzieje że jeszcze nam sie uda, że moje dwa skarbusie uproszą u Boga dla swojego braciszka rodzeństwo. Kocham je bardzo i nigdy nie przestanę są to obok Mateuszka moje dwa najwieksze Skarby. Mam tylko nadzieje, że w niebie spotkały swojego dziadzia i nie są samotne bo on sie nimi opiekuje i razem czuwają nad nami.
kochane ,wiem jak to boli.byłam w 19 tyg. ciąży i to była moja 3 ciąża. dwaj synowie lat 17 i 13 czekali na to dzieciątko a ja i mąż oszaleliśmy z radości! dlaczego tak się stało, dlaczego…… pilnowałam wizyt u lekarza, brałam witaminy, byłam na bad. prenatalnych, dobrze się czułam… dlaczego to tak boli? dostaliśmy na tak krótko naszego aniołka, ale to były najpiękniejsze tygodnie. widziałam na usg jak się porusza, obraca a teraz pustka. najtrudniejsza rozmowa to ta z synami,że nie ma już dzieciątka, ze odeszło do nieba.myślałam że jestem twarda, ale moje serce posypało się całkowicie, w pył….życzę nam wszystkim dużo sił.
minelo 14 dni od zabiegu… to byla moja 4 ciaza, wyczekiwana, wymodlona, wyteskniona, wymarzona…. radosc nie trwala dlugo…..
po kilku dniach od zrobienia testu poszlam do lekarza na potwierdzenie ze jestem w ciąży, z nadzieją ze wszystko bedzie ok. na usg lekarz nie stwierdzil nieprawidlowosci, napisal tylko w opisie ze w przypadku wystapienia plamienia lub krwawienia natychmiast zglosic sie do szpitala…. niestety nie sadzilam ze to cos oznacza, ze to jest sygnal do tego bym sie zaczela niepokoic tym bardziej ze powiedzial ze wszystko jest ok… czemu lekarze nie potrafią powiedziec kobiecie ze jest cos co go niepokoi, ze dzieje sie cos nie tak?
w nocy po badaniu dostalam krwotoku, stawilam sie w szpitalu, gdzie polozyli mnie na oddziale gin. nikt nic nie mowil…. po kilku dniach stwierdzono ze plod sie nie rozwija, ze beta HCG spadlo i ze trzeba zrobic zabieg….
w jakim kraju zyjemy? nikogo nie obchodzi stan psychiczny kobiety po stracie, nikt sie nie zainteresuje jak pomoc kobiecie by umiala wrocic do normalnego zycia…. zeby pomyslec o kolejnej próbie…. po takich doswiadczeniach stracilam jakąkolwiek nadzieje ![]()
witajcie!!
ja tez poronilam w piatek…
10 maja zrobilam test wyszedl pozytywnie…bardzo sie ucieszylam,od razu zadzwonilamdo mojego lekarza by umowic sie na wiazyte. Umówil mnie na 22 maja
natomiast 21 maja zaczelam krwawic troszke ale kolezanki mi mowily ze to normalne wiec bytnio sie tym nie przejelam,
22 maj bardziej krwawilam ale mialm wizyte wiec lekrz mi wszstko powie
kiedy nadeszla godz 20-15 moje zycie stracilo sens okazaklo sei ze to poronienie:(
myslalam moze test sie pomylil i miesiaczka przyszla po 7 tyg…
dostalam skierowanie do szpitala tam rowniez zbadali mnie i powiedzieli ze to poronienie w nocy z dnia 22 na 23 maja mialam łyżeczkowanie:((
teraz jest 27 maj a ja nadal nie godze sie z ta mysla ze nie mam juz 8 tyg dziecka w sobie,tak bardzo juz go pokochalismy a teraz juz go nie ma:(
naj trudniej kochac jest kogos kogo juz nigdy nie ujzymy,po nocach wogole nie moge spac caly czas mysle czy to by byl chlopczyk czy dziewczyna jaki kolor oczu by mialo do kogo bylo by podobne:(
nikomu nie zycze takich ogromnych strat jak utrata takiego malego aniołka:(
witajcie dziewczyny. ja miałam całkiem podobna sytuacje. tyle ze donosilam ciaze do samego konca tyle ze nie byla ta ciaza taka jak powinna byc. moje dzieciatko do samego konca zylo ale niestety wogole nie rosło. przez całą ciaze czekalismy na nasz pierwszy w zyciu skarb ale niestety nasze malenstwo odeszlo od nas 30 marca 2009 roku miało potworne wady. bezczaszkowie, czyli brak pokrywy czaszki, rozczep kregosłupa, zniekształcony brzuszek i nózki, te wiadomości to wyroki do dzisiaj sie z tym nie godze chociaz mam ogromne oparcie, ale nikt nie jest w stanie oddac mi mojego syneczka, mojego najwiekszego skarbu. moje dzieciątko jest juz u Boga, teraz bedzie juz rosło, wiodło beztroskie Zycie, az kiedys znow sie spotkamy i opowiemy sobie jak to było gdy dzieliła nas tęcza, pamiętajcie dzieli nas tylko czas przyjdzie taki dzien w którym znow sie spotkamy i bedziemy miały okazje aby przytulic nasze Aniołki. to wszystko jest takie nie sprawiedliwe, Bog nam dał pociechy i zabrał ale jestem pewna że kiedyś nam to wytłumaczy musimy tylko być cierpliwi. Bog kocha nasze skarby tak samo jak my dlatego myslmy o ich stracie jak o czyms lepszym dla naszego malenstwa, Bog tez traktuje Je jak swoje dzieciatka i z pewnoscia sa otoczeni opieką, a my mamy swoich Aniołow stróżow. pamiętajcie!!! nasze maluszki zyja w naszych sercach i nigdy o nich nie zapomniemy, to one sa czescia naszego zycia i zawsze będa najważniejsi w naszych zyciach. pozdrawiam gorąco
Ja tez stracilam mojego Anoilka po 9 dniach od momentu jak sie dowiedzialam ze jestem w ciazy (ok 4tyd)…..jest to tak ogromy bol…nie do opisania…jest to moja pierwsza ciaza….wylewam morze lez….nie przypuszczalam ze to tak przezyje…..jest to koszmar z ktorego nie moge sie obudzic….Boze pomoz….
Witajcie… ja straciłam swoje dzieciątko w 7 tyg ciąży dokładnie 3 lipca, teraz leżę w domu i probuję dojść do siebie ale nie jest to łatwe. Roniłam od poniedziałku aż w końcu w piątek po skurczach, które były nie do wytrzymania trafiłam do szpitala. Życie stanęło mi przed oczami…Teraz przechodzę chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Muszę coś zrobić bo zwariuję. Na szczęście mam ogromne oparcie w mężu…choć strasznie się boję za 3 miesiące chcę znów sprobować.
Pozdrawiam ciepło!
Nasze dzieciątko straciliśmy 26 maja w dzień matki.Nic nie wskazywało na taką tragedie, ale gdy jechałam na wizyte coś mi mówiło że w drodze do domu bedę płakać.Na USG wyszło że nasze dzieciątko wygląda na 5 tygodniowe bez bijącego serduszka zamiast 8 tygodniowego.Lekarka dała nam nadzieje że może później zaszłam w ciąże, kazała przyjść za tydzień.Lecz ja wiedziałam że jest źle, płakałam cała droge nie wiem jak dałam rade prowadzić samochód.na kolejne USG pojechałam z mężem, niestety zarodek prawie już się wchłoną już maleństwa nie było, dostałam skierowanie do szpitala na zabieg. jak wyszłam z przychodni zaczełam ryczeć w ramionach męża widziałam jak ludzie ogladaja się za nami na ulicy. Następnego dnia szpital kolejne badanie, potwierdzenie diagnozy, wybór czekanie na samoistne poronienie czy wywołanie i łyzeczkowanie, nie miałam sił czkać chciałam jak najszybciej dojśc do siebie i starać sie o kolejny cud.Założyli żel dostałam bóli, narkoza łyżeczkowanie, na drugi dzien do domu.Ból fizyczny miną ale ciągle wracam do tego dnia matki i do mojego Aniołka.
Witam styczeń 2009r na wiadomość wyjazdu do Hiszpanii cieszyłam się ogromnie wyjazd z Polski w 25 marcu do tego czasu denerwowałam się a z powodu braku miesiączki myślałam że od tego zdenerwowania nie wiedziałam czy iść do ginekologa stwierdziłam, że pójde i ukazuje się że jestem w ciąży i nie pojechałam na drugi dzień miałam usg dowiadując się, że jesyem w ciąży bliźniaczej dostałam szoku gdyby nie dziewczyna mojego brata spadłabym ze schodów, bo słabo mi się zrobiło, tak bardzo się cieszyłam że zostanę podwójną mamą. Chłopak dowiadując się o ciąży bliźniaczej cieszył się wraz ze mną. Nieraz miałam dosyc tych mdłości i wymiotów że nawet po kilka razy wymiotowałam cały dzień non stop nawet gdy coś zjadłam czy coś wypiłam wszystko szło górą. Dnia 21 kwietnia pojechałam na drugie usg mówiąc lekarzowi że chudne i że mam twardy brzych to mi powiedział że nie mam się martwić. A potem 30 kwietnia wylądowałam w szpitalu z grypą żołądkową a lekarze stwierdzili, że mam salmonellę także oddzielili mnie od pacjentek. Dnia 6 maja miałam mieć ztwierdzony szew żeby utrzymać ciąże do porodu gdy poszłam na klozetke lekarz czymś mnie zdezynfekował, idąc do sali się wykąpać żeby się przygotowac to najpierw się załatwiłam i patrze leci mi kałuża niewiedziałm że mi wody płodowe odchodzą i zadzwoniłam do mamy wpadłam w panikę i powiedziała mi że mam się rozłączyć i szybko zawołać położną nacisnęłam guzik i od razu przyszły 2 położne powiedziałam co się stało wzieli mi sprawdzili i powiedziały, że wody mi odeszły. Tego samego dnia przenieśli mnie do innej sali i tam poznałam moją przyjaciółkę z którą do tej pory spotykamy się i w ten dzień jej opiwedziałam moją historię. Między 7 a 8 maja w nocy miałam skurcze. O godzinie 3 obudziłam moją przyjaciółkę, że w krzyżu mnie boli i nie może mnie przestać i także to były skurcze, położne mnie wzięły na sale porodową. Pół godziny później poprosiłam położną żeby mnie zaniosła do ubikacji bo chcę się załatwić. Wtedy położne zmieżyli mi ciśnienie i nie powiedziały mi a wtedy miałam 70 na 40, potem wysłuchali serduszka moich córeczek okazało się że postawiły sobie krzyżyk bo były zmęczone wraz ze mną. Skurcze które miałam bardziej mi się nasilały i poprosiłam położną żeby mi coś dała żeby aż tak nie bolało i tak nie dała bo się bała że będą mnie reanimować, takżę skuliłam kolana i po chwili coś poczułam i patrze że spływa mi krew a po chwili coś mi szybko wyszło wtedy położna szybko przybiegła i zadzwoniła po anastazjologa i przez słuchawke wypowidziała pierwsze poronienie więc potem wzięła mnie na klozetke gdy już usępowały skurcze błgałam położną żeby ratowała moje drugie dzieciątko a moja córeczka zatrzymała się w połowie także nie dałam rady już przeć za słaba byłam. Wokół mnie było dużo lekarzy a pielęgniarka do mnie powiedziałam a teraz pani będzię spała i pogłaskała mnie budząc się była godzina przed 6 lekarze obawiali się że nie obudzę po kilku minutach przyszła do mnie przyjaciółka ja w ryk patrze gdzie ja jestem i prosiłam żeby to nie było prawdą że już moich córeczek nie mam ;( więc później porosiłam przyjaciółkę żeby mi przyniosła telefon zadzwoniłam do chłopaka i była taka chwila że poryczałam się. Chłopak dowiadując się ode mnie że poroniłam pocieszał mnie i też płakał. Potem gdy położna miała w rękach moję dwie córeczki i poprosiłam ją żeby mi pokazała, pokazała mi zobaczyłam i pogłaskałam je. Tak że 8 maja poroniłam na wskutek że w obrębie błon płodowych miałam rozproszone nie swoiste nacieki zapalne znaczy się w moim organizmie miałam bakterie i też to powodowało że ja też mogłam odejść z tego świata ale lekarze mnie uratowali i bardzo się cieszę ale bardzo tesknie za moimi córeczkami ;( pozdrawiam…cieplutko
Dobry wieczór.O tym, że zostanę mamą dowiedziałam się 9 czerwca 2009. Radość moja i męża, szczęście że za kilka miesięcy będziemy trzymać w ramionach nasze maleństwo. Pierwsza wizyta u lekarza, pierwsze zdjęcie USG naszej kropeczki.Dbałam o siebie bardzo, pojechaliśmy na urlop nad morze wypocząć.Jakie piękne były te nasze wakacje we troje:-)Codziennie dotykałam swojego brzuszka i czułam jak moja dzidzia się rozwija…niestety tylko w moich marzeniach…28 lipiec 2009-pojechaliśmy z mężem na wizytę. Pan doktor obejrzał moje wyniki-okaz zdrowia, zbadał mnie-też świetnie macica powiększona…No to teraz chodźmy obejrzeć jak maleństwo pomacha do nas rączkami i posłuchamy bicia jego serduszka…i niestety USG nie pokazało nic oprócz pustego jaja płodowego. Koszmar, negacja, złość, niedowierzanie-to tylko koszmar!Chcę się już obudzić!Nie wiem jak przeżyłam tę noc, gdyby nie mąż, który cały czas mnie wspierał, chyba umarłabym z bólu, tego psychicznego, który wżera się w podświadomość…rano szpital, usg potwierdzające fakt, że dzidziuś przestał rozwijać się gdzieś na samym początku ciąży i zabieg, przy którym na szczęście uczestniczyły przemiłe pielęgniarki i mój lekarz.To one pocieszały i dodawały mi otuchy.A potem zasnęła i…obudziłam się na sali już bez mojej kruszynki…Co czuję?Ból, pustkę, nie mogę powstrzymać łez…Zrobiłam sobie pudełeczko z pamiątką po dzidzi-zdjęcie USG, karta ciąży, znaleziona zabawka na plaży która miała przynieść szczęście…Nic już nie będzie takie samo…wiem że za kilka miesięcy będziemy starać się o następnego dzidziusia, ale tak bardzo będę się wtedy bała o wszystko…Wiem, że zawsze będę pamiętać moja kruszynkę, chociaż nie zdążyłam nawet usłyszeć bicia jej serduszka..To tak bardzo boli:-((((Pozdrawiam Was ciepło.
Czytając wszystkie Wasze historie, myślę, że nie ma takich słów, które byłyby odpowiednie, żeby kogokolwiek pocieszyć. W każdej z tych opowieści jest coś, co i ja przechodziłam. Ja poroniłam dwa razy. Nie chcę jednak pisać teraz o tych poronieniach. Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że wiem, dla kobiety po poronieniu świat się zatrzymuje, wszystko przestaje mieć sens, nie wyobrażamy sobie, jak wrócimy do normalnego życia. Po drugim poronieniu, kiedy wszystko odbyło się szybko, a przede wszystkim z zaskoczenia, o 9 rano po wyjściu ze szpitala, kiedy parę godzin wcześniej byłam jeszcze w ciąży, a teraz było już po wszystkim, siedziałam w samochodzie z pustym brzuchem i myślałam - a może najlepiej byłoby teraz ze sobą skończyć? Przecież nic już dla mnie nie ma sensu. Przecież nie będę miała siły starać się o następną ciążę, przecież nie wytrzymam tego strachu, że znowu się coś stanie. Ale to był tylko moment. Ta straszna żałoba trwała mniej więcej dwa tygodnie. Powiedziałam sobie, że to nic nie da. Mąż tłumaczył mi, że to, że będziemy to rozpamiętywać, nie pomoże mi skupić się na przyszłości i na tym, żeby kolejną ciążę doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Wiem, że dla kogoś to może brzmieć okrutnie w danym momencie, ale taka jest prawda. Nie można przez cały czas pozostawać pogrążoną w rozpaczy, bo to nie zbliża nas do rozwiązania naszego problemu, poznania przyczyny, dlaczego się tak stało. Tak, to były moje dzieci, one istniały i nic tego nie zmieni. Ale ich nie urodziłam. I tego faktu też już nic nie zmieni. Dlatego w niecały miesiąc po tym poronieniu, zaczęłam biegać do specjalistów, szukając odpowiedzi na pytanie - dlaczego. Najpierw było to takie rozpaczliwe, trochę histeryczne wołanie, niech ktoś mi wreszcie pomoże urodzić dziecko! Potem zamieniło się w spokojne systematyczne wizyty, nawet kilka w tygodniu, u kilku lekarzy, żeby poznać spojrzenie różnych specjalistów na mój problem. Miałam ze sobą gruby segregator badań, które porobiłam, część takich, których nikt mi nie zlecał, porobiłam je na własną rękę. Siadałam naprzeciwko lekarza i zmuszałam go, żeby wszystko przeglądał. Już nie rozpamiętywałam moich poprzednich ciąż, wyrzuciłam testy ciążowe, które trzymałam sobie na pamiątkę, wyrzuciłam karty ciążowe. Byłam skupiona tylko i wyłącznie przygotowaniami do mojej przyszłej ciąży. Z tych wszystkich lekarzy, wybrałam jedną panią doktor, która miałaby mnie w razie czego prowadzić. I w trzy miesiące po tym drugim poronieniu byłam znowu w ciąży, która stała się dla mnie najważniejsza. Od początku zwolnienie lekarskie, żeby dmuchać na zimne, profilaktyczne przyjmowanie wszystkiego, co się dało, a co jest bezpieczne. To jest już drugi trymestr i ciąża rozwija się prawidłowo, ostatnio oglądałam moje dziecko na ekranie, jak wierzga nóżkami:-) I mam nadzieję, że skończy się szczęśliwie. Upływa tydzień po tygodniu i wszystko jest w porządku.
Napisałam to wszystko po to, żebyście, dziewczyny, jeśli jesteście tuż po poronieniu i wszystko wydaje Wam się takie straszne, nie poddawały się i uwierzyły, że wszystko jest przed Wami. Musicie przejść przez okres żałoby, ale nie pogrążajcie się w niej. To, że ktoś Wam mówi, żebyście się nie przejmowały, że będziecie miały jeszcze dzieci, może teraz Was drażnić. Ale taka jest właśnie prawda. Głowy do góry i do przodu. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkie.
Witam poroniłam 01.05.2009r w domu , byłam 2 miesiącu ciaży to były blizniaki .Poszłam do wc czułam straszny skurcz i nagle sie stało wszystko zemnie wyszło to było coś okropnego byłam w wielkim szoku ogromny ból widziałam moje dwie fasolki tego sie nie da opisać.To była moja pierwsza ciąża nawet nie poszłam do lekarza wogóle ,wiem powinnam iść ale niemam ochoty .Czuje straszną pustke mam depresje często płacze a jak na złośc widze wszedzie male dzieci nawet jak teraz pisze mam w oczach łzy .:(
Witam!Na początku chciałabym powiedzieć,że jestem szczęśliwą mamą,mam cudowną 5 letnią córeczkę.Ciąża przebiegała bezproblemowo,byłam bardzo szczęśliwa.Lata szybko leciały,bardzo chciałam drugiego maluszka.I chyba za bardzo… z miesiąca na miesiąc nam nie wychodziło i tak prawie dwa lata aż do sierpnia 2008 roku.Okazało się że jestem w ciąży.Radość…która trwała nie długo.22 sierpnia (6tc) wylądowałam w szpitalu z plamieniem,niestety nie udało się tego uratować.Trzeba było zrobić zabieg wyłyżeczkowania.Tragedia.Dla mnie to było coś nie normalnego,dlaczego tak się stało,przecież przy pierwszej ciąży było wszystko ok!!!Ciężko było mi na sercu,naprawdę ciężko.Odczekaliśmy 6 miesięcy.W marcu 2009 roku ponownie zaszłam w ciążę.Znowu radość która tym razem przeplatała się z obawą,czy aby na pewno będzie wszystko w porządku.17 marca (6tc) wylądowałam w szpitalu z plamieniem.Badanie usg wykazało pęcherzyk płodowy ale nic poza tym.Diagnoza-ciąża obumarła.Kolejne załamanie,płacz i kolejny zabieg.Po tym drugim poronieniu mój lekarz gin stwierdził,że tak nie może być,żeby ronić raz za razem i zlecił mi tylko badanie toksoplazmozy które wykonałam od razu a na własną rękę zrobiłam badanie poziomu hormonów tarczycy,ponieważ dowiedziałam się,że to też jest bardzo ważne badanie gdy coś takiego się dzieje.Zmieniłam lekarza.Badania które wykonałam wyszły pozytywnie.Pozytywnie wyszedł mi nawet test ciążowy który zrobiłam w sierpniu 2009 roku.Od razu zgłosiłam się do mojego lekarza,badanie gin wyszło pozytywnie,usg wykazało pęcherzyk płodowy.Dostałam tabletki-duphaston.Kolejna wizyta u lekarza.Strach czy wszystko jest ok.Badanie usg wykazało płód,słyszałam serduszko.Ze szczęścia popłynęły mi łzy.Strach minął.Do kolejnej wizyty już nie doczekałam.Znowu pojawiło się jakieś plamienie.31 października ponownie znalazłam się w szpitalu.Dostałam silnego parcia w dole brzucha.Wszystko spłynęło do ubikacji (9tc).Nigdy tego nie zapomnę!!!Tak że,jestem po trzech zabiegach wyłyżeczkowania.Myślę,że przeżyłam w swoim życiu bardzo wiele.Chwilowo,wiem że to będzie brzydko brzmiało ale \"odechciało mi się mieć dzieci\".U lekarza jeszcze nie byłam bo minęło zaledwie 2 tygodnie ale już wiem,że czeka mnie długie leczenie i szereg badań do wykonania.Jest mi strasznie smutno i ciężko pogodzić to wszystko ale staram się tego nie okazywać.Często w nocy płaczę,tak żeby mój mąż nie widział gdyż nie chciałabym go zamartwiać.Wiem,że za każdym razem przeżywał to co raz bardziej.Tam wysoko w niebie mam 3 Aniołki o których nigdy w życiu nie zapomnę,ponieważ nie da się tego zapomnieć!!!Pozdrawiam:(
witam, trzy tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. nie była ona planowana, ale z partneren coraz częściej rozmawialiśmy na ten temat. nigdy nie zapomnę jego błysku w oku kiedy test pokazał wynik pozytywny. po pierwszym szoku zaczęliśmy szczerze cieszyć się z ciązy, robiliśmy plany na przyszłośc. wszystko było w pożadku, dbałam o siebie, zdrowo się odżywiałam… i czekałam na wizytę u ginekologa (zapisałam się do najlepszego o jakim słyszałam). niestety po dwuch tygodniach naszej radości zauwarzyłam, że plamie. szybko znależliśmy ginekologa który jeszcze przyjmował (wszystko działo się ok 18). pani doktor zbadała mnie, zrobiła usg i okazało się, że ciąza (5tydzień) jest zagrożona ![]()
przeisała leki i kazała leżeć. szok!!! chcąc mieć jak najpewniejszą diagnozę następnego dnia umówiliśmy do innego lekarza specjalizującego się w zagrożonych ciążach. wizyta miała być ok 15. rano wszystko wyglądało dobrze- bóle praktycznie znikły, krwawienie ustało -pojawiło się światełko, że wszystko będzie dobrze. niestety ok południa wszystko zazeło się od nowa:( w drodze do lekaża zaczęłam krwawić i coraz bardziej bolał mie brzuch. w czasie wizyty okazało się, że ronię i natychmiast mam jechać do szpitala. potem pamiętam tylko ogromny bół fizyczny i psychiczny, lekarzy, krew… okazało się , że konieczny jest zabieg łyżeczkowania. kiedy obudziłam się z narkozy było już po wszystkim
minął prawi tydzień, nie mogę się pozbierać, ciągle o tym myślę. czekam na wyniki badania histopatologicznego i jeśli okaże się, że poronienie było moją winą to nie daruję sobie tego. strasznie się boję. wszystko wspominam jak jakiś koszmar, który przezyłam tylko dzięki mojemu partnerowi. zachowuje się wspaniale i za to strasznie go kocham,ale wim że dla niego to też nie jest łatwe, staram się być dla niego wsparciem ale czasami brakuje mi sił. czuję, że zawiodłm siebie i najbliższych. nigdy nie zapomnę o naszym nienarodzonym dziecku!!!
Nawet nie wiem co napisac tak bardzo sie boje.2 grudnia 2009r dwa dni temu stracilam swoj najwiekszy SKARBEK na swiecie…Mieszkam w Anglii wlasnie tutaj udalo mi sie zajsc w ciaze probowalismy cztery miesiace az w koncu sie udalo.Nie potrafie nawet pisac taka wielka radosc.Stracilam moja ukochana dzidzie trafilam do szpitala mialam brazowe plamienia koniec12 tyg lekarze nie chcieli zrobic mi nawet usg bo dopiero za dwa dni.Tej samej daty juz dzwonilam po karetke zaczelo sie w domu zaczelam tracic swoje malenstwo leki przeciw bolowe … Bolalo okropnie dalej boli sama urodzilam swoje mlenstwo bez zadnych srodkow caly dzien sie meczylam ale chcialam to zrobic dla Dzidzi i dla siebie.Nie wiem narazie dlaczego to sie stalo tak bardzo tesknie czuje ogromny bol dlaczego nasz Aniolek nie mogl zostac z nami?Nigdy tego nie zrozumiem…Przeciez tak bardzo Go kochamy!
Jestem w ogromnej rozpaczy i zawalił mi się cały świat,ale tak pewnie się czują wszystkie kobiety po stracie dziecka.Ja straciłam pierwszą córeczkę 9 lat temu,przedwczesne odpłynięcie wód płodowych zakończyło się przedwczesnym porodem w 32 tygodniu.Moja Wiktoria żyła tylko 8 godzin,była to moja pierwsza ciąża i straszny koszmar,nie mogłam się pozbierać,drugą córeczkę Patrycję straciłam w 2005 roku w 24 tygodniu,przestało Jej bić serduszko,a myślałam,że będzie dobrze i znowu rozpacz.Cały czas się bałam,ale tak bardzo chciałam mieć dzidziusia,że postanowiłam spróbować,chociaż przy każdym współżyciu był strach.Minęły 4 lata,test pokazał dwie kreseczki,ale nie cieszyłam się długo,moje dzieciątko przestało się rozwijać w 6 tygodniu,ciąża obumarła,ja już do tego chyba zaczęłam się przyzwyczajać,że nie jest mi dane mieć małą kruszynkę.Nie wiem czy jeszcze spróbuje,ale jak mija trochę czasu to jest ogromne pragnienie żeby znowu być w ciąży.
witam jestem w 6 tygodniu ciazy
wczoraj zauwazylam brazowe plamienia bylo tego nie wiele i zaraz ustaly dzisiaj poraz pierwszy bylam u lekarza gin
stwierdzil ze plod nie rozwija sie tak jak powinien
dla mi dwa tygodnie przez ktore mam lezec w lozku
zrobilam wszystkie badania wyniki odbiore w czwartek
mam nadzieje ze to tylko pomylka poniewaz mialam ostatn okres 26 listopada lekarz twierdzi ze plod ma wiecej niz miesiac poniewaz gniazdko jest rozszerzone a plod nie rosnie
bede sie modlila tylko to mi pozostalo i nadzieja
czesc dziewczyny,
jestem w 21tygodzniu ciazy, i wiem, ze to chlopiec,
o ciazy dowiedzialam sie 15wrzesnia, wiec radosc, euforia, planowanie slubu, zareczyny…wszystko jak z bajki, mial byc domek w gorach, mieslimy brac slub…no uczucie jakbym dostala gwiazdke z nieba…nie balam sie tego ze mam 21 lat, ze studiuje, powtarzalam sobie, ze bedzie dobrze ze sobie poradzimy..nazeczony oswiadczyl mi, ze ze mna nie bedzie bo jest z inna..powiedzial mi to w 5 tc…zalamalam sie, gdyby nie przyjaciele nie poradzilabym sobie…ladowalam wtedy w szpitalu kilka razy…w listo padzie spotkalam sie z nim zeby po raz ostatni omowic sprawe alimentow…i wiecie co? powiedzial mi ze jego dziewczyna jest w ciazy..rodzi miesiac po mnie…kolejne zalamanie..swieta spedzialam najgorzej jak sie dalo.. ale mialam to serduszko pod soba..dawalo mi sily…w sylwestra drugie usg i okazalo sie ze to syn…poplakalam sie bo tak bardzo chcialam chlopca.. moj brzuszek powoli nabieral ksztaltow…dzis poprostu zle sie poczulam…nie wiem jakby cos bylo nie tak…lekarz twierdzi ze moj Filip sie nie rozwija..i ze w przeciagu kilku dni \"wszystko zalatwimy\"… sama nie wiem co mam zrobic…nie wierze…nie moge sobie poradzic…ja chyba wciaz mam nadzieje…on jest dla mnie swiatem…czytam Wasze wypowiedzi… wspolczuje WAm wszystkim..to jest juz moje trzecie poronienie…pierwsze po 4tc a drugie po 5..dlatego tak sie cieszylam ze ten koszmar sie skonczyl… i teraz co…mam zapomniec…jakby nigdy nic..? mam dalej studiowac i dalej zyc…tak poprostu? musialam gdzies to napisac…bo przez gardlo nie chce mi to przejsc…tak bardzo sie boje…mialam wszytsko a teraz mam nie miec nic? Larisa…bede trzymac kciuki…i pamietaj ze jesli Ty sie bedziesz denerwowac to TwoJ Maluszek takze…mow do Niego… mi to pomagalo zwlaszcza w szpitalu. a co do innych kobiet.. kiedys nadejdzie ten dzien, ze uslyszymy \"mama\".
ja właśnie straciłam swojego drugiego synka 6,01,2010 byłam w 24 tygodniu ciazy w tym momęcie nie wiem co ze soba robic jest mi zle myślałam ze w tym tygodniu mozna uratować dzieciatko staram sie nie płakać ale to mi nie wychodzi zastanawiam sie co ze mną jest nie tak czy czegos nie dopilnowałam czy nie zaniedbałam a może tak miało być moze ja nie powinnam miec dzieci
17 kwietnia minie rok jak straciłam swoje dziecko .. zyło we mnie ok 9 tygodni i umarło.. kiedy lekarz powiedział, ze jestem w ciąży czułam się najszczęśliwszą osobą na ziemi.. w tym samym dniu usłyszałam od chłopaka że nie chce tego dziecka i mam gu usunąć..kiedy lekarz powiedział, ze ciaża się nie rozwija ..umarło we mnie moje zycie wraz z życiem dziecka.. nie moge sie z tym pogodzić.. wczorajszy dzień zakochanych spędziłam sama na cmentarzu patrząc na aniołka ustawionego przy krzyżu..
ja straciłam swoją córeczkę w 21 tygodniu ciąży 19.12.2009. Mam synka ma 3 latka.Wszyscy mówią masz dla kogo życ musisz sie pozbierać.A mi jest bardzo źle.
Dlaczego tak sie dzieje? Tak pragnelam tego malenstwa…
Witam, zdziwiona jestem, że jast nas tak wiele. Myslałam, że to tylko mi się to przytrafia. A prytrafiło się 2 razy. Za pierwszym poroniłam w 11 tyg.ciązy. nie mogłam sie otrząsnąć bardzo długo, potem urodziłam wymodlonego synka, i znów trzecią ciĄŻE poroniłam w 8 tyg.w zeszłym roku. Oba poronienia-przyczyna nieznana i wyłyżeczkowanie. ból zawsze będzie, ilekroć widzę jakiegoś maluszka zastanawiam się czy moje dziecko byłoby dziewczynką czy chłopcem. Oczy miałoby niebieskie czy brazowe.Ale wiem że trzeba dźwigać swój krzyż i zaprzec się i próbować dalej. I będę próbować mimo wszystko, Kiedyś i tak je spotkam. Trzeba sobie przebaczyć, tak sobie, bo często my same siebie winimy, bo może coś nie zrobiłyśmy, przeoczyłysmy itp. i co jest jesze ważne: trzeba dać imiona swoim aniołkom i prosić Pana Boga o siłę i wytrwanie w takim cierpieniu. Pa
Trafilam na ten blog przypadkowo…szkoda, ze nie troche wczesniej.Poronilam 25 lutego, ale prawdopodobnie plod nie rozwijal sie juz szybciej, bylam w 9 tygodniu ciązy. Od początku byly watpliwości, nie wyszły mi dwa testy ciązowe, dopiero wynik betaHCG potwierdził ciąże. Gdy zaczęly się brązowe plamienia lekarz mnie uspokajał, kazał lezeć…następnego dnia krwawiłam, trafiłam do szpitala, na szczęście opieka była dobra, chociaż może troche mało mnie informowano o wszystkim. Teraz godzę się z tym wszyskim, pomału dochodzę do siebie, ale jeszcze troche potrwa nim się zdecyduję na kolejną ciążę…na pewno będzie sporo obaw.
