Wyjątkowy prezent dla przyszłej mamy

Poronienie, czyli strata dziecka…

Wpisane 22:00, 13 październik 2008 przez Kasia

Z powodu nadchodzącego Dnia Dziecka Nienarodzonego (15.10) postanowiłam napisać notkę o poronieniu. “W Polsce co roku spotyka ono ok. 40 000 kobiet - niezależnie od ich wieku, stanu zdrowia oraz dbałości o siebie i dziecko.” 1

Poronienie z punktu widzenia medycyny, jest wydaleniem martwego płodu ważącego mniej niż 500 gram przed 22 tygodniem ciąży.

Dla tych wszystkich kobiet, które straciły dziecko 15.10 jest dniem wyjątkowym.

Są różne rodzaje poronienia i różne jego objawy. O jakich najczęstszych objawach poronienia warto powiedzieć?

- Krwawienie lub plamienie z dróg rodnych. Mówi się, że w 30-50% przypadków - plamienie w pierwszym trymestrze nie zagraża ciąży. Natomiast powinno się taki objaw skonsultować z lekarzem;

- We wczesnej ciąży wystąpienie skurczów, które mogą objawić się pobolewaniem  w okolicy podbrzusza i okolicy krzyżowej.  Powinnaś skonsultować to z lekarzem;

- Występuje silne krwawienie! Powinnaś pojechać do szpitala;

- Odpłynięcie płynu owodniowego. Powinnaś pojechać do szpitala.

Te objawy zależą od wieku ciąży i rodzaju poronienia.

Jeżeli nie da się uratować rozwijającego maluszka, to jama macicy zostaje wyłyżeczkowana. Jest to nieprzyjemny zabieg, w którym lekarz opróżnia macicę z pozostałości po płodzie. A następnie część wyłyżeczkowanego materiału idzie do badania histopatologicznego. Po 2 tygodniach otrzymujemy wynik badania umożliwiającego poznanie przyczyn poronienia.

Po poronieniu kobieta ma prawo do przeżywania żałoby. Do opłakiwania nawet kilku tygodniowego dziecka. Tak, naprawdę, żeby pogodzić się ze stratą kobieta powinna przejść etapy żałoby. Zostały one opisane w psychologi przez Kubler-Ross.

Etapy żałoby nie muszą wystąpić w wymienionej poniżej kolejności. Ważne, żeby każdy etap został “przeżyty”, wtedy będzie można mówić o pogodzeniu się ze stratą.

1) Zaprzeczenie

2) Gniew

3) Poszukiwanie znaczenia / Nadawanie sensu

4) Depresja

5) Pogodzenie się ze stratą

Nie powinno się zapominać, że tata również ma prawo do przeżywania żałoby…

Kobietom łatwiej jest pogodzić się ze stratą, kiedy:
- Miały możliwość pożegnać się ze swoim dzieckiem;
- Jeżeli chciały, to mogły pochować swoje nie narodzone dziecko;
- Zatrzymały sobie na pamiątkę zdjęcie USG;

W trakcie każdej ciąży rozwija się nowe życie. Utracone dziecko nie pojawi się w kolejnej ciąży.
Kobiety, które straciły swoje dzieci noszą je w sercach i są one dla nich wyjątkowe.
Być może wiesz, że koleżanka poroniła… Ale nie rozmawiałyście o tym… To jest w Polsce wciąż temat tabu… Aktywnie działające Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu stara się przełamać je. Zaczynając walczyć o prawa pacjentek. Np. Żeby nie leży po zabiegu z kobietami, które oczekują narodzin dziecka… i nie tylko… Teraz realizują projekt “Ronić po ludzku”. Strona Stowarzyszenia:  http://www.poronienie.pl

Wszystkim mamom, które straciły swoje dzieci składam wyrazy współczucia.
__________

1 http://poronienie.pl/index.html

Wpisane w Ciąża
Oceń 1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (śr.2.6 z 5 ocen)
Loading ... Loading ...

Wpisy o podobnej tematyce:

Komentarze

dorota dnia 25 październik 2008 o 19:22 #

Witam wszystkich.Nie mogę dojść do siebie po poronieniu. Miało to miejsce w Wigilie 2007, był to 21 tydzień ciąży, był chłopiec.Partner odszedł, a wskutek tych traumatycznych przeżyć zapadłam w depresję(biorę leki, chodzę na psychoterapię). Brak mi wiary w siebie, mimo to podjęłam pracę na1/2 etatu, żadne pieniądze, ale pomyślałam,że przełamię strach przed życiem i ludżmi.Moje życie stało się walką o każdy dzień, jak go przeżyć brak mi pomysłu.Potrzebuję pomocy, bo mam dla kogo żyć mam syna.


iza dnia 30 październik 2008 o 14:32 #

1.10.2008. straciłam ciążę…w 28 tygodniu. To był synek. Zabrakło nam niespełna 3 miesięcy, aby wszystko skończyło się szczęśliwie. Niestety kilkakrotnie zawinął się w pępowinę…Mój Aniołek. Mam żal do losu…bo to, co miało Mu dać życie, odebrało Mu je. Gdyby nie mój mąż i 4-letni synek,nie dałabym rady. Dla nich tylko żyję. Za dwa dni Wszystkich Świętych… jak mam stanąć nad grobem własnego dzieciątka? Nie tak miało być…


Kasia dnia 31 październik 2008 o 13:06 #

Witam Pani Doroto,

Bardzo mi przykro z powodu straty dziecka. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.
Myślę, że jest już postęp w terapii skoro zdecydowała się Pani na pracę. Być może pomogłoby Pani spotkanie z rodzicami po stracie lub inna forma pomocy.

Tu są podane adresy gdzie można otrzymać pomoc:
http://www.dlaczego.org.pl/d/index.php?option=com_bookmarks&Itemid=60
lub grupy wsparcia:
http://poronienie.pl/grupy_wsparcia.html

Pozdrawiam serdecznie,
Kasia


Kasia dnia 31 październik 2008 o 13:13 #

Witam Pani Izo,

Bardzo mi przykro z powodu straty dziecka. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.
Być może warto pójść na spotkania rodziców po stracie, do grupy wsparcia:
http://poronienie.pl/grupy_wsparcia.html

Śmierć zabiera nam bliską osobę i trudno się z tym pogodzić. Natomiast 1.11 pokazujemy zapalając znicz, że pamiętamy o tych osobach, które odeszły. Myślę, że jest to ważne dla nas i dla nich, także dla Pani i Pani Aniołka.

Pozdrawiam serdecznie,
Kasia


kasiaM dnia 10 listopad 2008 o 14:55 #

mam 21 lat 3 lata temu zaszlam w pierwsza ciaze, nie cieszac sie nia dlugo bo zaledwie 4-5 tygodni w tym okresie nastapilo poronienie, trudno powiedziec co bylo tego przyczyna. minely 3 lata a ja nadal sie zastanawiam czy to chlopiec czy dziewczynka, jak by wygladalo,ile by mi radosci sprawilo. teraz zaszlam w druga ciaze i w 5 tygodniu ciazy mialam poronienie zagrozone nie wiem co bym zrobila tracac to dziecko, jest dla nie calym swiatem. nigdy nie zapomne o pierwszym dziecku i bede bardzo uwarzac zeby z drugim bylo wszystko wporzadku. nie powinnysmy sie poddawac, tylko walczyc o zyccie i pozniej zdrowie tego malego czlowieczka zyjacego pod naszym serduszkiem.


justyna dnia 18 listopad 2008 o 11:48 #

13 listopada dowiedzialam sie,ze mojemu dzidziusiowi nie bije serduszko. Czulam sie dobrze, poprostu mialam umowiona wizyte, a kiedy lekarz zrobil mi usg stracilam chec do zycia. Nie moglam w to uwierzyc, poszlam do drugiego lekarza ,ale niestety diagnoza sie potwierdzial. Moj Aniolek mial 8 tydodni. Teraz juz Go nie ma we mnie, ale nigdy Go nie zapomnimy z mezem. Boje sie ze sobie nie poradze z tym wszystkim.


Paulina dnia 4 grudzień 2008 o 08:19 #

Rok temu zaszłam w ciąże. Nie do końca wierzyłam, że uda się to tak szybko, poza tym miałam bardzo trudną sytuację rodzinną, a do tego przeprowadzałam się i chorowałam na ostre zapalenie pęcherza. Do ginekologa długo nie mogłam trafić, bo przyjezdna nie znałam wszystkich darmowych lekarzy, a ci których znałam dawali mi do czekania ponad 2 miesiące. Trafiłam w końcu na prywatną wizytę w 12 tygodniu ciąży. Szłam na badanie zastanawiając się czy to nie będą bliźniaki… jakież przykre zdziwienie było, gdy okazało się, że mój płód nie żyje już od 6 tygodnia! tego się nie spodziewałam :( Owszem bolał mnie brzuch, miałam bardzo mocne skurcze, ale rosły mi piersi i miałam mdłości :(
Teraz po roku zaszłam znowu w ciąże. Jestem w 7 tygodniu i wczorajsze USG wykazało, że jest wszystko dobrze. Jednak cały czas pozostaje ogromny lęk przed powtórką…
złe jest bardzo to, że rzeczywiście jest to temat TABU, że nie miałam za bardzo o tym z kim porozmawiać,a w szpitalu traktowano to jak zwykły zabieg… złe jest, że ludzie umniejszają rolę Dziecka, które ma dopiero 6 tygodni i udają, że nic się nie stało tylko dlatego, że nie było go jeszcze na zewnątrz mamy… bardzo źle…


kasik dnia 28 grudzień 2008 o 21:39 #

Dopiero wczoraj wróciłam ze szpitala. O ciąży dowiedzieliśmy się z mężem dokładnie 16 grudnia w moje urodziny, rodzinie powiedzieliśmy w Wigilię a już II dnia świąt zaczęłam krwawić i wylądowałam na ginekologi! Pani doktor powiedziała - musimy wyczyścić te pozostałości!!! To było bardzo delikatne z jej strony!
Nie wiem co czuję - w sumie nic bo staram się nie myśleć a tych “pocieszeń” w stylu “jesteś młoda, będziesz miała następne lub nie zdążyłaś dzidzi zobaczyć ” mam dość!!!
A może ja chciałam właśnię tą dzidzię??? A właśnie zdążyłam pokochać!! Szkoda, że oni wszyscy nie rozumieją….


evelin dnia 4 styczeń 2009 o 19:35 #

Witam !!!
Ja Was rozumiem dziewczyny bez zadnych watpliwosci wiem co to jest stracic ukochane dziecko ja stracilam coreczke 3 mies temu a zyla zaledwie 2 godz y nie umiem sie z tym pogodzic w dalszym ciagu … znow zaszlam w ciaze y bardzo boje sie ze sytuacja moze sie powtorzyc ale rowniez mam nadzieje ze bedzie wszystko dobrze chociaz jest to bardzo krotki czas :(
y powiem Wam ze nikt nie zrozumie matki ktora stracila dziecko a lekarze zawsze beda traktowac noworotka zmarlego lub plod jak zabawke y taka jest prawda …okropne


Kasia dnia 5 styczeń 2009 o 10:32 #

Witam Pani Evelin,

Bardzo Pani współczuję z powodu straty Pani ukochane dziecka.