Wszystkim nam kobietom trudno jest pogodzic sie z utrata dziecka…nawet jesli byl to dopiero zalazek.Bol i rozpacz minie owszem ale z czasem lecz juz na zawsze pozostanie w naszym sercu pamiec.Pisze bo,stracilam synka w 31tc.Nie bede opisywala szczegolow,powiem tylko tyle ze dzidzius byl zdrowy.Minelo 6 lat,duzo sie wydarzylo w moim zyciu…teraz jestem w ciazy obecnie 18tydz,najprawdopodobniej bedzie chlopiec.Wszystko jest wporzadku,lecz tak naprawde bardzo sie boje.Ulozylam swoje zycie na nowo i jestem szczesliwa,wszystko wydaje sie tak jakby inne takie “normalne”. Jestem dobrej mysli, i wierze w to, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny, pogodzilam sie z utrata,gdyz jestem przekonania ze tak musialo byc,to mi bylo przeznaczone. Wszystkim zycze powodzenia!
od poronienia/porodu mijają już 3 lata, a ja wciąż pamiętam każdy szczegół w 22 tygodniu ciąży bliźniaczej nagle dostałam małego plamienia, akurat w poczekalni usg, lekarz zbadał, chłopcy zdrowi ale rozwarcie jest wysłano mnie do szpitala Matka Polka to mordownie, nie szpital…przeżyłam koszmar, zero pomocy ze strony personelu podejrzewali bakterie zrobili jakieś płukanie i potym zaczęły się skurcze, odeszły wody po wciśnięciu alarmu jeszcze 2 godziny czekalam na lekarza… w końcu urodziłam, czułam ruchy maluszka na udzie, widziałam go był taki śliczny…ale go zabrali, drugie dziecko się urodziło, zapytali czy je ochrzcić i jakie imiona dam synkom póżniej dali mi usypiacza pamiętam, że wcale nie chciałam się budzić…
pielęgniarka powiedziała “nie rycz urodzisz jeszcze dziecko młoda jesteś” cholerna służba zdrowia powiedzieli,że dzieci urodziły się martwe a mnie się wydawało, że się rusza…
po 2 tygodniach przyszedł polecony z USC żebym się zgłosiła w celu zarejestrowania dzieci, nie wiedziałam dlaczego mnie męczą tym, nie znałam procedur, ale jak pojechałam do szpitala tam dopiero powiedziano mi, że moje dwa aniołki żyły ponad dwie godziny, walczyły o życie…
najgorsze jest to,że tylko ja, mąż i moja mama pamiętają o naszych aniołkach, nie mamy grobu, mąż zadecydował, że tak będzie lepiej…a jak szliśmy pod krzyż zapalić dwa serduszka to teściowa zapytała się ” a za kogo??” boli, że prawie wszyscy zapomnieli
Urodziłam swojego Bartusia w 20 tygodniu ciąży 26 listopada 2009r. Ciąża prawidłowa do ostatnich dwóch dni..dzidziuś rozwijał się prawidłowo…dwa dni przed porodem dowiedziałam się, że to chłopiec..Pani doktor ze łzami w oczach powiedziała mi, że mam 50% szans na donoszenie ciąży, a mały ma zero szans jeśli urodzi się w 20 tyg…oczywiście bezwzględne leżenie, nawet do toalety przez dwa dni nie mogłam chodzić..dziecko zaczęło się cofać, rozwarcie zmniejszać…oczywiście szczęście w sercu,że jest lepiej…ciagle byłam podłączona do kroplówek rozkurczowych…przerwali podawać tylko na chwile…wtedy zaczęła się akcja porodowa…urodziłam sama na sali..położne nawet nie zdążyły przybiec…sama odebrałam poród..trzmałam przez chwilę swojego szkraba…miał tak duzo czarnych włosków i był juz taki duży, 14 cm, 283g…reszte pamietam jak przez mgłe…sala zabiegowa, ginekolodzy, anestezjolog, juz nie czułam żadnego bólu..prosiłam tylko o uśpienie… 16 kwietnia powinnam terminowo urodzić…ta data zbliża się nieuchronnie a ja nie potrafie sobie poradzić ze śmiercią mojego dziecka…nie było dnia, w którym bym nie płakała…nie potrafię patrzeć na kobiety w ciąży, których pełno wokoło mnie…mimo,że zyczę im wszystkiego co najlepsze…mimo,ze pragne kolejnej ciazy to boje sie..cholernie sie boje…Trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które podnoszą się z tego i postanawiają zacząć od nowa…
Witam was dziewczyny. Wiem co czujecie, bo przechodziłam to samo. Poroniłam w nocy z 14 na 15 maja 2009 roku w 8 tygodniu ciąży. Długo się nie nacieszyłam dzieckiem, bo dowiedziałam się o nim dzień wcześniej. Ale już w sierpniu zaszłam w kolejną ciąże, a że było to za szybko po poronieniu i lekarz mówił że mam ok 30% na donoszenie go to i tak nadal jestem z ciąży i termin mam na 14 maja:) tak, że już nic mojemu maleństwu nie zagraża. Życze wszystkim wam szczęścia i powodzenia.
witam przezywam to samo co wy w sobote poronilam swoje 11tygodniowe dzieciatko caly czas teraz placze nie moge w to uwierzyc gdyz dwie poprzednie ciaze 10 i 12 lat przebiegaly bez problemow tak sie cieszylismy ze bedzie dzidzius czulam w sercu ze bylby to synus czuje wielka pustke i smutek pozdrawiam was goraco
Kasia mysle,ze wszystkim nam przynioslas nadzieje..dziekuje Ci za to;*
Dwa lata temu też poroniłam. W 5 tygodniu, choć dla mnie nie ma znaczenia, że nasz Aniołek był taki malutki. Pokochałam Go całym sercem, więc kiedy w szpitalu straciłam Naszego Skarbka, bardzo ciężko to przeżyłam. w zasadzie to jeszcze pół roku temu na wieść o ciążach znajomych czy koleżanek po prostu wpadałm w furię i histerię. Tym bardziej było to trudne, że od jakiegoś czasu staraliśmy się z mężem kolejny raz o Dzidzie. W lutym całkiem sobie odpuściłam, zeszło ze mnie ciśnienie, parcie na dziecko. Skoro nie mogę Go mieć to nie. Nic na siłę. Poczułam ulgę, spokój i wolność. Teraz prawdopodobnie znów jestem w ciąży, taka przewrotność
ale cały czas pamiętamy z mężem o naszym Maciusiu ( bo tak nazwaliśmy naszego Aniołka )i z wiarą połączoną ze strachem oczekujemy na rozwój nowej sytuacji
Życzę i Wam, by kiedyś uśmiechnęło się do Was szczeście i wyczekane Maleństwo!!
Ja też to przeżywam, poroniłam 15 maja w 7 tyg, wciąż płaczę, nazwaliśmy go tak zabawnie Stefankiem, choć nie wiadomo czy to był chłopiec czy dziewczynka.Widziałam jego bijące serduszko na USG, a teraz już go niema a ja czuję ogromną pustkę, Panie Boże pomóż mi to przetrwać.
ja 13.05.2010 straciłam 10tygodniową fasolkę - brak akcji serca:(
masakra! Jedyne pocieszające w tym wszystkim to ludzie którzy pracują w szpitalu na Madalińskiego - cudowni - lekarz przed samym zabiegiem utulił mnie i powiedział - \"kochana będziesz miała jeszcze dzieci i wiem ze jest Ci ciężko\"!! było to bardzo miłe - wszystkie siostry i pielęgniarki cudne - pomoc psychologa dostałam natychmiast. teraz jestem na zwolnieniu i staram się jakoś dojść do siebie - jest ciężko wpadam w histerie - ale wspiera mnie mąż rodzina i przyjaciele.
Ja również poroniłam 15 maja, ale o tym, że nasz upragniony dzidziuś nie żyje dowiedziałam się 13 maja na kolejnej, sprawdzającej wizycie u ginekologa. Byłam w 20 tc nic wcześniej nie czułam, w ogóle w ciąży czułam się fantastycznie nie miałam żadnych dolegliwości. Nasze dziecko było dla nas ogromną siłą od marca w naszej rodzinie ciągle przeżywaliśmy śmierci bliskich osób. Najpierw odszedł mój brat w wieku 39 lat potem 3 tygodnie później odszedł mój ojciec. I kolejny miesiąc przyniósł nam kolejną tragedię śmierć naszego dzidziusia. Staram się być silna, myślę o naszej córeczce, tęsknie za nią, ale nie chcę też poddać się rozpaczy, pragnę mieć dziecko, więc postanowiłam, że te 3 m-ce, które mamy sobie dać, aby odpoczęła psychika, będą spokojne. Chce, żeby mój cały organizm przygotował się na kolejną ciąże, tym razem przez zbędnych stresów, bo przyznam, że od początku tego roku naprawdę nie było nam łatwo. Zaraz po powrocie do domu mąż zaczął czytać o poronieniach a ponadto w szpitalu dostaliśmy ulotki i namiar na grupę wsparcia kobiet po poronieniach. Już po tygodniu poszłam na to spotkanie, była tam też Pani psycholog. Pomogło mi to spotkanie, zauważyłam też, że ja jakoś umiem wytłumaczyć sobie stratę dziecka, nie analizuje, nie rozpamiętuje, bo to nic nie daje. Nie znaczy to jednak, że chcę zapomnieć o naszym dzidziusiu, zawsze będzie dla mnie moim pierwszym dzieckiem - córeczką Oleńką. Pokochałam ją bardzo już wtedy, kiedy zobaczyłam pierwszy raz na ekranie jej główkę, rączki, nóżki. Na usg zawsze była taka niesforna, ciągle się wierciła… Pamiętajcie dziewczyny to od nas zależy jak będziemy żyć dalej, wiadomo każda na nas chcę ponownie zajść w ciąże, i wiemy też, że będzie to dla nas teraz wielka obawa i stres, ale nie stwórzmy sobie koszmaru z życia. Bądźmy dzielne dla naszych dzieci, dla naszych mężów i dla samych siebie. Pamiętajmy, że nie tylko my cierpimy! Razem z mężem przeczytaliśmy na jednej se stron www takie motto: ” Nasze maleństwa nie odchodzą, zmieniają tylko datę swojego przyjścia” Daje Wam słowo łatwiej nam jest, bo uwierzyliśmy w to.
Cześć dziewczyny! Jestem tu nowa. Też mam za sobą poronienie 18.05, ale już tydzień wcześniej lekarz powiedział że nie ma akcji serca po kilku dniach kolejne usg ale niestety ten koszmarny scenariusz się potwierdził.gdzieś 5 dni przed tym wszystkim zaczęłam plamić a w ten koszmarny dzień dostałam krwotoku. Jak pojechałam do szpitala to z marszu szłam na zabieg czyszczenia macicy. i już myślałam że ten koszmar się już skończył ale chyba jeszcze nie. Wczoraj po 16 dostałam zawiadomienie ze szpitala że muszę się zgłosić do szpitala na dalsze leczenie a z tego co wiem musiał wyjść nieprawidłowy wynik histopatologiczny. Nikt mi nie chce nic powiedzieć bo jest weekend i muszę czekać do poniedziałku. Normalnie jeden koszmar za drugim. Bardzo się boje. Dlaczego życie tak strasznie nas doświadcza
Witam wszystkich… Wlasnie przeczytalam wszystkie wasze przezycia zwiazane z utrata dziecka, wiem cos o tym bo sama jestem po dwoch poronieniach pierwsze w 22 tygodniu i drugie 5 tygodniu. Ja tez sobie zadaje pytanie dlaczego to sie stalo, czemu ja!!! Bo czulam sie jakby to tylko mi sie to przytrafilo! i w tym momencie kiedy czytam wasze historie czuje sie okropnie, bo myslalam tylko o sobie o tym jak cierpie, a nie pomyslalam nawet przez chwile ile jest kobiet na swiecie ktore przechodza przez to co przeszlam ja, i cierpia nawet wiecej… Nie dawno czytalam blog pewnej osoby ktora stracila 4 dzieci i to nie w pierszych tygodniach ale w koncowych tygodniach ciazy i sie nie podala!!!! 6 lat czekala na swoje upragnione dziecko i jej sie udalo… Musimy brac przyklad z kobiet tak silnych, nie mozemy sie podac. Dziewczyny kazda nastepna ciaza bedzie z jednej strony szczesciem a z drugiej horrorem, kazdego dnia bedziemy sie zastanawiac: czy serduszko bije, czy rosnie, czy do trwamy do konca. Jestem w 18 tygodniu ciazy i leze w lozko zaloznym szwem i umieram ze strachu i placze raz ze szczescia i raz z przerazenia ze znowu je moge stracic.Ale mysle ze warto, bo w dniu kiedy wezne moje malenstwo na rece
i przytule je do serduszka bedzie naj cudowniejszym dniem w moim zyciu i dla takich chwil jest warte kazde poswiecenie!!! PAMIETAJCIE O TYM ze te chwile sa bezcene… Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia… PS. Chcialam dac rade jednej dziewczynie ktora stracila swoje malenstwo w 20 tyg. i pisala ze poczeka 3 miesiace i sprobuje jeszcze raz, poczekaj 6 miesiecy a nie 3, bo organizm musi dojsc do siebie, ja wiem ze pragnienie dziecka jest silniejsze od racjonalnego myslenia, ale ja tez tak zrobilam, zaszlam w ciaze po 3 miesiacach i stracilam malenstwo odrazu napoczatku ciazy, lekarz uznal ze to za wszesniej bylo… Wiec pozwol organizmowidoprowadzic sie do porzadku, i zeby tez hormony sie uregulowaly i sproboj…
bardzo wam wszystkim współczuje dziewczyny
trzymajmy się! nie mozemy sie poddac..
witajcie ja właśnie wróciłam ze szpitala byłam w 16 tygodniu ciąży gdy dostałam plamienia pojechałam do szpitala i tam zostałam po zrobieniu przez lekarza badania USG przeżyłam koszmar dowiedziałam się że dla mojego maleństwa od 12 tygodnia ciąży nie bije serduszko zrobili mi zabieg oczyszczenia macicy a ja obwiniam się że to prze ze mnie to była dziewczynka nie mogę się z tym pogodzić
Witaj… Nie możesz sie obwiniać, przeciesz nie wiedziałas o tym, nie miałas wpływu na to co sie stało. Wiem co czujesz, wiem jak boli utrata dziecka ktore sie juz zaczeło kochać… Nie ma słów które cie pocieszą, to po prostu trzeba przeczekac, zeby przestało bolec. U mnie minął już rok odkąd mój synek nie żyj, a jeszcze mnie boli serduszką, i nie sądze że to przejdzie, myslę że przez całe życie nie bedę mogła o tym zpomniec. Jestem teraz znowu w ciąży w 21 tygodniu ale sie strasznie boje… Może powinnaś teraz pomyśleć że znowu możesz zajść w ciąże… Ja tak zrobiłam, myślałam tylko o następnym i że tym razem będzie inaczej, ta nadzieja mnie trzymała przy życiu, bo różne myśli przychodza do głowy… Trzymaj sie mocno i nie zadreczaj się, to nie była twoja wina, czasami się tak zdarza, i niewiemy dlaczego, zdajemy sobie pytanie czemu \"ja\", czemu mnie się to zdarzyło, ale wierzmi że nie jestes sama, jest tysiące kobiet które cierpią tak jak ty i tak jak ja.
Witajcie,
czytając te wszystkie historie nie wiem czy szukam pocieszenia dla siebie czy poprostu wyjaśnienia tego co się stało. Jest mi lżej gdy wiem, że nie tylko mnie to dotknęło i jednak jeszcze raz można spróbować i się uda.
W sobotę wróciłam ze szpitala. Nie ma już z nami naszej kruszyny. Pamiętam jak dowiedziałam się z początkiem czerwca że jesteśmy w ciąży. Mój narzeczony oszalał z radości bo tak bardzo chciał tego maleństwa. Życie całkowicie się zmieniło zaczęliśmy tak wiele planować. Pojawiły się bóle podbrzusza ale mój lekarz powiedział, że nie należy się martwić. Brałam progesteron i ból ustał. Dbałam o siebie choć mówi się że ciąża to nie choroba, więc próbowałam żyć nadal normalnie.
Kolejne USG , chwilę trwało ale maleństwo pokazało się na ekranie i jego serduszko też. Znowu ogromna radość i szczęście….
10 tydz kolejne kontrolne badanie i wtedy nastąpiła chwila prawdy - nie ma serduszka. Natychmiast skierowanie do szpitala- moja połówka w nocy wracał do domu by przejść to ze mną. Rano szpital badania i wywołanie poronienia i zabieg. Okazało się, że maleństwo już po 7 tyg przestalo się rozwijać. Niewiele pamiętam z tego dnia- może to że przemiła opieka medyczna. Mogliśmy to wszystko razem przejść ,towarzyszył mi do końca mimo , że godziny odwiedzin już dawno minęły. W sobotę powrót do domu. Staram się ogarnąć niesttey bezsilność jest mocniejsza. Nie chce mi się wychodzić z domu, rozmawiać z ludźmi. Czuję się taka pusta. Widzę, że moje kochanie też to bardzo przeżywa - jednak mam nadzieję, że z czasem się pozbieramy i będzie dobrze a może nawet lepiej. Jedno wiem napewno jak znowu się uda to będę na siebie bardzo uważać.
Może macie jakieś rady jak to przejść
Nie wolno sie poddawac, ja mialam zabieg oczyszczania 16 czerwca, najpierw mialam jeden malenki bol, wszyscy mnie uspakajali ze tak czasem jest ze mam sie wiecej ruszac, wiec zignorowalam to, w 15 tygodniu pojawily sie plamienia tez niewielkie wiec poszlam do gina , tam tez zobaczylam malenstwo z opuszczonymi raczkami i nozkami , okazalo sie ze od 9 tygodnia babelek sie nie rozwijal , szpital narkoza dzien nasteny placz. Myslalam ze moj partner mnie nie rozumie kazal sie pozbierac tylko , ale tak zrobilam juz wrocilam do pracy, dzis usg pokazalo ze macica juz jest ok( mimo potwornego zapalenia i 4 antybiotykow). Teraz dbam o siebie jem witaminy zeby przygotowac sie do nastepnego babelka, wiem ze boli ale jedynym lekarstem na taka strate jest kolejna ciaza wiec taki jest moj plan . Robie wszystko zeby zapewnic malenstwu dobre srodowisko od rozwoju.Nie poddawajcie sie ale walczcie ![]()
Czy mam za was kciuki… Bedzie dobrze…
az serce sie kraja jak sie to wszystko czyta..ja również nie potrafie zapomnieć o swoim syneczku…przde wszystkim nie chce zapomnieć ..od samego poczatku był w moim serduszku i na zawsze nim zostanie…od poczatku czułam się mamą,więc bardzo przezyłam jego śmierć…inaczej tego czyba nimożna nazwać..wierze jednak, że wciąż nade mna czuwa i jego duszyczce jest dobrze tam gdzie jest…zawszebęde pamietał go i kochała…
Za kazdym razem jak wchodze na ten blog to widze nowe wpisy w tym temacie. Tak bardzo mi przykro z powodu Waszych aniolkow. Ja coprawda nie stracilam nigdy dziecka, ale jak czytam Wasze opowiadania to lzy mi leca. Chcialabym przytulic kazda z Was i dodac otuchy. Na pewno nie da sie zapomniec o tych aniolkach. Czesto kobiety obwiniaja siebie pyatjac co zrobily zle. Nic nie zrobilyscie zle. Powiem z wlasnego doswiadczenia ze stworzenie czlowieka to nie jest latwa sprawa. Kazdy kto widzi kobiete w ciazy to widzi ja tylko zewnetrznie czyli jej wielki brzuszek, a nikt nie wie co naprawde dzieje sie w ciele kobiety. Mnostow zmian ktore prowadza do tego ze rodzi sie czlowiek. Malutka istota. To jest niesamowite. Nie obwiniajcie sie o utrate dziecka. To jest naprawde wielka droga ktora musi przejsc ta mala fasolka zeby stac sie czlowiekiem.
Jestem z Wami calym sercem. Wierze ze nastepne Wasze dzieciatka urodza sie zdrowe i silne i dadza Wam wiele radosci. Nie poddawajcie sie i probujcie. Usmiechajcie sie jak najczesciej i badzcie szczesliwe, a Wasze nastepne dzieciatka na pewno skorzystaja z tej Waszej radosci.
Witam,pierwszy raz poroniłam w 2004 roku byłam wtedy w 4 miesiącu, wtedy miałam łyżeczkowanie- do końca życia tego nie zapomnę:( brak mi sił… ponieważ 9 lipca zrobiłam test były 2 kreski jedna bardzo blada, powtórzyłam test i to samo, 17 lipca plamienie i do lekarza przpisał mi duphaston, wieczorem miałam brunatne plamienie i zaczełam krwawic, 18 lipca również krwawiłam, 19 lipca byłam umówiona na usg byłam pewna że już nie jestem w ciąży ale lekarz powiedział że jest pęcherzyk ciążowy i kazal brac duphaston i przyjsc za tydzien na usg, strasznie sie cieszylam chociaż troszke krwawilam, 24 lipca juz nie wogole nie krwawilam, wiec bylam spokojna i szczesliwa, 26 lipca poszlam na usg myslalam ze uslysze bicie serca mojego malenstwa a tu lekarz mowi ze ciąży nie ma… nie wiem co mam o tym myślec…
Zapomniałam dodac nie miałam łyżeczkowania ponieważ lekarz na usg stwierdził że nie potrzeba, i że to mogła byc ciąza mnoga:(
Pisałam już wcześniej poroniłam 13,05,2010
minęło już troszkę czasu - było dobrze ale od kilku dni znów wszytsko wróciło nie wiem dlaczego - jest mi smutno i bardzo tęsknię za swoim dzieckiem, Najbardziej mnie boli kiedy widzę znajomych, którzy mają przybliżony termin porodu do mojego czyli grudzień 2010, widze brzuszek który bym miała i ich szczęście - a ja mam smutek w sercu i ból.
Nie wiem jak sobie poradzić z tym wszystkim.
Witam… Czasami tak jest ze widac pecherzyk, i daje nam to wielka nadzieje ze wszystko bedzie dobrze, ja tez tak mialam jak poronilam w 5 tygodniu, chociaz krwawilam to i tak wierzylam ze moze zdarzy sie cud i mojemu dziecku sie uda. Wychodzi ze krwawilas 6 dni to w tym czasie moglo sie wszystko wydarzyc. Mi lekarz powiedzial ze jesli dziecko da rade to przezyje a jak nie to nie, nie bylo to mile uslyszec bo bardzo go chcialam, ale czasami prawda jest bolesna. Ja tez nie mialam lyzeczkowania, macica sie sama wyczyscila, wiec moze lepiej bo nie musiala byc interwencja lekarzy i nie narusza ci nic. Nie podawaj sie poczekaj 3 miesiace i sprobuj jeszcze raz, ja tak zrobilam i jestem znowu w ciazy w 6 miesiacu, mam nadzieje ze tym razem nic sie nie stanie mojemu malenstwu i tobie tez to zycze…
Witaj Emi… Niestety na to lekarstwa nie ma, daj sobie czas, odkad stracilas twoje malenstwo minelo ok 2.5 miesiaca to nie jest duzo. Ja po takim czasie lezalam jeszcze w lozku i tylko plakalam i narzekalam na zycie, nie mialam ochoty na nic. Nawet czasami przychodzily mi glupie mysli do glowy, ze najepiej to by bylo rzucic sie z mostu. Ja wiem jak serce tak mocno sciska a ty czujesz ze zaraz wybuchniesz. Naj gorsze jest jak przyjdzie grudzien i bedziesz myslala o tym ze twoj maly mogl sie urodzic… Ja to wszystko przeszlam i jeszcze raz ci powiem nie ma na to lekarstwa, musisz przezyc to. Nie obwiniaj sie! Placz i krzycz ile chcesz, bo masz do tego prawo. Jesli nie pracujesz to moze znajc sobie jakos prace zeby zajac czyms mysli. Ostatnia moja rada pomysl a nastepnym, poczekaj jeszcze miesiac i sprobuj jeszcze raz. Jak ci sie uda odrazu bedziesz miala nowy cel w zyciu. Pozdrawiam.
Witam Wszystkich… gdyby nie takie fora niewiem co byłoby ze mną… Mam za soba dwa poronienia pierwsze 29.04.2009 to był 21 tydz. ciąży i drugie 20 tydz 14.06.2010 jestem zalamana nie przestaję myśleć o moich synkach i boję się o przyszlośc, boję się że nie dam mojemu mężowi szczęścia- maleńkiego dzidziusia. staram się ogarnąc ale średnio mi to wychodzi zaczynam dopiero bad a moje myśli krążą wokół moich Aniołeczków. Może sama stwarzam sobie sytuację ale z Mateuszkiem moim pierwszym Skarbkiem byłam w równej ciąży z kuzynką mojego męża i zawsze gdy przyjadą serce mi pęka z bólu bo patrzę na jej córeczkę i myślę że moj synek powinien już taki być a tym czasem niema Go
z ostatnią ciążą bylam też równo z siostrą męża obie miałyśmy termin na listopada, ona ma brzuszek a ja niespane noce i całe morze łez niewiem co będzie jak urodzi… planowałyśmy chrzciny na Swięta Bożegonarodzenia… więc te Swięta nie będą najszczęśliwsze. Pragnę zajśc w ciążę ale taką żeby donosić moje małe Serduszko żeby tulić i mieć dla kogo żyć modlę się o Maluszka ale chyba brakuje mi wiary i sił na to, żeby mieć nadzieję na szczęśliwe zakonczenie tak po prostu żeby byc szczęśliwą mamą. boję się i niewiem co mam robić mój gin mówi żebysmy w pażdzierniku zaczęli starania a mnie paraliżuje na sama myśl, bo trzeci raz tego nie przeżyję
Bardzo mi przykro…;) Wiem co czujesz. Wiem jak to boli. A chcialabym sie zpytac jak mozna oczywiscie, dlaczego stracilas…? Bo to byly juz ciaze zaawansowane. Zawsze mowia zeby uwazac na poczatku a pozniej juz leci, ale to oczywiscie wielka bzdura. Ja swoja stracilam w 22 tygodniu i uznali ze mam nie wydolnosc szyjki macicy i teraz przy nastepnej zalozyli mi szew… Pytam dlatego bo jesli chcesz znowu sprobowac musisz wiedziec dlaczego tak sie dzieje, to wtedy z nastepna ciaza bedziesz bardziej ostrozniejsza i dasz rade.
Nino uważalam na siebie… może za mało…:( poroniłam trzy dni po wizycie u gin powiedział mi że jest pięknie, szyjka bardzo ładnie trzyma może współżycie zaszkodziło tylko że to było nie do środka. bylismy z mężem na bad. nasionek okazało się że ma oligoasthenozoospermie czyt o tym i zalamałam się
w środę idę na wizytę. jak straciłam drugiego synka pierwsza myśl pragnę być w ciązy ale takiej żeby urodzić i wrócić z dzidziusiem do domu, żeby nie płakac na widok dzieci albo kobiet w ciąży
lekarz powiedział mi że mnial mnie podszyć po powrocie z urlopu, ale niestety nie zdążył… bralam duphaston, acard, zastrzyki z fraxipariny i naprawdę się oszczędzalam po tych wynikach męża myślę, że nasze dzieci były może za słabe do dalszego rozwoju, niewiem, szczerze mówiąć odchodze od zmyslów i boję się. mam też krew rh- mąż rh+ ale twierdzą że konfliktu niemamy do tego mam jeszcze jakieś przeciwciała odpornościowe antyD niewiem boje się o wszystko i we wszystkim probuję znależć przyczynę, męczę lekarza żeby mi mowił jakie bad mam robić. Ufalam strasznie temu lekarzowi, bo pierwsza ciąże prowadził lek, który kompletnie niewie co ma robić gdy przypadek jest troch bardziej skomplikowany… A Tobie w którym tyg założyli szew? jak zrobią podszycie to zawsze trzeba leżeć w łóżku? jak teraz Twoja ciąża? który to tydz? Zyczę Ci aby się udało- teraz NAPEWNO SIE UDA gorące pozdrowienia
Czesc Ewelina… Wlasnie patrzylam sie co to jest oligoasthenoteratozoospermia pisza ze to połączenie trzech ponizszych zaburzeń :
oligozoospermia - obniżona liczba plemników w ejakulacie (<20 mln/ml)
asthenozoospermia - nieprawidłowa ruchliwość plemników (<50% plemników wykazuje ruch postepowy lub<25% ruch liniowy)
teratozoospermia-nieprawidłowa budowa plemników (<30% z nich ma nieprawidłowo zbudowaną główkę)
Nie wydaje sie ciekawe, ale mysle ze da sie to wyleczyc, patrzylam na nie ktore forum i pisali ze nie ktorym sie udalo. Napewno bedziesz potrzebowala duzo sily. Dobrze by bylo jakby lekarze znalezli przyczyne, bo nie mozesz za kazdym razem zatrzynac ciaze ze strachem ze znowu sie cos stanie. Jesli masz czas szukaj informacji na forum, duzo dziewczyn pisze o roznych przypadkach, jakie badania robily to moze ty tez je porobisz, bo czasami lekarze nie kazuja wykonywac nie ktorych badan, to lepiej sobie je porobic na wlasna reke. Nie zadreczaj sie i nie wyszukuj przyczyn, ktore raczej nie powinny miec wplywu, ja tez przed poronieniem kochalam sie z mezem i on pozniej tez dlugo sie obwinial ze to przez niego. Dosc pozno chcieli cie zaszyc. Mnie zaszyli w 16 tygodniu ale nie z powodu ze szyjka sie skraca, ale dlatego ze pierwsze urodzilam w 22 tygodniu. Chcialabym ci sie zapytac, a czy na usg wychodzilo ze twoj synek jest zdrowy? Nie wiem jak w polsce, bo ja mieszkam we wloszech, a tutaj robia usg wlasnie tak kolo 20 tygodnia gdzie patrza czy maly urodzi sie zdrowy, czy nie ma tkz daowna, mierza czy ma rowne raczki, nozki, czy ma wszystkie palc, na wszystko patrzo, a w polsce te go nie ma? Bo z tego powinno wyjsc czy problemy twojego meza, maja wplyw na dziecko.
Pytalas sie czy leze, wiec raczej nie ze leze caly czas, tylko odpoczywa. Wstaje do lazienki, do kuchni, ugotuje nawet obiada i zrobie pranie. Oczywiscie ciezkich rzeczy nie podnosze. Teraz jestem w 25 tygodniu i lekarzowi wydaje sie ze wszystko jest wporzadku, to nawet mi pozwoilil wyjsc cos zjec, przyjechac sie samochodem. Pisalas ze uwazalas na siebie i oczywiscie ci wierze, ale czasmi i tak sie cos stanie i nie mamy na to wplywu. Ciezko jest kobieta ktore stracily dziecko przechodzic nastepne ciaze. Ja sie boje strasznie, mam dziwne mysli ze cos sie zaraz stanie. Zatrzynam chyba wariowac, ale mysle ze to normalne i pewnie jak sprobujesz jeszcze raz bedziesz czula to samo. Dlatego jesli chcesz jeszcze powalczyc i sprobowac odkladaj sily, bo bedziesz ich potrzebowac zeby przetrwac…
Jeszcze jedno placz! Placz ile dasz rade, potrzujesz sie wtedy lepiej… Ja probowalam sie trzymac i nie pokazywac innym ze cierpie, ale mamy do tego prawo, nie jest nam latwo zyc z mysla ze nasze dzieci nie zyja, dla nie ktorych to nawet nie bylo dziecko a dla nas to bylo cale zycie.
mi lekarz robił takie bad - spr czy maluszek ma rączki nóżki i fałdkę na karczku więc Ty mialaś może bardziej pracyzyjne te bad. co do badań to wlaśnie mój lek jest ok pod tym względem bo zlecil mi długo przed ciążą hormony, wirusy i niektore zakażne. myślałam żeby zrobić genetyczne, ale zobaczę co mi powie. mój drugi synek byl zdrowy nie mial żadnych widocznych wad, za to mój pierwszy dzidziuś mial rozczep buzi i calego podniebienia niewiem czy to ma jakies znaczenie i czy mogę odnieść ten fakt do wynikow męża. wiesz nie mam nikogo komu moglabym się wyplakać, więc jak czuję taką potrzebę to wchodzę na takie fora i łzy same lecą, ciężko mi jest bo mieszkam u męża razem z teściami i obie jego siostry są w ciąży, ze starszą miałyśmy spotkać się na porodowce, ona ma brzuch a mi serce rozrywa, jak wiem że ona ma przyjechać to biorę pr uspokajające, ale niestety nie pomagaja. chyba moj lekarz nieda się zwariować bo ja bym wszystkie badania jakie robią w najciemniejszych laboratoriach polski, tylko czy to pomoze…? czyt różne fora to dziewczyny nie wiedzialy ze robi sie tarczyce różyczke, toxo,a ja to wszystko mam i wszystko jest ok. jesli mogę Cię zapytac to od czego zaczeły sie Twoje straty- jakieś skurcze, czy plamienia? bo ja w obydwu miałam odrazu skurcze i rozwarcie. pamietam jak lekarz mowił mi w tej drugiej ciąży zebym się nie bala bo nadchodzi tydzien w ktorym stracilam pierwsza ciaze no i,,,,,,,,,,,,,
a Ty robilas jakieś wnikliwsze bad? czemu lekarz nie podszyl Cie wczesniej?
Przy pierwszej wydawalo sie ze wszystko jest wporzadku nawet dwa razy do polski przyjechalam sama samochodem, wszystkie badania wychodzily dobrze, az pewnego dnia poszlam na zrobienie cytologi i z tamdad wywiozla mnie karetka do szpitala zagrozeniem porodu, zadnych bòlòw, zadnego plamienia nie bylo, wiec myslalam ze sobie jaja ze mnie robia, jeszcze z tego szoku zapomnialam jak sie mowi po wlosku i tylko tam na mnie krzyczeli. W koncu po jakiejs godzinie dostalam silnego bolu i mi odeszly wody, noi moj synek sie udusil, a pozniej 7 godzin czekalam na rozwarcie i go urodzilam, niestety nie uslyszalam jego placzu, chociaz myslalam ze moze zdarzy sie cud. Lekarz wyslal mnie na wiele badan co nawet nie wiem co one ozn. po polsku ale wszystko bylo ok, u dziecka tez nie znalezli nic, wiec uznali ze mam niewydolnosc szyjki macicy. Po 3 m-cach sprobowalam znowu i stracilam w 5 tyg, przestraszylam sie ze teraz to wogole nie moge zajsc i po robilam jeszcze pare innych badan ale wychodzilo wszystko ok, wiec po 6 m-cach sprobowalam noi sie udalo, i teraz jestem w 25 tyg. Lekarz uznal ze szew zalozy przynajmniej miesiac przed tygodniami w ktorch stracilam dziecko. Dlatego bylo to w 16 tyg. Dziwie sie ze tobie tez nie zalozyli wczesniej. Mi zalozyli tylko dlatego ze mialam przedwczesny porod, a nie ze szyjka sie skraca. Bo wsumie lepiej zalozyc go przy dlugiej szyjce, a nie w ostatniej chwili, bo sam szew wywoluje skurcze, ale pozniej to przechodzi. Wspolczuje ci bardzo ze musisz widziec kobiety w ciazy, ja sie balam z domu wychodzic zeby je nie spotkac, a jak wiedzialam ze znajome sa w ciazy to czasami chcialam zeby one tez je stracily, wiem ze to okropne, ale to tak boli, a ktos kto nie stracil nigdy dziecka, i nie przechodzil trudnej ciazy nie wie co to jest. Wiec pewnie moje slowa wspolczucia nie wiele ci pomoga, ale musisz to przetrwac chociaz jest to trudne. Ktos kiedys powiedzial ze bog kiedy zrzuca ciezkie rzeczy na czlowieka, to wybiera tych silnych, pamietaj ze mamy w sobie duzo sily tylko o tym sie jeszcze nie wiem.
Też mam takie głupie mysli i czasem chciałabym żeby stracila moze przez chwile wiedziała jak ja się czuję, ale to tylko chwilowe mysli… powtarzam sobie że muszę mysleć o swojej przyszłości, moich dzieciach i jest mi lżej, tylko trochę boli jak wszyscy udają że nic się nie stało, jakbym nie była w tych ciążach i nie straciła moich Aniołków:( to jest naprawdę bardzo przykre. Wiesz mylisz się że Twoje pocieszenia nic dla mnie nie znaczą, docierają do mnie dlatego że Ty tez przez to przeszłaś i to nie są puste słowa typu jeszcze będziecie mnieli, bo jesteście młodzi, ktore slyszałam od teściowej i jej córek. Dlatego wchodzę na takie fora, bo tu znajduję duzo róznych historii ktore zakończyly się tak samo. Widzisz boję się że u mnie to nie bedzie kwestia szyjki a wlasnie masionek męża czekamy na ostatni wynik i umieram ze strachu:( a Ty masz męża włocha, czy tak poprostu wyjechaliście? czyt. wczoraj o kobiecie gin ponoć specjalistka od poronień więc zobaczę co powie mi teraz ten moj… a jeśli by mnie podszył i dostałabym skurczy to co wtedy? skurczy chyba nie idzie zatrzymać?
Mi tez tak mowili,ze jestem mloda i bede jeszcze miala dzieci,i to mnie bardzo wkurzalo, bo oni nie rozumieja ze to nie jest takie latwe. Powiem ci,ze Cie podziwiam, musisz byc bardzo silna kobieta. Przeszlas dwie straty i to dosc zaawansowane,i dalej szukasz i strasz sie o nastepnego dzidziusia, choc pewnie nie jest latwo… Mysle ze nie masz czego sie bac,ze twoj maz ma problemy z nasionem bo zaszlas w ciazy bez problemow,a podobno organizm w momencie zaplodnienia wybiera te najlepsze plemniki,a odrzuca te gorsze,a jesli cos jest nie tak to dochodzi do wczesniejszego poronienia, czyli gdzies kolo 5 do 10 tygodnia zarodek zostaje odrzucony i dostaje sie krwawien i macica sie sama czysci. Przynajmniej mi tak wytlumaczyli dlaczego stracilam drugi dziecko w 5 tygodni. A mowilas ze z twoim synkiem bylo wszystko wporzadku nie wykryli nic, a napewno robili szczegolowe badania. Mam nadzieje ze znajdziesz przyczyne i wkoncu Ci sie uda… Moj maz jest wlochem i to jedynakiem wiec wyobraz sobie jak wszyscy oczekuja pierwszego wnuka… A jesli chodzi o podszycie i skurcze, to sama nie wiem, i tego sie boje, bo slyszlam ze jakbym dostala bole i skurcze to musze szybko jechac do szpitala, bo musza zdjac szew, bo jak nie to szew moze rozwalic szyjke. Wiec nie chce myslec ze takie cos sie moze stac. Mam nadzieje ze szew jest zalozony dobrze i bedzie czymal do konca… Daj znac jak bedziesz miala wyniki. Czasami warto zapytac sie innych specjalistow co sie znaja. Trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam.
byłam dziś u tego lek. na temat nasionek nie powiedział nic, bo myślę iz nie zna się na tym… ale nie wyslał nas do androloga, czekamy na aktualny wynik badań. Masz dużo racji co do prawidłowości z zaplodnieniem, mądrze to brzmi i naprawdę pociesza
jak dostałam wynik i wiszłam na blog to przeczytalam, że przy takim schorzeniu zajście w ciąże to cud, a ja przecież zaszlam i to dwa razy fakt w pierwszą po roku, a w drugą po po siedmiu miesiącach więc jakieś nieprawidlowości są. Ale tak jak mowisz nie mam zamiaru się poddawać i będę walczyć, wierzyć i modlić się… moj gin powiedzial że jak będę w ciąży to podszyje mnie w 18 tyg ciąży. zalecił mi dużo witamin, trochę specyfików no i przygotowuje mnie. A Ty nie myś o najgorszym, bo teraz musi być dobrze i napewno będzie. nie wyobrazam sobie żeby być z obcokrajowcem, szczerze to ja u teściów w domu czuję się jakbym była wśrod gluchych i niemych, nikt oprocz męża nie rozumie tego co czuję. Jak przyjeżdżają jego siostry (obie sa w ciąży) to nawet nie schodzę jeść, bo juz nie jestem w ciąży………. i właśnie te dni są najtrudniejsze, są piekielnie trudne, nawet już nie mam czym płakać….. Trzymaj się cieplo i nie martw na zapas, bo jak się ma czarne mysli to można je przyciągnąć, więc głowa do góry, żadnych zmartwień, duzo uśmiechu a napewno się uda. ![]()
Moje dziecko umarło z 3/4 sierpnia.Miało 11 tygodni.Myślałam że przez to przejdę w miarę bezboleśnie, ale teraz widzę żę nie będzie mi łatwo. Jeszcze dzisiaj w szpitalu robiłam wszystko,żeby nikt nie zobaczył jak strasznie mnie to boli, ale kiedy zostałam sama nie udało się powstrzymać łez. Czekam na noc żeby przestać myśleć i cokolwiek czuć. I wciąż się zastanawiam jak ja dam sobie z tym radę??? w tej chwili jestem zdruzgotana i nic nie jest w stanie mnie pocieszyć.
Mysle ze ginekolog powinien sie znac na nasionkach, ale moze bardziej jest zaniepokojony tym ze obydwie ciaze urodzilas kolo 20 tygodnia, bo w koncu musialy byc skurcze, bo inaczej nie dojdzie do przedwczesnego porodu, zakazenia ci nie wykazalo, wiec pewnie taki nasz urok. Moze tak bardzo chcemy nasze malenstwa ze przychodza wczesniej. Ze swojego doswiadczenia wiem ze najlepiej odczekac 6 miesiace, czyli u ciebie bedzie to cos kolo grudnia i zatrzac probowac, przez te miesiace bierz kwas foliowy. Kontroluj swoj okres to bedzie ci latwiej zajsc w ciaze, jak bedziesz znala dokladne dni plodne, jak tak robilam i za kazdym razem zachodzilam. Wiec jak dobrze pojdzie w styczniu zobaczysz dwie upragnione kreseczki. Ale do tego czasu trzymaj sie mocna, bo wiem ze nie jest latwo. Nie przejmuj sie siostrami twojego meza, nie ktore osoby nie umieja zachowac sie w takich sytuacjach i moze nawet niechca ale i tak rania innych. Jak macie szanse to moze wyjechalibyscie na jakies wakacje, tak zeby troche odychnoc od tego wszystkiego. A wogole to jesli mozna zapytac to ile masz lat? i w ktorej czesci Polski mieszkasz? Ja jak ci mowilam to mieszkam we wloszech nie daleko Wenecji, a do wlochow mozna sie przyzwyczaic:P
I nie tylko przyzwyczaić…nawet zakochać
my mieszkamy prawie w Pułtusku tj. 60 km od Warszawy. Mamy w planach wyjazd, więc może uda się gdzieś wyjechać. Mam 23 lata, mój mąż 22. Mówiąc o obserwacji cyklu mialaś na myśli mierzenie temperatury? Jeśli tak to nigdy nadzwyczajnie nie przywiązywałam wagi do aż tak szczegółowej obserwacji cyklu. Lek powiedzial mi że możemy zacząć starać się w pwżdzierniku, czyli minie cztery miesiące, tylko że z tą ostatnią ciążą udało się dopiero po sześciu miesiącach i tak sobie myślę, że to może mieć jakiś związek właśnie z nasionkami męża. Kwas foliowy biorę, oprócz tego falwit, jodid, wit a+e, wit c, selen, i przepisał mi preparat arnika heel mówi, że to na odtrucie organizmu. Biore a lek mówi, żebym się przygotowywala.Na wizycie powiedzial że podszyje mnie w 18 tyg.Też zastanawiam się, czy mam robić badania genetyczne, niemam pojęcia co robić. Lekarz zalecił mi bad hormonów i kazal wstrzymać się jeszcze dwa cykle i dopiero zrobić, a ja już miałam jechać i robić je, zgasił mój zapał i znowu ta bezczynność, miliony wątpliwości i ta cholerna niepewnośc o przyszłość czy się uda. Pisałam chyba już o tym, ża bałam się cieszyć tą drugą ciążą, gdzieś usłyszalam, że sukces ciąży w dużej mierze zależy od nastawienia psychicznego, tylko jak tu się nastawiać…..? Co do sióstr męża to zaczynam mieć wyrzuty sumienia bo zachowuję się tak jakbym przez nie straciła moje Aniołki, ale nie umiem patrzeć na nie, ich okrągłe brzuchy i szczęśliwe twarze. poprostu nie umiem……
Moja historia z nim byla strasznie zakrecona hehe, ale wlosi tak latwo nie daja za wygrana. Ja mam 25 lat,a on 35 ale zachowuje sie gorzej niz piecialetnie dziecko. Ja w polsce mieszkalam kolo Krakowa.
Nie chodzilo mi o mierzeniu temperatury,tylko o wyznaczeniu dnia owulacji, ktory wychodzi dwa tygodnie przed spodziewana miesiaczka. Wiec jesli twoja miesiaczka bedzie regularna, to bedziesz mogla sobie obliczyc dzien w ktorym powinna byc owulacja, i przed i po dnie owulacji ja probowalam, bo nigdy nie wiadomo czy dokladnie sie wyliczylo dzien owulacj hehe:). Moja taktyka byla taka i za kazdym razem sie udawalo. Nie zamartwiaj sie napewno sie uda, i nie mysl o najgorszym, bo nasze glowy to potrafia wymyslac nie samowite historie. Jeszcze jedna rada, przestan wchodzic na forum gdzie pisza o roznych problemach bo jak sie zatrznie czytac wszystkie te historie to dopiero mozna zwariowac,bo sie ma uczucie ze wszystko to ma zwiazek z nami. A jesli chodzi o przechodzenie ciazy,to niby mowia zeby byc spokojnym, nie zamartwiac sie, ale w naszych przypadkach sie tak nie da, ja to dopiero jestem klebkiem nerwow i tez na poczatku balam sie cieszyc, bo myslalam ze znowu strace moje malenstwo. Wiec sa dni dobre i zle. Masz prawo nie cieszyc sie ze szczescia innych w koncu jeszcze boli cie ze twojego synka nie ma, i nie martw sie to jest normalna rzecz, a w twoim przypadku to jest jeszcze gorzej bo ciagle widzisz kobiety w ciazy, przez to cie podziwiam. Wierze ze dasz rady. Pozdrawiam serdecznie…
A boli podszycie ciąży? Bo ja chyba oszaleje ze strachu jak będę przed podszyciem… A znacie juz płeć swojego bobaska? Najgorsze jest dla mnie to że nie umiem usiedzieć w miejscu, może dlatego że zaczymam od nowa wszystko przemyślać i doszukiwać się swojej winy, ale z drugiej strony mam świadomość, że stan mojej psychiki poprawił się i myslę że to dzięki forum no i bezposredniego dialogu z Tobą, tym bardziej, że w domu nikt ze mną nie rozmawia o tym, bo wszyscy są skupieni na ciężarnych (oprócz mojego męża oczywiście). Co do obserwacji cyklu to po pierwszej ciązy wyregulował się bo wcześniej to byla jedna wielka loteria, będzie albo nie, no a teraz muszę trochę odczekać, żeby cokolwiek stwierdzić
a Ty nie martw się a zwlaszcza teraz jak już przeszłaś ten czas wiekszego ryzyka, więc myśl o tym, że już niedlugo. Miała wypalaną nadżerkę i nie mogę usiedzieć w miejscu, a miałam się oszczędzać… fakt nie dzwigam, ale przemierzam setki razy schody gora dół i boję się że mogę coś schrzanić ale myślę o tym jak zaczyna mnie boleć. Zawsze jak rozmawiamy z mężem to obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej, że się uda i że będę leżała w łóżku tylko czy coś to da? Nikt, żaden lekarz nie powiedział mi że jeśli spędzę ciążę w łóżku to będzie wszystko dobrze… tylko jak można 8 miesięcy leżeć??????? w drugiej ciąży polegiwalam i nawet sporo i jakoś nic to nie dało. coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że to przez współżycie
niewiem boję się z drugiej strony tak myslec bo to by znaczyło że zabilam swojego dzidziusia, chore są te myśli ale nie umiem sie ich pozbyć. Jak idę na cmentarz to dostaje kołomłyja myśle, że to moja wina, że moje dziecko zamiast na moich rękach to jest w ziemi, z resztę wiesz jakie myśli przychodzą do głowy… swojego czasu bylam gotowa jechać do psychologa, nie pojechałam bo zaczęlam wchodzić na takie fora i szczerze chyba psycholog by nie pomógł, bo co niby może wiedzieć o tym co czuję… a tu wszystkie przechodziłyśmy to samo więc nie ma mowy, o teoriach, głupich i niepotrzebnych slowach. boje się kolejnej ciąży, ale już chcialabym być zrobię bardzo dużo, nawet cale miesiące w łóżku…
Podszycie nie boli,bo cie uspia,obudzisz sie po wszystkim. Ja nawet nie czuje ze cos mam w srodku. Bede miala chlopczyka,przy pierwszej tez byl chlopczyk. Ja tez nie umiem usiedziec na miejscu,wszedzie mnie pelna,i dlatego tez mam teraz problem siedziec w domu i caly czas w lozku. Ale i tak wstaje i robie wszystko sama gotuje, sprzatam, jak czuje ze mi twardnieje brzuch to ide sobie odpoczac… Przelezalam tylko miesiac w lozku, pozniej doktor pozwolil mi na wiecej. We wtorek mam wizyte wiec sie dowiem czy nie skrocila mi sie szyjka… Czy lezenie daje cos? Napewno pomaga,ale tez duzo pomaga podszycie,albo swiadomosc ze to ci pomoze,chociaz i tak watpliwosci pozostana. Jesli chodzi o wspolzycie,to w nastepnej ciazy musisz o tym zapomniec,ja od 6,5 miesiaca co nie robie nic hehe,ale da sie wytrzmac,najgorzej przezywa to moj maz hehe. Podobna orgazm wywoluje skurcze,dlatego nie mozna nic robic… A ty pochowalas swoje dzieci? Bo mi powiedzieli ze do 22 tygodnia jest to poronienie,a nie porod,a po drugie moj synek urodzil sie martwy. Nawet mi go nie chcieli pokazac tylko ja ich poprosilam,ze chce zobaczyc go. Byl taki malutki,ale byl sliczny bo byl moj:) Zobaczysz ze czas szybko minie i nie dlugo juz napiszesz mi ze znowu jestes w ciazy, czego ci zycze z calego serca…:)
Mnie przy drugim synku pytala pielęgniarka, czy chce go zobaczyć i nie przestaję o tym myśleć bo powiedzialam, że nie balam się, balam się tego, że jak go zobaczę to nie bede umiała bez niego żyć i tak nie potrafię ale chyba łatwiej mi przez to przejść. Nie mnialam odwagi żeby zobaczyć mojego syneczka
pochowaliśmy obydwu ale sam mąż z rodzicami ja zostalam w szpitalu, chcialam być, ale nie chcieli żebym byla, niewiem czy to lepiej. Napewno nigdy nie przestanę myśleć o nich
i w ciąży usypiają, mogą, nie zaszkodzi na maluszka? kurcze takie to wszystko jest pokręcone… my też się wstrzymywaliśmy, ale wiesz jak to facet… to przez ten cholerny seks
moj mąż cały czas mi powtarza, że teraz jak zajdziemy to nawet mnie nie dotknie, tylko bedziemy musieli oddzielnie spać, chciałabym juz być w ciąży najlepiej niedaleko porodu, tak dlugo trzeba czekać
:( oszczędzaj się i dbaj o siebie teraz napewno się uda. Pozdrowienia
Ja sie ciesze ze moglam go zobaczyc, slyszalam ze nie ktore kobiety nawet robily zdjecia,ja raczej bym sie na to nie odwazyla. Ja niestety nie moglam go pochowac,ale moze lepiej,bo sam pogrzeb, pozniej jego grob, bardzo by mnie bolal, a tak to wiem ze moj synek jest w moim serduszku i to mi wystarcza. To wszystko wogole jest trudne, i kazda z nas przezywa to inaczej,chociaz bol jest zawsze ten sam. A z facetami to trudno jest,oni to maja problemy wyczymac bez…., ale w naszych przypadkach musza sie poswiecic. Moj to czasami zartuje ze pojdzie z inna hehe, ale co moge zrobic;) Wiem ze oczekiwanie na nastepne wydaje sie takie dlugie, mi to wogole dni nie chcialy leciec, ciagnely sie tak strasznie, mialam szczescie ze po 3 miesiacach po poronieniu znalalam prace to mi lecial szybciej ten czas. A ty pracujesz? Bo znalezienie nowej pracy podnioslo by cie na duchu, nowi ludzie, nowe rzeczy. Wytrzymasz juz nie dlugo ci zostalo, mysl teraz o sobie i o tym ze juz nie dlugo znowu bedziesz w ciazy i tym razem ci sie uda.
No wlaśnie nie pracuję, wiem że gdybym pracowala, to inaczej to wszystko bym znosiła, ale cóż….. To ja tak mówię do swjego że jak teraz będę to nie dam mu się dotknąć i \"daję\" przyzwolenie na…….. ale mąż twierdzi, że nigdy by mi tego nie zrobił. My obydwóch Maluszków pochowaliśmy fakt, że nie byłam na pogrzebach, ale….. mam po co żyć muszę dbać o kwiaty, zapalać lampki no i modlić się. Jestem praktycznie codziennie i zawsze jak mam doła to jadę na grobek wypłaczę się i czasem jest mi lżej wiem, że mam ich blisko i tylko dla siebie, bo tylko ja z nimi rozmawiam. Gdyby dało się cofnąć czas………… byłaby najszczęśliwsza na świecie, tylko że to jest nie możliwe. Czekam z ogromną nadzieją i wiarą, że tym razem napewno się uda……… :/
A jak bys poszukala pracy, napewno w Polsce nie jest latwo z praca i zarobki kiepskie, ale tylko po to zeby zmienic klimat, otoczenie. Nie martw sie tym razem jak bedziesz w ciazy to nie dasz sie mu, a on nie bedzie mial nic do gadania, bedziesz tylko myslala o twojim dzidziusiu. Podziwiam cie ze jeszcze masz sile wierzyc i modlic sie, ja bardzo przezylam smierc mojego synka i prawie zwotpilam w Boga, bylam bardzo zla na niego, bo ja co wierzylam tak bardzo w niego, i tak sie modlilam zeby mi go nie odbieral a on i tak go zabral i tak ciezko mi bylo zrozumiec dlaczego. Teraz nie mam do niego zalu, ale przestalam sie modlic, chociaz i tak powiem czasami zdrowaske jak sie boje, ale to chyba z przyzwyczajenia, bo mam malutka nadzieje ze moze on naprawde jest i mi pomoze… Ale jak mowilam kazda z nas jest inna i naczej cierpi i reaguje na to wszystko… Gdyby dalo sie cofnac czas to dzisiaj bylo by wszystko inaczej, a moze nie, a moze i tak wszystko by sie wydarzylo! To jest wielka nie wiadoma… Ja wierze ze uda ci sie, pomsyl ze ja juz jestem w 26 tygodniu, co naprawde nie wierzylam ze mi sie uda, a jeszcze tym bardziej ze ostatnio dosc miala stresujacy miesiac i ruchliwy, bo to znajomi przyjechali, to sprzatanie, to nie mam nikogo i musze sama wyprac, wyprasowac… Ja ci zycze szczerze, zeby ci sie udalo, i zebys byla szczesliwa, wierzmi ze chyba mozna byc szczesliwa, moze sie uda, bo oczywiscie zawsze jest ta nie pewnosc, ale wierzmy mocno ze my tez zaslugujemy na to zeby byc szczesliwymi…
Nie wiem muszę Ci powiedzieć, że na tyle sposobow tłumaczyłam sobie te straty, że chyba coś do mnie dotarło i coś zrozumiałam, ale nadal zdarzają się nie spane noce i morza łez…. i też miałam żal do Boga, który przerodził się w żal do siebie, potem znowu tłumaczenia, że moje dzieci byly potrzebne jakiejś mamie, która zostawiła swoje dzieci i musiała odejść, chore są te myśli, ale tak właśnie sobie tlumaczyłam, potem znowu załamka dlaczego ja…. dojrzałam psychicznie i wiem że w kolejnej ciąży będę uważać na siebie jak nigdy dotąd, tak, żeby udalo się i żebym w końcu wróciła z maluszkiem do domu wierzę w to i mam ogromną nadzieję. Wczoraj przyszedl wynik męża, diagnoza ; nieprawidłowa ruchliwość plemników, ale jakoś przestałam sie bać, skoro zaszłam dwa razy w ciążę to teraz też się uda, czekam tylko na znak lekarza… Do pracy pewnie nie pójdę, bo mąż niechce żebym szła chyba jest zazdrosny i wyobraża sobie niestworzone rzeczy, więc najbliższe dwa, trzy miesiące będą się ciągnęły w nieskończoność… A Ty masz zaufanie do włoskich lekarzy, umiesz mowić po włosku? Może tamci lekarze są bardziej skrupulatni i dokładni w tym, co robia stosują jakieś inne leki w trudnych ciążach? Ty bierzesz teraz cos, jakies proszki, czy zastrzyki?
Wlasnie wrocilam od lekarza i boje sie jak nie wiem, bo szyjka skrocila mi sie z 38 do 22mm, nie zbyt byl zadowolony, a nawet widac bylo zebyl przerazony, chociaz staral sie mowic spokojnie, zeby mnie nie wystraszyc. Ale wiem ze nie jest dobrze i pewnie nie donosze do konca, bo juz dzisiaj mi kazal isc na zaszczyk ktory przyspieszy rozwoj pluc mojego synka, wiec nie jest za ciekawie. Lekarz uwaza ze wszystko sie czyma na szwie, jesli szew popusci to dojdzie do porodu, mam teraz lezec caly czas zadnego wychodzenia, i jezdzenia samochodem, tylko ubikacja i lozka, ale tak sie przestraszylam ze teraz to sie nigdzie nie rusze…:( Lekow duzo mi nie zalecil, mam brac tylko witaminy i buscopan czyli cos takiego jak nospa, tak mi sie przynajmniej wydaje… Wloski umiem na tyle zeby sie dogadac i zrozumiec… Czy mam zaufanie, ja nikomu nie ufam, ale nie znam sie na tych rzeczach i musze suchac lekarzy, ale widze ze sie martwi, i stara zebym przynajmniej donosila do 32 tygodnia, chociaz mi jeszcze duzo brakuje, bo to dopiero moj 26 tydzien. Boze moj ja nie wiem czy to przezyje jesli zwnowu moj synek umrze… Ja chyba nie mam tyle sily i wiary co ty…:(
Niemyśl w ten sposób i WIERZ ZE SIE UDA Z CAŁYCH SIŁ NO I OCZYWIŚCIE OSZCZĘDZAJ SIĘ. byłaś na tym zastrzyku? nie denerwuj się bo to napewno nic nie pomoże, a wręcz przeciwnie. musisz wierzyć że będzie wszystko dobrze! nie myśl o tym ze bedzie dobrze, musi. uda Ci się glęboko w to wierze i trzymam kciuki za Was. nie denerwuj się i dużo leż musi się udać ![]()
Dzisiaj bylam na nastepnym zastrzyku, mam nadzieje ze to pomoze, moze i nawet dobrze ze lekarz mysli naprzod, jakby sie cos mialo stac. Twoj tez tak powinien zrobic, bo mogl juz wczesniej zalozyc ci szew, ale zawsze czlowiek dowiaduje sie po fakcie, i ciagle sie uczymy na bledach, tylko ze pozniej te bledy strasznie bola. Dziekuje za pocieszenie, bardzo go poczebuje teraz, bo juz mi sie wydawalo ze jest lepiej a tu wyskoczylo mi znowu zagrozenie, jest trudno przejsc ciaze osoba ktore wiedza ze moga ja stracic, ja to przechodze teraz, a ty tez bedziesz miala to samo, mam nadzieje ze uczymam z toba kontakt, bo chce bardzo wiedziec jak tobie pojdzie i oczywiscie wierze ze ci sie uda, bede cie wspierala tak jak ty wspierasz mnie..:) A sama wiesz jak to z lezeniem jest wydaje ci sie ze dobrze sie czujesz i pozwalasz sobie na wiecej, teraz to wiem ze musze, bo naprawde sie przestraszylam. Ale tak wierzylam ze tym razem bedzie inaczej. My to mamy przerobane…! Ale co sie nierobi zeby miec swojego dzidziusia przy serduszku:) Jeszcze raz dziekuje ci ze jestes…:)
Na pewno podjął taką decyzję bo chce jak najlepiej dla Ciebie i maluszka, i daje Wam duże szanse. Kurcze czemu tak jest że jedna kobiety robią wszystko normalnie seks pełną parą, normalnie pracują do ostatniego dnia i nic im nie jest gdzie jest Bóg??????????? czym sobie zasłużyłyśmy na takie cierpienia, słów brakuje…………………………….! i naprawde żadna która tego nie przeszla nie ma pojęcia co czujemy i na dodatek te pocieszenia……………….. Trzymaj się mocno i nie poddawaj się dla Twojego syneczka i nie myśl o najgorszym bo wszystko będzie dobrze ja obiecałam sobie że jak będę w ciąży i będę rwala się do jakiejś roboty to zadam sobie pytanie głupie sprzątanie czy mój maluszek… musi byc dobrze duzo leż uspokój sie to maluszek jeszcze poczeka życzę Ci z calego serca żeby udało Ci się jeszcze troszkę wytrzymać i napewno wszystko skończy się szczęśliwie tylko Ty musisz też w to wierzyć i głęboko ufac a napewno się uda.
Ja tez sobie zadaje czesto pytanie dlaczego inni nie maja problemow i moga wszystko robic, a my mamy tyle problemow… Moze to jest jakas proba zeslana od Boga, a kiedy to przejdziemy bedziemy bardziej silniejsze, ale ta droga jest dluga i nie latwa. A ty jak sie czujesz? Napewno nie jest ci latwo i te bezczynne oczekiwanie… Bo mysle ze czujesz sie tak jak ja kiedy liczylam dni i miesiace zeby znowu sprobowac. Mam nadzieje ze czymasz sie, chociaz nie jest latwo. Ja tez tak mowilam ze jak bede w ciazy to nawet 9 miesiacy przeleze, ale pozniej wszystko jest inaczej. Wiesz ze kiedy tak sie lezy bezczynnie to myslisz o wszystkim i to zawsze o najgorszym… Chcialabym zapomniec ze stracilam moje dzieci i myslec ze to moja pierwsza ciaza! Pierwsza ciaza byla idealna bez stresow, nerwow, wydawalo mi sie ze moge wszystko robic, myslalam ze przejde przeznia jak wszystkie kobiety bez problemowo… Chcialam ci sie zapytac czy nie dalabysmi twojego emiala, bo nie wiem czy na tym blogu mozna tak duzo pisac, moze tez inne osoby chca napisac o swoich problemach, a tak to zajmujemy caly blok. Oczywiscie jesli chcesz, ale chcialabym czasami dowiedziec sie jak ci tam leci i czy wszystko u ciebie w porzadku…
Odliczam dni nawet po pierwszym cyklu liczyłam kiedy będą dni płodne… a muszę czekać jeszcze trzy miesiące… potem też nie bedzie łatwo. A Ty jak sie czujesz, leżysz w łóżku? ja różnie się czuję myśle o moich synkach wyobrażam sobie jak je tule i trzymam na rękach…. to tylko marzenia
w niedziele bylismy na mszy i akurat było dwa chrzty…. całą msze widziałam jedną dzidzię trzy razy sie rozkleiłam i musialam wyjść bo nie dawałam rady, pocieszam sie tylko tym ze niedlugo znowu zaczniemy starania i ze tym razem bedzie dobrze przynajmniej ze swojej strony zrobie wszystko zeby w razie … nie miec sobie nic do zarzucenia… mój email ; ewelina.pawel@interia.pl mam nadzieję ze czasem sie odezwiesz bo nikt nie rozumie tego co czuje. trzymaj się mocno i nie poddawaj się bo musi byc dobrze już dostalyśmy w kośc więc czas na nasze szczęscie! ![]()
Teraz bede pisala do ciebie na emial…
Cześć dziewczyny! U mnie na 90% przyczyną poronienia była opryszczka na ustach. Nawet nie wiedziałam jakie spustoszenie zostawia ten wirus. U mnie pojawiła się gdzieś ok 6tyg i skończyło się źle. Nigdy wcześniej nie miałam opryszczki a podobno w pierwszych 3 m-cach albo powoduje poronienie albo bardzo poważne zmiany rozwojowe u dziecka, to nie znaczy że w późniejszym okresie może być mniej groźny. Także jak coś się zaczyna pojawiać to lepiej od razu do lekarza po środki przeciwwirusowe.Szkoda że nie wiedziałam tego wcześniej, może wtedy to wszystko inaczej by się skończyło. Ale mimo wszystko się nie poddaje. Chwilowo nic nie robię w tym kierunku bo jestem strasznie rozregulowana hormonalnie. Ale myślę że za jakieś 3 m-ce zacznę działać. Boję się strasznie ale wiem że wszystko będzie dobrze i nie może być inaczej. Trzymam za Was wszystkie kciuki i wiem że Wam też się uda.
Naprawde po opryszczce na ustach, moze dojsc do poronienia. Boze ile bakteri, wirusow jest teraz na swiecie ktore moga spowodowac strate dziecka. Czasami lepiej nie znac wszystkich chorob jakie moga wystepowac w ciazy, bo wtedy zylo by sie w ciaglym strachu, ze to moze nam sie przytrafic. Przykro mi ze to przytrafilo sie tobie, ale nie martw sie bedzie dobrze. Jest tu na blogu wiele dziewczyn ktore sie boja strasznie, i czekaja na nastepne proby zajscia w ciazy. Bedzie dobrze. Ja tez trzymam kciuku za wszystkie dziewczyny…
Zaraz po poronieniu myślałam że im szybciej zajdę w ciąże tym ból będzie mniejszy. Założyłam, że po 3 m-cach zacznę starania. A teraz kiedy te 3m-ce minęły już tak nie myślę. Przecież nie da się zastąpić tej straconej istotki. Mam nadzieje, że przyjdzie czas na to abym była psychicznie na to przygotowana, bo chwilowo jest ciężko.
Witam Was Dziewczyny!!!.Jestem tu po raz pierwszy i czuję że muszę się z Wami podzielić moją wielką stratą(teraz wiem że nie jestem sama a tak myślałam…).Pierwszą ciążę przeżyłam bez żadnych problemów urodziłam Synka przez cesarskie cięcie powód wysokie ciśnienie ale wszystko ok, o drugą ciąże po cc lekarze kazali mi odczekać trzy lata ja poczekałam pięć i jakie było moje zdziwienie gdy w lutym tego roku ujrzałam na teście moje upragnione dwie kreseczki byłam taka szczęśliwa…, wszystko było ok, ciśnienie w normie wyniki rewelacyjne, dwa usg wszystko w porządku widziałam moją Dzidzię jak wierzga rączkami i nóżkami, serduszko bije więc nie było powodu do zmartwień.A jednak 31 lipca trafiłam do szpitala powód podwyższone ciśnienie zrobiono mi ktg serduszko biło nie tak jak powinno,następnie zrobiono usg i diagnoza uogólniony obrzęk dzidzi, woda w osierdziu, wodobrzusze itd…, byłam załamana, kolejny szpital i brak dobrych wieści.Dnia 3 sierpnia moja Kochana Córeczka odchodzi, umiera we mnie a ja nie mogę nic zrobić,był to 28 tydzień ciąży i moja ósma rocznica ślubu - jestem załamana tak bardzo Ją pokochałam czułam jej ruchy i nie mogę sobie wybaczyć że do końca wszystko było ok a tu taka tragedia…, urodziłam mojego Aniołka 6 sierpnia siłami natury i przeżyłam ten ból jeszcze raz gdy zamiast płaczu Dziecka na porodówce usłyszano mój przerazliwy krzyk i rozpacz DLACZEGO?????.Dziś minęły prawie trzy tygodnie od tej tragedii a ja dalej nie mogę w to uwierzyć i choć każdy mi mówi że mam dla kogo żyć że mam synka to jednak ból i rozpacz jest i pozostanie do końca mych dni….Dziewczyny bardzo Wam wszystkim współczuję bo wiem co przeżyłyście ale w jedno wierzę ze kiedyś nam wszystkim zaświeci słońce i tego wam i sobie życzę!!!.Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.
\"LUDZIE MARZĄ O ANIOŁACH JA MIAŁAM SZCZĘŚCIE TRZYMAĆ JEDNEGO W RAMIONACH\"
Byłam w 12 tyg. ciąży kiedy dowiedziałam się, że mojemu maleństwu przestało bić serduszko :(( dbałam o siebie bardzo, bo wiedziałam o ciąży od 2 tygodnia, ale stało się inaczej. Byłam katoliczką do chwili, gdy nosiłam w sobie moje upragnione maleństwo. Teraz wiem, że bóg nie istnieje. Pomaga tylko tym którzy nie dbają o siebie o dzieciątka które mają się urodzić, a karze tych które pragną mieć dzieci. Chyba już nie wrócę w ogóle do wiary katolickiej.
Brakuje mi naszej małej córeczki ;(( Za m-ąc bedziemy próbować znów, lekarz powiedział, że 3m-ące po zabiegu muszą minąć także więc ….
A psychicznie jestem prawie w formie, bo mam 2,5 miesięcznego pieska, któremu mamusiuję. Mam się czym zająć. Pomaga mi to, ale nie przestałam myśleć przecież o naszym Aniołku.