Mam nadzieję, że coraz rzadziej zdarza się, że personel medyczny zachowuje się nieodpowiednio w przypadku straty dziecka.

Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu bardzo aktywnie działa, żeby uwrażliwić personel medyczny na aspekt poronienia i przekazać im jak powinni zachowywać się w takiej sytuacji. A także mówi o tym, co pacjentka w tym momencie czuje.


Wiktoria dnia 28 styczeń 2009 o 23:31 #

Witam!!!
Niestety dziś i ten problem dotknął i mnie.Właśnie dziś dowiedziałam się,że moje dzieciątko się nie rozwija,jestem w 9 tyg.ciąży i nadal to do mnie nie dochodzi,że to na co czekałam tyle czasu prysneło jak bańka mydlana,nasze wspólne marzenia.Boję się co dalej będzie,narazie wystąpiły plamienia,lekarz proponował zabieg łyżeczkowania,ale na samą myśl robi mi się nie dobrze.Dlatego postanowiłam czekać,aż dojdzie do poronienia bo niestety nie ma juz nadzieji od ostatniej wizyty u ginekologa moja dzidzia się nie rozwineła:( I nie ma już szans,boję się czy poradzimy sobie z tym wszystkim bo jak narazie ciagle mam wrazenie,że to zły sen,ale jak jutro się obudzę… to pewnie to do mnie dotrze!!!


Joanna dnia 10 luty 2009 o 12:23 #

Przeszłam dokładnie to samo co ty Wiktorio dwa miesiące temu.Od ponad roku starałam się zajść w ciążę bez rezultatu.Udało się po operacji udrożnienia jajowodów i nie jestem w stanie opisać jak bardzo cieszyłam się na tę wiadomość.Niestety w 8tyg.mój lekarz powiedział,że ciąża się nie rozwija i dał mi możliwość poczekania ok. tygodnia na samoistne poronienie.Niestety po tygodniu znalazłam się w szpitalu i czekałam na wywołanie poronienia.Najgorsze było oczekiwanie,zabieg został wykonany pod narkozą i dwa dni pożniej byłam już w domu.Nie pamiętam jak przebrnełam przez święta i nowy rok,ale dziś już dopuszczam tę myśl,że może za kilka miesięcy odważę się po raz kolejny na ciąże.


EDITA dnia 12 marzec 2009 o 19:53 #

Tez straciłam WIELKI SKARB. Bardzo sie cieszyłam, jak odkryłam, że jestem w ciąży. Jest to moje najgorętsze pragnienie. Po zrobieniu testu ciążowego byłam w wielkiej euforii. Niestety na drugi dzień dostałam plamienia brunatne. W tym samym dniu poszłam do pani ginekolog. W sumie była to moja pierwsza wizyta. P. doktor przepisała mi lekarstwa: NOSPA, LUTEINA 50. I zaleciła by leżec w łóżku. Tak wiec zrobiłam. Ale niestety nie czułam sie dobrze. Tydzień później miałam juz skrzep i zadzwoniłam do p. doktor. P. doktor kazała mi przyjśc za dwa dni. W dniu wizyty dostałam bólu w nadbrzuszu, a potem silne krwawienie. Jak sie okazalo poronilam. Jest to dla mnie i mojego meza wielka strata. Ale wierze, że urodze jeszcze dziecko. Prosze Was KOCHANI o modlitwe w intencji mojego dzieciątka.


Ryba dnia 28 marzec 2009 o 00:18 #

26 lipca 2008r. zrobilam test ciążowy i okazalo się że jestem w ciąży ale kreseczka na teście byla bardo slaba, mimo to bardzo cieszyliśmy sie z mężem że w końcu będziemy mieć dzidziusia . Radaość trwala bardzo krótko po dwóch dniach zaczęlam plamić i pobolewal mnie brzuch więc zadzwonilam do lekarza - diagnoza “brak pęcheżyka plodowego, podejżenie ciąży pozamacicznej ” SZOK !!!
31 lipca trafilam do szpitala bo plamienie nasililo się. A tam badania, co drugi dzień wyniki beta HCG i szukanie pęcherzyka.
06 sierpnia - odpust w naszej parafi “Przemienienia Pańskiego” i nadzieja że może Bóg się ulituje i zdaży sie cud i wszystko będzie dobrze z naszym dzidziusiem. Idę na badanie USG i sluszę “jest pani w ciąży wewnątrz macicznej” i wielka radość , myślalam że zdażyl sie cud, że Bóg nas wysluchal. Mąż tak bardzo się cieszyl.
Nastepne badanie USG - diagnoza “brak plodu” i znowu lzy polaly się strumieniem. Mój lekarz już przygotowuje mnie i mojego męża do podjęcia decyzji na wykonanie zabiegu. W końcu beta HCG zaczęo spadać co oznaczalo że nasz Skarb nie żyje :(
13 sierpnia - jestem przygotowywana do zabiegu podano mi tabletkę bo organizm sam nie zareagowal, pewnie dlatego że wmówilam sobie że będzie dobrze. Po dwóch godzinach dostalam strasznych bóli , podano mi narkozę i wykonano zabieg. Przez caly czas byl przy mnie mój mąż, przeżywal tragedie razem ze mną. KONIEC NADZIEJI, RADOŚCI POZOSTALA TYLKO WIELKA PUSTKA, TĘSKNOTA I OGROMNY ŻAL .
Nie potrafię pogodzić sie ze stratą naszego dzidziusia, ciągle chce mi się plakać .Wczoraj naszlam mojego męż jak aż zanosil sie placzem on też nie może sie z tym pogodzić . Gdyby bylo wszystko dobrze nasz Aniolek może już bylby na tym świecie i w trójkę bylibyśmy bardzo szczęśliwi … a my nadal jesteśmy sami ….
My sie chyba nigdy nie pogodzimy ze stratą naszego Aniolka :(


ninka55 dnia 9 kwiecień 2009 o 12:29 #

Och…jak to bardzo moze bolec…bylam w 4-5 tyg ciazy.nie przypuszczalam ze akurat nosze w sobie dzidzie.zrobilam test- pozytywny, lecz kreseczka T byla slabsza.bardzo z moim mezczyzna sie ucieszylismy ze bedziemy mieli malenstwo.test wykonalam 31 marca poniewaz spoznial mi sie okres dwa tyg i czulam taka rewolucje w moim organizmie ktorej nigdy wczesniej nie zaznalam.bylam w ciazy…tak wyszlo na tescie…ale zaraz dostalam krwawienia i bolu brzucha.wiedzialam ze na pewno nosze w sobie skarbusia bo te krwawienie tak bardzo roznilo sie od tego menstruacyjnego.okres mam dosc obfity a brzuch boli niemilosiernie.tym razem obiawy by jakby zlagodzone.szukalam pomocy.wiedzialam ze moja siostra bedac w ciazy miala krwawienia przez pierwsze 3 mies w czasie gdy wypadala jej miesiaczka.pocieszala mnie mowila zebym sie nie zamartwiala lecz wybrala do lekarza bo ona miala tak samo i mimo to urodzila dwojke zdrowych dzieci.bylam zestresowana ale nie dopuszczalam do siebie najgorszych mysli.przespalam tak noc.drugiego dnia obudzilam sie we krwi i wylatywaly ze mnie skrzepy jakby czastki tkanek.w okres tez wydalam takie czastki bo wiadomo ze ”zluszcza” sie ta blona sluzowa macicy itd ale w mniejszych ilosciach.jednak juz wiedzialam ze to nie jest prawidlowe.krwi bylo bardzo duzo a brzuch juz prawie nie bolal.i przyszlo najgorsze, zaczelam plakac w ramionach mojego mezczyzny.przechodzilam tak dzien jednak nastepnego zglosilam sie dopiero do szpitala.lekarz zaczal miec do mnie pretensje ze chcialam poronic a ja tlumaczylam ze nie jestem doswiadczona bo to moja pierwsza ciaza i moja siostra tez krwawila a ma dwojke dzieci.bylam na lekach podtrzymujacych ciaze jednak usg zrobili mi dopiero po kilku dniach( trafilam tam w czwartek 1 kwietnia a w niedziele zrobili mi dopiero usg) dzieki interwencji mojej mamy ktora sama jest pielegniarka.na usg wyszlo ze jednak doszlo do poronienia:( zostal tylko maly nierownomierny pecherzyk z ktorego dziecko juz nie mialo szans sie rozwinac:( bylam zalamana cala noc przeplakalam.bylam sama na sali…nastepnego dnia zrobili mi kolejne usg by potwierdzic diagnoze.zdolowalam sie jeszcze bardziej.pomyslalam ze mojego aniolka juz nie ma pod moim serduszkiem.nikomu nie zycze bolu matki ktora traci dziecko przy silnie rozwinietym instynkcie macierzynskim.we wtorek mialam zabieg.pytali czy chce zabrac pozostalosci po dzidzi do pochowku.podpisalam oswiadczenie ze nie…i wiem ze przyjda chwile iz bede zalowala ale przyjda tez takie ze pomysle ze dobrze zrobilam tym bardziej ze to juz nie byla dzidzia.nie chce juz do tego wracac…choc i tak nigdy nie zapomne swojego dzieciataka.dopiero sie dowiedzialam a juz je stracilam.teraz juz wiem co znaczy milosc matki do swojego dziecka.jest silniejsza jak milosc do swojego faceta.wiem, duzo osob mowi ze tak musialo byc ze we wczesnej ciazy nawet leki nie sa w stanie zapobiec poronieniu.jednak ja nigdy sie z tym nie pogodze!moja dzidzia ma na imie Aniolek i jest juz u Bozi…niech ona bedzie dla niego lepsza matka niz ja sie okazalam…gdybym chociaz wiedziala wczesniej…dala mi tyle radosci co jeszcze nikt nie byl w stanie mi dac…choc przez chwile…
ciagle modle sie za mojego Aniolka.moze brakowalo mi wlasnie Aniola stroza i teraz go mam!ale to niesprawiedliwe ze jedni maja szanse by zyc a drudzy nie. Bog daje zycie i sam je odbiera.jedno jest pewne ze i tak wszyscy sie tam znajdziemy… Aniolku mama bardzo cie kocha i choc nie miala szansy cie przytulic,od kad czula ze cie ma glaskala cie przez brzuszek i ciagle powtarzala : KOCHAM CIE! i nadal bede tak mowic.nie musisz sie o to martwic. NIECH DOBRY BOG ZA REKE CIE PROWADZI! A ZLY SEN NIGDY CIE JUZ NIE OBUDZI!!! KOCHAM CIE NAJBARDZIEJ NA SWIECIE!!! PAMIETAJ O TYM!
wszystkim mamom ktore stracily dzieciatko lub sie go spodziwaja jak i zarowno sobie zycze duzo milosci cierpliwosci i wiary.bo wiara czyni cuda!a dziecko jest najwiekszym cudem na swecie i nie ma porownania!sa to bohaterzy naszego zycia, cialem male jednak duchem wielkie!