Pozdrawiam Was wszystkie przyszłe i obecne mamusie
Wiesz co ja podchodzę do tego trochę inaczej, nie przestałam wierzyć. Wytłumaczyłam to sobie w taki sposób, że jeśli to maleństwo miałoby urodzić się upośledzone i jeśli miałabym patrzeć na jego cierpienie do końca życia to zdecydowanie lepiej, że stało się właśnie tak. mimo że minęło 3,5 miesiąca to nadal jest mi źle i normalnie “kobiety w ciąży działają mi na nerwy i wyć mi się chcę jak widzę taką z brzuchem” ale wiary w to nie mieszam, wiem że następnym razem będzie już dobrze i moje modlitwy zostaną wysłuchane. Nie można za całe zło świata winić Boga. Mi lekarz kazał odczekać przynajmniej pół roku zanim znowu spróbuje, żeby organizm doszedł do siebie. Dziewczyny uda nam się zobaczycie, trzymam za Was wszystkie kciuki
Uważam że lepiej aby doszło do poronienia niż żeby urodziło się jakieś upośledzone czy chore dziecko. Natura w ten sposób eliminuje jednostki słabsze z defektami któe nie powinny się urodzić. Zawsze tak było tylko teraz kobiety przywiązują zbyt dużą wagę do tego, nie rozumieją że pewnie dziecko miało wady genetyczne czy jakieś poważne schorzenie. Zastanócie się- czy lepiej donosić ciąże, leżeć plackiem( co to za życie w ogóle, jakim kosztem??) urodzić a potem się okazuje że dziecko jest bardzo chore i umiera albo ma np zespół downa? Ja mam akurat siostrę z tym zespołem, kocham ją ale jakie ona ma życie, jakie mają życie rodzice i my, ja i mój zdrowy brat?
Moja siostra jest niesamodzielna, wiecznie chora, upośledzona w stopbiu znacznym, żyje w innym świecie, ma do tego napady agresji, rzuca się z pięściami na nas albo np na kogoś na ulicy, czasami chce nas dusić, to nie są wcale żarty, ja uważam że moje dzieciństwo było okropne bo rodzice koncentrowali na niej swoją uwagę, gdziekolwiek wyjechaliśmy to Magda terroryzowała po jakimś czasie otoczenie, ona potrafi się przytulić a potem nagle coś jej odbije i cię okłąda pięściami… Mojej mamie wybiła dwa żeby, ciotkę uderzyła wazonem itp itd , mało tego- rzuca się na podłogę i wali głową i nic nie pomaga, dopiero leki na uspokojenie, przez tydzień jest w porządku, potem znowu ma “załamanie”.
nie wolno jej zostawić samej ze zwierzęciem czy z dzieckiem, nie wolno jej w ogóle zostawić ani na chwilę,w sklepie zrzuca towar rozgniata owoce, w domu zdziera tapety, wsyztsklie ostre przedmioty są pochowane przed nią, ale to nic nie daje, zdziera pazurami aż do krwi:/
To jest straszne, rodzice są wykończeni, mama na lekach od dawna, ojciec też nie daje rady. Magda nie potrafi prawie nic zrobić, ani się ubrać ani za bardzo umyć, mówi ale bez jakiegokolwiek sensu, jest zaborcza jeżeli np my z bratem podchodzimy do mamy to ona albo zaraz płacze albo się rzuca albo krzyczy…
Krzyki są okropne, potrafi się wydzierać bez powodu pół nocy, nic nie pomaga. jedno z rodziców musi być stale uwiązane przy niej bo zostawiona na moment moze zrobić sobie krzywdę- przecież się jej nie zwiąże. Magda ma 23 lata a jest dzieckiem, nigdy nie będzie pracować nie jest w stanie samodzielnie żyć.
kocham siostrę ale uważam z bratem że mieliśmy zniszczone dzieciństwo przez nią,a za kilka lat zajmiemy miejsce rodziców, to mnie przeraża, przecież nie oddam siostry do zakładu ale ja się jej boję chwilami bo w oczach ma coś dziwnego i bywa tak bardzo agresywna…
Nie wiem czy byłoby lepiej gdyby jej nie było gdyby się nie urodziła ale mamie zagrażało poronienie i tylko dzięki heroicznym wysiłkom lekarzy i leżeniu plackiem przez pół roku Magda przyszła na świat. Wieczne dziecko-dorosły który właściwie co ma z życia? Nic
Tak więc zastanówcie się czy nie za bardzo rozpaczacie nad tymi poronieniami… Być moze natura wyeliminowała płód który był “wadliwy”, uszkodzony i ciężko chory. CZy wolicie opłakać dziecko nienarodzone czy zyć do śmierci z dzieckiem upośledzonym,agresywnymi przy ktorym wasze życie to koszmar?? Bo niestety wiele jest ciężkich przypadków różnych chorób, nie tylko zespołu downa
Zgadzam się z Tobą. Jasne że lepiej żeby natura załatwiła sprawę sama niż potem patrzeć na swoje chore dziecko do końca życia ale mimo że zdaje sobie z tego sprawę czuję ogromną pustkę,tak jakbym straciła część siebie. Taki wewnętrzny ból, każdego dna myślę, że gdyby nie to wszystko to teraz moje dziecko byłoby już takie duże, ruszałoby się i pewnie znałabym płeć. Nie mogę przestać o tym myśleć, to jest silniejsze ode mnie. Mam nadzieje, że z czasem to minie, bo mimo że minęły 4 m-ce to czuje jakby to było wczoraj.
Ja też zawsze tak myślałam: lepiej jeśli upośledzone, chore dziecko nie urodzi się, dojdzie wcześniej do poronienia. Po co obciążać rodzinę a szczególnie zdrowe rodzeństwo? Tak było aż do momentu kiedy mój Synek-Dawidek urodził się w 24tc i żył tylko 4 godz. Po porodzie wiedziałam, że zakażenie wewnątrzmaciczne zrobiło swoje, że Maluszek ma znikome szanse na „normalne życie”. Jednak mimo gorzkich słów prawdy anestezjolog (jeszcze na sali operacyjnej, kiedy mnie zszywali po cesarce): ” żyje ale nawet jeśli przeżyje to co to będzie za życie?” , ja modliłam się i oddałabym wszystko żeby żył, żebym mogła się nim opiekować, tulić, jeździć na rehabilitacje. Żeby kiedyś usłyszeć mamo, tato………
Teraz został mi smutek i grób na parafialnym cmentarzu.
Choć stało się to 21 czerwca wciąż nie mogę się pozbierać. Za tydzień mam wrócić do pracy (wtedy tez był przybliżony termin porodu), przeraża mnie to. Najlepiej mi w domu, samej. Kiedy wraca mąż a zwłaszcza starszy synek uśmiecham się i udaję, że wszystko jest OK., że już się pozbierałam. Nie wiem kiedy ból i poczucie winy zmaleje? Czuję się winna zaistniałej sytuacji pewnie jak większość kobiet. Bo gdybym…
Ja tez zgadzam sie z Kargen i wspolczuje Ci ze masz chora siostre. Moge sie tylko domyslac jaki to bol widzac ze ona cierpi a wy tak naprawde nie wiecie dlaczego. Kiedys sama zadalam sobie pytanie czy urodzilabym dziecko wiedzac ze bedzie chore. To sa trudne decyzje ale ludzie takie podejmuja. I czym innym jest poronienie bo np spadlam ze schodow a czym innym jak wystepuje samoistnie tak jak w wiekszosci Waszych przypadkow. To jest smutne bo na pewno Wam ciezko. Ale wierze ze kazda z Was doczeka sie tej upragnionej istotki- silnej, zdrowej i szczesliwej.
Chore dzieci maja w zyciu ciezko. Zwlaszcza jak chore beda do konca zycia. One same moga bac sie zyc w otoczeniu ludzi ktorzy sa nietolerancyjni. Przykro widziec jak ludzie patrza sie na usposledzonych, jak smieja sie z nich.
W Norwegii gdzie mieszkam aborcja jest legalna do 12 tygodnia ciazy. Gdybym dowiedziala sie ze moje dziecko nie bedzie moglo w stanie normalnie funkcjonowac w zyciu raczej wolalabym go nie urodzic. Moze to straszne co pisze, bo sa ludzie ktorzy mimo wszystko wychowywaliby chore dzieci. Nie chodzi tutaj o mnie i o to ze musialabym nad tym dzieckiem ciagle czuwac, ale o to ze nie chcialabym patrzec na jego cierpienie.
Nie chcialabym sluchac pytan- MAMO CZEMU JA NIE MOGE NORMALNIE ZYC JAK INNE DZIECI?
Trzymam za Was kciuki i z usmiechem do przodu a wszystko sie uda:)
wczoraj poroniłam nad ranem.. samoistnie.. lezalam moje Dzidzi mialo 4 miesiace ja miesiac i tydzien lezalam w szpitalu bo mialam krwiaka.. ktory byl na kosmce wiec Dzidzia nie dotyczyl. Dziecko się rozwijało spokojnie. krwiak powstal po upadku bo faktycznie raz w ciazy mi sie zdazyl…w 6 tygodniu tyle ze nie wiedzialam ze go mam.. potem cokolwiek nie robilam ciazszego.nie mowie o dzwiganiu slonia.. ale cos co mialo z kg lub 2kg.. powiekszalo tego krwiaka az zaczal plamic..;( ze szpitala wypisali mnie po czterech dniach dostalam łącznie 4 zastrzyki .. nie zdazylam wejsc do domu.. i zaczelam krwawic… pojechalam do szpitala gdzie dostalam krwotoku i od juz wtedy mowili mi o zabiegu… dostawalam bo mysleli ze juz po wszystkim.. ale Dziecko bylo silne i się trzymalo..po 5 zastrzykow dziennie czasem wiecej zaleznie od sytuacji. mialam przez pierwsze 2 tygodniu krwawienie wieksze mniejsze.. czaem krwotoki.. ale wszystko schodzilo z krwiaka plakalam jak glupia bo za kazdym razem sie balam. w nastepnych dwoch tygodniach..juz mi skrzepy w kazdym tygodniu raz… przy kazdym razie miala bole skorczowe po kilka godzin.. za trzecim razem…wlasnie z soboty na niedziele od 18 czulam ze bede miala krwotok.. ale myslalam ze z krwiaka zacznie schodzic znowu i minie.. niestety przez 6 godzin mialam skrocze najpierw co 2 min co 1 min.. co pol min. co kilka sekund i krwotok .. i skrzepy.. po 6 godzinach myslalam ze znowu duzy skrzep wylatuje. ale w trakcie nie patrzalam a w basenie niee mialam juz miejsca bo tu mocz i poprzednie skrzepy… zadzwonilam po pielegniarke.. i nie swiadoma co sie stalo wydalilam z siebie plod.. po tym dostalam takiego bolu… jakby ktos mi rozpalil ogien w brzuchu..;( i wszystko wypalalo mi sie na strzepy na prhc od wewnatrz.. w porownaniu do skroczow.. to skorcze sa drobnostką.. potem mialam zabieg..;( usowali reszte z ciala mojego.okazalo sie ze ten krawiak zamiast sie wysuszac.. gnil.. i za dwa tygodnie byloby i po mnie i po dziecku bo by mi organizm zaczal gnić od srodka.;( nie moge sie pozbierac.. teraz jade na cmentarz pochowac moje Dziecko.. pożegnać się z nim.. nie wiem co dalej bedzie.. jedyna pocieszajaca sprawa ze na przyszlosc mm dobre rokowania ciazowe poniewaz poronienie bylo samoistne i szyjka acicy sama sie rozwarla i sama zamknela jak przy porodzie. nikt nie ingerowal. wspolczuje Wam wszystkim.. to jest tragedia.. nie wiem woole co moge tu napisac.. nie wiem jak wyrazic uczucia.. nic niee wiem.. czuje sie taka pusta.. doslownie i w przenosni… trzymajcie za mnie kciuki.. ;(
Witam Was dziewczyny…..wiem doskonale co czujecie bo dwa razy stracilam juz dzidziusia-pierwszy raz bylo to w 97r,pierwsze dziecko-tak upragnione i stalo sie…..mimo iz lekarze nie poawalali mi zajsc w ciaze ja za 3miesiace zaszlam i bez zadnego problemu donosilam i urodzilam zdrowa coreczke.Potm po 6 latach urodzilam synka i tez bez zadnego problemu.Ale w 2009 roku zaszlam w ciaze i niestety ciaza obumarla-po zabiegu wrocilam do domu gdzie mialam dochodzic do zdrowia ale stalo sie inaczej-wrocilam do szpitala z zakazeniem bo tak mnie szpital spapral,mimo to postanowilismy z mezem ze bedziemy jeszcze probowali i sie udalo……spodziewam sie coreczki juz lada moment-wszystko jest w porzadku,PROSZE NIE PODDAWAJCIE SIE DZIEWCZYNY
Dziś mijają 4 lata kiedy poroniłam. Łzy same ciśną się do oczu. Pomodlę
się za moją małą duszyczkę i za kobiety, które świadomie zabijają swe dzieci. O życiu i śmierci decyduje Bóg.
Ja też, było zupełnie przypadkowo, ja 40 on 60 lat, trafiło się coś, o czym jeszcze 2 lub trzy lata temu marzyłam, chociaż mam juz dwóch duzych synów.Facet, od którego zamierzam odejśc zachował się, jak tchórz.Ale to juz nie ważne, starciłam dzidzię, co prawda maluśką, ale jednak, myslałam o zabioegu fakt, ale chyba Bóg mni dopomógł, tak miało być.Przynajmniej wiem, z jakim typem faceta miałam do czynienia.Pozostała lekka rozpacz, płacz utajony, kryzys etc.Kocham faceta, z którym niby jestem, ale wiem, że musze odejść.
ja tez straciłam aniołka w kwietniu tego roku byłam w 9 tyg a serduszko przestało bic w 6 tyg.Dzisiaj jestem w 10 tyg ciazy chodze co 2 tyg na us narazie jest wszysko w porzadku ,choc mam maleńkiego krwiaczka ale nie krwawie musze sie oszczedzac.Mam 39 lat to jest moja 6 ciaza pierwsza ciaze straciłam w 25 tyg ciazy był to chłopczyk druga ciaze donosiłam do 30 tyg ciazy tez chłopczyk zyje ma teraz 19 lat z trzecia ciaza było ok bez problemu donosiłam z piata ciaza miłam problemy od poczatku krwawienia .zakładany szewek ale donosiłam a o dalszych losach juz napisalam mimo wieku i ze mam juz 3 dzieci o ta ciaze boje sie najwiecej
Cześć dziewczyny. Normalnie jak czytam te Wasze historie to płakać mi się chcę. Ja wczoraj byłam u lekarza i dostałam zielone światło (czyli mogę zacząć starania) a poroniłam w maju. Ma 4 letniego syna i chcę mieć więcej dzieci ale tak strasznie się boję, że znowu coś będzie nie tak. Nie wiem czy ten strach kiedyś minie, jeśli nie to co. Już sama nie wiem co robić.
Witam, wszystkie dziewczyny! Mnie zycie również nie oszczędza. Poroniłam juz dwukrotnie 19 stycznia w 12 tygodniu i 30 września w 10 tygodniu. Czuje się bezsilna…… Nie mogę sobie tego poukładać przeciez oboje z mezem mamy juz jedno zdrowe dziecko.
Lekarz stwierdził, że po pierwszym okresie od zabiegu spokojnie możemy zacząć się starać. Nie wiem czy powinniśmy. Fizycznie podobno wystarczy miesiąć, a psychicznie czuje że mam dość siły by spróbować.
Czytając wasze wpisy zadna nie pisze jakie konsekwencje niesie za sobą zajście w ciąże. Ja straciłam już trzecią pracę i nie wiem co dalej. Zero tolerancji. Niedosyć że przezywam kolejna stratę to muszę jeszcze usmiechać się i starać zabłysnąc przed kolejnym przyszłym pracodawcą. Masakra!!!!
Po tym co tutaj przeczytałam nadzieja na posiadanie zdrowego, upragnionego dziecka wróciła. Dziękuję Wam wszystkim! Jak zbiorę siły, to opowiem swoją historię, która narazie nie ma szczęśliwego zakończenia ale ja wciąż wierzę, że kiedyś usłyszę, to magiczne słowo MAMA…
Witajcie…
Ja wiem,że zwykle ból po stracie mija…
U mnie niestety tak się nie stało…nie umiem się pogodzić z utratą wymarzonego dziecka..12 lutego 2003 r straciłam swoja kruszynkę po trwającej 16 tygodni zdrowej ciąży.Mojemu Aniołkowi przestało bić serduszko.Szpital,zabieg…szok….
Mój związek nie przetrwał,poniekąd z mojej winy.Popadłam w depresję,przestałam jeść,zaczęłam palić.Pracuję po 12 godzin dziennie i nie umiem ukoić bólu…Dlaczego los zabiera nam marzenia??
Beatko!!! Myślę że ból po stracie wcale nie mija. Można tylko tak poukładać sobie w swojej głowie żeby móc dalej żyć. Ja straciłam moje maleństwo w 12 tyg. zdrowej ciąży w 22 02 2008r i też przestało mu bić serduszko i koniec.Są dni kiedy płaczę ale jest coraz więcej dni kiedy się uśmiecham. Nie poddałam się i 26 04 2009r urodziłam zdrową córeczkę! Nie poddawaj się na pewno będziesz miała jeszcze gromadkę dzieci tylko przestań się bać! Twój aniołek na pewno patrzy na Ciebie i czeka kiedy jego mama się podniesie i zacznie żyć. WARTO WALCZYĆ O SWOJE MARZENIA!!!
Oczywiście , że bol nigdy nie minie. Zawsze będziemy pamiętać nasze aniołki nawet jeśli minie 50 lat. Ja przy pierwszej ciazy nie zdawalam sobie sprawy , że można stracić dzidzie. Urodziłam slicznego chłopca w terminie. Zawsze pragnęlam miec dwójkę dzieci. Zabraliśmy się z mezem do pracy i po roku zaszłam w ciaże. Niestety szczęście się dwróciła, ciągłe plamienia niepewność stres tabletki podtrzymujace. Nie udało sie w 12 tygodniu koniec!!! Wiara że to tylko przypadek i nie moja wina spowodowaly, że spróbowaliśmy jeszcze raz. Udało się!!! Niesamowite szczeście!!! Wszystko było ok oprócz mojego samopoczucia. Wydawało mi się że to normalne w ciąży. Poszłam do lekarza po jakieś witaminy , a ona mnie odrazu do szpitala. 10,5 tygodnia kolejna tragedia!!! Nie mam siły. Pragne drugiego dziecka i czemu nie mogę?? Nikt nie potrafi mi na to pytanie odpowiedzieć.
ŻYCIE SIĘ KOŃCZY ZANIM SIĘ ZACZYNA ALE MIŁOŚĆ TRWA NADAL
17.02.2010 ta data na zawsze pozostanie w mojej głowie.tego dnia zaczęłam plamić byłam w 7 tygodniu ciąży,bardzo chciałam tego maleństwa.Po południu pojechałam do lekarza \’nachodziły mnie złe myśli,w usg wyszło że serduszko bije,lekarz kazał leżeć i brać luteine.Ale nadal krwawiłam .Rano było gorzej,brzuch okropnie mnie bolał i bardziej krwawiłam.Pojechałam do szpitala,tam w nocy moje maleństwo mnie opuściło,wzięłam je w ręce[było takie cieplutkie] zaniosłam lekarce,nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.Ona odebrała je ode mnie i wrzuciła do słoika, powiedziała tylko ,,przykro mi ale ciąża się zakończyła,,.Wróciłam do łóżka i całą noc wyłam.Rano zrobili mi usg i to nie był sen,we mnie już nic nie było,byłam sama.Cały świat nagle się zawalił.to było drugie poronienie,chociaż mam dwójkę zdrowych dzieci to wpadłam w tak potężną dziurę że do dziś nie mogę się z niej wygrzebać.Każdy mówi przecież masz dzieci.Ale to jest takie trudne.WIEM że dzieciaczki są dla mnie wszystkim mam dla kogo żyć.Czasem wychodzę z tej dziury po czym znów wpadam.Ja tak bardzo pragnęłam tego maleństwa.nie dawno minęła przewidywana data porodu,wszystko wróciło.Mój aniołek często odwiedza mnie we snach,wtedy mogę ją przytulać i całować.POCZUCIE WINY NIGDY MNIE NIE OPUŚCI.Wiem że mogłam coś zrobić,bardziej o siebie zadbać,jechać wcześniej do szpitala.Dlaczego tego nie zrobiłam/.Raczej nie zdecyduje się na następną ciążę[chociaż jest to moje wielkie marzenie]nie wiem co by było gdybym musiała przeżyć To jeszcze raz.PRZEPRASZAM CIĘ MÓJ KOCHANY ANIOŁKU,NIGDY O TOBIE NIE ZAPOMNĘ,KOCHAM CIĘ.ŚPIJCIE W SPOKOJU MOJE MALEŃSTWA.
Witam! Ja straciłam moją maleńką OLIWIĘ w 21 tygodniu.Żyła tylko godzinkę.Pożegnałam ją najlepiej jak umiałam, jak mama.Kiedyś napiszę więcej, teraz jeszcze nie jestem w stanie pisać o szczegółach. Jedno co mogę napisać to NIE PODDAWAJCIE SIĘ, JA SAMA TEŻ SIĘ NIE PODDAM ZA PÓŁ ROKU BĘDĘ PRÓBOWAĆ I WIEM, ŻE MÓJ ANIOŁECZEK BĘDZIE MNIE WSPIERAŁ TAM Z GÓRY!!!!!!
Masz rację Iwona ja też z perspektywy czasu myślę że nie wolno się poddawać trzeba walczyć o swoje szczęście bo Nasze Kochane Aniołki już nie mogą patrzeć na Naszą rozpacz i ból po Ich stracie. Już Wam kochane dziewczyny opowiadałam swoją historię chcę tylko powiedzieć że poznałam przyczynę śmierci mojej Anitki otóż zaraziłam się rumieniem zakaznym(choroba z przedszkola mojego Synka), który powoduje parwowirus B19 bardzo grozny dla dzidzi.Wczoraj dostałam od mojego ginekologa zielone światełko że mogę się starać o dzidzię - więc się nie poddam choć bardzo się boję ale jestem dobrej myśli w końcu musi się udać i mój Syneczek będzie miał tak oczekiwane rodzeństwo.Głowy do góry Koleżanki - wiem że ból jest ale on z nami pozostanie do końca naszych dni a my możemy tylko złagodzić go dając sobie jeszcze jedną szansę!!!
“LUDZIE MARZĄ O ANIOŁACH A JA MIAŁAM SZCZĘŚCIE TRZYMAĆ JEDNEGO W SWOICH RAMIONACH”
Hej dziewczyny,
W tym tygodniu stracilam swoja pierwsza ciaze, 6 tydzien. Fizycznie nie czuje sie bardzo zle, ale lekarz nie zalecil interwencji chirurgicznej wiec mam czekac az wszystko stanie sie naturalnie. Wiem ze tak jest lepiej dla mojego organizmu ale nie wiem jak mam dojsc do siebie majac plamienia przez nastepne 3 tygodnie. Nie spodziewalam sie ze moze byc tak ciezko szczerze mowiac. Nie potrafie myslec o niczym innym i nie wyobrazam sobie powrotu do pracy w przyszlym tygodniu.
Czytajac Wasze historie przeraza mnie jak wiele kobiet przechodzi przez poronienie wiecej niz raz. Podziwiam wszystkie kobiety ktore znajduja sile zeby mimo wszystko probowac dalej. Z jednej strony chcialabym miec dziecko juz za chwile zeby jakos wypelnic ta pustke a z drugiej wiem ze bede klebkiem nerwow w nastepnej ciazy.
Pozdrawiam goraco i trzymam kciuki za Wasze malenstwa!
Ali ja też byłam kłębkiem nerwów podczas mojej ciąży,a mój mąż wychodził z siebie by mnie uspokoić ,ale warto zawsze próbować! I myśleć pozytywnie! A tak przy okazji ja jestem katoliczką i nic mnie tak nie uspokajało jak modlitwa. Przed każdym USG nie mogłam spać w nocy bojąc się czy tym razem wszystko jest w porządku a Zdrowaś Maryjo… działało na mnie jak lek uspokajający. Nigdy wcześniej tak się nie modliłam jak podczas tej ciąży. Teraz mam dwie super córeczki.I nigdy nie zapomnę mojego aniołka dzięki któremu uwierzyłam tak naprawdę w istnienie Boga.
Ja zaczęłam plamić wieczorem w niedzielę 14 listopada(10 tc) w poniedziałek od razu pojechaliśmy z mężem do lekarza,który wysłał nas do szpitala. Myślałam, że wszystko będzie dobrze, żartowaliśmy… byliśmy pewni, że to nic groźnego… a tu wyrok maluszkowi nie bije serduszko:( w nocy zaczęły się skurcze i obfite krwawienie rano na potwierdzeniu diagnozy juz nie wiele z naszego maluszka zostało we mnie, później zabieg i powrót do domu, jest mi ciężko, ale wiem, że nawet gdyby maluszek przeżył byłby ciężko chory i myślę że tam u Pana Boga jest mu lepiej,tak lepiej dla niego i dla nas że nie musimy patrzeć na jego cierpienie… pozostała w sercu miłość i tylko pustka.
KOCHAM CIE MOJA MAŁA PEREŁKO:*
witam was
parę dni temu mnie to również spotkało, mam dwie cudowne córeczki kiedy zaszłam teraz w ciąże bardzo się cieszyłam czułam że to będzie syn tak bardzo się cieszyłam, ale radość się skończyła z dniem wizyty u lekarza gdy stwierdził że serduszko przestało bić i nic z niej nie będzie,nie wiedziałam po wyjściu od niego co mam zrobić ze sobą jestem po zabiegu usunięcia i nie mam na nic ochoty nigdzie nie wychodzę łzy same mi płyną z oczu obwiniam siebie o to za to co się stało chociaż nie wiem dlaczego poprzednie ciąże przechodziłam prawidłowo i bardzo dobrze to DLACZEGO TA NIE???
Dokładnie 2 tygodnie temu urodziłam martwego synka w 20 tygodniu ciąży.Ciąża była od początku zagrożona, przez pierwsze 3 miesiace mialam silne skurcze dwa razy lezalam w szpitalu.Jednak po uplywie 13 tygodnia wszystko sie uspokoiło aż do 24 listopada kiedy dostałam silnych skurczy, w szpitalu zrobiono mi usg i moj aniolek jeszcze zyl, bilo mu serduszko, machał rączkami ale niestety nie udalo sie zatrzymac akcji porodowej…nie wiem dlaczego tak sie stalo, nie potrafie sie z tym pogodzic wszedzie widze mojego maluszka…
witam was
ja stracilam swoje pierwsze dziecko dokladnie 23 wrzesnia zmarlo mi w brzuszku jak ta te stadium ciazy to synek byl bardzo maly bo mial tylko 450g i mam straszny zal do lekrzy ze podczas calej ciazy nie zauważyli ze dziecko nie rosnie a mialam jak na ciaze duzo badan usg bo z 8 razy wiec niewiem co sie stalo wyniki sekcji zwlok mam 9 lutego strasznie sie boje co bylo przyczyna . teraz starsznie sie boje zajsc w kolejna ciaze ze stanie sie to samo!.
Witam, wszystkie cierpiące ale silne kobiety. Moja histaria rownież jest przykra,mam jedno sliczne dziecko, kolejne próby niestety sie nie powiodły. Całkiem niedawno straciła kolejnego aniołka we wrześniu. Dziś zrobiłam test wyszedł pozytywnie. Nie wiem czy się bać czy cieszyć, przeciez to dopiero dwa miesiące od poronienia.Ostatni normalny okres miałam 29 października, następny bardzo dziwny bo bardzo krótki i słaby 30 listopada. Czuje sie dobrze. Jeszcze nikomu nie powiedziałam do lekarza boje sie iść bo pamiętam jak bardzo bolało jak mówili mi przy poprzednich ciazach że coś jest nie tak. Strasznie sie boje bo to za wcześnie, nie planowane nie przygotowane.Narazie odliczam kazdy dzień.
witam….14.01.2011 roku staciłam moje maleństwo w 19 tygodniu ciąży….całą ciąże dobrze się czułam pracowałam więc tak naprawdę nie wiadomo czego mój synek chciał już uciekać z mojego brzuszka …to było nasze trzecie dziecko które miało by dwóch braciszków tak bardzo czekaliśmy na naszego aniołka wyobrazaliuśmy sobie jak będzie wyglądał szukaliśmy imienia a wszystko w jednej sekundzie się wywróciło do góry nogami ból rozpacz ipytanie dlaczego my dlaczego nasze maleństwo przecież ono mogło żyć nic złego nie zrobiło minął tydzień jak nasz aniołek odszedł…kochamy cię jasiu i nigdy o tobie nie zapomnimy nasz skarbie….
witam jestem tu po raz pierwszy chcialam wam opisac moja chistorie.mam 3 dzieci tu na ziemi i trzy aniołki jeden ma naimie igor urodził sie martwy w 17 tyd miał 170 gram.nigdy nie zapomne uczucia kiedy zrobiło mi sie tak pusto w brzuchu jak by nikogo tam nie było.pojechałam do lekarza mimo ze wszyscy mi mówili że panikuje.nie pomyliłam się Dzidzia leżała bezwładnie i krótka diagnoza brak akcji serca.wsiadłam do samochodu i nie wiem jak dotarłam do domu rano miałam zjawić sie w szpitalu.dali mi leki i tak przeleżałam 24 godz .pamietam ze przyszła do mnie psycholog i zapytała mi sie jak sadze co urodze!!! głupie babsko.po tym pytaniu rozpadłam sie do konca.synka urodziłam rano nastepnego dnia sama na łużku lekarz stwierdził ze jeszcze nie rodze i tak mnie zostawili.był mały i siny.żałuje ze nie odważyłam sie go wziaść na ręke.potem zabieg i pustka .Załatwianie pogrzebu nikt mi nie pomógł.nie mogłam liczyć na męża stwierdził ze bachora nie chciał.Zaczełam szukać odpowiedzi dłaczego?nie interesowało mnie nic tylko odpowiedż.okazało sie że odkleiło mi sie łożysko przez wirus cmv.złapałam strasznego doła i prubowałam sobie odebrać życie.uratowała mnie mama.mimo ze mój mąż nie chciał więcej dzieci ja poztawiłam na swoim poroniłam jeszcze raz i puzniej zaszłam w ciąże jestem w 27 tyg.przeszłam wszystkie badania jakie są możliwe.nadal sie boje strach jest tak wielki ze jak dziecko troche sie nie rusza to jade do szpitala.modle sie aby nie zwariowac do konca ciąży.nie mam wsparcia u meża ale najważniejsze ze może sie uda.Czasem strach jest tak silny ze zapiera dech.mysle ze każda z nas co raz straciła dziecko to zna to uczucie.pisze to bo musze komuś to powiedzieć a nie mam komu bo nikt z mojej rodziny ani ze znajomych tego nie przeszedł ,i nie rozumieją mojego strachu.czuje sie wtedy ze tylko ja to przeszłam i nadal przechodze idąc co tydzień na cmentarz.smutek nie mija a żal i ból wracają co jakiś czasz jak sztorm na morzu.życie po stracie dziecka trwa ale już nigdy nie będzie tak beztroskie jak dawniej.a kolejna ciąża to już nie jest oczekiwanie na nowe zycie tylko pasmo stracu przeplatane odrobiną nadzieji.odliczaniem do konca.dziekuje ze mogłam wam to powiedziec jak bardzo kocham swoje dzieci i jak sie boje o mojego nienarodzonego synka Tymona .mam nadziejie ze usłysze jego płacz
Witam ponownie, to już 3 raz… 6 tydzień ciąży, tym razem miałam łyżeczkowanie, najprawdopodobniej to była ciąża pozamaciczna. Nie wiem co jest ze mną nie tak…
ja niestety też to przeżyłam…… choć nie wiem czy tak to można nazwać. to było moje pierwsze dziecko na które tak strasznie czekałam. byłam w 9 tyg ciązy, przez ten cały czas sprawdzałam dzień po dniu w internecie jak wyglądają kolejne tygodnie ciązy i wyobrażałam sobie że moje dziecko dziś już ma np wykształcone rączki, paluszki, że już wiadomo czy jest chłopcem czy dziewczynką- choć jeszcze tego nie widać… i nagle pierwsze usg i wyrok ciąza martwa, nie wiem jak żyć jak myśleć o czym kolwiek , jak zacząć nowy dzień wiedząc że jego tam już nie ma , jak mieć siłę wstać z łóżka, jak wyjść z domu iść do pracy…wszyscy mówią że czas goi rany ale czy zawsze…
ja moja pierwsza ciąże również poroniłam w 9 tyg ;( szok to był dla mnie. Najgorsze jest to jak osoby które tego nie przeżyły pocieszają Ciebie, że nie martw sie będzie kolejne dziecko! To nie jest zabawka która się zepsuła i kupi sie nastepna. W marcu minie rok od tej tragedii. Mimo ze teraz jest w ciąży w 13 tyg wszystko jest wporzadu to o poprzedniej ciąży nadal myślę a tak jak wspominaliście też jestem kłębkiem nerwów żeby tym razem nie doszło do tragedii, trzeba byc dobrej mysli. Razem z mężem czekamy na maleństwo które ma przyjść na świat we wrześniu
3majcie dziewczyny wkciuki za moje maleństwo a ja będę 3mać za Was
pozdrawiam mamuśki ![]()
Witam was kochane!
Czytam posty i leją mi się łzy:( Ja straciłam mojego kochanego synka miesiąc temu. Mam 23 lata…Byłam w 34 tygodniu ciąży. Cały czas czułam się świetnie, synuś kopał mnie w brzuszku, wyniki badań idealne, ciśnienie jak w książce… Pewnej soboty przestał się ruszać, pobiegłam do szpitala się uspokoić, upewnić że wszystko jest wporządku.. ale już było za późno - lekarze stwierdzili całkowite odklejenie się łożyska. Przyczyny nie znam do dziś, usłyszałam tylko “tak się zdarza”, “przypadek jeden na milion”. Tak strasznie kochałam mojego synka, był moją nadzieją na lepsze jutro i odszedł:(
Minął miesiąc i nadal nie jestem w stanie opisać co czuje, nie chce mi się żyć, wszystko straciło sens, czuje się jakby nigdy już miało nie być uśmiechu na mojej twarzy.
To było najwspanialsze 8 miesięcy mojego życia z Tobą pod serduszkiem Synku [*]
Witam was Kochane,
ja straciłam mojego Synka na początku lutego w 34 tygodniu ciąży. Całkowite oderwanie łożyska i krwotok wewnętrzny:( Tak strasznie mi źle. Dzisiaj mija mój planowany termin porodu, jestem załamana:(
każda z nas czuje rozpacz inaczej, jednak wszystkie jesteśmy połączone w jednym bólu, bardzo mam nadzieję na to, że wszystkie z nas kiedyś będą mogły tu napisać, że mimo tak przykrych początków są już szczęśliwymi mamusiami. Tylko ta myśl trzyma mnie przy życiu i życzę wszystkim mamusiom ANIOŁKÓW żeby to się spełniło…
Cześć dziewczyny! Ja poroniłam 2 miejsiące temu, bardzo chciałam tego dziecka, mam 33 lata i to była moja pierwsza próba. Wiem bardzo późno zaczęczał się starać o dzidziusia, ale to ze wzgledu na mojego młodszego chłopaka, który nie był na to gotów aż do teraz. Cieszyłam się ciążą tydzień, najcudowniejszy tydzień mojego życia ,aż do momentu kiedy zaczęłam plamić… Potem tylko strach, pozostawiona sama, właściwie z chłopakiem, który jest cudowny i niesamowicie mnie wspierał, ale oddalona od najbliżych, rodziny i przyjaciół. Mieszkam na Wyspach od 5 lat, ale nie mam tu żadnych przyjaciól na życie, jest koleżanka, ale ona jakoś nie znalazła czasu dla mnie kiedy tego najbardziej potrzebowałam. Wizyta u lekarza, który przepisał paracetamol w razie silnych bólów i ostrzegł, że jeśli plamienie przejdzie w obfite krwawienie to znaczy, że poroniłam. Anglia - to miejsce mnie czasami dobija, nie miałam możliwości, pujścia do ginekologa tylko rozmowa z GP, nie dokońca ufałam lekarzowi ogólnemu, więc podpierałam się informacjami z różych forum internetowych, i żywiłam się nadzieją, że to może być miesiączka. Niestety po tygodniu plamienia silny skórcz i obfite krwawienie. Zostałam tego dnia w łóżku, ale ból był coraz silnieszy, musiałam zadzwonić po chłopaka, pojechaliśmy do GP, przyjęli mnie od razu. Bardzo sympatyczna pani doktor, wypisała mi skierownie na skan następnego dnia rano. Ból minął krwanienie trochę sie zmiejszyło. Ale skan pokazał, że nie ma ciąży w miejscu gdzie powinna być, tylko widać coś w jajowodzie. Diagnoza: podejrzenie ciąży pozamacicznej, Młoda lekarka tłumaczyła, że jeżeli badania krwi wskażą że poziom chormonów znacznie wzrośnie przez nast. 48h to podejrzenia się potwierdzą. Byłam przerażona, jak to operacja! usówanie jajowodu!, to jakiś szok. Osiem godzin czekania w szpitalu, nic nie udowodniło. Miałam wrócić za 2 dni. Nic już mnie nie bolało, czułam sie dobrze fizycznie ale psychicznie to byłam bardzo przerażona i niespokojna, ale coś trzymało mnie przy nadziei, naiwnej nadzei, że ja nadal jestem w ciąży, jakby te diagnozy, które usłyszałam w obcym języku nie trafiały do mnie tak bardzo dosłownie jakby to było po polsku. Kojący, współczujący i opiekuńczy głos wszystkich pielęgniarek, położnych i lekarek zdawał się przesłaniać całą prawdę. Po drugim badaniu krwi, usłyszałam już przez telefon, że to było poprostu poronienie, żadnych wyjaśnień, zostałam pozostawiona sama sobie, bez żadnego wytłumaczenia. Mój chłopak tracił powoli cierpliwość widząc mnie zapłakaną, kolejną godzinę, kolejny dzień, usłyszałam wtedy, że jestem niedojrzała i nie przygotowana do tego by być matką, ponieważ 1/4 kobiet spotyka się z poronieniem i ja miałam się na tą ewntualność przygotować a nie teraz leżeć w łóżku i płakać. To było straszne jakby mi ktoś sztylet wbił w samo serce, jakby mnie ktoś dobił - okropnie bolało. Moje serce było rozdarte w strzępy. Jak niby mniałam się przygotować na poronienie, niech mi ktoś powie jak można się na to przygotować!!! Te słowa strasznie mnie zraniły, to wciąż okropnie boli, nie mam jak tego z siebie wyrzucić, nie mam tu nikogo, czuję się tak okropnie samotna. Długie godziny rozmów z moją starszą siostrą przyniosły niesamowitą ulgę, ale nie zastąpią prawdziwej rozmowy z kimś kto jest tu blisko. Chce mi się krzyczeć, ale mam związane gardło. Chiałam się rozstać z moim chłopakiem w tym okornym dla mnie czasie, ale w rezultacie długich wspólnych rozmów przetrwaliśmy tą próbę, jesteśmy sobie jeszcze bliżsi niż kiedykolwiek, ja zrozumiałam, że on to też przeżywał na swój sposób, a on zrozumiał, jak bardzo mnie to dotknęło, i teraz kiedy zdarzy mi się płakać na myśl o straconym dzidziusiu, to on zawsze pyta: Co kochanie znowu sobie myślisz o tym co się stało? i dodaje: \\"Płacz kochanie, będzie ci lżej\\"… Czekam na okres zostało 4 dni, może to tym razem się uda…Boję się…Ale też bardzo tego chce…
Witajcie dziewczyny!
02.lutego 2011r. straciłam swoje dzieci. W marcu 2010r. zaczęliśmy się z mężem starać o dzidzię. . We wrześniu dowiedziałam się, że jestem w ciąży 6 tydz- to moja pierwsza i wyczekana ciąża(bo o dziecku marzę od dawna tylko czekałam aż i mąż już-dopiero też będzie chciał. W konću zniecierpliwiona przejęłam inicjatywę!) Na drugiej wizycie w październiku okazało się,że będę miała dwójkę dzieci. To była ciąża bliżniacza jednojajowa- dwuowodniowa.Zaznaczę,że wczesniej nie stosowałam tabl. antykoncepcyjnych ani żadnych leków hormonalnych i w rodzinie nic mi nie wiadomo o tym żeby ktoś miał bliźnięta! Wizyty co 3 tygodnie, w tym zawsze USG. Wszystko przebiegało pomyślnie. Dzieciątka rosły. Też bardzo często czytałam o etapach rozwoju płodu. Sprawdzałam ile mają cm i mogą ważyć i co właśnie się rozwija… 30 grudnia miałam ostatnią wizytę u mojej ginekolog- wszystko OK. Zadowoleni z mężem Jackiem (chodził ze mną na każdą wizytę-byłam tym zaskoczona ale szczęśliwa)wyszliśmy z gabinetu. Sylwester super- spędzony u siostry Jacka, która też jest w ciąży 3 tyg krócej ode mnie. Tydzień po-przeziębienie- kaszel, gardło. 3 dni leczenia domowego- herbata z miodem i cytryną, prenalen- syrop dla kobiet w ciąży, tantum verde. 13stycznia czwartek wizyta u doktora rodzinnego. TO BYŁ 23 TYDZIEŃ CIĄŻY. Zapisał leki bezpieczne dla ciążarnej i przy osłuchiwaniu mnie stwierdził, że mam straszne kołatanie serca. Zapytał jak często- odp, że jak się kładę to wtedy czuję kołatanie(od początku roku), ale myślałam że to może tak w ciąży jest. Po powrocie zadzwoniłam do mojej Dr. Ginekolog i opowiedziałam co się dzieje. Kazała mi na drugi dzień przyjechać do szpitala(Inowrocław) na kontrolę. PŁACZ i STRACH. Oczywiście zostałam. Badano cały czas moje serce, a usg zrobili dopiero w niedziele-niby wszystko dobrze- tak mi powiedziała osoba robiąca USG, bo czy to był już lekarz czy stażysta to nie wiem. Podkreślę, że leżałam na ginekologii. Hm tętno było sprawdzane, ale nic poza tym. Morfologia, pobieranie krwi na tarczyce. Stwierdzono u mnie Tachykardię. I tak sobie leżałam nieświadoma. Dobrze że często była w szpitalu moja Ginekolog, bo tak to aż strach pomyśleć! 19 stycznia w środę miałam być wypisana.- obchód rano-opinia lekarza: wszystko ok, nie ma potrzeby robienia kolejnego USG- za parę minut wpada moja Gin. i mówi, że zrobi mi zaraz USG- idę na badanie zadowolona, że zaraz mnie wypiszą- i stało się to czego obawiałam się najbardziej- TTTS(zespół przetaczania u bliźniąt jednojajowych)- z przerażeniem patrzyłam na moją lekarkę- Będzie pani ” przewieziona” do Biziela- PŁACZ<WYCIE na szczęście była mama na korytarzu i mnie przytuliła- poszłam do pokoju sama, mama nie mogła iść ze mną bo był zakaz odwiedzin w całym szpitalu-za chwilę przyszła moja Gin. i powiedziała, że najlepiej będzie jak pojadę do Szpitala w Poznaniu na ul. Polną- ulga -wizyta u Pani prof. R.- potwierdzenie TTTS IIstopień- to nie jest tak źle-szyjka wspaniała- zabieg okluzja naczyń przez brzuch- przyjęcie do szpitala to było 20stycznia(tego dnia zmarł mi dziadek- nie byłam z nim bardzo zżyta ale jakiś smutek zawsze się czuje, zwłaszcza będąc w tak ciężkiej sytuacji z zagrożeniem życia dzieci).-opieka na chyba III oddziale ginekol. wporządku- wizyty psychologa- 22 stycznia, to 24TYDZIEŃ CIĄŻY wykonano zabieg pod narkozą-położna: zabieg się udał powiedziała- nadzieja- na drugi lub trzeci dzień skurcze -leki-pobieranie krwi- skurcze-leki…i tak cały czas-nie miałam już sił-czułam że jest źle- 29 STYCZNIA, TO 25 TYDZIEŃ i 1 DZIEŃ: PORÓD DROGAMI NATURY MOICH DZIEWCZYNEK-16:16 740g Zosia 16:21 660g Rozalka- 4 dni- 02 LUTEGO ;( ODESZŁY na zieloną łączkę moje cudne córeczki- 07 LUTEGO OSTATNIE POŻEGNANIE-łzy- rozpacz- gniew- bezsilność. Mąż był cały czas przy mnie.
I tak jest do dziś. Te uczucia wracają, ale trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro. Niedługo pora wracać do pracy. Hm . Pragnę jeszcze bardziej. Chcę też usłyszeć pierwszy krzyk swojego dziecka. KIEDY?
Ja też straciłam ciążę ponad miesiąc temu, w 8 tyg. Bardzo długo staraliśmy się i szczęście nie trwało długo. Nie mogę znieść myśli ze niektóre kobiety nie dbają o swoje dzieci, a maja ich piatkę albo czwórkę, a ja chce mieć chociaż jedno i nic. Jestem katoliczką, ale po łyżeczkowaniu przestałam się modlić, bo modliłam się codziennie i jakoś mnie nikt nie wysłuchał. Po ok 2 tygodniach stwierdziłam że może tak miało być, przecież zawsze mówiłam że wole nie mieć dzieci niz urodzić chore (nie mogłabym znieść cierpienia dziecka). Więc zaczęłam się znowu modlic ale nie chodzę do kościoła, chyba za wcześnie jeszcze. Przenika mnie codzien strach że to może się powtórzyć. Najpierw bałam się że nie uda mi się zajść w ciążę, teraz że ja stracę znowu. Jak tu żyć?
Kolejne dni załamania. 30 marca w moje urodziny zaczęły napływać złe informacje z pracy. Prawdopodobnie zostanę zwolniona. Standardowo po urlopie macierzyńskim zwalnają. Czy ktoś zna pracodawcę, który tego nie robi? Miałam małą nadzieję, że może po tym co sie stało zostawią mnie…nie ma się co łudzić. Nadzieja ponieważ dzięki stabilnej pracy można spokojnie zająć się swoim życiem prywatnym i starać się o potomstwo.
08 kwietnia była na wizycie u ginekologa. To moja druga wizyta. Na pierwszej byłam u mojej Pani Gin. Jednak tą wizytą jestem zawiedziona. Druga za to u Pana Gin.F. była myślę profesjonalna. Poświęcił mi dużo czasu, tłumaczył, wyjaśniał i przede wszystkim był zainteresowany. A nie jak u wielu lekarzy: Następna proszę. To tak w skrócie. Tylko to co usłyszałam u jednego lekarza a drugiego samo się przeczy. Pani Gin. zrobiła mi nadzieję, że możemy się już od maja starać o kolejne dziecko. Lekarz drugi wytłumaczył mi,że należałoby odczekać rok. ROK!To strasznie dla mnie długo. Jego argumenty są jednak zrozumiałe w sensie logicznym. Ale serce mówi mi ,że najdłużej jestem wstanie wytrzymać z pół roku. Czy to nie będzie egoistyczne z mojej strony? Czy donoszę? Mąż bez chwili zastanowienia stwierdził: To poczekamy. Najważniejsze,że ja jestem zdrowa.hm…Ja przez dwa dni płakałam, że to tak długo. Jak nigdy nie mogę doczekać się zimy!Może…hm
Ja też jestem katoliczką. Takie same myśli miałam jak ty. Chwile zwątpienia. Ale zawierzyłam Bogu i Matce Boskiej. Modlę się codziennie i co niedziela uczęszczam do Kościoła mimo,że czuję spojrzenia ludzi, przyglądanie się. No cóż tacy są ludzie na wsi. Choć wieś gminna,więc nie taka mała. Ksiądz też mi się przygląda, chyba ze współczucia. Ale nie chowam głowy w piasek, bo i dlaczego. Swój smutek zostawiam w domu i udzielam się na forum z myślą, że ktoś mi doradzi,a ja swoim pisaniem pomogę innym.
Mimo tego wszystkie co mi się przytrafia od początku roku, to jeszcze się trzymam. Kochane, musimy być silne!!! Może i nas też spotka to Wielkie Szczeście?!
W odpowiedzi do \"ciężko żyć\":
Nie poddawaj się. Teraz jest czas wielkich przemyśleń i postanowień przed Wielkanocą. Spróbuj znaleść czas wieczorem i pomódl się do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Jest w książeczce taka Nowenna. Bardzo piękna. Ja ją odmawiam codziennie od lutego( pod koniec lutego kilka dni się nie modliłam i znów mi się przydażyło nieszczęscie-włamanie do domu)od tego czasu postanowiłam zawierzyć Matce Boskiej.
Do Nika.
Mnie też mąż kiedyś powiedzał, ze nie nadaję się na matkę i ,że jestem za młoda. Teraz mam 25lat. wtedy miałam 23. Bolało i to bardzo. Zadana rana w serce. Zabliźni się ale zostanie.
ja poroniłam w 22 tygodniu .
moje dzieciątko miało rozszczep czaszki , kręgosłupa, wogogłowie i hypotrofie…
mój synek jest w niebie (*)
kocham go bardzo i bedę o nim pamiętać zawsze i wszędzie
Witam wszystkie cierpiace Panie. Tule Was mocno…Kiedy dowiedzielismy sie z mezem, ze bedziemy miec dziecko, bylam szczesliwsza niz kiedykolwiek. W 9 tyg ciazy na USG wyszlo, ze plod zatrzymal sie na 6 tyg i dalej sie rozwinal. Na drugi dzien trafilam do szpitala, a najgorsze bylo dla mnie, ze musialam podpisac zgode na usuniecie mojego dziecka. Tabletki nie dzialaly, wiec musialam miec wylyzeczkowanie. Dla pielegniarek byl to tylko maly plod, dla mnie moje dziecko. Nie mam nawet zdjec po nim, nie oddali mi. Kazdy mowi, ze jestem mloda, moge miec pare innych dzieci, ale ja chcialam mojego Aniolka, zdarzylam go pokochac. Nie da sie zastapic. Minelo prawie dwa miesiace, a ja wciaz mysle jakiej plci by bylo, jak by wygladalo, smialo sie, plakalo, dorastalo. Zawsze bede za nim tesknic i nigdy o nim nie zapomne…
czesc wszystkim..
mam na imie kasia ma 23 lata, tio była moja pierwsza ciąza. W styczniu dokładnie 7, trafiłam do szpitala z silnymi bólami brzucha i lekkim krwawieniem. lekarka ktora miala dyzur stwierdzila poronienie zagrazające, zostawili mnie na oddziale patologia ciazy i lezałam… czekałam na usg a z do poniedziałku czyli do 10 stycznia, lekarze zrobili usg i sie wszytsko potwierdziło… niestety, poroniłam na drugi dzien miałam zabieg wyłyżeczkowania… jak sobie to uswiadomiłam byłam załamana, nie mogłam w to uwierzyc.. moj partner probował mnie pocieszyc, ale jak mozna pocieszyc niedoszłą matke.. tak bardzo sie cieszyłam, bylam taka szczęsliwa ze bede miec malutkie dzieciątko… ale najwidoczniej los chciał inaczej…
Mineło kilka miesiecy, myslałam ze sobie z tym poradziłam.. ale niestey od kilku tygodni wszytsko wraca, myśle o tym na okrągło.. kiedy widze na ulicy kobiete z malenstwem na rękach nie moge na to patrzec, od razu chce mi sie płakac… jak mam z tego wybrnąc, jak sobie z tym poradzic… kolejnej ciązy bardzo się boje, boję sie ze znow bedzie to samo…
mam nadzieje ze w koncu uda mi sie przez to wszytsko przebrnąc… pozdrawaim wszytskie niedoszłe mamy, jak widac nie jestesmy same, nasze ANIOŁKI sa w niebie u Pana Boga, który się o nie troszczy…
pozdrawiam !!
to był 6 tydzien
list do mojego Aniołka
Przyszedłeś do mnie tak na krótko
Zabiło we mnie Twoje Serduszko
Powiedziałeś cichutko…Kocham
Pogłaskałeś moje serce
i….odszedłeś…też cichutko
mama
Witam ja straciłam MOJE dziecko w 6 tygodniu.Nigdy nie sądziłam że można takie maleństwo tak pokochać.Nie mogę sobie sama ze sobą poradzić cały czas o NIM myślę , płaczę oczywiscie mam oparcie w mężu ale nie mogę słuchać takich tekstów jesteś młoda , będziecie jeszcze mieli dzieci… ale TEGO dzidzia juz nie ma .Współczuje wszystkim kobietom które straciły swoje dzieci bo jak ktoś tego nie przeżył to nie wie co to znaczy
Jeszcze 2 tyg pisalam na innym forum, jaka jestem szczesliwa, kiedy zobaczylam dwie kreski na tescie ciazowym , tez plakalam jak teraz tyle ze ze szczescia. 3 dni temu pani doktor poinformowala mnie ze nie ma akcji serca. 10 tydzien, a dzidzia zatrzymala sie na 8. dzisiaj za 2 godziny mam powtorne USG i najprawdopodobniej zabieg. niegdy nie myslalam, ze tak mozna sie czuc. wydaje sie ze juz jest ok, tlumaczysz sobie, ze tak mialo byc, ze los zadecydowal za ciebie, ale to nie pomaga…bardzo Wam wszystkim wspolczuje, mam nadzieje, ze i dla Nas przyjda lepsze dni, chociaz o tym co sie stalo nie zapomnimy nigdy, dlatego ze cos co dla innych jest lub bylo tylko płodem, dla nas jest i zawsze bedzie dzieckiem.
Witam,
ja również straciłam moje maleństwo. W ósmym tygodniu na USG widziałam moje 19 mm szczęście i bijące serduszko, niestety na USG - w 12 tygodniu - okazało się że rozwój mojego dziecka zatrzymał się w ósmym tygodniu, zaraz po badaniu USG… Zabieg łyżeczkowania miałam 13 maja 2011, był to najgorszy dzień w moim życiu. Nigdy nie spodziewałabym się że to może spotkać właśnie mnie, to maleństwo było dla nas największym szczęściem i bardzo oczekiwane. Strasznie to przeżywam i zastanawiam się co zrobiłam źle? Wiem jedno, że misiące ciąży były najcudowniejszym czasem w moim życiu, szkoda że tak krótko trwały…
Cały czas zastanawiam się co mogło zaszkodzić mojemu maleństwu, czy to badanie USG w 8 tygodniu ciąży mogło być przyczyną obumarcia płodu ?
Pozdrawiam,
j.
Jolu nie zameczaj sie takimi rozmyslaniami…to nic nie da. tak mialo byc…w tak wczesnej ciazy sporadycznie wina lezy po stronie kobiety. wiem dokladnie co czujesz, dalabym wszystko aby nadal byc w ciazy, byl to najcudowniejszy okres w dotychczasowym moim zyciu!!! Ale teraz jest czas skupic sie na przyszlosci, chociaz wiem jak jest trudno…
Witam.
Ja straciłam 3 dzieciontka. Pierwsze aniołka w 2009 roku był to 5 tydz ciąży, drugiego w 2010 w 9tyg i największą stratę jaką przeżyłam to strata mojej kochanej córeczki straciłam ją pewnego dnia maja w 22 tyg żyła zaledwie 3 godz. Ból jest niesamowity … ciężko jest sobie poradzić z tym wszystkim …
Witam dziewczyny
Ja straciłam mojego aniołka 17.01.2010roku 6 tyg.Bardzo mi ciężko po stracie dziecka nie miałam pocieszenia w moim panterze dala nie mogę sobie poradzić po stracie dziecka.Czasem zastanawiam czy to była dziewczynka.Naj chętniej cofłam bym czas
Witam wszystkie mamy ktore stracily swoje skarby. Ja poronilam w 13 tygodniu, ale dziecko nie rozwijalo sie od 8 tygodnia. Przyczyna: wada chromosonala. Nie ma wiekszego bolu niz strata wlasnego dziecka. Po pierwszej miesiaczce od poronienia znowu bylam w ciazy, szok i strach… Dzis jestem w 24 tygodniu, Synek kopie mnie teraz jak pisze. Jeszcze sie nie urodzil a juz go wszyscy kochaja. Jak na razie wszystko jest wporzadku dzieki Bogu, byle tak dalej.
26 listopada 2009 urodził się mój synek Bartus…niestety był to 21 tydzień ciązy i mały nie miał zadnych szans…mineły już prawie 2 lata a ja nadal sobie z tym nie radze…na dodatek nie moge zajśc w drugą ciążę…jestem mamą bez dziecka;/
witajcie…nigdy o tym nie mowilam..mam 24 lata..swoje dziecko stracilam w 3 tygodniu ciąży..wiem ze to byla drobinka..ale juz pokochalam to malenstwo..wiadomość o ciazy mialabyc prezentem dla mojego ukochanego na jego urodziny..po stracie dlugo nie chcialam mu o tym powiedziec..w koncu sie odwarzylam…w piatek 14.07.2011 na swiecie pojawilo by sie Nasze malenstwo…bol jest okropny..nie umiem dalej zyc…
Prośba o wypełnienie ankiety
http://www.bydalejisc.org.pl/ankieta
Fundacja “By dalej iść” postawiła sobie za jeden z głównych celów, świadczenie nieodpłatnej pomocy Rodzinom po Stracie Dziecka. Zarówno w czasie indywidualnych konsultacji jak i podczas grup wsparcia. Nie chcemy, żeby rodzice ponosili jakiekolwiek koszty, co nie znaczy, że ta pomoc nie kosztuje. To jest praca wielu ludzi, koszty wynajmu sal i całej logistyki. M. in. dlatego, korzystając z pomocy partnerów i fundatora, chcemy zacząć pozyskiwać środki z Unii Europejskiej i samorządów.
W tym celu potrzebne nam są dane z ankiet, które znajdują się poniżej. Gwarantujemy, że wyniki będą używane tylko w formie statystycznej lub do formowania grup, które mogą być obejmowane pomocą w ramach projektów. Państwa email, będzie służył nam do informowania o działaniach Fundacji w Polsce na Państwa terenie.
Dziękujemy za poświęcenie nam kilku minut. Mamy nadzieję, że już wkrótce, otworzymy nowe grupy wsparcia w Państwa województwie.
Ja również poroniłam w czerwcu, to był 6tc. Staraliśmy się pół roku o ten skarb, a potem krwotok, wizyta u lekarza, zlecenie robienia bhcg i duphaston 3×2 tabletki. Pierwsze hhcg wyszło 4130, a następne już tylko 330. Pojechałam do szpitala i stwierdzili, że nastąpiło poronienie samoistne. Było mi bardzo ciężko, na sali leżałam z dziewczyną do porodu i słuchałam bicia serduszka jej dziecka.Cieszyłam się, że z jej dzidzią wszystko ok,ale chciałam mieć swoją. Mam już 4 letniego synka,ale ogromnie pragnę drugiego maleństwa. Czekamy teraz aż minie 3 miesiące,bo boję się wcześniej próbować. Nigdy nie myślałam, że coś takiego mnie spotka.Ja również mam dość pocieszeń, ze jestem młoda, urodze jeszcze kolejne dzieci,ale to nie będzie już TO dziecko:( Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak boli, dopiero jak sama to przeżyłam. Byłam zła na Boga, że dał mi to dziecko a potem je zabrał,ale potem pomyślałam, że przecież modliłam się o zdrowe dziecko, więc może właśnie Bóg mnie wysłuchał, zabrał to maleństwo do siebie, żebym ja mogła urodzić zdrowe dziecko. Tydzień temu byliśmy z mężem w szpitalu u jego siostry, 2 dni wcześniej urodziła córeczkę. Wyszliśmy ze szpitala strasznie przybici, ja się popłakałam a mąż wstrzymywał łzy. Teraz mamy jechać do nich do domu, boję się tej wizyty. Z tym bólem jesteśmy sami, nasi rodzice o niczym nie wiedzą, nie zdążyliśmy im powiedzieć o ciąży,to po co mówić o tak ogromnej stracie. Wiem, że to bardzo przeżywacie, mnie również jest bardzo cięzko, teraz byłabym w 11tc
Ale muszę wierzyć, że będzie jeszcze dobrze. U mnie na cmentarzu jest zrobiony grób dla dzieci zmarłych przed narodzeniem, więc jak jest mi bardzo smutno to idę tam i zapalam znicza. Wczoraj kiedy byłam na cmentarzu na chwilkę wyszło słonko, choć cały czas było zachmurzone. Ja wierzę, że to był znak od mojej dzidzi, że wszystko będzie dobrze. Dzisiaj dostałam okres, pierwszy po poronieniu, więc jest jest jakaś nadzieja, mój organizm wraca na dobre tory. Ściskam Was wszystkie kochane mamy Aniołkow :*** - emi
Witam ponownie, 23 maja test ciążowy pozytywny nie wierzyłam i poszłam zrobić bete hcg, okazało się że to ciąża:) 29 czerwca usg wszystko ok, ale 23 lipca zaczął mi drżeć brzuch i pojawiło się plamienie beżowe, następnego dnia brązowe a później krew… 29 lipca usg- brak ciąży, zabieg nie potrzebny, nie myślałam że ta ciąża też tak się skończy:( to już 4 raz. Lekarz mówił żebym się już zaczęła starać.
P.S. A Wy Drogie Kobietki kiedy po stracie zaczęłyście się starać?
Pozdrawiam:*
Malinka tak strasznie mi przykro
Ja czekam jeszcze półtora miesiąca (czyli łacznie 3 miesiące). Początkiem września idę jeszcze do gina na cytologię i ogólne badanie kontrolne i zaczynamy starania, choć strasznie się boję. Ściskam Cię mocno :*
Witam. Trudno ma zacząć ten temat. Utraciłam dwoje dzieci. Pierwszy raz poroniłam zaraz na początku ciąży kilka dni przed Wigilią. Kilka lat później zaszłam znowu w ciążę. Mąż był taki szczęśliwy. Jednak zaczęły się problemy i musiałam leżeć. Wstawać mogłam tylko do łazienki. Mąż się bardzo troskliwie mną opiekował. Gdy minęło kilka miesięcy i zaczęłam wierzyć w to, że będzie dobrze u mojego synka zdiagnozowano zespół różnych wad. W 27 tygodniu ciąży urodziłam martwego synka. Najgorszy etap mojego życia. Gdyby nie mąż nie wiem co by teraz ze mną było. To się stało również przed wigilią. Całe święta przepłakałam. Po Nowym Roku odbył się pogrzeb (w moje urodziny).
Po dwóch latach zdecydowaliśmy się kolejny raz na ciążę. Na dniach urodzi się nasza córeczka. Jest bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Wszystko już na nią czeka. Robiliśmy wszelkie badania, z których wynika, że jest zdrowa. Mimo to boję się, że to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Boję się, że przy porodzie coś się stanie.
Wszystkim mamom Aniołków życzę powodzenia i sił. W takich chwilach potrzebne jest wsparcie rodziny, męża. Życzę wam tego. Nie wiem czy można pogodzić się z taką startą, ale trzeba żyć dalej.
TRZYMAJCIE SIĘ
Cześć
Bardzo współczuję wszystkim Mamom. Czytając wpisy popłakałam się. Ja też mam 2 lub 3 Aniołki. Dwoje moich dzieci umarło zaraz po minięciu 3 miesiąca ciąży. Dosłownie w tym samym dniu. Po pierwszym poronieniu myślałam, że ja tego nie przeżyję. Tak bardzo pragnęłam Maluszka. Bardzo Go pokochałam. A lekarz w szpitalu poklepał mnie po ramieniu i powiedział coś w stylu \\\\&quot;zrobimy miejsce na następne\\\\&quot;. Porażka. Pracowałam w żłobku i przez miesiąc po zabiegu byłam na zwolnieniu lekarskim. Nie potrafiłam wrócić do pracy. Myślałam nawet żeby zrezygnować z pracy. Dzięki mojemu mężowi pozbierałam się, ale długo jeszcze płakałam. lekarz prowadzący stwierdził, że mu przykro i że czasem się tak zdarza. Nie zainteresował go fakt, że 24-latka zupełnie zdrowa straciła dziecko. Za drugim razem byłam już pod opieką zupełnie innego lekarza. Po zrobieniu szeregu badań zaszłam w ciążę. Brałam sporo leków, bo okazało się, że mam ZA MAŁO HORMONÓW! i nie ma szans żeby utrzymać ciążę bez leków. Poroniłam. Dlaczego? Odpowiedź pojawiła się w wyniku badania histopatologicznego. Rozwinęło się dziadostwo na łożysku i Maluszek nie był odpowiednio odżywiany. Po sporej walce mojego męża o moją psychikę, o pozytywne myślenie spróbowaliśmy jeszcze raz. Ja powiedziałam, że jeśli teraz się nie uda, to ja już więcej próbować nie będę. Dalej pod opieką mojego lekarza zaszłam w ciąże. Może dziwnie to zabrzmi, ale jeszcze przed terminem miesiączki wiedziałam, ze jestem w ciąży. Wyszedł test ciążowy. Mo mąż miał przeczucie. Wizyta u lekarza, który zrobił usg-pęcherzyk był. Beta-HCG nie wyszła. Ale na wszelki wypadek dostałam zwolnienie z pracy i termin wizyty za 2 tygodnie. W dzień miesiączki-niewielkie krwawienie. Ale nie traciłam nadziei. Dzień przed wizytą badanie. Beta wysoka. Szczęśliwa poszłam na wizytę. Maluch się rozwija. Wszystko ok, ale wygląda na to, że była ciąża bliźniacza i że jeden maluch umarł. A ja głupia wychodząc z gabinetu zamiast się cieszyć, że moja córcia rośnie - płakałam, że straciłam jeszcze jedno maleństwo. Dziś Madzia rośnie jak na drożdżach. Jest świetną dziewczynka i starszą siostrą. Bardzo kocha swoją 2 miesięczną siostrzyczkę. A Mała też nie zostaje dłużna tej miłości. A rodzice są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Tylko żal w sercu został, że gdyby pierwszy lekarz zlecił badanie poziomu hormonów to może miałabym o jednego Aniołka mniej. Kocham Was wszystkie moje Maluchy. A Aniołkom dziękuję za opiekę nad Córeczkami. :*
Przepraszam za przydługi wpis, ale mnie on bardzo pomógł a może i innym się przyda…
A co do starań to pierwszy raz 3 miesiące po wyłyżeczkowaniu, a za drugim-zwycięskim-razem 10 miesięcy po ostatnim wyłyżeczkowaniu. Trzeba myśleć pozytywnie. Wiem, że to jest potwornie trudne, zwłaszcza kiedy jeszcze ciąża jest zagrożona. W moim przypadku i szpital był. Krwawienia, leki, ale i tak może się udać i w to trzeba wierzyć!!! Mnie pomogło skreślanie dni w kalendarzu. Szybciej czas mija. Trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które tego potrzebują. Pozdrawiam.
Witam. Mam 2 wspaniałych synów(+10.09.2011r.W 12tc) Pierwszy raz poroniłam-po prostu czułam ze będę miała córeczkę Tylko żal w sercu został!!! trudno mi się odnaleźć: dla mnie jest i zawsze będzie moim trzecim dzieckiem kochanym Aniołkiem! rozpoczęła swe życie we mnie i we mnie je zakończyła nigdy mojej Ani nie zapomnę…Nie ma większego bólu niż strata własnego dziecka- pozdrawiam
Mam dwóch wspaniałych synów,mieli mieć siostrzyczkę straciłam ją w 12tc (+10.09.2011).Jest mi bardzo ciężko z tym się pogodzić.Nigdy tej god i dnia nie zapomnę!Kochana Córeczko pojawiłaś się w moim życiu na chwilę a zmieniłaś je na zawsze. Ale po mimo wszystko że nigdy Cię nie przytulę ani nie ucałuję na dobranoc- Wiem że każdego dnia i nocy będziesz ze mną- Nie powiesz do mnie
Mamusiu! ja nie powiem słucham cię kochanie?! tak bardzo Cię kocham i nigdy nie zapomnę moja kochana Aniu!Pozdrawiam
Witam.Wróciłam właśnie od lekarza, dowiedziałam się dzisiaj, ze nie utrzymam ciąży..Jest 20%,że utrzymam..:( nie wiem jak sobie z tym poradzić, dlatego tutaj zaglądłam.jestem dopiero w 4 tygodniu a już pokochałam, odmieniło by moje życie pojawienie się małej istotki, której pragnę już od 2 lat.Mam dopiero 20 lat,ale bardzo chce dziecko,Jak wy sobie dajecie rade?