edyta1267 dnia 14 kwiecień 2009 o 07:26 #

Ja tez niestety nie cieszyłam sie długo z tego, że znowu zostanę mamą. Po prawie 7 latach starań o drugie dzieciatko udało sie. Bylismy tak szczęśliwi, 16 stycznia zrobiłam test a dokładnie miesiąc później dowiedziałam sie, że moje dziecko niestety nie rozwija sie. Był to tak ogromny szok i tak wielki cios dla nas. Najgorsze jest to, że ja cały czas nie umiem pogodzić sie z tą ogromna stratą. Mam jednego Synka i dwa Aniołki. Mam tylko nadzieje że jeszcze nam sie uda, że moje dwa skarbusie uproszą u Boga dla swojego braciszka rodzeństwo. Kocham je bardzo i nigdy nie przestanę są to obok Mateuszka moje dwa najwieksze Skarby. Mam tylko nadzieje, że w niebie spotkały swojego dziadzia i nie są samotne bo on sie nimi opiekuje i razem czuwają nad nami.


kati71 dnia 15 kwiecień 2009 o 20:18 #

kochane ,wiem jak to boli.byłam w 19 tyg. ciąży i to była moja 3 ciąża. dwaj synowie lat 17 i 13 czekali na to dzieciątko a ja i mąż oszaleliśmy z radości! dlaczego tak się stało, dlaczego…… pilnowałam wizyt u lekarza, brałam witaminy, byłam na bad. prenatalnych, dobrze się czułam… dlaczego to tak boli? dostaliśmy na tak krótko naszego aniołka, ale to były najpiękniejsze tygodnie. widziałam na usg jak się porusza, obraca a teraz pustka. najtrudniejsza rozmowa to ta z synami,że nie ma już dzieciątka, ze odeszło do nieba.myślałam że jestem twarda, ale moje serce posypało się całkowicie, w pył….życzę nam wszystkim dużo sił.


ona dnia 27 maj 2009 o 14:39 #

minelo 14 dni od zabiegu… to byla moja 4 ciaza, wyczekiwana, wymodlona, wyteskniona, wymarzona…. radosc nie trwala dlugo…..
po kilku dniach od zrobienia testu poszlam do lekarza na potwierdzenie ze jestem w ciąży, z nadzieją ze wszystko bedzie ok. na usg lekarz nie stwierdzil nieprawidlowosci, napisal tylko w opisie ze w przypadku wystapienia plamienia lub krwawienia natychmiast zglosic sie do szpitala…. niestety nie sadzilam ze to cos oznacza, ze to jest sygnal do tego bym sie zaczela niepokoic tym bardziej ze powiedzial ze wszystko jest ok… czemu lekarze nie potrafią powiedziec kobiecie ze jest cos co go niepokoi, ze dzieje sie cos nie tak?
w nocy po badaniu dostalam krwotoku, stawilam sie w szpitalu, gdzie polozyli mnie na oddziale gin. nikt nic nie mowil…. po kilku dniach stwierdzono ze plod sie nie rozwija, ze beta HCG spadlo i ze trzeba zrobic zabieg….
w jakim kraju zyjemy? nikogo nie obchodzi stan psychiczny kobiety po stracie, nikt sie nie zainteresuje jak pomoc kobiecie by umiala wrocic do normalnego zycia…. zeby pomyslec o kolejnej próbie…. po takich doswiadczeniach stracilam jakąkolwiek nadzieje :(


natalia dnia 27 maj 2009 o 15:27 #

witajcie!!
ja tez poronilam w piatek…
10 maja zrobilam test wyszedl pozytywnie…bardzo sie ucieszylam,od razu zadzwonilamdo mojego lekarza by umowic sie na wiazyte. Umówil mnie na 22 maja
natomiast 21 maja zaczelam krwawic troszke ale kolezanki mi mowily ze to normalne wiec bytnio sie tym nie przejelam,
22 maj bardziej krwawilam ale mialm wizyte wiec lekrz mi wszstko powie
kiedy nadeszla godz 20-15 moje zycie stracilo sens okazaklo sei ze to poronienie:(
myslalam moze test sie pomylil i miesiaczka przyszla po 7 tyg…
dostalam skierowanie do szpitala tam rowniez zbadali mnie i powiedzieli ze to poronienie w nocy z dnia 22 na 23 maja mialam łyżeczkowanie:((
teraz jest 27 maj a ja nadal nie godze sie z ta mysla ze nie mam juz 8 tyg dziecka w sobie,tak bardzo juz go pokochalismy a teraz juz go nie ma:(
naj trudniej kochac jest kogos kogo juz nigdy nie ujzymy,po nocach wogole nie moge spac caly czas mysle czy to by byl chlopczyk czy dziewczyna jaki kolor oczu by mialo do kogo bylo by podobne:(
nikomu nie zycze takich ogromnych strat jak utrata takiego malego aniołka:(


marzena dnia 10 czerwiec 2009 o 18:37 #

witajcie dziewczyny. ja miałam całkiem podobna sytuacje. tyle ze donosilam ciaze do samego konca tyle ze nie byla ta ciaza taka jak powinna byc. moje dzieciatko do samego konca zylo ale niestety wogole nie rosło. przez całą ciaze czekalismy na nasz pierwszy w zyciu skarb ale niestety nasze malenstwo odeszlo od nas 30 marca 2009 roku miało potworne wady. bezczaszkowie, czyli brak pokrywy czaszki, rozczep kregosłupa, zniekształcony brzuszek i nózki, te wiadomości to wyroki do dzisiaj sie z tym nie godze chociaz mam ogromne oparcie, ale nikt nie jest w stanie oddac mi mojego syneczka, mojego najwiekszego skarbu. moje dzieciątko jest juz u Boga, teraz bedzie juz rosło, wiodło beztroskie Zycie, az kiedys znow sie spotkamy i opowiemy sobie jak to było gdy dzieliła nas tęcza, pamiętajcie dzieli nas tylko czas przyjdzie taki dzien w którym znow sie spotkamy i bedziemy miały okazje aby przytulic nasze Aniołki. to wszystko jest takie nie sprawiedliwe, Bog nam dał pociechy i zabrał ale jestem pewna że kiedyś nam to wytłumaczy musimy tylko być cierpliwi. Bog kocha nasze skarby tak samo jak my dlatego myslmy o ich stracie jak o czyms lepszym dla naszego malenstwa, Bog tez traktuje Je jak swoje dzieciatka i z pewnoscia sa otoczeni opieką, a my mamy swoich Aniołow stróżow. pamiętajcie!!! nasze maluszki zyja w naszych sercach i nigdy o nich nie zapomniemy, to one sa czescia naszego zycia i zawsze będa najważniejsi w naszych zyciach. pozdrawiam gorąco


xxxxxxxx dnia 25 czerwiec 2009 o 19:06 #

Ja tez stracilam mojego Anoilka po 9 dniach od momentu jak sie dowiedzialam ze jestem w ciazy (ok 4tyd)…..jest to tak ogromy bol…nie do opisania…jest to moja pierwsza ciaza….wylewam morze lez….nie przypuszczalam ze to tak przezyje…..jest to koszmar z ktorego nie moge sie obudzic….Boze pomoz….


Konjo17 dnia 6 lipiec 2009 o 16:10 #

Witajcie… ja straciłam swoje dzieciątko w 7 tyg ciąży dokładnie 3 lipca, teraz leżę w domu i probuję dojść do siebie ale nie jest to łatwe. Roniłam od poniedziałku aż w końcu w piątek po skurczach, które były nie do wytrzymania trafiłam do szpitala. Życie stanęło mi przed oczami…Teraz przechodzę chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Muszę coś zrobić bo zwariuję. Na szczęście mam ogromne oparcie w mężu…choć strasznie się boję za 3 miesiące chcę znów sprobować.
Pozdrawiam ciepło!


ANa dnia 13 lipiec 2009 o 18:35 #

Nasze dzieciątko straciliśmy 26 maja w dzień matki.Nic nie wskazywało na taką tragedie, ale gdy jechałam na wizyte coś mi mówiło że w drodze do domu bedę płakać.Na USG wyszło że nasze dzieciątko wygląda na 5 tygodniowe bez bijącego serduszka zamiast 8 tygodniowego.Lekarka dała nam nadzieje że może później zaszłam w ciąże, kazała przyjść za tydzień.Lecz ja wiedziałam że jest źle, płakałam cała droge nie wiem jak dałam rade prowadzić samochód.na kolejne USG pojechałam z mężem, niestety zarodek prawie już się wchłoną już maleństwa nie było, dostałam skierowanie do szpitala na zabieg. jak wyszłam z przychodni zaczełam ryczeć w ramionach męża widziałam jak ludzie ogladaja się za nami na ulicy. Następnego dnia szpital kolejne badanie, potwierdzenie diagnozy, wybór czekanie na samoistne poronienie czy wywołanie i łyzeczkowanie, nie miałam sił czkać chciałam jak najszybciej dojśc do siebie i starać sie o kolejny cud.Założyli żel dostałam bóli, narkoza łyżeczkowanie, na drugi dzien do domu.Ból fizyczny miną ale ciągle wracam do tego dnia matki i do mojego Aniołka.


Alicja dnia 31 lipiec 2009 o 09:46 #

Witam styczeń 2009r na wiadomość wyjazdu do Hiszpanii cieszyłam się ogromnie wyjazd z Polski w 25 marcu do tego czasu denerwowałam się a z powodu braku miesiączki myślałam że od tego zdenerwowania nie wiedziałam czy iść do ginekologa stwierdziłam, że pójde i ukazuje się że jestem w ciąży i nie pojechałam na drugi dzień miałam usg dowiadując się, że jesyem w ciąży bliźniaczej dostałam szoku gdyby nie dziewczyna mojego brata spadłabym ze schodów, bo słabo mi się zrobiło, tak bardzo się cieszyłam że zostanę podwójną mamą. Chłopak dowiadując się o ciąży bliźniaczej cieszył się wraz ze mną. Nieraz miałam dosyc tych mdłości i wymiotów że nawet po kilka razy wymiotowałam cały dzień non stop nawet gdy coś zjadłam czy coś wypiłam wszystko szło górą. Dnia 21 kwietnia pojechałam na drugie usg mówiąc lekarzowi że chudne i że mam twardy brzych to mi powiedział że nie mam się martwić. A potem 30 kwietnia wylądowałam w szpitalu z grypą żołądkową a lekarze stwierdzili, że mam salmonellę także oddzielili mnie od pacjentek. Dnia 6 maja miałam mieć ztwierdzony szew żeby utrzymać ciąże do porodu gdy poszłam na klozetke lekarz czymś mnie zdezynfekował, idąc do sali się wykąpać żeby się przygotowac to najpierw się załatwiłam i patrze leci mi kałuża niewiedziałm że mi wody płodowe odchodzą i zadzwoniłam do mamy wpadłam w panikę i powiedziała mi że mam się rozłączyć i szybko zawołać położną nacisnęłam guzik i od razu przyszły 2 położne powiedziałam co się stało wzieli mi sprawdzili i powiedziały, że wody mi odeszły. Tego samego dnia przenieśli mnie do innej sali i tam poznałam moją przyjaciółkę z którą do tej pory spotykamy się i w ten dzień jej opiwedziałam moją historię. Między 7 a 8 maja w nocy miałam skurcze. O godzinie 3 obudziłam moją przyjaciółkę, że w krzyżu mnie boli i nie może mnie przestać i także to były skurcze, położne mnie wzięły na sale porodową. Pół godziny później poprosiłam położną żeby mnie zaniosła do ubikacji bo chcę się załatwić. Wtedy położne zmieżyli mi ciśnienie i nie powiedziały mi a wtedy miałam 70 na 40, potem wysłuchali serduszka moich córeczek okazało się że postawiły sobie krzyżyk bo były zmęczone wraz ze mną. Skurcze które miałam bardziej mi się nasilały i poprosiłam położną żeby mi coś dała żeby aż tak nie bolało i tak nie dała bo się bała że będą mnie reanimować, takżę skuliłam kolana i po chwili coś poczułam i patrze że spływa mi krew a po chwili coś mi szybko wyszło wtedy położna szybko przybiegła i zadzwoniła po anastazjologa i przez słuchawke wypowidziała pierwsze poronienie więc potem wzięła mnie na klozetke gdy już usępowały skurcze błgałam położną żeby ratowała moje drugie dzieciątko a moja córeczka zatrzymała się w połowie także nie dałam rady już przeć za słaba byłam. Wokół mnie było dużo lekarzy a pielęgniarka do mnie powiedziałam a teraz pani będzię spała i pogłaskała mnie budząc się była godzina przed 6 lekarze obawiali się że nie obudzę po kilku minutach przyszła do mnie przyjaciółka ja w ryk patrze gdzie ja jestem i prosiłam żeby to nie było prawdą że już moich córeczek nie mam ;( więc później porosiłam przyjaciółkę żeby mi przyniosła telefon zadzwoniłam do chłopaka i była taka chwila że poryczałam się. Chłopak dowiadując się ode mnie że poroniłam pocieszał mnie i też płakał. Potem gdy położna miała w rękach moję dwie córeczki i poprosiłam ją żeby mi pokazała, pokazała mi zobaczyłam i pogłaskałam je. Tak że 8 maja poroniłam na wskutek że w obrębie błon płodowych miałam rozproszone nie swoiste nacieki zapalne znaczy się w moim organizmie miałam bakterie i też to powodowało że ja też mogłam odejść z tego świata ale lekarze mnie uratowali i bardzo się cieszę ale bardzo tesknie za moimi córeczkami ;( pozdrawiam…cieplutko


Lila dnia 31 lipiec 2009 o 21:40 #

Dobry wieczór.O tym, że zostanę mamą dowiedziałam się 9 czerwca 2009. Radość moja i męża, szczęście że za kilka miesięcy będziemy trzymać w ramionach nasze maleństwo. Pierwsza wizyta u lekarza, pierwsze zdjęcie USG naszej kropeczki.Dbałam o siebie bardzo, pojechaliśmy na urlop nad morze wypocząć.Jakie piękne były te nasze wakacje we troje:-)Codziennie dotykałam swojego brzuszka i czułam jak moja dzidzia się rozwija…niestety tylko w moich marzeniach…28 lipiec 2009-pojechaliśmy z mężem na wizytę. Pan doktor obejrzał moje wyniki-okaz zdrowia, zbadał mnie-też świetnie macica powiększona…No to teraz chodźmy obejrzeć jak maleństwo pomacha do nas rączkami i posłuchamy bicia jego serduszka…i niestety USG nie pokazało nic oprócz pustego jaja płodowego. Koszmar, negacja, złość, niedowierzanie-to tylko koszmar!Chcę się już obudzić!Nie wiem jak przeżyłam tę noc, gdyby nie mąż, który cały czas mnie wspierał, chyba umarłabym z bólu, tego psychicznego, który wżera się w podświadomość…rano szpital, usg potwierdzające fakt, że dzidziuś przestał rozwijać się gdzieś na samym początku ciąży i zabieg, przy którym na szczęście uczestniczyły przemiłe pielęgniarki i mój lekarz.To one pocieszały i dodawały mi otuchy.A potem zasnęła i…obudziłam się na sali już bez mojej kruszynki…Co czuję?Ból, pustkę, nie mogę powstrzymać łez…Zrobiłam sobie pudełeczko z pamiątką po dzidzi-zdjęcie USG, karta ciąży, znaleziona zabawka na plaży która miała przynieść szczęście…Nic już nie będzie takie samo…wiem że za kilka miesięcy będziemy starać się o następnego dzidziusia, ale tak bardzo będę się wtedy bała o wszystko…Wiem, że zawsze będę pamiętać moja kruszynkę, chociaż nie zdążyłam nawet usłyszeć bicia jej serduszka..To tak bardzo boli:-((((Pozdrawiam Was ciepło.


agnieszka dnia 13 listopad 2009 o 14:57 #

Czytając wszystkie Wasze historie, myślę, że nie ma takich słów, które byłyby odpowiednie, żeby kogokolwiek pocieszyć. W każdej z tych opowieści jest coś, co i ja przechodziłam. Ja poroniłam dwa razy. Nie chcę jednak pisać teraz o tych poronieniach. Chciałabym Wam tylko powiedzieć, że wiem, dla kobiety po poronieniu świat się zatrzymuje, wszystko przestaje mieć sens, nie wyobrażamy sobie, jak wrócimy do normalnego życia. Po drugim poronieniu, kiedy wszystko odbyło się szybko, a przede wszystkim z zaskoczenia, o 9 rano po wyjściu ze szpitala, kiedy parę godzin wcześniej byłam jeszcze w ciąży, a teraz było już po wszystkim, siedziałam w samochodzie z pustym brzuchem i myślałam - a może najlepiej byłoby teraz ze sobą skończyć? Przecież nic już dla mnie nie ma sensu. Przecież nie będę miała siły starać się o następną ciążę, przecież nie wytrzymam tego strachu, że znowu się coś stanie. Ale to był tylko moment. Ta straszna żałoba trwała mniej więcej dwa tygodnie. Powiedziałam sobie, że to nic nie da. Mąż tłumaczył mi, że to, że będziemy to rozpamiętywać, nie pomoże mi skupić się na przyszłości i na tym, żeby kolejną ciążę doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Wiem, że dla kogoś to może brzmieć okrutnie w danym momencie, ale taka jest prawda. Nie można przez cały czas pozostawać pogrążoną w rozpaczy, bo to nie zbliża nas do rozwiązania naszego problemu, poznania przyczyny, dlaczego się tak stało. Tak, to były moje dzieci, one istniały i nic tego nie zmieni. Ale ich nie urodziłam. I tego faktu też już nic nie zmieni. Dlatego w niecały miesiąc po tym poronieniu, zaczęłam biegać do specjalistów, szukając odpowiedzi na pytanie - dlaczego. Najpierw było to takie rozpaczliwe, trochę histeryczne wołanie, niech ktoś mi wreszcie pomoże urodzić dziecko! Potem zamieniło się w spokojne systematyczne wizyty, nawet kilka w tygodniu, u kilku lekarzy, żeby poznać spojrzenie różnych specjalistów na mój problem. Miałam ze sobą gruby segregator badań, które porobiłam, część takich, których nikt mi nie zlecał, porobiłam je na własną rękę. Siadałam naprzeciwko lekarza i zmuszałam go, żeby wszystko przeglądał. Już nie rozpamiętywałam moich poprzednich ciąż, wyrzuciłam testy ciążowe, które trzymałam sobie na pamiątkę, wyrzuciłam karty ciążowe. Byłam skupiona tylko i wyłącznie przygotowaniami do mojej przyszłej ciąży. Z tych wszystkich lekarzy, wybrałam jedną panią doktor, która miałaby mnie w razie czego prowadzić. I w trzy miesiące po tym drugim poronieniu byłam znowu w ciąży, która stała się dla mnie najważniejsza. Od początku zwolnienie lekarskie, żeby dmuchać na zimne, profilaktyczne przyjmowanie wszystkiego, co się dało, a co jest bezpieczne. To jest już drugi trymestr i ciąża rozwija się prawidłowo, ostatnio oglądałam moje dziecko na ekranie, jak wierzga nóżkami:-) I mam nadzieję, że skończy się szczęśliwie. Upływa tydzień po tygodniu i wszystko jest w porządku.
Napisałam to wszystko po to, żebyście, dziewczyny, jeśli jesteście tuż po poronieniu i wszystko wydaje Wam się takie straszne, nie poddawały się i uwierzyły, że wszystko jest przed Wami. Musicie przejść przez okres żałoby, ale nie pogrążajcie się w niej. To, że ktoś Wam mówi, żebyście się nie przejmowały, że będziecie miały jeszcze dzieci, może teraz Was drażnić. Ale taka jest właśnie prawda. Głowy do góry i do przodu. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkie.