Gina bardzo mi przykro. Wiem,co czujesz, ten rozrywający od środka ból jest straszny. Mocno Cię przytulam
Aniołkowa Mamusia
Mam 43 lata i jestem mamą dwóch dorosłych córeczek. Pierwszy raz poroniłam w wieku 17-tu lat, po dwóch latach urodziłam zdrową córeczkę, chociaż w 12-tym tygodniu zaczęłam mocno krwawić leki na podtrzymanie poskutkowały. Minęło 8 lat i kolejna ciąża, córeczkę urodziłam w 28-ym tygodniu i ważyła 1kg, dzięki opaczności córeczka wyrosła na piękną dziewczynę. Dziewiątego sierpnia 2011 zrobiłam sobie test ciążowy, wynik pozytywny, dwie kreseczki w piorunującym tempie,różne uczucia typu, co dalej- ciąża w tym wieku. 18 sierpień wizyta u gin. potwierdzenie ciąży, usg i widok bijącego serduszka- radość, kontrola 15-tego września. To był miesiąc pełen szczęścia i nadziei , zdrowy tryb życia, spacery , dieta bogata w witaminy( malinki. winogrona, warzywa prosto z ogrodu itp) plany na przyszłość związane z Naszą kruszynką. Nadszedł, czas kolejnego badania, już nie mogłam się doczekać widoku mojej perełki a tu koszmar widok mojej kruszynki spoczywającej w kąciku bez bijącego serduszka. Ból po utracie mojej kruszynki jest podwojony, ponieważ wrócił ból z przed 27-tu lat, choć wtedy było łatwiej ponieważ byłam nastolatką i żyła we mnie nadzieja że zostanę jeszcze mamą, teraz świadomie zajść w kolejną ciąże jest za późno. Ból , tęsknota i beznadzieja jest nie do wytrzymania ,największe ukojenie odnajduje w mężu, to on mnie wspiera i daje poczucie że serduszka naszych aniołków biją w nas. Wiem że muszę przestać płakać i pozwolić im odejść do świata gdzie będą szczęśliwe, a my musimy żyć dla naszych córeczek. Idąc na spacer spoglądam w niebo i ze łzami w oczach wyszukuje najładniejszych obłoczków na których bawią się moje Aniołki, żyjąc nadzieją że wraz z mężem gdy przyjdzie czas do Nich dołączymy. Walczcie o swoje maleństwa i domagajcie się od swoich lekarzy profesjonalnej opieki, bez względu na wiek ból jest ogromny, mój lekarz chyba sobie odpuścił a ja nie wierzyłam że coś złego może się stać i teraz nie mogę sobie tego darować że przy pierwszej wizycie nie domagałam się szczególnej opieki . Proszę o parę słów wsparcia bo łzy się leją a psychika kompletnie siada, nie jem ponieważ ubzdurałam sobie że nie mam kogo karmić i nie mogę patrzeć na to wszystko co starałam się dać mojemu szczęściu!!!! Pozdrawiam
Te piorunujące dwie kreseczki jakby tak bardzo chciało żyć, żeby nie było wątpliwości że jest.
Mam świetnego lekarza, od 13 lat, od czasów pierwszego aniołka, prowadził moje 2 ciąże, teraz też, dostałam leki tak na wszelki wypadek, ze względu na wiek, ale to nic nie dało, nie pomogło został test z dwoma różowymi kreskami, 3 zdjęcia z USG i pamięć w sercu, chcę zamówić mszę tu w parafii gdzie chciałam ochrzcić moje maleństwo i pojechać 15 10 do Wrocławia na Dzień Dziecka Utraconego.
28 wyszłam ze szpitala i ciągle wydaje mi się, że ono jest, że to sen. jak jestem sama w domu siedzę w sieci i szukam, czego nie wiem, i płaczę, potem dziewczyny wracają ze szkoły i muszę wziąźć się w garść, mąż nie pozwala mi płakać… nie potrafi wyrażać uczuć, przytulić, pocieszyć, taki już jest. Kocha nasze dzieci, myślę, że wszystkie…
16 września jeszcze biło serduszko, chciałam mu tyle pokazać, ukochane góry i tyle innych spraw, Dziewczynki tak się cieszyły, tak bardzo chciały Braciszka, dzidziuś był dla nich. Mam 39 lat, pierwszy aniołek 13, dwie zdrowe i pyskate córeczki 12 i 10 lat i drugi aniołek 12 tygodni, te 12 po których miałam być już spokojna i cieszyć się tylko…
Pozdrawiam Was wszystkie, będę tu zaglądać….może ktoś będzie chciał pogadać
Witam . Czytajac Wasze wpisy wszystko wrócilo (…)Boli jak jasna cholera .Poronilam w 7tc 26.09.2011 Strach przed kolejną ciąż …
Życie straciło sens .
Witam. w dniu 13.10.2011 r., pomimo starań lekarzy odeszła od nas Marysia. Była wcześniaczkiem urodzonym w 26 tygodniu ciąży. Zaznaczyła swoją obecnośc na kilka godzin, a później dołaczyła do grona aniołków. Czytając powyższe komentarze staje się mi bardzo bliski i zrozumiały temat cierpienia. W takich chwilach chyba każdy w jakiś spośób próbować sobie wytłu,aczyc to, co jest nieytłumaczlane. Pogodzić się z tym, co nie jest do pogodzenia. Ogarnąć to, co nie jest do ogarniecia. Żona jest jeszcze w szpitalu, i pomimo że strałem się ją od samego początku chronić i nadal próbuję przed nagła konfrontacją ze światem zewnętrznym, to nie wszyscy potrafią to uszanować. Niezwykłą terapią, której ja już doświadczam jest dwójka dzieci, które sobie już smacznie śpią. Patrząc na nie, łatwiej udźwignąć ten bolesny ciężar. Łączę się ze wszystkimi w bólu, jakiego doświadczamy i mogę tylko napisać, że nie pozostaje nam nic innego jak podejmowac kolejne wyzwania ( dla nas najbliższe dni, włącznie z pochowaniem Marysi na cmentarzu, będzie bardzo trudny… Pit
Ja tez stracilam 27 wrzesnia 2011 w 8 tygodniu ciazy .Niestety nawet nie slyszalam bicia serca Naszego Aniolka..Do tej pory jest mi ciezko .Wnet zaczynamy znowu staranka ,moj M czeka razem ze mna,odliczamy dwa miesiace. Dzieki niemu wierze ze kolejny raz nie musi sie tak okropnie skonczyc!!! Mam duzo wsparcia ze strony rodziny a to tez jest wazne .Wierze w to ze Bog bedzie czuwal nad naszym ANIOLKIEM i ze wspomoze nas przy kolejnej probie ! Juz dosc sie w zyciu wycierpialysmy ! Powodzen dla wszystkich mamusiek na tej stronce.
P.S Nie traccie wiary !
Witam, jak czytam wszystkie wiadomosci to placze jest mi bardzo przykro ja tez stracilam malenstwo w 11 tygodniu ciazy a poronilam 18.07.11 do tej pory nie umiem zapomniec przechodze wlasnie depresje, nie potrafie myslec o niczym nie umiem sie z tym pogodzic, winie sie za to co sie stalo bo mimo bolu kregoslupa ja nadal szlam do pracy az pewnego dnia krwawiac znalazlam sie w szpitalu powiedziano:bardzo nam przykro plod nie rozwijal sie juz od 6 tygodnia a w 4 tygodniu bylam na usg i widzialam tykajace na ekranie serduszko bylam taka szczesliwa….mam to wciaz przed oczami….w szpitalu zapytano mnie ktory sposob wole lyzeczkowanie,tabletki poronne czy samoistne poronienie, wybralam tabletki byl to najgorszy wybor, spedzilam 4 godziny w ciezkich bolach nie wiedzac o bozym swiecie poczym wszystko ze mnie zeszlo ciezko o tym mowic, to bylo straszne!!!!nie moge zapomniec, nie moge sie pogodzic,stracilam sens zycia i nawet sex nie smakuje tak samo jak wczesniej, nie mam ochoty jest mi bardzo ciezko…nie rozmawiam o tym co czuje z nikim nie potrafie….w ukryciu kupuje testy i sprawdzam czy jestm w ciazy, pragne dziecka nie mam nic innego w moich myslach tylko dziecko, patrze na szczesliwe matki z malymi dziecmi na ulicach i mysle a to moglam byc ja……………….
Witam wszystkie cierpiące mamy:( tak szukałam pewnej informacji i otworzyła mi się strona przeczytałam wszystko i zalewam się łzami. ja nie wiem co to jest za ból mam 14 miesięcznego syna i nie wyobrażam sobie życia bez niego! bardzo wszystkim mamą współczuje,bo strata dziecka to strata cząstki siebie! pozdrawiam
Witam, co prawda mam tylko 16 lat ale wiem co to znaczy. Byłam w 11 tygodniu gdy okazało się że poroniłam czyli 14 października. Nie umiem sobie z tym poradzić
widziałam i słyszałam moje Maleństwo zaledwie tydzień wcześniej. Prawdę mówiąc pokochałam tą małą Istotkę i bardzo pragnęłam ją urodzić i wychować. Po tym wszystkim póki co rozstałam się z chłopakiem bo nie umiałam nawet z nim normalnie rozmawiać. Teraz już jest trochę lepiej między nami ale ciągle myślę o tym co się stało i nie da się tego wymazać z pamięci. Codziennie mijam kobiety z brzuchem albo z dzieckiem i mam ochotę stanąć i płakać. Nie mogę znieść jak ktoś mi mówi że jestem jeszcze młoda i będę miała jeszcze dzieci, ja właśnie chciałam to dziecko:(
Nikt z moich bliskich nie potrafi mi pomóc bo nie wiedzą co czuje
Witam
Przeczytam tą stronę i czuje ze jednak nie zwariowałam. Pierwsza ciąże straciłam w 14 tygodniu bezczaszkowiec. Koszmar w szpitalu banda studentów przy badaniu bo ciekawy przypadek.Ja płacze proszę żeby męża wpuścili a oni ze nie wolno takie maja przepisy.Druga ciąża przebiegała bez problemów,czułam się rewelacyjnie dbałam o siebie zachowywałam się czasem histerycznie robiąc milion badań na wszelki wypadek. I kiedy pozwoliłam na dopuszczenie do siebie myśli ze jest dobrze i ze mogę kupić coś dla synka był to początek 8 miesiąca. Kiedy poszłam na zwykłe usg okazało się ze coś nie tak, szpital, zabieg kordocentezy. A potem koszmar pani dziecko będzie roślina o ile przeżyje itp słyszałam od lekarzy. Rodziłam bez znieczulenie bez ktg bo po co jak i tak umrze itp. Mój syn Kubuś żył miesiąc zmarł w domu w swoim łóżeczku. Staram się żyć dalej ale nic mnie nie cieszy, kłócę się z mężem który uważa ze powinnam żyć dalej cieszyć się ze mam jego. Jak widzę sąsiadki z wózkami a w tym samym czasie byłyśmy w ciąży wyć mi się chce. Tak bardzo chce mieć dziecko jestem zdrowa mąż tez a jednak coś się dzieje.Lekarze rozkładają ręce każą próbować ewentualnie usuwać. Teściowa gada o adopcji, bo po co próbować jak to nic nie daje.Meczy mnie udawanie ze jakoś sobie radze jak w środku czuje się jakbym umarła.
witam.
poronilam pierwsze 2 ciaze pozniej urodzilam coreczke dzis ma juz 10 lat potem znowu zdecydowalam sie na dziecko w 5 miesiacu dowiedzialam sie, ze nie zyje. teraz jestem w ciazy w 12 tygodniu wczoraj bylam na usg lekarz powiedzial, ze to 6 tydzien tzn ze dziecko rozwiniete jest na 6 tydzien ale bylo widac dokladnie 4 komorowe serduszko i sam zauwazyl stope Co to znaczy? w 6 tygodniu nie widac serduszka moze tak jest slabo widoczne a co do STOPY??? no ludzie!! czy znowu bedzie poronie? czy sie pomylil w obliczeniach Nie wiem…Ide na wizyte do innego lekarza boje sie, ze powie to samo Strasznie sie boje i zaczynam zalowac, ze zdecydowalam sie na kolejna ciaze … Jesli sie nie uda ja chyba tego… sama nie wiem Chyba juz nie jestem taka silna jak kiedys
Witam, mam juz synka 4 lata, od 3 lat staralismy się z mężem o drugie dziecko, mialam 3 inseminacje i nic.Odpuscilam i w pazdzierniku okazalo sie ze jestem w ciąży ale 24.11 serce przestalo bic to był 9 tc. Nie daje rady, boje się że juz nie uda mi się zajść w ciążę.
Poroniłam po 1,5 roku starań 2.04.2010, w 10 tc, akcja serca ustała, żałoba trwała rok, tę datę zamiętam na zawsze, pożegnałam się z dzieckiem, napisałam mu list, sprawił mi dużą ulgę, ale nadal nie mogę zajść w ciąże, co zaczyna mnie dołować, stres czekanie i lęk, to trudne, ale zrozumie to ktoś kto to przeżył. to ciężkie życiowe doświadczenie, kiedy myślisz że bedziesz mamą a za kilka tygodni, żę jednak nie…to zostaje na zawsze. pozdrawiam wszystkie osoby cierpiące na stratę maleństwa i starające się o upragnioną ciążę:)
Witam
Poroniłam 3 razy wszystkie będąc w 7 tygodniu, diagnoza “puste jajo płodowe”. Zaczęło się wszystko od 2006 roku, i tak rok po roku traciłam moje perełki. Oczywiście po drugim poronieniu wizyta w Klinice Leczenia Bezpłodności, i gdy znaleźli “niby” przyczynę moich poronień, ogromna nadzieja że tym razem się uda…a jednak się nie udało
Dałam już sobie spokój ze staraniem o dziecko, nie chciałam znów tego wszystkiego przechodzić. Jednak natrafiłam na bardzo dobrego lekarza, który po zapoznaniu się z moją historią i sprawdzeniu wszystkich wyników badań (a było ich sporo), kazał zrobić jeszcze kilka i dzięki nim wyszło że to cytomegalia. Wydawałoby się że to podstawowe badanie które trzeba wykonać po stracie ciąży, jednak mi go nie zlecili w klinice. Gdy już wyleczyłam cytomegalię mogliśmy starać się o dziecko. Udało się nam zajść w ciąże dopiero po 1.5 roku starań, iiiiiiii JEST mam zdrową córeczkę która teraz ma 10 miesięcy i jest moim wyczekanym, najukochańszym cudem świata….ciąża od początku była zagrożona, musiałam leżeć i bardzo na siebie uważać. Całą ciąże plamiłam i to mnie doprowadzało do szału. Strasznie się bałam o moją córeczkę że też ją stracę, do 39 tc ciągły stres. Ale opłacało sie przez to wszystko przejść…
Czasem myślę o moich trzech aniołkach, i zastanawiam się jakby wyglądały moje dzieci. Może to dziwne ale widzę je w mojej córeczce…………..
chciałam też zostawić ślad po moim Marianku. Staraliśmy się o dziecko około 1,5 roku, wreszcie cudowna nowina tak jestem w ciązy, w 10tc dowiedziałam się że prawdopodobnie w 8 tc serduszko Marianka przestało bić. Już jestem po zabiegu ( 05.12.2011).
Teraz są we mnie dwie osoby jedna stara sie pracować, uśmiechać pokazywac meżowi i światu że jestem silna… a druga nie spi w nocy płacze w poduszkę.
Powtarzam sobie słowa lekarza ktory zaraz po zabiegu przyszedl do mnie że trzeba myślec o przyszlości i być silną że takie rzeczy się z zdarzają i nie można się poddawać … staram się na prawdę staram się ale żal i ból pozostaje. Marianku kocham cię.
Witam wszystkie Aniołkowe Mamy
23 października straciłam swoje dwie córeczki w 21/22 tygodniu ciąży ;( staraliśmy się (leczyliśmy się) o Nasze Skarby ponad dwa lata, toczyliśmy bardzo długą walkę aby zobaczyć w końcu dwie upragnione kreseczki…a szczęście tylko chwilę trwało ;( Nasza jedna Córcia walczyła dzielnie o życie przez 2h15min, druga zmarła jeszcze w brzuszku. Obie urodziłam naturalnie, nawet nie pamiętam już tego bólu fizycznego teraz pozostał tylko koszmar i pytanie jak żyć dalej bez swoich Skarbów?? ![]()
Przyczyną tej tragedii było silne zakażenie wewnątrzmaciczne które prawdopodobnie pojawiło się po przeziębieniu które załapałam na 10 dni przed poronieniem w życiu nie przepuszczałabym że przez taką błahostkę może wydarzyć się taka tragedia
Od tamtego momentu jestem cały czas na tabletkach uspokajających, ale czy one mi w czymkolwiek pomagają? sama nie wiem
Na razie z nikim nie utrzymuje kontaktu, kompletnie się odizolowałam od społeczeństwa po prostu tak mało osób wie co przechodzimy i tak mało nas rozumie dlatego wolę być z tym wszystkim sama. Mam nadzieję że przyjdzie taki czas kiedy będę mogła podnieść głowę i bez potoku łez mówić o Swoich Wspaniałych Córeczkach…póki co wiem że jeszcze nie jestem na to gotowa. Przed nami ciężki okres-święta, które będą bardzo uciążliwym i strasznym przeżyciem ![]()
Mimo że czas mija to ból pozostaje taki sam, czasami mam wrażenie że z dnia na dzień jest znacznie gorzej, ale wiem że muszę być silna aby w kwietniu stanąć na nogi i być gotowa na kolejną walkę o maleństwo- mam wielką nadzieję że tym razem uda nam się donosić szczęśliwie ciążę i urodzić zdrową dzidzie, ale tym będę przejmować się nieco później najpierw przecież muszę zajść w ciążę o którą tak ciężko ![]()
Każdej z Was i oczywiście sobie życzę więcej wiary w siebie i nadziei aby nas nie opuszczała….
zapalam światełka dla wszystkich Aniołków [*][*][*]-> pamiętajcie że mamusie bardzo Was Kochają!
Witam Wszystkie Panie
Na początku chciałabym Wszystkim Paniom złożyć serdeczne wyrazy współczucia- łącze się z Wami w żalu,bólu,rozgoryczeniu… Ja poroniłam w czerwcu - dokładnie 1.06. w Dzień Dziecka - byłam w szóstym tyg. ciąży. Myślałam,że tylko ja mam problem z pogodzeniem się z tym co się stało,a na tej oraz na wielu innych stronach poświęconych poronieniu udziela się wiele Kobiet,które też przeżyły tą ogromną stratę,a które tak jak ja po poronieniu zostały pozostawione same sobie i nie potrafią się uporać z emocjami.Mam szczęście,że mam cudownego Męża,który mnie wspiera,ale szpital i lekarze mają to głęboko gdzieś( dla nich to normalka,codzienność).Teraz gdy dowiedziałam się o ciąży następnej koleżanki,która zaszła bez problemu ( nam nie przyszło to tak łatwo),postanowiłam wybrać się do psychologa i mam nadzieję,że pomoże mi się uporać z niektórymi myslami,uczuciami ( cały czas zastanawiam się co jest ze mną nie tak,czuję się gorsza od innych kobiet,które zaszły w ciążę lub mają dzieci).Kobietki na te zbliżające się Święta oraz Nowy Rok życzę Wam wszsystkim wsparcia bliskich osób,siły żeby przetrwać,wiary i nadziei,jak najwięcej pogody ducha oraz żebyśmy wszystkie umiały odnaleźć odrobinę radośći w tym co już mamy - Mężach,Dzieciach,Rodzinach.
Pozdrawiam Wszystkie Aniołkowe Mamy -Patka Twoje określenie bardzo mi się spodobało i dziękuję Ci za nie z całego serca bo dzięki Tobie pierwszy raz pomyślałam o sobie jak o Mamie- zawsze myslałam o sobie jak o kobiecie,która poroniła,która jest gorsza od innych bo nie mogła utrzymać ciąży.Dla społeczeństwa kobieta,która poroniła nie jest matką…czasami nawet mam wrażenie,że dla niektórych ludzi kobieta,która ma problem z zajściem w ciążę i jej utrzymaniem,jest kobietą drugiej kategorii bo nie spełnia swojej życiowej misji jaką jest macierzyństwo.Takie myślenie jest bardzo niesprawiedliwe,krzywdzące i okrutne
Jeżeli któraś z Was miałaby ochotę popisać o tym co się wydarzyło to chętnie będę korespondować. Razem może łatwiej będzie przejść przez ten ciężki czas który nas czeka i raźniej będzie się czekać na dalsze starania i oczekiwania na maleństwa….
To mój nr gg 10292153 jak macie ochotę to po prostu piszcie…sama tego potrzebuje a nie mam osoby z którą mogłabym o tym porozmawiać, mimo że mam kochanego męża to rozmowa o tym co się wydarzyło potwornie boli, łatwiej przychodzi pisanie….
Hej Patka,bardzo mi przykro,że straciłaś swoje Dzieciątka:( Ja bardzo chętnie bym z Tobą popisała bo też tego potrzebuję,ale niestety nie mam gg,ale mogłabym pisać na maila jeśli Ci to pasuje ( mój mail: teresik_83@wp.pl)
Cześć Teresko, wysłałam Ci maila….
Mocno Cię przytulam ;(
Witam wszystkie aniołkowe mamy. Mój aniołek zasilił niebo tydzień temu, 5 grudnia 2011r. Byłam w 28 tyg ciąży. Przyczyna: nagłe odklejenie się łożyska. Przez cała ciąże czułam się super, żadnych mdłości, badania ok, tylko maluszek nie chciał pokazać czy jest dziewczynką czy chłopcem. Niestety było wszystko dobrze do czasu, bo w 27 listopada trafiłam do szpitala z silnym krwawieniem. Po tyg leżenia wszystko wracało do normy. Cieszyłam się bardzo że z moja córeczka (pokazała się podczas badania USG w szpitalu) jest zdrowa. Mieli mnie wypisać do domu. Niestety 5 grudnia o 4:00 znów zobaczyłam krew. Zrobili KTG i USG- wszystko dobrze, dziecko zdrowe i odesłanie z powrotem na salę z tekstem że może zrobimy cesarkę. gdzieś po godz7 obudziłam się z okropnym bólem brzucha i wymiotami. Znowu KTG i USG- brak czynności serduszka i szybka cesarka: dziecko nie żyje, ratujemy teraz panią. Szok… rozpacz… gdy wyjmowali ze mnie martwą córeczkę kobieta obok rodziła zdrowego synka. Później najgorszy tydzień w szpitalu. Ból fizyczny i pękające serce, piersi pełne mleka i rozpaczliwe pragnienie przytulenia maleństwa. Współczujące spojrzenia lekarzy i pielęgniarek na obchodach. Pocieszenia lekarza że tak się zdarza, że jeszcze jestem młoda i będę miała jeszcze dzieci. Po wyjściu pogrzeb. Malutka biała trumienka z moją Lenką…
Boję się w nocy zasypiać. Tęsknię za moim aniołkiem czasami tak bardzo że brakuje mi sił. 19listopda braliśmy ślub ;w trójkę;, byliśmy najszczęśliwsi na świecie a 2tyg później Bóg odebrał nam córeczkę…
Aniu strasznie mi przykro z powodu straty Twojej Córeczki
[*]specjalne światełko dla Twojego Aniołka…. Rozumiem co czujesz co przeżywasz, sama niedawno straciłam dwie Córeczki- też nic nie zapowiadało takiej tragedii… Jedyne co mogę napisać jeżeli masz ochotę z kimś podzielić się Twoimi smutkami to służę wirtualnym ramieniem… Ostatnio przekonałam się, ze pisząc z kimś kto przeżywa to samo łatwiej jest przejść przez ten okropny czas smutku i rozpaczy, dlatego jeżeli tylko masz ochotę i chęci to napisz pati_radomska@interia.eu. Nie chcę Cię zostawiać z tym bólem, bo wiem jakie przychodzą czarne scenariusze do głowy dlatego jeżeli czujesz potrzebę to napisz na pewno odpiszę… Z pewnością nigdy nie zapomnimy o tym co się wydarzyło, Nasze Dzieci na zawsze pozostaną w naszych sercach. To co teraz napiszę może Ci się wydać nierealne, ale z czasem będziemy musiały nauczyć się z tym ciężarem żyć a pomocą w tych ciężkich chwilach może być kontakt właśnie z innymi Kobietami które przeżywają to samo, pamiętaj że nas jest wielu i nie jesteś z tym sama… Płacz jeśli masz na to ochotę to przynosi chociaż chwilowe ukojenie. Pomimo że od śmierci Moich Córeczek mija 8 tygodni to w dalszym ciągu codziennie płaczę i zadaję to samo pytanie dlaczego?? a na to pytanie niestety brak odpowiedzi… Trzymaj się na ile to możliwe… Przytulam Cię mocno
I pamiętaj jesteś Mamą! a Twoja Córeczka cały czas jest przy Tobie…
Witam! minelo pare dni od wyjscia ze szpitala,poronilam w 20 tygodniu byla to dziewczynka ,20cm szczescia ktora ostatnimi tygodniami bardzo kopała co mnie jaka przyszla mame wzruszalo do lez a zaczelo sie wszystko od odejscia wód ,szybko szpital badanie i odpowiedz lekarza: nieprzetrzyma pani ciazy! przykro mi ! to bylo jak cios w serce! urodzilam na lozku szpitalnym trzymajac meza za reke…:( w ostatnich chwilach dzidzia najbardziej sie wiercila jak juz wod nie mialo obok siebie czula ze cos sie dzieje zlego:( widzialam ja dosc dlugo byla taka kruszynka miala male stopki i uszka nosek po tacie i najedzony brzuszek niestety nie umiala oddychac i jej serduszko przestalo bic !:( nie umiem sie pozbierać :((((
Czytając Wasze wpisy to co wydarzyło się 8 tygodni nagle stanęło mi przed oczami
Tak chciałabym móc Was wszystkie przytulić, pocieszyć ale wiem że żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu, który już do końca życia będzie nam towarzyszyć ![]()
Wiem że się powtarzam, ale we wcześniejszych wpisach dodałam swój nr gg i swojego maila jeżeli któraś z Was miała by ochotę wymienić się tym okrutnym doświadczeniem to służę pomocą. Razem łatwiej znieść to cierpienie…. ;(
[*] światełko dla kolejnego Aniołeczka…
“Dzieci cicho wymykają się do Boga
Ich imiona zacierają krople tęsknoty.
Bóg rozpina nad nimi parasol nadziei,
One biegają po kałużach łez boso.
Już są beztroskie,
A tęcza wiary wskazuje im drogę”
tak smutno ,tak zle ciagle tylko pytanie : DLACZEGO i zero odpowiedzi w glowie….. mojej coreczce dalam na imie Liwia ,niech Aniolki sie nia opiekuja i kochaja tak jak ja mocno chcialam tutaj na ziemi:(
26 listopada bralismy slub w trojke bylam taka szczesliwa mialam wszystko o czym marzylam a 3 tygodnie pozniej Bog zabral nam coreczke to takie niesprawiedliwe
czym zawinilam ze zaplacilam zyciem dzidziusia:(
Evik91 nie mów ani nie myśl w ten sposób… To co się wydarzyło nie jest Twoją winą… Bóg tak widocznie zadecydował, zabierając Nasze Maleństwa do siebie… Teraz musimy wierzyć w to że to cierpienie zostanie nam kiedyś wynagrodzone i nadejdzie jeszcze ten moment w którym będziemy chociaż po części spełnione i szczęśliwe…
Mi też przed wcześnie odeszły wody jednej Córeczki i między innymi to było przyczyną jej śmierci, dodatkowo była obwinięta pępowiną i dostało się do niej zakażenie, drugiej Córci nie udało się uratować- urodziłam ją pierwszą- żyła ale tylko 2godzinki i 15 minut, dzielnie walczyła o życie a ja nie mogłam w żaden sposób jej pomóc
i w dalszym ciągu obwiniam siebie za to co się wydarzyło ![]()
Dlatego też postanowiłam udzielać się na tego typu forum, traktuje to jako terapię dla mej duszy…pisząc z innymi rozumiem, ze nie jestem sama z tym problem, że nie tylko ja tak cierpię, ból jest ogromny- bardzo często nie do zniesienia ale kontakt z drugą osobą która przeżyła stratę Dziecka bardzo pomaga… Nie zamykaj się w sobie, pozwól innym sobie pomóc…
Życie jest okrutne- tak właśnie nam się teraz wydaje, ale pamiętajmy mamy w niebie wspaniałe Aniołeczki, które nas kochają swoimi serduszkami i potrzebują nas tutaj na ziemi, widocznie mamy jakieś zadanie do wykonania, Bóg ma dla nas plan-zawierzmy mu… Tylko czas dzieli nas od spotkania z Naszymi Dziećmi, kiedyś się z nimi spotkamy i znowu staniemy się prawdziwą rodziną taką o której marzyłyśmy…
Wiesz Patka dobrze ze istnieje takie forum… tutaj wypowiesz sie i wylejesz swoje mysli swoj bol i cierpienie pokazesz a druga osoba to doskonale zrozumie bo przezyla to samo , nie chce sie zamykac w sobie ale jak mam teraz patrzec w przyszlosc skoro cale przyszle miesiace mialam zwiazane z dzieckiem a teraz.. pozostal smutek w sercu , to okropne uczucie jak tracisz dzidzie a tak jak w moim przypadku ponad 5miesiacy nosilam ja pod serduszkiem to ja pilnowalam by bylo bezpieczne ,dobrze sie odzywialo ,spalo , i fikołki robila gdy ja głaskałam po brzuszku, a jedna chwila pare godzin zmienia twoje zycie o 180stopni , dzis dzidzie masz w brzuszku a rano sie budzisz i dzidzie tracisz… codziennie rano budze sie i czekam az ona mnie kopnie ,to ona mnie budzila to bylo mile a teraz cisza cisza cisza brzuszek plaski a w srodku pustka:( ciesze sie jedynie z tego powodu ze Tatuś Liwii zdazyl poczuc ją pod rączką jak sie wierciła .
Patka to okropne co nas w zyciu spotyka … kochasz swoje dziecko od samego poczatku ,tak silna wieź Cię laczy z dzieckiem ze nie da sie tego opisać:(
od poczatku motywowały mnie słowa na witaminkach dla dziecka ktore brałam: Jeszcze Cię nie znam a Już Cię Kocham! ![]()
Witam dziewczyny! Mam 20 lat. Byłam w 12 tyg. ciąży (moja pierwsza). W środę dowiedziałam się ze mojemu maleństwu nie bije serduszko…nie moglam w to uwierzyć! Tydzień wcześniej byłam w szpiatlu z powodu krwawienia. Wypuścili mnie po czterech dniach twierdzac ze wszystko jest w porządku. Sama widziałam na usg bijące serduszko (byłam wtedy w 12 tyg.). W środę miałam kolejną comiesięczną wizytę. Lekarz bardzo długo przyglądał się ekranowi usg, wiedziałam ze cos jest nie tak… Po chwili powiedział, że serduszko nie bije… Spytał czy chcę zdjęcie…nie chciałam… teraz bardzo żałuje…na tym usg moje malenstwo mialo dokladnie widoczne juz rączki,nóżki, główkę, brzuszek. Przed wczoraj miałam zabieg łyżeczkowania, poprzedzony założeniem tabletki wywołującą poronienie. Czułam się strasznie, mialam skurcze, na koncu gdy wystapiło krwawienie miałam rozwarcie tak jak przy porodzie zdrowego dzidziusia…było mi tak przykro ze to wszystko zakonczy sie zabiegiem który usunie ze mnie moje malenstwo… Dzis fizycznie czuje się swietnie…za to psychicznie…cos strasznego. Tak już je kochaliśmy z moim chlopakiem, czułam już rosnący brzuszek, cieszyłam się z każdego nieprzyjemnego objawu ciąży, tłumacząc sobie ze to tylko objaw dobrze rozwijającej się ciąży… Tak mi zle… Najgorsze ze nie wiem co sie stalo z cialkiem naszego malenstwa… Teraz tak bardzo chcialabym byc znowu w ciazy…boje się, ze to sie powtorzy… trzymajcie się cieplo dziewczyny!
Kama wiem co przechodzisz ja bylam w 20 tygodniu juz mialam brzuszek i czulam doskoale ruchy coreczki nawet moj maz je czul pod reka a w tamta srode odeszly mi wody skurcze i urodzilam w szpitalnym lozku bez opieki lekarzy tylko przy meżu:( nikomu nie zycze by czul jak rodzi sie malenstwo ktore mialo 20cm:( oddychalo pare minut ale nieumialo na tyle by zyc:( zabrali ja ode mnie a mnie wzieli na zabieg na urodzenie lozyska i lyzeczkowanie
. wiem okropne uczucie jednego dnia masz wszystko drugiego nie masz nic .tylko wspomnienia… na szczescie mam meza kochajacego ktory nie pozwala mi byc smutna ale to do konca zycia bedzie tkwic we mnie ,ona byla czescia mnie…
ja tez sie boje kolejnej ciazy a bylam juz w 5 miesiacu:( tak bardzo mi jej brakuje pod serduszkiem ,teraz moge tylko sobie wyobrazac jaka by byla gdyby zyla,napewno naszym malym wielkim szczesciem!
trzymajcie sie dziewczyny, swiatelko dla Aniolkow *
Kochane tak mi przykro z powodu Waszych strat…z powodu śmierci Waszych Dzieciątek,wiem co czujecie bo tez to przeszłam i przezywam.Życie jest takie niesprawiedliwe i brutalne:(
Patka ma rację,pisanie z kimś o swoich myślach,emocjach bardzo pomaga dlatego też wszystkie Aniołkowe Mamy,które potrzebują wsparcia i mają ochotę zapraszam do pisania teresik_83@wp.pl. Patka to jest najlepsza terapia dla naszych serc i dusz…Wszystkie Aniołkowe Mamy łączmy się w bólu,żalu,złości,poczuciu niesprawiedliwości - razem będzie nam łatwiej nauczyć się żyć z naszymi tragediami…
Lenko to już dwa tygodnie bez ciebie
Tęsknie tak bardzo…
Evik91 my braliśmy ślub 19listopada a Bóg odebrał naszą córeczkę 2 tyg później ;( Obwiniam cały czas Boga za to że dał nam się cieszyć oczekiwaniem 7mcy na naszą kruszynkę a potem ją od tak sobie zabrał, siebie że może źle o siebie dbałam, że musiałam gdzieś popełnić błąd i Lekarza który za późno podjął decyzje o cesarce, gdyby zrobił wcześniej może Lenka by żyła…
Całe pół roku starań, stosy testów ciążowych, aż wreszcie jest, udało się!!!!Ze zrobieniem testu zwlekałam bardzo długo. Obudziłam się rano zrobiłam test, niecierpliwie odliczałam czas i modliłam się żeby tylko pokazała się ta druga kreska, po 2 minutach jest, idę spokojnie do pokoju, kładę test na parapecie i kładę się do łóżka przytulam do narzeczonego i mówię JEST. Byliśmy tak szczęśliwi, zadowoleni, cały ten dzień był inny, pełen energii. Zadzwoniłam do lekarza umówiłam się na wizytę, już widziałam jak mówimy o naszym szczęściu rodzinie w święta. Wieczorem pojechaliśmy na kolację, żeby uczcić naszego aniołka. Rano narzeczony jechał do pracy, miał wrócić w sobotę w nocy. Piątek spędziłam normalnie, sprzątanie, pranie i popołudniu pojechałam do szkoły. Tu zaczyna się cała straszna historia, poszłam do toalety i widzę brązowe plamki na majtkach, ale myślę sobie że to nic takiego bo takie rzeczy się zdarzają, ale kolejna myśl że to okres, napisałam smsa do narzeczonego, on pokłócił się ze mną że cała nadzieja poszła w las i to okres a test był wadliwy a tak się cieszył. Wieczorem poszłam do koleżanki która też jest w ciąży i powiedziała że też trochę plamiła. NOC.