Kamcia dnia 16 listopad 2009 o 14:22 #

Witam poroniłam 01.05.2009r w domu , byłam 2 miesiącu ciaży to były blizniaki .Poszłam do wc czułam straszny skurcz i nagle sie stało wszystko zemnie wyszło to było coś okropnego byłam w wielkim szoku ogromny ból widziałam moje dwie fasolki tego sie nie da opisać.To była moja pierwsza ciąża nawet nie poszłam do lekarza wogóle ,wiem powinnam iść ale niemam ochoty .Czuje straszną pustke mam depresje często płacze a jak na złośc widze wszedzie male dzieci nawet jak teraz pisze mam w oczach łzy .:(


agnieszka dnia 20 listopad 2009 o 01:26 #

Witam!Na początku chciałabym powiedzieć,że jestem szczęśliwą mamą,mam cudowną 5 letnią córeczkę.Ciąża przebiegała bezproblemowo,byłam bardzo szczęśliwa.Lata szybko leciały,bardzo chciałam drugiego maluszka.I chyba za bardzo… z miesiąca na miesiąc nam nie wychodziło i tak prawie dwa lata aż do sierpnia 2008 roku.Okazało się że jestem w ciąży.Radość…która trwała nie długo.22 sierpnia (6tc) wylądowałam w szpitalu z plamieniem,niestety nie udało się tego uratować.Trzeba było zrobić zabieg wyłyżeczkowania.Tragedia.Dla mnie to było coś nie normalnego,dlaczego tak się stało,przecież przy pierwszej ciąży było wszystko ok!!!Ciężko było mi na sercu,naprawdę ciężko.Odczekaliśmy 6 miesięcy.W marcu 2009 roku ponownie zaszłam w ciążę.Znowu radość która tym razem przeplatała się z obawą,czy aby na pewno będzie wszystko w porządku.17 marca (6tc) wylądowałam w szpitalu z plamieniem.Badanie usg wykazało pęcherzyk płodowy ale nic poza tym.Diagnoza-ciąża obumarła.Kolejne załamanie,płacz i kolejny zabieg.Po tym drugim poronieniu mój lekarz gin stwierdził,że tak nie może być,żeby ronić raz za razem i zlecił mi tylko badanie toksoplazmozy które wykonałam od razu a na własną rękę zrobiłam badanie poziomu hormonów tarczycy,ponieważ dowiedziałam się,że to też jest bardzo ważne badanie gdy coś takiego się dzieje.Zmieniłam lekarza.Badania które wykonałam wyszły pozytywnie.Pozytywnie wyszedł mi nawet test ciążowy który zrobiłam w sierpniu 2009 roku.Od razu zgłosiłam się do mojego lekarza,badanie gin wyszło pozytywnie,usg wykazało pęcherzyk płodowy.Dostałam tabletki-duphaston.Kolejna wizyta u lekarza.Strach czy wszystko jest ok.Badanie usg wykazało płód,słyszałam serduszko.Ze szczęścia popłynęły mi łzy.Strach minął.Do kolejnej wizyty już nie doczekałam.Znowu pojawiło się jakieś plamienie.31 października ponownie znalazłam się w szpitalu.Dostałam silnego parcia w dole brzucha.Wszystko spłynęło do ubikacji (9tc).Nigdy tego nie zapomnę!!!Tak że,jestem po trzech zabiegach wyłyżeczkowania.Myślę,że przeżyłam w swoim życiu bardzo wiele.Chwilowo,wiem że to będzie brzydko brzmiało ale \"odechciało mi się mieć dzieci\".U lekarza jeszcze nie byłam bo minęło zaledwie 2 tygodnie ale już wiem,że czeka mnie długie leczenie i szereg badań do wykonania.Jest mi strasznie smutno i ciężko pogodzić to wszystko ale staram się tego nie okazywać.Często w nocy płaczę,tak żeby mój mąż nie widział gdyż nie chciałabym go zamartwiać.Wiem,że za każdym razem przeżywał to co raz bardziej.Tam wysoko w niebie mam 3 Aniołki o których nigdy w życiu nie zapomnę,ponieważ nie da się tego zapomnieć!!!Pozdrawiam:(


załamana dnia 25 listopad 2009 o 15:41 #

witam, trzy tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. nie była ona planowana, ale z partneren coraz częściej rozmawialiśmy na ten temat. nigdy nie zapomnę jego błysku w oku kiedy test pokazał wynik pozytywny. po pierwszym szoku zaczęliśmy szczerze cieszyć się z ciązy, robiliśmy plany na przyszłośc. wszystko było w pożadku, dbałam o siebie, zdrowo się odżywiałam… i czekałam na wizytę u ginekologa (zapisałam się do najlepszego o jakim słyszałam). niestety po dwuch tygodniach naszej radości zauwarzyłam, że plamie. szybko znależliśmy ginekologa który jeszcze przyjmował (wszystko działo się ok 18). pani doktor zbadała mnie, zrobiła usg i okazało się, że ciąza (5tydzień) jest zagrożona :(
przeisała leki i kazała leżeć. szok!!! chcąc mieć jak najpewniejszą diagnozę następnego dnia umówiliśmy do innego lekarza specjalizującego się w zagrożonych ciążach. wizyta miała być ok 15. rano wszystko wyglądało dobrze- bóle praktycznie znikły, krwawienie ustało -pojawiło się światełko, że wszystko będzie dobrze. niestety ok południa wszystko zazeło się od nowa:( w drodze do lekaża zaczęłam krwawić i coraz bardziej bolał mie brzuch. w czasie wizyty okazało się, że ronię i natychmiast mam jechać do szpitala. potem pamiętam tylko ogromny bół fizyczny i psychiczny, lekarzy, krew… okazało się , że konieczny jest zabieg łyżeczkowania. kiedy obudziłam się z narkozy było już po wszystkim :( minął prawi tydzień, nie mogę się pozbierać, ciągle o tym myślę. czekam na wyniki badania histopatologicznego i jeśli okaże się, że poronienie było moją winą to nie daruję sobie tego. strasznie się boję. wszystko wspominam jak jakiś koszmar, który przezyłam tylko dzięki mojemu partnerowi. zachowuje się wspaniale i za to strasznie go kocham,ale wim że dla niego to też nie jest łatwe, staram się być dla niego wsparciem ale czasami brakuje mi sił. czuję, że zawiodłm siebie i najbliższych. nigdy nie zapomnę o naszym nienarodzonym dziecku!!!


wiola:( dnia 4 grudzień 2009 o 14:32 #

Nawet nie wiem co napisac tak bardzo sie boje.2 grudnia 2009r dwa dni temu stracilam swoj najwiekszy SKARBEK na swiecie…Mieszkam w Anglii wlasnie tutaj udalo mi sie zajsc w ciaze probowalismy cztery miesiace az w koncu sie udalo.Nie potrafie nawet pisac taka wielka radosc.Stracilam moja ukochana dzidzie trafilam do szpitala mialam brazowe plamienia koniec12 tyg lekarze nie chcieli zrobic mi nawet usg bo dopiero za dwa dni.Tej samej daty juz dzwonilam po karetke zaczelo sie w domu zaczelam tracic swoje malenstwo leki przeciw bolowe … Bolalo okropnie dalej boli sama urodzilam swoje mlenstwo bez zadnych srodkow caly dzien sie meczylam ale chcialam to zrobic dla Dzidzi i dla siebie.Nie wiem narazie dlaczego to sie stalo tak bardzo tesknie czuje ogromny bol dlaczego nasz Aniolek nie mogl zostac z nami?Nigdy tego nie zrozumiem…Przeciez tak bardzo Go kochamy!


Agata dnia 7 grudzień 2009 o 18:36 #

Jestem w ogromnej rozpaczy i zawalił mi się cały świat,ale tak pewnie się czują wszystkie kobiety po stracie dziecka.Ja straciłam pierwszą córeczkę 9 lat temu,przedwczesne odpłynięcie wód płodowych zakończyło się przedwczesnym porodem w 32 tygodniu.Moja Wiktoria żyła tylko 8 godzin,była to moja pierwsza ciąża i straszny koszmar,nie mogłam się pozbierać,drugą córeczkę Patrycję straciłam w 2005 roku w 24 tygodniu,przestało Jej bić serduszko,a myślałam,że będzie dobrze i znowu rozpacz.Cały czas się bałam,ale tak bardzo chciałam mieć dzidziusia,że postanowiłam spróbować,chociaż przy każdym współżyciu był strach.Minęły 4 lata,test pokazał dwie kreseczki,ale nie cieszyłam się długo,moje dzieciątko przestało się rozwijać w 6 tygodniu,ciąża obumarła,ja już do tego chyba zaczęłam się przyzwyczajać,że nie jest mi dane mieć małą kruszynkę.Nie wiem czy jeszcze spróbuje,ale jak mija trochę czasu to jest ogromne pragnienie żeby znowu być w ciąży.


larisa dnia 8 styczeń 2010 o 15:00 #

witam jestem w 6 tygodniu ciazy
wczoraj zauwazylam brazowe plamienia bylo tego nie wiele i zaraz ustaly dzisiaj poraz pierwszy bylam u lekarza gin
stwierdzil ze plod nie rozwija sie tak jak powinien
dla mi dwa tygodnie przez ktore mam lezec w lozku
zrobilam wszystkie badania wyniki odbiore w czwartek
mam nadzieje ze to tylko pomylka poniewaz mialam ostatn okres 26 listopada lekarz twierdzi ze plod ma wiecej niz miesiac poniewaz gniazdko jest rozszerzone a plod nie rosnie
bede sie modlila tylko to mi pozostalo i nadzieja


Eliza dnia 12 styczeń 2010 o 15:44 #

czesc dziewczyny,
jestem w 21tygodzniu ciazy, i wiem, ze to chlopiec,
o ciazy dowiedzialam sie 15wrzesnia, wiec radosc, euforia, planowanie slubu, zareczyny…wszystko jak z bajki, mial byc domek w gorach, mieslimy brac slub…no uczucie jakbym dostala gwiazdke z nieba…nie balam sie tego ze mam 21 lat, ze studiuje, powtarzalam sobie, ze bedzie dobrze ze sobie poradzimy..nazeczony oswiadczyl mi, ze ze mna nie bedzie bo jest z inna..powiedzial mi to w 5 tc…zalamalam sie, gdyby nie przyjaciele nie poradzilabym sobie…ladowalam wtedy w szpitalu kilka razy…w listo padzie spotkalam sie z nim zeby po raz ostatni omowic sprawe alimentow…i wiecie co? powiedzial mi ze jego dziewczyna jest w ciazy..rodzi miesiac po mnie…kolejne zalamanie..swieta spedzialam najgorzej jak sie dalo.. ale mialam to serduszko pod soba..dawalo mi sily…w sylwestra drugie usg i okazalo sie ze to syn…poplakalam sie bo tak bardzo chcialam chlopca.. moj brzuszek powoli nabieral ksztaltow…dzis poprostu zle sie poczulam…nie wiem jakby cos bylo nie tak…lekarz twierdzi ze moj Filip sie nie rozwija..i ze w przeciagu kilku dni \"wszystko zalatwimy\"… sama nie wiem co mam zrobic…nie wierze…nie moge sobie poradzic…ja chyba wciaz mam nadzieje…on jest dla mnie swiatem…czytam Wasze wypowiedzi… wspolczuje WAm wszystkim..to jest juz moje trzecie poronienie…pierwsze po 4tc a drugie po 5..dlatego tak sie cieszylam ze ten koszmar sie skonczyl… i teraz co…mam zapomniec…jakby nigdy nic..? mam dalej studiowac i dalej zyc…tak poprostu? musialam gdzies to napisac…bo przez gardlo nie chce mi to przejsc…tak bardzo sie boje…mialam wszytsko a teraz mam nie miec nic? Larisa…bede trzymac kciuki…i pamietaj ze jesli Ty sie bedziesz denerwowac to TwoJ Maluszek takze…mow do Niego… mi to pomagalo zwlaszcza w szpitalu. a co do innych kobiet.. kiedys nadejdzie ten dzien, ze uslyszymy \"mama\".


agusia dnia 13 styczeń 2010 o 12:17 #

ja właśnie straciłam swojego drugiego synka 6,01,2010 byłam w 24 tygodniu ciazy w tym momęcie nie wiem co ze soba robic jest mi zle myślałam ze w tym tygodniu mozna uratować dzieciatko staram sie nie płakać ale to mi nie wychodzi zastanawiam sie co ze mną jest nie tak czy czegos nie dopilnowałam czy nie zaniedbałam a może tak miało być moze ja nie powinnam miec dzieci


Ania dnia 15 luty 2010 o 10:32 #

17 kwietnia minie rok jak straciłam swoje dziecko .. zyło we mnie ok 9 tygodni i umarło.. kiedy lekarz powiedział, ze jestem w ciąży czułam się najszczęśliwszą osobą na ziemi.. w tym samym dniu usłyszałam od chłopaka że nie chce tego dziecka i mam gu usunąć..kiedy lekarz powiedział, ze ciaża się nie rozwija ..umarło we mnie moje zycie wraz z życiem dziecka.. nie moge sie z tym pogodzić.. wczorajszy dzień zakochanych spędziłam sama na cmentarzu patrząc na aniołka ustawionego przy krzyżu..


jola dnia 17 luty 2010 o 16:02 #

ja straciłam swoją córeczkę w 21 tygodniu ciąży 19.12.2009. Mam synka ma 3 latka.Wszyscy mówią masz dla kogo życ musisz sie pozbierać.A mi jest bardzo źle.


zrospaczona dnia 18 luty 2010 o 18:31 #

Dlaczego tak sie dzieje? Tak pragnelam tego malenstwa…


następna dnia 12 marzec 2010 o 23:30 #

Witam, zdziwiona jestem, że jast nas tak wiele. Myslałam, że to tylko mi się to przytrafia. A prytrafiło się 2 razy. Za pierwszym poroniłam w 11 tyg.ciązy. nie mogłam sie otrząsnąć bardzo długo, potem urodziłam wymodlonego synka, i znów trzecią ciĄŻE poroniłam w 8 tyg.w zeszłym roku. Oba poronienia-przyczyna nieznana i wyłyżeczkowanie. ból zawsze będzie, ilekroć widzę jakiegoś maluszka zastanawiam się czy moje dziecko byłoby dziewczynką czy chłopcem. Oczy miałoby niebieskie czy brazowe.Ale wiem że trzeba dźwigać swój krzyż i zaprzec się i próbować dalej. I będę próbować mimo wszystko, Kiedyś i tak je spotkam. Trzeba sobie przebaczyć, tak sobie, bo często my same siebie winimy, bo może coś nie zrobiłyśmy, przeoczyłysmy itp. i co jest jesze ważne: trzeba dać imiona swoim aniołkom i prosić Pana Boga o siłę i wytrwanie w takim cierpieniu. Pa


ania dnia 17 marzec 2010 o 15:52 #

Trafilam na ten blog przypadkowo…szkoda, ze nie troche wczesniej.Poronilam 25 lutego, ale prawdopodobnie plod nie rozwijal sie juz szybciej, bylam w 9 tygodniu ciązy. Od początku byly watpliwości, nie wyszły mi dwa testy ciązowe, dopiero wynik betaHCG potwierdził ciąże. Gdy zaczęly się brązowe plamienia lekarz mnie uspokajał, kazał lezeć…następnego dnia krwawiłam, trafiłam do szpitala, na szczęście opieka była dobra, chociaż może troche mało mnie informowano o wszystkim. Teraz godzę się z tym wszyskim, pomału dochodzę do siebie, ale jeszcze troche potrwa nim się zdecyduję na kolejną ciążę…na pewno będzie sporo obaw.


justi dnia 21 marzec 2010 o 20:52 #

Wszystkim nam kobietom trudno jest pogodzic sie z utrata dziecka…nawet jesli byl to dopiero zalazek.Bol i rozpacz minie owszem ale z czasem lecz juz na zawsze pozostanie w naszym sercu pamiec.Pisze bo,stracilam synka w 31tc.Nie bede opisywala szczegolow,powiem tylko tyle ze dzidzius byl zdrowy.Minelo 6 lat,duzo sie wydarzylo w moim zyciu…teraz jestem w ciazy obecnie 18tydz,najprawdopodobniej bedzie chlopiec.Wszystko jest wporzadku,lecz tak naprawde bardzo sie boje.Ulozylam swoje zycie na nowo i jestem szczesliwa,wszystko wydaje sie tak jakby inne takie “normalne”. Jestem dobrej mysli, i wierze w to, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny, pogodzilam sie z utrata,gdyz jestem przekonania ze tak musialo byc,to mi bylo przeznaczone. Wszystkim zycze powodzenia!


Madi dnia 30 marzec 2010 o 04:26 #

od poronienia/porodu mijają już 3 lata, a ja wciąż pamiętam każdy szczegół w 22 tygodniu ciąży bliźniaczej nagle dostałam małego plamienia, akurat w poczekalni usg, lekarz zbadał, chłopcy zdrowi ale rozwarcie jest wysłano mnie do szpitala Matka Polka to mordownie, nie szpital…przeżyłam koszmar, zero pomocy ze strony personelu podejrzewali bakterie zrobili jakieś płukanie i potym zaczęły się skurcze, odeszły wody po wciśnięciu alarmu jeszcze 2 godziny czekalam na lekarza… w końcu urodziłam, czułam ruchy maluszka na udzie, widziałam go był taki śliczny…ale go zabrali, drugie dziecko się urodziło, zapytali czy je ochrzcić i jakie imiona dam synkom póżniej dali mi usypiacza pamiętam, że wcale nie chciałam się budzić…
pielęgniarka powiedziała “nie rycz urodzisz jeszcze dziecko młoda jesteś” cholerna służba zdrowia powiedzieli,że dzieci urodziły się martwe a mnie się wydawało, że się rusza…
po 2 tygodniach przyszedł polecony z USC żebym się zgłosiła w celu zarejestrowania dzieci, nie wiedziałam dlaczego mnie męczą tym, nie znałam procedur, ale jak pojechałam do szpitala tam dopiero powiedziano mi, że moje dwa aniołki żyły ponad dwie godziny, walczyły o życie…
najgorsze jest to,że tylko ja, mąż i moja mama pamiętają o naszych aniołkach, nie mamy grobu, mąż zadecydował, że tak będzie lepiej…a jak szliśmy pod krzyż zapalić dwa serduszka to teściowa zapytała się ” a za kogo??” boli, że prawie wszyscy zapomnieli


Aga025 dnia 2 kwiecień 2010 o 13:57 #

Urodziłam swojego Bartusia w 20 tygodniu ciąży 26 listopada 2009r. Ciąża prawidłowa do ostatnich dwóch dni..dzidziuś rozwijał się prawidłowo…dwa dni przed porodem dowiedziałam się, że to chłopiec..Pani doktor ze łzami w oczach powiedziała mi, że mam 50% szans na donoszenie ciąży, a mały ma zero szans jeśli urodzi się w 20 tyg…oczywiście bezwzględne leżenie, nawet do toalety przez dwa dni nie mogłam chodzić..dziecko zaczęło się cofać, rozwarcie zmniejszać…oczywiście szczęście w sercu,że jest lepiej…ciagle byłam podłączona do kroplówek rozkurczowych…przerwali podawać tylko na chwile…wtedy zaczęła się akcja porodowa…urodziłam sama na sali..położne nawet nie zdążyły przybiec…sama odebrałam poród..trzmałam przez chwilę swojego szkraba…miał tak duzo czarnych włosków i był juz taki duży, 14 cm, 283g…reszte pamietam jak przez mgłe…sala zabiegowa, ginekolodzy, anestezjolog, juz nie czułam żadnego bólu..prosiłam tylko o uśpienie… 16 kwietnia powinnam terminowo urodzić…ta data zbliża się nieuchronnie a ja nie potrafie sobie poradzić ze śmiercią mojego dziecka…nie było dnia, w którym bym nie płakała…nie potrafię patrzeć na kobiety w ciąży, których pełno wokoło mnie…mimo,że zyczę im wszystkiego co najlepsze…mimo,ze pragne kolejnej ciazy to boje sie..cholernie sie boje…Trzymam kciuki za wszystkie kobiety, które podnoszą się z tego i postanawiają zacząć od nowa…