Ból straszny, skurcze, parcie na pęcherz…przestało boleć nad ranem… wstałam z łóżka, poszłam pod prysznic i tu straciłam moje maleństwo:( po nogach najpierw poleciała mi krew a potem mnóstwo skrzepów tego widoku nie zapomnę nigdy, rozpłakałam się…. Zadzwoniłam do mojej ginekolog kazała pojechać do szpitala, ale nim to wszystko ogarnęłam siebie 4 letnią córkę musiałam zawieść do dziadków 30 km.
SZPITAL.
Idę na oddział tam ginekolog każe mi się przyjąć na oddział. Każą wypełniać mnóstwo papierków.
Jestem na oddziale idę do gabinetu zabiegowego, opowiadam lekarzowi wszystko, uspokaja mnie i mówi będzie dobrze, bada, znów uspokaja, za chwile padają słowa <<będziemy musieli panią wyłyżeczkować, dziecka już nie ma>> zaprowadzają mnie na sale, jestem sama na tej sali. Po godzinie zapraszają na zabieg. Wszyscy bardzo mili, uspokajają, pielęgniarka gładzi po głowie, pociesza. Znieczulenie ogólne, pytam czy będzie bolało, nogi mi się trzęsą, łzy napływają do oczu, ale wiem że muszę być silna i dać radę. Budzę się w sali chorych, pielęgniarka dała mi tel do ręki jak jeszcze ledwo co byłam kumata po tym znieczuleniu. Narzeczony jak tylko się dowiedział o tym krwotoku wrócił zaraz z pracy był o 16 ja byłam już po wszystkim. Leżałam, przytulał mnie, przepraszał… 17.12.2011 straciliśmy dziecko o które tyle się staraliśmy!!! Małego LEONKA, nie wiem czy to był chłopiec czy dziewczynka ale pierwsze co przyszło mi do głowy to LEOŚ…
W niedziele wypisali mnie do domu, nikt ze mną o tym nie rozmawiał nie zapytał nawet jak się czuję tylko on przy mnie był. Czuje jakby cała rodzina mnie olała. Spałam do wieczora, wzięłam marker i na teście z dwoma kreskami podpisałam Leoś i datę. Wieczorem pojechaliśmy do sklepu, zapytałam go czy możemy kupić znicz, kupiliśmy. Zapaliliśmy go przy krzyżu w lesie, musimy mieć gdzieś takie miejsce, skoro nie mamy nic innego. On znów pojechał do pracy jestem sama i nadal nie ma tematu, nikt nic nie mówi , moja matka zachowuje się jakbym dostała kataru… ja cierpię niewyobrażalnie boli w środku…. Nic mi się nie chce, zaraz święta a ja nic, mam gdzieś tą choinkę to sprzątanie, gdyby nie było starszej córki to pewnie nawet nie byłoby prezentu. Muszę się zmobilizować i kupić coś…
kochane nie obwiniajcie siebie za to co się wydarzyło to nie jest Wasza wina…. Nie mam pojęcia jak mam Was pocieszyć… Chce tylko abyście wiedziały że to forum po coś powstało aby pomagać innym abyśmy dodawali sobie nawzajem siły, proszę Kochane łączmy się w swoim bólu, dzielmy się cierpieniami a będzie nam chociaż odrobinę lżej a zobaczycie za jakiś czas założymy inne forum na którym będziemy opisywać swoje ciążowe przeżycia- te szczęśliwe rzecz jasna (sama jeszcze w to nie wierzę, ale czuję że muszę Was pocieszyć bo serce mi pęka z tej bezradności wobec życia)…. Jest ciężko i na pewno nie będzie łatwo, ale nie traćmy wiary…proszę…im więcej nadziei na forum tym większe prawdopodobieństwo odzyskania równowagi psychicznej (bynajmniej tak myślę)
Teresko Ty moja wspaniała terapeutko, moje lekarstwo na złe dni dziękuję za to że nasze Aniołki doprowadziły do naszego wirtualnego spotkania :*
Ann i widzisz jak to bylo byl slub bylas tak jak ja najszczesliwsza pania mloda w tym dniu ze radosc sama byla wypisana na twojej twarzy kochajacy maz cudowne dzieciatko pod serduszkiem dajace ostre kopniaki a krotki czas potym dzidzia odchodzi… tylko co dzidzius zawinil przeciez jak to mowia kazdy ma prawo do zycia to dlaczego mala niewinna istota ucierpiala
,mowia ze tak musialo byc .nieumiem sie z tym pogodzic i wiesz Ann mysle takim tokiem jak ty …gdzie moglam popelnic blad lub moj lekarz, tak bardzo chcialam dzidziusia miec
wszyscy mowia : bedzie dobrze ,niemartw sie ,jeszcze bedziesz dziecko miec ale do jasnej cholery to dziecko sie nie liczy??? oni zapomna w pewien sposob ale ja jako mama niezapomne dzieciatka malej kruszynki ktora urodzilam ktora 5mcy nosilam w sobie
niewiem nigdy nie zrozumiem dlaczego tak sie stalo…
Dziewczyny nigdy nie zrozumiemy Woli Boga i zapewne nigdy się z tym nie pogodzimy ;( nawet nie pisze Wam, że będzie dobrze bo tego niestety żadna z nas nie wie…. Ja o moje Córeczki starałam się bardzo długo, leczyliśmy się razem z mężem ponad dwa lata, potem najwspanialsze 21/22 tygodni, nigdy nie zapomnę tego cudownego czasu… Mijają dwa miesiące jak Zuzi i Laury nie ma w moim brzuszku ale coraz częściej czuje ich obecność, bardzo nam pomagają, mimo że wciąż płaczę i nie mogę tego zrozumieć, ale to jest właśnie nasz krzyż który musimy podnieść i nieść go dalej…nie mamy innego wyjścia ;(
” Śpij córeczko , oczka zmruż
Nie płacz mama jest tuż tuż ,
za słoneczkiem , za gwiazdami ,
bieluśkimi obłoczkami ,
Śpij wtulona w mamy serce
Jak w kołysce śnij w piosence
Nie płacz Lenko , jestem Blisko …”
myślicie, że w niebie Nasze Aniołki też dostana jakieś prezenty? A może dzisiaj Bóg zrobi nam niespodziankę i pozwoli Naszym Dzieciom przyjść do nas podczas snu?? Tak bardzo tego potrzebuję ;( Tak strasznie tęsknie Robaczki za Wami
Zuziu i Lauro mamusia i tatuś bardzo Was Kochają…cały czas czekamy na Was
[*][*][*] Światełka dla wszystkich Aniołków!
Wesołych Świąt…chociaż wiem, ze wcale takie nie będą ![]()
Ja swoje maleństwo straciłam równy tydzień temu
nadal nie mogę w to uwierzyć, było wszystko dobrze, jeszcze 3 tyg temu widziałam bijące serduszko, lekarz powiedział, że maluch rozwija się prawidłowo
mimo, że od początku miałam zagrożoną ciąże, bo zostawił mnie chłopak
strasznie się denerwowałam, strasznie to wszystko przeżywałam, brałam tab na podtrzymanie…. lekarz aż był szczęśliwy jak widział jak wszystko dobrze idzie, aż nagle ze św na czw dostałam silnego krwotoku
okazało się, że straciłam swoje maleństwo
……. boże! to wszystko przez ten stres, przez to, że nie mogłam się pogodzić z tym, że zostałam sama z tym wszystkim, że chłopak nie chce mnie ani dziecka ;( psychicznie czułam się źle, a teraz jest tragicznie.. fizycznie jest ok, ale tak bardzo cierpię, tak bardzo bym chciała mieć wsparcie teraz w swoim eks… ;((( ale wiem, że nie jest wart niczego ;((( wiem, że nawet nie zasługuje na to, żeby mu o tym mówić bo gdy się tylko dowiedział o ciąży mojej powiedział razem zw swoimi rodzicami, że to mój problem czemu to wszystko mnie spotkało….. byłam w 13 tyg ciąży ;((((
Witam Wszystkich. Jestem tu pierwszy raz i bardzo żałuję że nie wiedziałam o tej stronie wcześniej pewnie byłoby mi łatwiej. Prawie rok temu przeżyłam to samo co Wy. Jest to coś czego nie da się nikomu opowiedzieć. Nie da się tego wyrzucić z siebie choć nieraz miałam ochotę się komuś wygadać to naprawdę się nie da. Pomogła mi jedynie rozmowa z Bogiem i mnóstwo przemyśleń.Niektórzy mówią\"uważaj na siebie\" jak już wiedzą że jesteś w ciąży. Myślę że co ma być to i tak będzie.Mam wspaniałego 4letniego synka , gdy zaszłam w ciążę nawet o tym nie wiedziałam czułam się normalnie, żadnych dziwnych zachcianek i przede wszystkim bardzo ciężko pracowałam.Muszę się przyznać że codziennie modliłam się o to pierwsze dzieciątko do Ojca Świętego (już po Jego śmierci )i wiem że to był cud.3,5 roku później czułam że coś się zmienia .NIGDY nie leci mi krew z nosa i za pierwszym i drugim razem gdy zaszłam w ciąże tak właśnie reagowałam krwawieniem z nosa. bardzo się cieszyłam jak zrobiłam test i zobaczyłam 2 kreski. Mąż wyszedł po zakupy a wrócił z ogromnym bukietem kwiatów. Nawet synek bardzo się ucieszył.To było tuz po Nowym Roku 2011(najgorszy rok w moim życiu) ciesze się ze już się kończy. był marzec a ja w 11 a w zasadzie 14 tyg ciąży (jak się później dowiedziałam). Wyjechałam na drugi koniec Polski do rodziców na Swieta mąż wyjechał (pracuje za granica) i wtedy poroniłam po 2 dniach pobytu u rodziców. Masakra.Szczęście w nieszczęściu że nie w pociągu bo nie wiem co by się stało ze mną i małym tym bardziej ze jechalismy nocnym pociagiem. Probowałam udawać przed wszystkimi że tak miało być.Ale cała noc chyba płakałam w poduszkę cieszyłam się że chociaż mam to drugie maleństwo koło siebie. Bardzo brakowało mi wtedy męża a rodziców i rodzeństwa nie chciałam tym obarczać i to tym bardziej na Swięta. Dziś już prawie po roku jakoś się trzymam choć jest ciężko cały czas, tym bardziej że koleżanka urodziła dzieciatko w tym czasie ,kiedy jej powiedzialam ze bede miec swoje. Widzimy sie prawie codziennie serce sie kraje ale cieszę się że ona ma zdrowego maluszka a ja się pocieszam że kiedys też bede mieć drugie może 3:). Mam 8ro rodzeństwa, mąż 10ro a ja mam tylko 1 synka troche mi smutno ale nie załamuje sie. Zyczę Wszystkim dużo wiary a napewno się uda. Trzymajcię się Kobietki .Trzymam kciuki za nas wszystkie. Powodzenia.
Wszystkim Aniołkowym Mamom, życzę aby ten Nowy Rok przyniósł im spokój i spełnienie marzeń
Czytam dziewczyny Wasze posty i serce mi pęka z żalu..Jest mi tak ciężko..Mój synuś odszedł w wigilię tego roku..ciąża była donoszona, byłam 3 dni po terminie porodu, wszystkie wyniki badań książkowe a ja czułam się całą ciążę fantastycznie..nic nie wskazywało na tak tragicznie zakończenie!!do szpitala trafiłam z bólami porodowymi tam podłączono mi ktg..pozniej usg - wiedziałam, że coś jest nie tak - mina ordynatora i słowa - “proszę pani nie bije serduszko..”….ciagle miałam nadzieję, że się obudzę z tego koszmaru i znów będzie wigilia..musiałam sama urodzic naszego Jasia..tłumaczono mi, że dla mego dobra poród naturalny jest najlepszym rozwiązaniem..myślałam, że rzucę się na nich z pięściami..ale już po wiedziałam, że mieli racje..bo mimo całego bólu, gdy położyli mi dziecko na brzuchu poczułam ulgę..dzieki wspaniałemu personelowi mogliśmy godnie pożegnac naszego skarbka..pogrzebik odbył sie w środę - 28.12.2011 - obiecałam sobie, że będę silna i byłam..i nadal się staram..to nie tak miało byc - mielismy wrócic we trójke..w domu wszystko na nas czekało..łóżeczko, pokoik, ubranka..wszystko jesscze stoi jak stało..nie mam siły aby zacząc to ogarniac i schowac…Przyczyna śmierci dziecka nie została ustalona - nie był owiniety pepowiną, sekcja zwłok nic nie wykazała, czekamy na wyniki badania łożyska..tak po prostu miało byc..serduszko przestało bic..tego żalu i niemocy nic nie jest w stanie ukoic..chcialabym miec kiedys dziecko ale po tym co przeszlam boje się..Jestem z Wami dziewczyny..
Wspolcyuje wszystkim bo sama przez to przeszlam bol straszny dlaczego my!!!! zadaje sobie te pytanie i nie umiem odpowiedziec……. u mnie bylo wszystko ok ksiazkowo az do 18 grudnia nie cyulam ruchow polecialam do lekarza i tam najgorsze co uslyszalam serduszko nie bije!!!!!! to 32 tydz. juz tak blisko rozwiazania nie umiem sie z tzm pogodzic dlaczego ja!!!!! placze!! zyc mi sie nie chce!!wszstko mam dla mojej kruszynki tak bardz tesknie za nia!!!!
Witam ja swoja coreczke stracilam 24paziernika to byl 35tc nigdy nie myslalam ze cos takiego mnie spotka poprzednie ciaze bez zadnch prolemow.Z ta ciaza bylo wszysko wpozadku jadac do szpitala dalj myslalam ze bedzie wszysko dobrze nagle w szpitalu usg nic mi nie powiedzieli,za chwile inny lekarz zrobil koljne uslyszlam wtedy \"dziecka juz niema ratujemy ciebie\"wszystko mi jedno bylo!!!Okazalo sie przedwczesne oddzielenie lozyska.W badanie lozyska bez zmian patologicznych.Sekcja zwlok malenkij nic nie wykazala.A ja musze zyc z tym dalej i nie moge sobiez tym poradzic.
Kochane łączę się z Wami w tym jakże strasznym bólu i cierpieniu ![]()
Wiem co przeżywacie…a ja nawet nie mogę znaleźć słów aby dodać Wam otuchy
za każdym razem gdy czytam nowe wpisy po tak ogromnej stracie, wszystkie wspomnienia powracają ze zdwojoną siłą ![]()
Ewelino u mnie dzisiaj mija 74 dni jak nie ma przy mnie Moich Wspaniałych Córeczek a w dalszym ciągu pokoik tak jak stal nadal stoi, nic nie wyniosłam, nic nie zmieniłam z wyjątkiem ubranek które schowałam głęboko do szafy
Każda wizyta w sklepie wiąże się w dalszym ciągu z zakupem ubranek dla Zuzi i Laury mimo ze ich nie ma, a ja nie potrafię przestać robić im prezencików ![]()
Ewo straciłyśmy w tym samym czasie Dzieci
Ja Laurę straciłam 23 października a Zuzia walczyła o życie i pożegnała się z nim 24 października o 00.35 ![]()
Żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu
on pozostanie z nami na zawsze, musimy tylko a raczej aż nauczyć się z nim żyć ![]()
Nie umiem sie pogodzic ze starta
nie chce mi sie wstawac z łóżka nic dla mnie nie ma sensu…… boje sie wyjsc na miasto bo wszystko sie zawsze wiązalo z zakupami dla mojej Amelki :(:( a teraz??!!! bym chciala zeby to byl jakis sen….taka bylam szczesliwa i wszystko peklo w jednej chwili :(:( dlaczego ja musze przez to przechodzic ??!!! nic mnie nie cieszy …..to moje gg 10987332 jesli któras ma ochote pogadac odezwijcie sie :(:(
Końcem listopada dowiedziałam się że jestem w 4 miesiącu ciąży. Było to dla mnie i męża wielkie zaskoczenie. Nie planowaliśmy tego ale byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Co dzień mówiłam do mojego Aniołeczka jak bardzo go kocham, razem z mężem zaczęliśmy planować gdzie urządzimy pokoik, co kupimy.W święta powiedzieliśmy rodzicom i rodzinie wszyscy byli przeszczęśliwi. Pierwsze dziecko w rodzinie, tak długo przez wszystkich oczekiwane. 2 stycznia poszłam do mojej lekarki-ginekolog z wynikami wszystkich badań które miałam zrobić. Wszystko było dobrze, słuchałam bicia serca mojego maleństwa.To było cudowne. W nocy 3 stycznia dostałam strasznych bóli oraz krwawienia. O 4 w nocy pogotowie zabrało mnie do szpitala. Miałam strasznie krwawienie i bóle tak silne że prawie płakałam. Ok 15 zabrali mnie i któraś bardzo \"miła\" Pani lekarka powiedziała: zdaje sobie Pani sprawę że ma Pani po dziecku\" dla mnie był to tak wielki szok że po prostu się popłakałam. Minęły prawie 3 dni a ja straciłam sens życia i wszystko co dawało mi szczęście. Jestem w wielkiej depresji, nie spodziewałam się że nowy rok będzie dla mnie tak tragiczny. Po weekendzie musimy jeszcze pochować dziecko nie wiem jak to przeżyję ![]()
Anaris powiem ci ze bedzie to dla ciebie starszne…..:(:( ja moja niunie mialam w brzuszku przez 7 miesiecy
bardzo sie z nia zżyłam tak bardzo mi jej brakuje:(dla matki jest to taki ból nie do opisania….:(:(nikomu nie życze zeby takie cos przechodzil….. a wiesz co to byla za przyczyna ???4 miesiac to juz sporo:(:( ja czekam na wyniki w przyszlym tygodniu moze juz beda…. z jednej strony chcem wiedziec z drugiej sie strasznie boje…:(:(:( wszystko bylo w porzadku az do 18 grudnia
nie wiem co dalej robic….. bo wszsytko bylo zwiazane z Amelka :(:( mam pustke…. wspólczuje Ci nie rozumiem dlaczego my???!!!!! ![]()
zgadzam się z Kasią. Moja córcia odeszła w 28tc. Minął już miesiąc… Pogrzeb własnego dziecka to najgorsza rzecz jaka może spotkać rodziców. Zamiast zabawek, ciuszków kupujemy dla naszych maleństw znicze
Ale musimy być silne dla naszych aniołków. Ja wierze że One tam się z góry nami opiekują. I są z nami w płatkach śniegu, w promieniach słońca… To mi pomaga choć na chwilę zapomnieć ten żal…
przeraża mnie coraz większa liczba wpisów ![]()
Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?? ![]()
Chciałabym Was wszystkie przytulić, ukoić choć odrobinę Wasze serca i swoje… dla mnie też wszystko straciło sens, nic już nie jest takie jak dawniej i nigdy już takie nie będzie ![]()
Teraz możemy jedynie zastanawiać się nad tym co kupimy naszym Aniołkom i położymy na ich grobek….to straszne ![]()
Czas mija ale nie wierzę w to że leczy rany
Codziennie mam ten sam problem- nie potrafię spać, myślę o Córeczkach…o tych wyczekanych i tak nagle odebranych ![]()
Nie rouzmiem i chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego akurat my????!!!!:(:( mi sie wydaje ze z dnia na dzien jest coraz gorzej zamiast lepiej:(nie wiem jak ja mam dalej zyc dziewczyny???!!! ja nie umiem tak bardzo mi jej brakuje :(:(wszystko jest bez sensu:(tule Was wszystkie :*:*
Witajcie
Zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na pytanie \"dlaczego\" i trafiłam na to forum. To pytanie zadaję sobie od 23 listopada 2011 r. , ale mimo znalezienia odpowiedzi - pocieszenia, to ono wraca. Rozumiem Was doskonale. Choć nasza Kruszyna miała 7 tygodni, zdążyliśmy zżyć się z nią ;(
To prawda, że czas nie leczy ran, one będą zawsze ;( Czasem życie będzie je na nowo rozdrapywać - tak na chwilę - a jednak. Dzisiaj moja znajoma urodziła synka, zadzwoniła aby podzielić się tą radością; cieszę się razem z nią, ale zarazem jest mi bardzo smutno.
ściskam Was Wszystkie ![]()
Kasia 3maj się dzielnie. Wiem, że jest ciężko, nawet czasem baaaardzooo. Nigdy nie zrozumiemy “dlaczego”, bynajmniej nie tu i teraz. Liczę na to, że kiedyś spotkamy się z naszymi Aniołkami w niebie. i dla nich przesyłam te światełka [*], [*],[*]
Ściskam
Kasiu masz rację tak już jest, mi też wydaję się że z dnia na dzień jest coraz gorzej
czy to się kiedyś zmieni?? trudno jest nam Kobietom które straciły swoje Dzieci odpowiedzieć na to pytanie, może z czasem dostaniemy jakąś odpowiedź….
ale pamiętajmy, że tylko czas dzieli nas od spotkania z Naszymi Pociechami i nadejdzie ta chwila kiedy spotkamy się z nimi i będziemy je tulić, całować i powtarzać jak je Kochamy i jak bardzo nam ich brakowało… czas-okropny czas ![]()
Dzisiaj usłyszałam od pewnej osoby że jestem młoda i głupia ( mam 22lata) nie wiem co tak naprawdę znaczy kochać dziecko bo moje urodziło się martwe…
Czemu bliskie osoby tak potrafią ranić? I czemu kobiety które same mają małe dzieci potrafią tak powiedzieć? Ja w przeciwieństwie do niej nigdy nie usłyszę od mojej córki słowa mamo, nigdy nie narysuje mi ślicznego obrazka ani nie powie wierszyka na dzień matki, nie usłyszę czemu pokłóciła się ze swoją przyjaciółką ani tego że zakochała się “na zabój”…
Jeśli tak jest to czemu cały czas ryczę jak ta głupia? Każdy mówi że trzeba żyć dalej ale ja chyba nie potrafię… jestem jakaś inna? jestem dziecinna?
14 grudnia 2011 poronilam w 20 tygodniu byla to dziewczynka ,20cm szczescia ktora ostatnimi tygodniami bardzo kopała co mnie jaka przyszla mame wzruszalo do lez a zaczelo sie wszystko od odejscia wód ,szybko szpital badanie i odpowiedz lekarza: nieprzetrzyma pani ciazy! przykro mi ! to bylo jak cios w serce! urodzilam na lozku szpitalnym trzymajac meza za reke…:( w ostatnich chwilach dzidzia najbardziej sie wiercila jak juz wod nie mialo obok siebie czula ze cos sie dzieje zlego:( widzialam ja dosc dlugo byla taka kruszynka miala male stopki i uszka nosek po tacie i najedzony brzuszek niestety nie umiala oddychac i jej serduszko przestalo bic !:( nie umiem sie pozbierać do dzis
wszyscy mowia ze mloda ze to pewnie nie moj czas byl by dziecko miec ale do h….co ma czas do tego to los mogl sprawic zebym nie mogla zajsc w ta ciaze a nie zajsc i stracic ja:(
pzyczyna bylo jak na wyniku pisze zapalenie i martwica na lozysku niewiem co to znaczy dopiero lekarz mi wytlumaczy skad to sie wzielo:(
hejka dziewczyny :* Ann to co uslyszałas to straszne :/ jak tak można az sie popłakalam :(:( mi tez każdy mowi ze juz czasu nic nie cofnie….że trzeba sie z tym pogodzic i zyc dalej:(:( nno ale jak ??!!!! jak ja nie umiem to tak strasznie boli:(:(:( i jak ja mam sie pogodzic ze juz mojej niuni nie przytule…… Evik doskonale cie rozumiem:(:( jakie to niesprawiedliwe ja dzis mialam sen zapytalam mamy czy mnie kochaa oczywiscie ze cie kocham Kasiu a ja zapytalam mamy to jak ja to mam powiedziec Amelce ze ja ja tez kocham ……. :(:(:(:( to wszystko jest takie okropne…. zeby nie rodzina przyjaciele na ktorych moge liczyc .:(:(:( to nie wiem co ja bym zrobilaa…..:(:( moje gg jest podane wyzej jezeli ktoras chce to piszcie….. buziaki
Dziewczyny byłyście może u psychologa? Mi dzisiaj moj gin powiedział że widzi że mam depresje bo usłyszał od pielęgniarki że się rozpłakałam gdy się rejestrowałam w przychodni i zapytano mnie czy jestem w ciąży a później u niego na wizycie i z kilka razy mi radził żebym porozmawiała z psychologiem bo to na pewno mi pomoże ![]()
Mam wrażenie że wszyscy zapomnieli już o mojej córce i nie chcą o niej rozmawiać
teściowa kręci głową gdy mówię że jadę na cmentarz do Lenki, mój mąż zaczyna się denerwować gdy widzi że znów płacze więc gdy jestem sama lub gdy wszyscy w domu śpią mogę dopiero dać upust uczuciom ![]()
Jeszcze dowiedziałam się że moja kuzynka w piątek urodziła zdrową córeczkę. Nasza malutka miała być młodsza od niej o półtora miesiąca i miały się razem bawić. Teraz gdy zawsze będę widzieć jej dziewczynkę będę miała moją Lenkę przed oczami. Nie wiem jak to wytrzymam ;(
kazde poronienie jest straszne dla kobiety bez wzgledu na wiek!!!ja poronilam dwa razy. w 2007r od 4tyg pecherzyk sie nie rozwijal poronilam samoistnie w szpitalu tydz bylam az do calkowitego oczyszczenia sie macicy,nastepnie w 2011r.w 7tyg serduszko przestalo bic!!!tragedia bol szok placz!!!dostalam tabletke nastepnie straszne bole,ktorych nie zapomne do konca zycia!!!az wkoncu uspili mnie i wylyzeczkowali,wieczorem bylam juz w domu!!!chcialabym zajsc w ciaze i sie nie martic czy tym razem bedzie dobrze czy tym razem dzidzius przezyje..milion pytan!!strach obawa…ale mam nadzieje ze przy trzecim podejsciu Bog bedzie czuwal nad moja kruszynka i tym razem uda sie Nam!!!A dwa Aniolki ktore stracilam zawsze bede nosic w moim sercu!!
Ann, ostatnio mój mąż też zdenerwował się, gdy znowu rozkleiłam się; do tej pory starał się przytulić, uspokoić, ale ostatnio już nie wytrzymał i powiedział, że ma dosyć płaczu i rozmowy o poronieniu, po czym wyszedł z pokoju.Wówczas powiedziałam jemu, że muszę o tym rozmawiać, że co jakiś czas ten ból nasila się i nie mam na to wpływu… zrozumiał , znowu mnie przytulił…
Jak dzisiaj, prawie dwa miesiące po stracie naszego Maluszka, pomyślę, to przez pierwsze tygodnie dużo rozmawialiśmy - wiele to nam dało. Ann: psycholog czasami może być pomocny; warto o tym rozmawiać , o tej złości, bólu; jak ktoś, np. lekarz gin poleca jakiegoś psychologa to skorzystaj i sama stwierdź, czy taki słuchacz Tobie odpowiada, jak tak to warto!!! Myślę, że nikt w tym momencie nie zapomina o Waszej Lence; ona na zawsze będzie częścią Waszego życia i jeżeli osoby trzecie tego nie rozumieją, to powiedz im co czujesz - masz do tego prawo.Ściskam.
Jejku jakie to zycie jest okrutne……….. jak ja bym bardzo chciala moja niunie miec cala zdrowa w domku:(:(:( dlaczego???!!!!!
Kasia, masz rację- życie jest okrutne i w takich sytuacjach zupełnie niezrozumiałe. Tak naprawdę mamy dwa wyjścia: załamać się lub żyć dalej. My straciliśmy naszego Maluszka w 7. tygodniu, Wy znacznie później. Wiem, że Ta strata boli i to bardzo, rozrywa od środka. Przykro mi :(( Żadne słowa pociechy nie ukoją Twojego bólu. Żyj dla Amelki; kiedy było mi tak bardzo trudno, włączała się myśl, że Nasz Maluch nie chciałby, abym była cały czas smutna, nie wiem dlaczego, ale wtedy miałam wrażenie, że Jemu też jest ciężko. Czasem nadal płaczę…nie ukrywam, że serce boli, jednak czas działa na korzyść.Wierzę, że będzie lepiej. Tak trudno w takim momencie zaufać Bogu, ale On mi pomógł wyjść z tej opresji i pomaga codziennie, i ufam, że Ciebie też nie opuści. Z modlitwą Irula
jejku kochane jak ja Was rozumiem ;( to okropne co się dzieje :/ życie jest takie niesprawiedliwe
dlaczego to nas musiało spotkać??? Mi też każdy powtarza to głupie i nieprzemyślane zdanie:jesteście młodzi będziecie mieli kolejne dziecko…. Do cholery czy to tak trudno zrozumieć, że my chcieliśmy mieć właśnie Zuzię i Laurę??? ;(
Ja byłam i u psychologa i u psychiatry… Czy otrzymałam pomoc?? na pewno nie tą na którą liczyłam, na którą czekałam ;( wydaje mi się, że jak same sobie z tym nie poradzimy to nikt nam nie pomoże. Smutna ale szczera prawda ![]()
Ściskam Was wszystkie :* Musimy być silne dla Naszych Aniołków one też tego potrzebują, kiedy my płaczemy one również się smucą ;(
Kasia, mam nadzieję, że u Ciebie troszkę lepiej. 3mam kciuki. Pozdrawiam
Zaszłam niedawno w ciąży bardzo się cieszyłam,mąż również, a córka była w siódmym niebie bardzo chciała braciszka. W poniedziałek trafiłam do szpitala z plamieniem dostałam tabletki na potrzymanie lecz to nie pomogło w środę rano poroniłam. Bardzo mi jest smutno nie dowiem się nigdy co by było ani jak będzie wyglądać nie przy tule i nie ucałuje, ANIOŁEK odszedł.Córce musieliśmy wytłumaczyć że pani doktor się pomyliła. Bardzo kocham córkę,a o tamtym zawsze będę myśleć jest to wielka strata dla mnie i dla całej rodziny.
hejka Irula
dzis wrocilam bo narzyczony zabral mnie z domu na caly weekend….zebym sie troszke oderawala niby bylo fajnie…. ale w mysli mialam Amelke …:(:( boje sie srody… bo wyniki:(:( z jednej strony chcem wiedziec a z drugiej taki starch….:(:(:(trudno zaufac Boguu
ale modle sie ….Patka………..my sie wszystkie rozumiemy bo przez to przeszlysmy:(:( to takie trudne….. nie znamy siee z reala ale duzo mi pomagacie DZIEKUJE:*:*:*:*trzymajcie sie:*
Łzy same napływają kiedy czytam po kolei komentarze. Ja urodziłam w 38tc. Zaczeło się od odejścia wód w nocy. Niestety akcja porodowa nie postępowała. Nie pomagały czopki kroplówki i inne ” cuda ”. Po 16 godzinach zdecydował ordynator o cięciu cesarskim. Leżałam na stole i usłyszałam´no wykonaliśmy cięcie w ostatniej chwili, pięć minut później i mogłoby być po dziecku´. Serce mi zamarło. Nie wierzyłam własnym uszom. Synka dostałam dopiero dwa dni później i mogłam go poraz pierwszy przytulić. Kiedy dziś wracam wspomnieniami do tamtych chwil to sobie myślę że przez chciwość pana ordynatora(ewidentnie czekał na pieniądze) mogłam już więcej nie zobaczyć swojego synka. A co dopiero muszą czuć mamy które straciły swoje maluchy na zawsze
Jest mi potwornie przykro z powodu Waszych maluszków. To niewyobrażalna strata dla matki bez względu na to czy dziecko miało 5, 10 czy 35 tygodni. Szkoda że nie każda z Was może liczyć na wsparcie najbliższych
ale mam nadzieję że kiedyś spróbujecie znów i będziecie mogły cieszyć się wspólnymi chwilami ze swoimi maluszkami. Życzę z całego serducha wytrwałości, spokoju i bratnich dusz a przede wszystkim upragnionych szczęść. A Wasze Aniołki niech dodają siły! Pozdrawiam wszystkie mamy!!!
Jak wielka siła tkwi w rodzicielstwie, że tak bardzo i tak prędko jesteśmy w stanie pokochać Nasze maleństwa, niezależnie od tygodnia ciąży. Czyżby na tym polegała bezwarunkowa miłość?
Klaudia, wierzę Tobie, że tak bardzo odczuwacie stratę Malucha; zawsze i długo a nawet nieskończenie będzie go brakować. Ważna jest pamięć, jakby nie patrzeć zawsze będą częścią naszej historii. Kiedyś pomyślałam “dobrze, że nasz Aniołek był z nami, choć tak krótko”, on zaistniał i stanowi część naszej biografii.Wiedziałaś jak zachować się przed córką i potrafiłaś wyjaśnić jej sytuację tak, aby była w stanie ją zrozumieć; czasami tak lepiej
Kasia1329: dzięki za słowa otuchy, zrozumienia; one są bardzo ważne, zwłaszcza jak najtrudniejsze chwile przed Rodzicami. Nie wiem jak u innych forumowiczek, ale my próbujemy ponownie, aby móc cieszyć się małym szczęściem, któremu także i my możemy tak wiele ofiarować. Jednak nie ukrywam, że oczekiwanie na kolejny cud narodzin niesie z sobą wiele wątpliwości, lęków, często zupełnie nieuzasadnionych. Niech Nasze Aniołki dają nam siłę do podejmowania nowych decyzji. Spokojnej nocki ![]()
witam dziewczyny kasia1329: dziekuje ze napisałas ciesze sie ze masz zdrowego synka bo miec swoja pocieche to cos najwspanialszego tak bym bardzo chciala miec swoja kolo siebie:(:(:( nie ma dnia zebym nie plakala po prostu nie umiem. inaczej …..:(w srode mam wyniki i sie okaze co to byla za przyczyna ze moja Amelka odeszla:( strasznie sie boje….. oby tylko byla podana przyczyna…. nie wiem co dalej robic ze swoim zyciem …… IRULA: kochana wiesz co z jednej strony juz bym chciala byc w ciazy wiem ze to w niczym nie pomoze ale bym chciala dac amelce siostre albo braciszka..:(:( ale tak sie bojeee mam taka obawe do wszsytkiego po prostu boje sie w cokolwiek zaufac …..bo przeciez bylam tak szczsliwa odliczlam tygodnie i odeszla…..:(:( nie wiem bezsens:(:( dziekuje Bogu ze mam Was duze jest to wsparcie…:*:*
Kasia, jesteśmy wsparciem dla siebie nawzajem; podobne przeżycia, emocje dają siłę albo chociaż próbkę siły. Cieszę się, że wszystkie możemy siebie wzajemnie wspierać. Pragnienie macierzyństwa jest czymś tak naturalnym, wpisanym w naszą psychikę; ono będzie w nas niezależnie ok okoliczności przed jakimi postawi nas życie. Jednak same musimy dokonać oceny, kiedy zmierzyć się z nowym oczekiwaniem, bo przecież ono samo w sobie jest trudne. Już za dwa dni poznacie powód tych przykrych wydarzeń; mam nadzieję, że ten wynik pozwoli ustrzec Was przed wszelkimi lękami.