Katarzyna dnia 26 kwiecień 2010 o 12:31 #

Witam was dziewczyny. Wiem co czujecie, bo przechodziłam to samo. Poroniłam w nocy z 14 na 15 maja 2009 roku w 8 tygodniu ciąży. Długo się nie nacieszyłam dzieckiem, bo dowiedziałam się o nim dzień wcześniej. Ale już w sierpniu zaszłam w kolejną ciąże, a że było to za szybko po poronieniu i lekarz mówił że mam ok 30% na donoszenie go to i tak nadal jestem z ciąży i termin mam na 14 maja:) tak, że już nic mojemu maleństwu nie zagraża. Życze wszystkim wam szczęścia i powodzenia.


agnieszka dnia 26 kwiecień 2010 o 15:02 #

witam przezywam to samo co wy w sobote poronilam swoje 11tygodniowe dzieciatko caly czas teraz placze nie moge w to uwierzyc gdyz dwie poprzednie ciaze 10 i 12 lat przebiegaly bez problemow tak sie cieszylismy ze bedzie dzidzius czulam w sercu ze bylby to synus czuje wielka pustke i smutek pozdrawiam was goraco


Aga025 dnia 28 kwiecień 2010 o 22:19 #

Kasia mysle,ze wszystkim nam przynioslas nadzieje..dziekuje Ci za to;*


Ruda dnia 11 maj 2010 o 10:04 #

Dwa lata temu też poroniłam. W 5 tygodniu, choć dla mnie nie ma znaczenia, że nasz Aniołek był taki malutki. Pokochałam Go całym sercem, więc kiedy w szpitalu straciłam Naszego Skarbka, bardzo ciężko to przeżyłam. w zasadzie to jeszcze pół roku temu na wieść o ciążach znajomych czy koleżanek po prostu wpadałm w furię i histerię. Tym bardziej było to trudne, że od jakiegoś czasu staraliśmy się z mężem kolejny raz o Dzidzie. W lutym całkiem sobie odpuściłam, zeszło ze mnie ciśnienie, parcie na dziecko. Skoro nie mogę Go mieć to nie. Nic na siłę. Poczułam ulgę, spokój i wolność. Teraz prawdopodobnie znów jestem w ciąży, taka przewrotność :) ale cały czas pamiętamy z mężem o naszym Maciusiu ( bo tak nazwaliśmy naszego Aniołka )i z wiarą połączoną ze strachem oczekujemy na rozwój nowej sytuacji :) Życzę i Wam, by kiedyś uśmiechnęło się do Was szczeście i wyczekane Maleństwo!!


Iwona13 dnia 18 maj 2010 o 08:47 #

Ja też to przeżywam, poroniłam 15 maja w 7 tyg, wciąż płaczę, nazwaliśmy go tak zabawnie Stefankiem, choć nie wiadomo czy to był chłopiec czy dziewczynka.Widziałam jego bijące serduszko na USG, a teraz już go niema a ja czuję ogromną pustkę, Panie Boże pomóż mi to przetrwać.


Emi dnia 18 maj 2010 o 20:05 #

ja 13.05.2010 straciłam 10tygodniową fasolkę - brak akcji serca:(
masakra! Jedyne pocieszające w tym wszystkim to ludzie którzy pracują w szpitalu na Madalińskiego - cudowni - lekarz przed samym zabiegiem utulił mnie i powiedział - \"kochana będziesz miała jeszcze dzieci i wiem ze jest Ci ciężko\"!! było to bardzo miłe - wszystkie siostry i pielęgniarki cudne - pomoc psychologa dostałam natychmiast. teraz jestem na zwolnieniu i staram się jakoś dojść do siebie - jest ciężko wpadam w histerie - ale wspiera mnie mąż rodzina i przyjaciele.


Evka11 dnia 28 maj 2010 o 18:39 #

Ja również poroniłam 15 maja, ale o tym, że nasz upragniony dzidziuś nie żyje dowiedziałam się 13 maja na kolejnej, sprawdzającej wizycie u ginekologa. Byłam w 20 tc nic wcześniej nie czułam, w ogóle w ciąży czułam się fantastycznie nie miałam żadnych dolegliwości. Nasze dziecko było dla nas ogromną siłą od marca w naszej rodzinie ciągle przeżywaliśmy śmierci bliskich osób. Najpierw odszedł mój brat w wieku 39 lat potem 3 tygodnie później odszedł mój ojciec. I kolejny miesiąc przyniósł nam kolejną tragedię śmierć naszego dzidziusia. Staram się być silna, myślę o naszej córeczce, tęsknie za nią, ale nie chcę też poddać się rozpaczy, pragnę mieć dziecko, więc postanowiłam, że te 3 m-ce, które mamy sobie dać, aby odpoczęła psychika, będą spokojne. Chce, żeby mój cały organizm przygotował się na kolejną ciąże, tym razem przez zbędnych stresów, bo przyznam, że od początku tego roku naprawdę nie było nam łatwo. Zaraz po powrocie do domu mąż zaczął czytać o poronieniach a ponadto w szpitalu dostaliśmy ulotki i namiar na grupę wsparcia kobiet po poronieniach. Już po tygodniu poszłam na to spotkanie, była tam też Pani psycholog. Pomogło mi to spotkanie, zauważyłam też, że ja jakoś umiem wytłumaczyć sobie stratę dziecka, nie analizuje, nie rozpamiętuje, bo to nic nie daje. Nie znaczy to jednak, że chcę zapomnieć o naszym dzidziusiu, zawsze będzie dla mnie moim pierwszym dzieckiem - córeczką Oleńką. Pokochałam ją bardzo już wtedy, kiedy zobaczyłam pierwszy raz na ekranie jej główkę, rączki, nóżki. Na usg zawsze była taka niesforna, ciągle się wierciła… Pamiętajcie dziewczyny to od nas zależy jak będziemy żyć dalej, wiadomo każda na nas chcę ponownie zajść w ciąże, i wiemy też, że będzie to dla nas teraz wielka obawa i stres, ale nie stwórzmy sobie koszmaru z życia. Bądźmy dzielne dla naszych dzieci, dla naszych mężów i dla samych siebie. Pamiętajmy, że nie tylko my cierpimy! Razem z mężem przeczytaliśmy na jednej se stron www takie motto: ” Nasze maleństwa nie odchodzą, zmieniają tylko datę swojego przyjścia” Daje Wam słowo łatwiej nam jest, bo uwierzyliśmy w to.


magda 25 dnia 29 maj 2010 o 08:33 #

Cześć dziewczyny! Jestem tu nowa. Też mam za sobą poronienie 18.05, ale już tydzień wcześniej lekarz powiedział że nie ma akcji serca po kilku dniach kolejne usg ale niestety ten koszmarny scenariusz się potwierdził.gdzieś 5 dni przed tym wszystkim zaczęłam plamić a w ten koszmarny dzień dostałam krwotoku. Jak pojechałam do szpitala to z marszu szłam na zabieg czyszczenia macicy. i już myślałam że ten koszmar się już skończył ale chyba jeszcze nie. Wczoraj po 16 dostałam zawiadomienie ze szpitala że muszę się zgłosić do szpitala na dalsze leczenie a z tego co wiem musiał wyjść nieprawidłowy wynik histopatologiczny. Nikt mi nie chce nic powiedzieć bo jest weekend i muszę czekać do poniedziałku. Normalnie jeden koszmar za drugim. Bardzo się boje. Dlaczego życie tak strasznie nas doświadcza


Nina dnia 17 czerwiec 2010 o 14:14 #

Witam wszystkich… Wlasnie przeczytalam wszystkie wasze przezycia zwiazane z utrata dziecka, wiem cos o tym bo sama jestem po dwoch poronieniach pierwsze w 22 tygodniu i drugie 5 tygodniu. Ja tez sobie zadaje pytanie dlaczego to sie stalo, czemu ja!!! Bo czulam sie jakby to tylko mi sie to przytrafilo! i w tym momencie kiedy czytam wasze historie czuje sie okropnie, bo myslalam tylko o sobie o tym jak cierpie, a nie pomyslalam nawet przez chwile ile jest kobiet na swiecie ktore przechodza przez to co przeszlam ja, i cierpia nawet wiecej… Nie dawno czytalam blog pewnej osoby ktora stracila 4 dzieci i to nie w pierszych tygodniach ale w koncowych tygodniach ciazy i sie nie podala!!!! 6 lat czekala na swoje upragnione dziecko i jej sie udalo… Musimy brac przyklad z kobiet tak silnych, nie mozemy sie podac. Dziewczyny kazda nastepna ciaza bedzie z jednej strony szczesciem a z drugiej horrorem, kazdego dnia bedziemy sie zastanawiac: czy serduszko bije, czy rosnie, czy do trwamy do konca. Jestem w 18 tygodniu ciazy i leze w lozko zaloznym szwem i umieram ze strachu i placze raz ze szczescia i raz z przerazenia ze znowu je moge stracic.Ale mysle ze warto, bo w dniu kiedy wezne moje malenstwo na rece
i przytule je do serduszka bedzie naj cudowniejszym dniem w moim zyciu i dla takich chwil jest warte kazde poswiecenie!!! PAMIETAJCIE O TYM ze te chwile sa bezcene… Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia… PS. Chcialam dac rade jednej dziewczynie ktora stracila swoje malenstwo w 20 tyg. i pisala ze poczeka 3 miesiace i sprobuje jeszcze raz, poczekaj 6 miesiecy a nie 3, bo organizm musi dojsc do siebie, ja wiem ze pragnienie dziecka jest silniejsze od racjonalnego myslenia, ale ja tez tak zrobilam, zaszlam w ciaze po 3 miesiacach i stracilam malenstwo odrazu napoczatku ciazy, lekarz uznal ze to za wszesniej bylo… Wiec pozwol organizmowidoprowadzic sie do porzadku, i zeby tez hormony sie uregulowaly i sproboj…


karola dnia 20 czerwiec 2010 o 19:40 #

bardzo wam wszystkim współczuje dziewczyny


Aga025 dnia 25 czerwiec 2010 o 21:07 #

trzymajmy się! nie mozemy sie poddac..