Życzę Wam Wszystkim dużo wewnętrznej siły, budującej energii pochodzącej czy to od bliskiej osoby, czy Boga czy też od pozytywnych ludzi, których będziecie spotykać na Waszej drodze. Ściskam ![]()
IRULA my podobnie jak i Wy od tego miesiąca rozpoczynamy starania, chociaż wiem że u nas nie będzie to aż tak proste, ale nadzieja (chociaż mała) ale jest i lepiej niech pozostanie…
Codziennie o Was wszystkie się modlę aby dobry Bóg nam dopomógł w tym jakże ciężkim czasie ![]()
Kochane kiedy razem z Mężem staraliśmy się o nasze Córeczki długo nam nie wychodziło, dowiedzieliśmy się o pewnej modlitwie: Nowenna Pompejańska zawierzyłam Matce Bożej, co prawda odmawiałam tę modlitwę 3 razy ale opłacało się bo nie ważne jakim sposobem ale zaszłam w upragnioną ciążę. Teraz ponownie postanowiłam zaufać tej nowennie także jeżeli któraś z Was odczuwa taką potrzebę to skorzystajcie z tej modlitwy…
Ile Was tu jest… nie znamy się w ogóle a coś nas łączy coś niesamowitego… Myślałam, że dotyczy to tylko mnie, oglądam się wokół i widzę tyle szczęśliwych matek, które nie zdają sobie sprawy z tego jakim darem jest dziecko…
Nasz ślub odbył się we wrześniu 2011 później krótka podróż wszystko szło pomyślnie, w październiku dokładnie 19.10.2011 w moje urodziny i na 4 lata razem postanowiliśmy, że chcemy mieć dziecko… Mam 22 lata jestem młodą i chyba zdrową kobietą… Właśnie w 3 tygodniu chciałam już by już potwierdzili moją ciążę, ale podobno było za wcześnie… Pani doktor powiedziała właśnie tak: jest pani młoda i zdrowa będzie wszystko w porządku… i dokładnie za tydzień w 4 tyg. krwawienie a w nocy straszny ból brzucha… Trafiłam do szpitala pierwszy raz w życiu… Obok mnie leżały dwie kobiety obie miały ciąże zagrożone ale \"miały\"… Ja już nie… Poronienie samoistne bez czyszczenia… Poczekaliśmy miesiąc, a za dwa znowu tylko, że już w prawie w 3 tyg… Znowu to samo…
Mama nadzieje, że kiedyś my wszystkie napiszemy tu na tym forum, że udało się, mamy swój cud a może już nie jeden, przede wszystkim po to by wspierać kobiety, które wiedzą co to wszystko znaczy…
POWODZENIA !!! I musimy wierzyć, że wiara i nadzieja nam w tym pomogą!
hejka dziewczyny :*:* niedawno wrocilam z cmenatrza jakos mi lzej :(:( tak blisko a jednak daleko jest moja kruszynka:(:( ajjjj IRULA myslalam ze bede dzis znała przyczyne ale nic z tego….. dopiero w piatek:(:( meczy mnie to czekanie:(:(w nocy nie moge spac ….dosyc ze mysle o Amelce czy jest jej dobrze…. jak by to bylo jak by byla z nami:(ze bym miala juz prawie termin……przytlaczja mnie te pyatnia:(:( t6o jeszce te wyniki tak sie boje…..PATKA zycze Ci kochana powodzenia z calego serduszka:*:*…… mam nadzieje ze Wam sie uda i bedziecie szczęśliwymi rodzicami….ja jak narazie czekam na wynki i zobaczymy jak to dalej bedzie nie chcem dlugo czekac….:( dziekuje za modlitwe bede sie modlic to juz miesiac a czuje sie jak by to bylo wczoraj :(:( ból jest straszny……. trzymajcie sie dziewczyny papapa
Patka, dzięki za wiad. o Nowennie Pompejańskiej - szczerze powiem, że nawet nie wiedziałam, że taka istnieje, ale już poczytałam i wiem, na czym polega. Jeszcze kilka tygodni temu systematycznie zawierzaliśmy się św. Ricie a ostatnio też wzdychamy do Jana Pawła II.
U nas też nie było aż tak łatwo z zajściem w ciąże; jak w końcu udało się, to długo nie cieszyliśmy się naszym Maleństwem. Może tak miało być? Tylko czemu to miało służyć? Czasami pewne elementy naszej życiowej układanki dają jakiś obraz po dłuższym czasie -hmm, zupełnie jak w puzzlach… na pewno każda z nas dojdzie do swojej osobistej prawdy
Kasia, wiem, że to czekanie na wynik jest męczące; jednak powiedz sama, czy masz jakikolwiek wpływ na to, co będzie w opisie wyniku? Nie masz. Więc nie martw się, proszę ![]()
Odwiedziny na cmentarzu potrafią działać jak balsam; bynajmniej tak działają na mnie; dwa tyg. po stracie dziecka poszłam na cmentarz i na grobie dziecka z rodziny postawiłam dwa znicze, jeden z nich był dla Naszego Malucha - taki symboliczny, aczkolwiek bardzo ważny; ten gest dał mi garść spokoju w tych najtrudniejszych momentach. Wiesz, nie jestem tego pewna, ale przypuszczam, że Waszej Amelce jest dobrze (podobnie jak pozostałym Aniołkom); ona jest już bezpieczna i na pewno swoją duchową obecnością Was wspiera.
Dziewczyny, jesteście silne, bo potraficie mówić o swoich uczuciach a w ten sposób na pewno dajecie siłę tym, którzy tylko zajrzą na ten blog w poszukiwaniu siły, sensu…
Dzięki,że jesteście ![]()
Oj Kasiu pisałam do Ciebie na gg, ale już wiem, ze w dalszym ciągu czekasz na wyniki eh to czekanie :/
Cieszę się, że polecając Wam tę modlitwę mogłam pomóc
ja w nią wierzę i Wy Kochane też uwierzcie
IRULA ja też poleciłam się Świętej Ricie i Ojcu Świętemu w sumie wielu innym Świętym, pozostało nam wierzyć i czekać…
KASIU ja wiem jak to jest u nas niedługo minął 3 miesiące jak naszych Gwiazdeczek nie ma już u mnie w brzuszku, a cały czas mam wrażenie, że to wszystko miało miejsce wczoraj
Musimy być silne! Poczekaj Kochana na @ a jak będziesz już gotowa to rozpocznij starania :* I niedługo wszystkie przejdziemy na inne forum…to o szczęśliwym rozwiązaniu… Musi tak być!!
Wszystkim Wam dziękuję za to, że jesteście. Jesteście ogromnym wsparciem :*
Witam wszystkie Mamusie Aniołków,
Kochane Dziewczyny, wiem co czujecie, niestety… Choć od odejścia mojego Aniołka minęło już sporo czasu (20 marca minął 2 lata), to jednak ból nadal pozostał ogromny.. Na początku było strasznie, później troszkę ochłonęłam, ale do tej pory tęsknię i płaczę gdy tylko o tym pomyślę…
Moja historia jest raczej nietypowa, chociaż zdażają się takie przypadki. Byłam w ciąży bliźniaczej,nie muszę pisać jak bardzo cieszyliśmy się z mężem na to podwójne szczęście! Jednak od samego początku ciąża była zagrożona. Od pierwszego dnia kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, musiałam leżeć i przyjmować leki na podtrzymanie, gdyż do końca 3 miesiąca miałam krwawienia. Jednak mimo wszystkich przeciwności, chłopcy prawidłowo się rozwijali, czułam ich ruchy i z czasem wszystko się unormowało:) Tym bardzij niewiarygodne wydało nam się to, co powiedział lekarz na jednym z kontrolnych USG: serce jednego z chłopców przestało bić.. To był 28 tydzień ciąży..Od razu trafiłam do szpitala, leżałam tydzień na podtrzymaniu, ze świadomością, że jeden z moich cudów, jest już Aniołkiem a drugi walczy o życie… Po tygodniu lekarzom nie udało się już podtrzymywać ciąży i 20.03.2010 urodzili się moi chłopcy: Oliwierek (martwy synek urodził się pierwszy naturalnie..) a dopiero później przez cc Oskarek, który nie potrafił jeszcze samodzielnie oddychać i po reanimacji trafił od razu na intensywną terapię. Było to dla mnie traumatyczne przeżycie, równiez z powodu oziębłości i obojetności lekarzy, dla których był to poprostu kolejny przypadek, a dla nas, koniec świata… Przeżyliśmy śmierć i pogrzeb własnego dziecka.. Nie załamałam się jednak tylko z powodu Oskarka, dla którego musiałam być silna, długo walczyliśmy o jego życie i zdrowie, ale było warto. Dziś jest zdrowym i wesołym chłopcem, który niedługo skończy 2 latka. Jednak patrząc na niego zawsze będę myślała o Oliwierku, który pozostanie naszym pierwszym ukochanym synkiem [*] Ściskam wszystkich Rodziców, którzy stracili swoich Aniołków, musimy wierzyć, że wszystko w życiu ma jakiś sens i żyć dalej, bo jeszcze wiele dobrego przed nami.
hejka dziewczyny zaraz jade do szpitala po wyniki:(:( strasznie sie boje…..jestem zdenerwowana:/nie wiem czemu przeciez i tak juz nic nie zmienie:(:(:( ajjjj ![]()
Kasiu, daj znać czy wyniki coś wyjaśniły. Ja wczoraj dopiero po takim czasie odebrałam swoje, przeżycie okropne, także rozumiem co czujesz.. Ja ze swoich niewiele wyczytałam, nic mi one nie wyjaśniły, ale czekam jeszcze na wizytę u lekarza, może on odcyzta się w nich jakiejś bardziej konkretnej przyczyny. Pozdrawiam
KASIU trzymam kciuki za wyniki Amelki! Mam nadzieję, że chociaż w czymś odrobinę Tobie pomogą
Bądź dzielna Kochana!
ANETO moja historia i Moich Córeczek jest podobna
też od początku byłam na podtrzymaniu, ale nie musiałam leżeć, mogłam normalnie funkcjonować. A teraz tego żałuję bo może gdybym leżała to ta cała tragedia nie miałaby miejsca ;( Ty masz bynajmniej jednego Skarba przy sobie, ja musiałam pożegnać się i z Zuzią i z Laurą ;( i podobnie jak w Twoim przypadku jednemu Aniołkowi przestało już w brzuszku bić serduszko a Zuzia dalej walczyła tylko,że przyszła na świat pierwsza i była zbyt słabiutka aby przeżyć, ale bardzo się starała ;( Nigdy, przenigdy o tym nie zapomnę, każdą chwilę mam głęboko zapisaną w pamięci….mam nadzieję że kiedyś minie ten okropny czas i się spotkam ze Swoimi Córciami ![]()
[*] światełko dla Twojego Aniołka [*]
Dziękuje Patka, to prawda nasze historie są podobne, ale tak jak piszesz mam synka, który jest teraz dla mnie całym światem,miłość którą wcześniej dzieliliśmy na dwoje dzieci skumulowała się na nim. A to pozwoliło przetrwać te najtrudniejsze chwile. Tym bardziej podziwiam Ciebie i inne dziewczyny, które nie poddają się i walczą o swoje szczęście. Mimo wszystko ból i żal nigdy nie znikną, zwłaszcza jak patrzę na synka i zastanawiam się jaki byłby jego braciszek, czy byliby podobni, czy bawiliby się razem? Na początku martwiłam się też o synka, jak będzie sobie radził dorastając, bliźnięta łaczy pewna więź i one się do tego przyzwyczajają od początku. Ściskam Was wszystkie, modlę się i trzymam mooooocno kciuki, za Was, za wasze starania o maluszki i o to by każda z nas mogła jak najszybciej tulić w ramionach zdrowe dziciątko!
hejka dziewczyny:* i nic sie nie dowiedzialam :(:( z wynikow wynika ze serduszko mozg nerki brzuszek pepowinka niby ok. to znaczy ze zadnej wady nie miala w sumie to mnie bradzo cieszy……. badnia his-pat tez ok to jak moje dziecko bylo zdrowe to co za przyczyna do cholery byla??!!!:(:(:( mam dosc :(jeszce w srode mam przyjechac odebrac protokół z sekcji bo jakiegos tam lekarza nie bylo i w srode mam odebrac /……. tam moze cos byc jeszcze…..wiec znowu czekam do srody :(:( pozdrawiam Was kochane:*:*
Witajcie, dobrze, że jesteście ![]()
Ostatnie tygodnie trzymałam się nawet dobrze… do wczoraj, do spotkania rodzinnego, do czasu, gdy rozmowa przeszła tylko na dzieci… Jak wróciłam do domu to dopiero dałam upust moim emocjom. Dlaczego tak reaguje??? Też tak czasem macie?
ostatnio jak jechałam autobusem jakaś babcia siedząca przede mną pokazywała swojej sąsiadce zdjęcia swojej wnusi która niedawno się urodziła. opowiadała jaka jest malutka,jaka słodziutka i do jogo podobna. A ja za nimi ryczałam jak bóbr. Wogóle jak wracam z uczelni autobusem to się rozklejam. Tam muszę grać twardą… Niedawno podeszłam po zajęciach do profesora i przekazałam usprawiedliwienie ze szpitala, Facet z tym swoim głupim uśmieszkiem i z ironią powiedział do mnie: Ooo to Pani jednak żyje? i usprawiedliwił moją nieobecność: 5.12.2011 (odejście mojej córeczki)zbieg okolicznośći?.
Nie wiem, może jestem przać nie pokazywać po sobie tego co czuję, czasami na chwilę zapominaewrażliwiona. Jak są moi znajomi wokół mnie to wiem że muszę się trzymm co mnie spotkało ale gdy póżniej jestem sama już nie muszę udawać. To jak tama która w końcu puszcza pod naciskiem wody ![]()
Ja w poniedziałek jadę odebrać wyniki badań histo i raport z sekcji
Czuję że malutka była zdrowa ale boję się czegoś ![]()
oj Kochane jestem całym serduszkiem z Wami!
wiem jak to strasznie boli i chyba już zawsze tak będzie
wspomnienia jak bumerang cały czas powracają ;(
Trzymajcie się Kochaniutkie
Walczmy o swoje szczęście, tylko tyle nam pozostało…
Witam wszystkie dziewczyny:/ Ann mnie nawet boli jak patzre na kobiety w ciąży
to jest takie smutne:( duzo moich kolezanek ma ten sam nawet termin co ja moze to glupie ale zadaje sobie pytanie Dlaczego akurat to ja ???!!! Ja nawet przy znajomych sie nie trzymam
jak narazie nie umiem
to wszystko jest takie trudnee…..Patka zebys wiedziala zawzse bd bolalo :(:( chcialabym jeszce kiedys byc szczsliwa …:( codziennie mowie to swojemu narzyczonemu ze jestem nieszczesliwa….:( trzymajcie sie dziewczyny :*:*:*:(
Dzisiaj odebrałam wyniki sekcji… Malutka była zdrowa. Wszystko przez odklejenie się tego cholernego łożyska…
To niesprawiedliwe, zrozumiałabym może decyzje Boga jak by Lenusia była chora, wtedy bym sobie tłumaczyła że może tak lepiej bo y nie cierpiała. Ale moja córeczka była zdrowa, więc czemu Bóg mi ją odebrał? Czemu pozwolił żeby to co miało ją trzymać przy życiu, odżywiać odebrało jej życie? Czemu sprawił że lekarze w szpitalu nie podjeli wcześniej decyzji o porodzie? Czemu my tutaj wszystkie jesteśmy matkami bez dzieci? CZEMU??? Gdzieś na forum przeczytałam wypowiedź pewnej dziewczyny że drugie imię Boga to szatan. Może coś w tym jest…
Hejka ANN……….. zebys wiedziala dlaczego my????caly czas zadaje sobie te pytania:(:( i nie umie wyjasnic
ja tez odebralam wyniki z sekcji i moja coreczka tez byla zdrowa :(jeszcze mam do odebrania w srode jakis protokól z sekcji moze tam bedzie cos napisane co bylo przyczyna….bo ja jej nie znam i to wszystko mnie strasznie dreczy co sie stalo???!!!:(:( a ty mialas podane ze odkleilo ci sie łozysko???czemu itp. trzymaj sie kochana i wszystkie dziewczyny :*:* staram sie dawac jakos rade ale jest bardzo ciezko:(:(:(:( chyba nigdy tak naprawde sie z tym nie pogodze:(:(tym bardziej ze do 32 tyg. bylo wszystko ksiazkowo….to co sie stalo???!!! mam nadzieje ze sie dowiem jaka byla przyczyna paapa
Kasiu, tak mialam napisane. Brak przyczyn zgonu po stronie płodu. Odklejenie się łożyska.
Najgorszy jest fakt że myślimy że jak jesteśmy w szpitalu to nic nam nie grozi, że lekarze się nami, naszymi maleństwami w brzuszku się zaopiekują ale to g..prawda
może jakbym zadzwoniła wcześniej do męża, może jakbyśmy dali coś w rękę to by wcześniej zareagowali i przeprowadzili cesarke a nie czekali na bog wie co. Może wtdy bym już tulila w ramiona swoje dziecko a nie zapalała światełka na jego grobie
To tak bolii
Mija już 6tyg odkąd nie ma cię z nami kruszynko ![]()
Hejka Ann dzis odebrałam wyniki Protokól po sekcji zwlok ………nic kuzwa z tego nie rozumiem bo na medycynie sie nie znam :/ ale przyczyny nie mam podanej nawet nie mam napisane kiedy zmarła moja kruszynka:(:( w poniedzialek pojde do ginekologa bo teraz go nie ma i zobacze moze on bedzie wiedzial czy jakas tam przyczyna jest podana a ja nie umiem jej odczytac
A twoj kochana protokol jak wygladal??mialas podane kiedy co i jak nastopilo??? nie rozumiem juz nic ….. musi byc jakaas przyczyna bo nic sie nie dzieje bez przyczyny :(:( wiem ze napewno niunia byla zdrowa ale co dalej…..:(:(:( wiesz co ci powiem ze do poki ktos tego nie przejdzie to nie wie o czym mowi ja myslalam ze juak odbire ten wynik to ktos ze mna porozmawia a tu nic…. dali i do widzenia to jest dla mnie nie w porzdku …:(:(i powiedz jak my mamy sie czuc w szpiatlu bezpiecznie???!!! daj spokoj :(maskaraaa ja nie spoczne dopoki nie poznam co sie stalo …. coreczka zdrowa ….to co do cholery bylo przyczyna???:(u mnie minał miesiac :(:(:(:(:( pozdrawiam i czekam na odpowiedz:*trzymaj sie bo ja caly czas sie staram choc to ceizko wychodzi:(:(
Mi pielęgniarka powiedziała tylko że bardzo dobrze że sekcja wykazała że córeczka była zdrowa bo to oznacza że nastepny dzidziuś będzie zdrowy. Tylko że ja nie chcę następnego tylko te co odeszło
U mnie na protokole pisze rozpoznanie kliniczne: C I, P I Hbd 28 przedwczesne odklejenie łożyska. … niestwierdzono obecności wad wrodzonych , Brak przyczyny po stronie płodu… Też nie było żadnej daty porodu.
A w badaniu histo jakieś cyfry i medyczne i łacińsie nazwy
no ja tez sie ciesze ze córeczka była zdrowa :(:( ale nie znam tego co sie kurde przyczynilo ze odeszla na tamten świat:(:( a bym chciala wiedziec chociaz moze pisze cos w tym protokole ale ja nie umiem go odczytac …..musze czekac do poniedzialku:(:(:( ajjjj super ze nastepne dziecko bedzie zdrowee tez mi mowili lekarze tak naprawde ciesze sie ale bym chciala miec swoja Amelke przy sobie:(:(:( strasznie okrutne to zycie Jest!!!!! trzymaj sie ANN :* a jak sie sie czujesz???jak sobie radzisz???? buziaki pozdrawiam wszystkie dziewczyny:*:*
Dziękuję Kasiu, dziękuję wszystkim aniołkowym mamom za te forum bo tak naprawdę nikt z nami nie chce lub nie umie rozmawiać o tym co się stało i co czujemy. Tutaj wszystkie to przeżyłyśmy i możemy o tym mówić.
Są takie dni kiedy czuję się dobrze i takie gdy dopada mnie taki dół że cały dzień mam spłakany. Najgorzej jest wieczorem gdy póbuję zasnąć. Wtedy malutka najbardziej psociła i dawała o sobie znać. Wtedy oboje trzymaliśmy ręce na brzuszku gładziliśmy go i mówiliśmy do Lenki. Mąż ostatnio powiedział mi że do późna gdy ja już czasem spałam on trzymał na nim ręce,głaskał i opowiadał szeptem do brzuszka rózne historie a mała jakby go słuchała i pukała od środka. Czasami jak na to patrzyłam to aż płakałam ze szczęścia i już nie mogłam się doczekać dni gdy będziemy juz razem we trójkę
Teraz jest taka przerażająca pustka. Teraz wszystko do mnie wraca, cały pobyt w szpitalu, pogrzeb.. Wiecie co, casami czuję bulgotanie w brzuchu, jakieś mrowienie i łapię się na tym że moja ręka automatycznie kieruje tam rękę i myślę sobie moje kochane malenstwo, zaraz potem przychodzi otrzeźwienie że Lenki nie ma…
W niektóre dni jest lepiej w niektóre pamięć i ból daje o sobie znać…
Czy to kiedyś minie? Czy kiedyś będę mogła myśleć o mojej córce i o tym co się stało bez żalu i tęsknoty? Czy będzie mi dane jeszcze trzymać własne maleństwo na rękach i usłyszeć słowo Mama? Nie wiem, już niczego nigdy nie będę pewna…
cześć Kochane dłuższą chwilę się nie odzywałam, ale jest mi tak strasznie ciężko ;( nic już nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego musimy tak strasznie cierpieć, co mamy przez to zrozumieć??? Jak odnaleźć sens bez swoich Kruszynek? jak dalej bez nich żyć? Skoro nawet z tego ciężkiego upadku nie można się podnieść ;(
Życie jest brutalne, nikt nie zasługuje na takie cierpienie!!! ;(
Trzymajcie się Kochane chociaż Wy :* ;(
Hejka kochane :*:* ANN tez tak mam jeden dzien potrafie jakos sie podniesc z łozka na drugi dzien leze do poludnia i nic nie ma sensu dla mnie:(:( najgorsze sa wieczory tak jak mowisz gdy sie klade do łozka taka pustka……. cisza!!!! :(:(:(zawsze pukala tak bardzo tesknie za nia :(:( jeszcze nie wiem co to za przyczyna….i znowu w kropce do pozniedzialku:(ajjjj jak ja bym chciala zeby to byl zły sen….:/czemu my musimy tak cierpiec???dlaczego nie mozemy byc szczęśliwe??
tak naprwde chyba nigdy sie nie pogodze z tym co mnie spotkało:(najgorsze wciaz przede mna termin porodu:( moje urodziny gdzie mialam byc juz ze swoja corcia
a wszystko pękło nie ma jej:(:(:( Dzień dziecka zamiast zabawek to tylko nam pozostaje isc na cmentarz zapalic znicz…… dzien mamy :(:( nie powie mi mamo:(:(:( wszystko wraca ….SZPITAL PORÓD a pozniej ta CISZA!!!!!:(:(:(:(pisze i płacze PATKAzebys wiedziala nawet złemu wrogowi tego nie zycze:(za co nas takie cos spotkało ??!!! wszyscy staraja sie jakos zyc robia to co zawsze a ja nie umiem!a jak kochana staracie sie juz o dzidziusia??wogole pracujesz czy siedzisz w domku….bo ja jak narazie siedze w domku na macierzynskim skróconym
trzymajcie sie kochane dajecie mi bardzo duże wsparcie:*:* buzaiki:*:*
Witam Was dziewczyny. Od kilku godzin czytam wasze dramaty a to dlatego ze dzisiaj cały dzień myśle o swojej istotce która odeszła jak wasze kilka lat temu!
Zaszłam w ciąże bardzo ale to bardzo wyczekiwaną- po kilku msc starań. Radość była tak wielka że nie da się opisać. W 8/9 tygodniu dowiedziałam się że mojej Perełce nie bije serduszko!!! SZOK I SZLOCH-nie było ich końca. Lekarz zaproponował szybki kontakt ze szpitalem i podanie czopka poronnego (za 3 dni było wszystkich świętych i nie chciała bym w tym okresie świątecznym dostała plamień). Po potwierdzeniu stanu przez inny lekarzy zgodziłam się. Te kilka godzin w szpitalu były dla mnie DRAMATEM nie do opisania!!! Czekanie na wizyte potwierdzającą diagnze, podanie lekarstwa poraniającego i najgorsze czekanie na krwawienie czyli wydalenie swojego maleństwa któremu towarzyszyły skurcze!!! Co szłam do ubikacji to modliłam się żebym nie krwawiła a zaraz potem żebym krwawiła i będzie po wszystkim.Kiedy było już po zabiegu przepłakałam całą noc choć cały czas był ze mną mój kochany mąż i mama. Po powrocie do domu było tylko gorzej. Jakaś depresja się do mnie dostała i złe myśli wkradały się w mój umysł!!! Po kilku tygodniąch pojawiłam się u swojego ginekologa na kontroli. I musze przyznać że jak mnie zobaczył i następnie zbadał to diagnoza była następująca \"PROSZĘ PANIĄ ZA KILKA TYGODNI MA PANI WRÓCIĆ DO MNIE W STANIE CIĘŻARNEJ :)\" Musiałam wyglądać naprawde nie ciekawie przez to co mnie dotkneło. I rzeczywiście po trzech msc po poronienu zaszłam w ciąże!!!
Ale było tak wcześnie że lekarz nie mógł jeszcze odczytać nic z usg. Prosił o cierpliwość i pokazanie się za kilka dni. I tak też zrobiłam. Po kilku dniach na usg okazało się że jestem w ciąży bliźniaczej a nie ukrywam że zawsze marzyłam o bliźniakach! RAZ A PORZĄDNIE!!!
Ale lakarz mnie uprzedził że ciąża jest tak wczesna że może jeszcze różnie być ponieważ większość kobiet w tym tygodniu ciąży nawet nie wie że jest wciąży. W 8 tyg zaczełam plamić i histerycznie płakać! Lekarz przez tel nakazał mi leżeć przez kilka dni a następnie przyjechać na kontrole.(do tego momentu nie załadał mi karty ciążowej). PZy usg usłyszałam że jestem w ciąży pojedynczej bo jedno się wchłoneło i dlatego te plamienia.
Dziś jestem matką przepięknej i zdrowej córeczki o imieniu Anika która daje mi tyle radości i miłośći że nie sposób tego opisać!!!!!
Cierpie po stracie tamtych 2 Aniołków i zawsze o nich pamiętam i mysle jak by to było ale w takim momencie myśle też że gdybym nie poroniła nie miałam bym napewno Aniczki!!!!
Dziewczyny trzymajcie sie mocno i podpowiem że mi pomogła duzo dojść do siebie kolejna szybka ciąża!!! Nie ukrywam że każda wizyta była dla mnie jak skazanie ale było warto! Dziś Aniczka ma 5 lat a my czasami z mężem myślimy o drugim dzieciątku. Może Bóg da żeby wszystko było wporządku! Pozdrawiam was serdecznie! Niunia
Zapomniałam jeszce napisać że kiedy dostałam plamień i lekarz kazała mi leżec to akurat zbieglo sie to z 1 rocznica smierci papieza JP II i jak nigdy choc jestem katoliczką nie doznałam takiego pragnienia zeby isc do koscioła sie pomodlic do niego. (po slubie bylismy z mezem na błogosławieństwie młodych par w Watykanie ktore dawał nam sam JP II i wtedy odkryłam ze jest/ był on wielki. Po wielkiej awanturze w domu udało mi sie przekonac bliskich ze ja nie moge lerzec ja musze isc do koscioła na 21.37 a była to sobota. I poszłam w raz z mężem i rodzicami i modliłam sie z całych sił aby pozwolił zebym donosiła i urodziła śliczną coreczke/nie ukrywałam ze moim marzeniem jest nosić i urodzic córke. Imie już mialam wybrane od dawna. Módlcie sie do JP II on ma wielką moc!!!!!
Witajcie ![]()
Niunia, dzięki za tak pozytywny akcent w naszych dyskusjach;)
Rzeczywiście JP II był wielkim człowiekiem; z mężem znamy dwie pary, które za jego wstawiennictwem doświadczają daru rodzicielstwa; czasem zaufanie Sile Wyższej, choć jest to trudne w obliczu bólu, daje siłę do powstania, do rozpoczynania każdego dnia… Tejże siły Wam wszystkim życzę ![]()
kolejny dzien minał a mi jest srasznie zle:( smutno mam takiego doła !!!! NIUNIA bardzo sie ciesze ze masz córeczke zdrowa po takich przejsciach….:)mam nadzieje ze ja bede szczsliwa mama
w sumie jestem mama juz ….ale nie moge nawet mojej kruszynki przytulisc :(:( nigdy nie uslysze od Amelki Kocham cie mamo
staram sie jakos zyc ale nie jest to proste z reszta wy wiecie kochane…..IRULA dziekuje i tez CI życze siły :*:* zadaje sobie pytanie czy ja jeszcze bede szczesliwa???:(:( pozdrawiam Wszystkie dziewczyny:*PATKA a co tam kochana u Ciebie???jak sobie radzisz????
Witajcie ![]()
Ostatnia załamka powoli mi mija, jeszcze czasem złość przeplata się z łzami, ale ogólnie jest lepiej. Mam nadzieję, że i do Waszej codzienności czasem wkradają się płomyki słońca. Ściskam ![]()
Hejka dziewczyny:* dzis mam starszny dzien wstalam i od rana płacze:(:( nie wiem tak mi jest zle…..:( tak tesknie za moja corcia:( dzis ide do lekarza z wynikami ciekawe czy cos odczyta …..licze na to ze tak bo jak nie to bede miala tylko w glowie skoro moja Amelcia byla zdrowa to co sie stalo??????????????!!!!!!!!!!!! chcialabym byc szczesliwa:( czy to tak duzo miec rodzine:(trzymajcie sie kochanee:*:*
Kasiu tulę Cię z całych sił!!!! Nie pocieszam bo nie pocieszę
I będziesz szczęśliwa, wszystkie będziemy, i przyjdzie taki dzień gdy będziemy tulić do serca ziemskie rodzeństwo naszych aniołków. One się postarają żeby następnym razem wszystko się dobrze zakończyło.
Kochana co tam lekarz powiedział? Czekam na jakieś wiadomości i kochanie 3 maj się mocno :*
hejka nie pisalam bo nie mialam sily:(:( bylam u lekarza i nic sie kuzwa nie dowidzialam ………. nie znam przyczyny wiem ze byla Amelka zdrowa ale co dalej??????:(:(:( nawet mnie nie zbadal a minelo 6 tyg. powiedzial ze3 nie ma potrzeby hyyyy w marcu wysle mnie i narzyczonego na badania genetyczne nie wiem czemu dopiero w marcu:/ nie bede tyle czekac wiec ide prywatnie do Pani Ginekolog moze ona mi pomoze
naprowadzi na odpowiednia droge bo ja nie wiem co dalej:(:( kazal mi nie zachodzic w ciaze przez pól roku , rok czasu ale jeszcze jak pojde prywatnie to sie zapytam czy trezba tyle czekac :(:( skoro Amelka byla zdrowa…..mam do Was pytanie czy umialyscie po pierwszej miesiaczce odroznic dni plodne OWULACJE?? bo z moich ustalen mialam miesiaczke 19 stycznia do 26 stycznia i jakos nie zauwazylam zebym miala jakis sluz :/ nie wiem moze za bardzo panikuje bo juz czarne mysli8 mam …………:(:( wczoraj bylam u coreczki na cmentarzu ….troszke lezej mi na serduszku ale to jest chwilowe zaraz zamienia sie w PŁACZ
wczoraj kolezanke widzialam ona szósty miesiac to tak boli jak sie patrze ze ja bym miala jeszce wiekszy o wiele brzuszek i na dniach bym rodzila:(:(:( ajjjj odpiszcie kochane pozdrawiam wszystkie mamy…..:*:*:* A sluchajcie a wy kiedy zaczynacie starania o rodzenstwo dla swoich aniołkow??:( papapa
Kasia, jeśli tylko masz taką możliwość to pójdź ze wszystkimi badaniami i wynikami do jeszcze jednego ginekologa;popytaj wśród znajomych, może ktoś poleci Tobie kogoś rzetelnego i wartego zaufania.
Nasze starania trwają, jednak czy będą skuteczne to czas pokaże ![]()
Ostatnio stwierdziłam, że nie warto walczyć z przeznaczeniem a wręcz przeciwnie lepiej dać ponieść się fali wydarzeń i zaufać Bogu, losowi (zgodnie z własnymi przekonaniami). Niech się dzieje… Zauważyłam, że wydarzenia ostatnich miesięcy,począwszy od starań o potomstwo, poprzez wizyty u lekarzy a skończywszy na przykrym doświadczeniu poronienia, były niczym kurtyna oddzielającą nas od świata, jego uroków. Nie wiem na jak długo udało mi się przekalkulować myślenie, jednak na tę chwilę trwa we mnie przekonanie o pięknie życia nawet jeśli czasem jego urok przesłaniają chmury; zakładam, że owe zachmurzenie minie; na pewno będzie wracało, bo przecież niże i wyże wzajemnie przeplatają minuty naszego życia.
Patka, jak będziesz miała chwilę, daj znać co u Ciebie?
Ściskam Was Wszystkie
Dzisiaj mija 2 miesiące od odejścia mojego aniołka ![]()



(śr.3.67 z 9 ocen)