magda dnia 2 lipiec 2010 o 12:49 #

witajcie ja właśnie wróciłam ze szpitala byłam w 16 tygodniu ciąży gdy dostałam plamienia pojechałam do szpitala i tam zostałam po zrobieniu przez lekarza badania USG przeżyłam koszmar dowiedziałam się że dla mojego maleństwa od 12 tygodnia ciąży nie bije serduszko zrobili mi zabieg oczyszczenia macicy a ja obwiniam się że to prze ze mnie to była dziewczynka nie mogę się z tym pogodzić


Nina dnia 7 lipiec 2010 o 09:21 #

Witaj… Nie możesz sie obwiniać, przeciesz nie wiedziałas o tym, nie miałas wpływu na to co sie stało. Wiem co czujesz, wiem jak boli utrata dziecka ktore sie juz zaczeło kochać… Nie ma słów które cie pocieszą, to po prostu trzeba przeczekac, zeby przestało bolec. U mnie minął już rok odkąd mój synek nie żyj, a jeszcze mnie boli serduszką, i nie sądze że to przejdzie, myslę że przez całe życie nie bedę mogła o tym zpomniec. Jestem teraz znowu w ciąży w 21 tygodniu ale sie strasznie boje… Może powinnaś teraz pomyśleć że znowu możesz zajść w ciąże… Ja tak zrobiłam, myślałam tylko o następnym i że tym razem będzie inaczej, ta nadzieja mnie trzymała przy życiu, bo różne myśli przychodza do głowy… Trzymaj sie mocno i nie zadreczaj się, to nie była twoja wina, czasami się tak zdarza, i niewiemy dlaczego, zdajemy sobie pytanie czemu \"ja\", czemu mnie się to zdarzyło, ale wierzmi że nie jestes sama, jest tysiące kobiet które cierpią tak jak ty i tak jak ja.


Gosia dnia 12 lipiec 2010 o 09:19 #

Witajcie,
czytając te wszystkie historie nie wiem czy szukam pocieszenia dla siebie czy poprostu wyjaśnienia tego co się stało. Jest mi lżej gdy wiem, że nie tylko mnie to dotknęło i jednak jeszcze raz można spróbować i się uda.
W sobotę wróciłam ze szpitala. Nie ma już z nami naszej kruszyny. Pamiętam jak dowiedziałam się z początkiem czerwca że jesteśmy w ciąży. Mój narzeczony oszalał z radości bo tak bardzo chciał tego maleństwa. Życie całkowicie się zmieniło zaczęliśmy tak wiele planować. Pojawiły się bóle podbrzusza ale mój lekarz powiedział, że nie należy się martwić. Brałam progesteron i ból ustał. Dbałam o siebie choć mówi się że ciąża to nie choroba, więc próbowałam żyć nadal normalnie.
Kolejne USG , chwilę trwało ale maleństwo pokazało się na ekranie i jego serduszko też. Znowu ogromna radość i szczęście….
10 tydz kolejne kontrolne badanie i wtedy nastąpiła chwila prawdy - nie ma serduszka. Natychmiast skierowanie do szpitala- moja połówka w nocy wracał do domu by przejść to ze mną. Rano szpital badania i wywołanie poronienia i zabieg. Okazało się, że maleństwo już po 7 tyg przestalo się rozwijać. Niewiele pamiętam z tego dnia- może to że przemiła opieka medyczna. Mogliśmy to wszystko razem przejść ,towarzyszył mi do końca mimo , że godziny odwiedzin już dawno minęły. W sobotę powrót do domu. Staram się ogarnąć niesttey bezsilność jest mocniejsza. Nie chce mi się wychodzić z domu, rozmawiać z ludźmi. Czuję się taka pusta. Widzę, że moje kochanie też to bardzo przeżywa - jednak mam nadzieję, że z czasem się pozbieramy i będzie dobrze a może nawet lepiej. Jedno wiem napewno jak znowu się uda to będę na siebie bardzo uważać.
Może macie jakieś rady jak to przejść


lenka dnia 12 lipiec 2010 o 15:16 #

Nie wolno sie poddawac, ja mialam zabieg oczyszczania 16 czerwca, najpierw mialam jeden malenki bol, wszyscy mnie uspakajali ze tak czasem jest ze mam sie wiecej ruszac, wiec zignorowalam to, w 15 tygodniu pojawily sie plamienia tez niewielkie wiec poszlam do gina , tam tez zobaczylam malenstwo z opuszczonymi raczkami i nozkami , okazalo sie ze od 9 tygodnia babelek sie nie rozwijal , szpital narkoza dzien nasteny placz. Myslalam ze moj partner mnie nie rozumie kazal sie pozbierac tylko , ale tak zrobilam juz wrocilam do pracy, dzis usg pokazalo ze macica juz jest ok( mimo potwornego zapalenia i 4 antybiotykow). Teraz dbam o siebie jem witaminy zeby przygotowac sie do nastepnego babelka, wiem ze boli ale jedynym lekarstem na taka strate jest kolejna ciaza wiec taki jest moj plan . Robie wszystko zeby zapewnic malenstwu dobre srodowisko od rozwoju.Nie poddawajcie sie ale walczcie ;)


Nina dnia 12 lipiec 2010 o 21:09 #

Czy mam za was kciuki… Bedzie dobrze…


Aga025 dnia 13 lipiec 2010 o 21:35 #

az serce sie kraja jak sie to wszystko czyta..ja również nie potrafie zapomnieć o swoim syneczku…przde wszystkim nie chce zapomnieć ..od samego poczatku był w moim serduszku i na zawsze nim zostanie…od poczatku czułam się mamą,więc bardzo przezyłam jego śmierć…inaczej tego czyba nimożna nazwać..wierze jednak, że wciąż nade mna czuwa i jego duszyczce jest dobrze tam gdzie jest…zawszebęde pamietał go i kochała…


Julita dnia 16 lipiec 2010 o 22:54 #

Za kazdym razem jak wchodze na ten blog to widze nowe wpisy w tym temacie. Tak bardzo mi przykro z powodu Waszych aniolkow. Ja coprawda nie stracilam nigdy dziecka, ale jak czytam Wasze opowiadania to lzy mi leca. Chcialabym przytulic kazda z Was i dodac otuchy. Na pewno nie da sie zapomniec o tych aniolkach. Czesto kobiety obwiniaja siebie pyatjac co zrobily zle. Nic nie zrobilyscie zle. Powiem z wlasnego doswiadczenia ze stworzenie czlowieka to nie jest latwa sprawa. Kazdy kto widzi kobiete w ciazy to widzi ja tylko zewnetrznie czyli jej wielki brzuszek, a nikt nie wie co naprawde dzieje sie w ciele kobiety. Mnostow zmian ktore prowadza do tego ze rodzi sie czlowiek. Malutka istota. To jest niesamowite. Nie obwiniajcie sie o utrate dziecka. To jest naprawde wielka droga ktora musi przejsc ta mala fasolka zeby stac sie czlowiekiem.
Jestem z Wami calym sercem. Wierze ze nastepne Wasze dzieciatka urodza sie zdrowe i silne i dadza Wam wiele radosci. Nie poddawajcie sie i probujcie. Usmiechajcie sie jak najczesciej i badzcie szczesliwe, a Wasze nastepne dzieciatka na pewno skorzystaja z tej Waszej radosci.


malinka dnia 27 lipiec 2010 o 14:25 #

Witam,pierwszy raz poroniłam w 2004 roku byłam wtedy w 4 miesiącu, wtedy miałam łyżeczkowanie- do końca życia tego nie zapomnę:( brak mi sił… ponieważ 9 lipca zrobiłam test były 2 kreski jedna bardzo blada, powtórzyłam test i to samo, 17 lipca plamienie i do lekarza przpisał mi duphaston, wieczorem miałam brunatne plamienie i zaczełam krwawic, 18 lipca również krwawiłam, 19 lipca byłam umówiona na usg byłam pewna że już nie jestem w ciąży ale lekarz powiedział że jest pęcherzyk ciążowy i kazal brac duphaston i przyjsc za tydzien na usg, strasznie sie cieszylam chociaż troszke krwawilam, 24 lipca juz nie wogole nie krwawilam, wiec bylam spokojna i szczesliwa, 26 lipca poszlam na usg myslalam ze uslysze bicie serca mojego malenstwa a tu lekarz mowi ze ciąży nie ma… nie wiem co mam o tym myślec…


malinka dnia 27 lipiec 2010 o 14:37 #

Zapomniałam dodac nie miałam łyżeczkowania ponieważ lekarz na usg stwierdził że nie potrzeba, i że to mogła byc ciąza mnoga:(


Emi dnia 27 lipiec 2010 o 17:45 #

Pisałam już wcześniej poroniłam 13,05,2010
minęło już troszkę czasu - było dobrze ale od kilku dni znów wszytsko wróciło nie wiem dlaczego - jest mi smutno i bardzo tęsknię za swoim dzieckiem, Najbardziej mnie boli kiedy widzę znajomych, którzy mają przybliżony termin porodu do mojego czyli grudzień 2010, widze brzuszek który bym miała i ich szczęście - a ja mam smutek w sercu i ból.
Nie wiem jak sobie poradzić z tym wszystkim.


Nina dnia 29 lipiec 2010 o 08:29 #

Witam… Czasami tak jest ze widac pecherzyk, i daje nam to wielka nadzieje ze wszystko bedzie dobrze, ja tez tak mialam jak poronilam w 5 tygodniu, chociaz krwawilam to i tak wierzylam ze moze zdarzy sie cud i mojemu dziecku sie uda. Wychodzi ze krwawilas 6 dni to w tym czasie moglo sie wszystko wydarzyc. Mi lekarz powiedzial ze jesli dziecko da rade to przezyje a jak nie to nie, nie bylo to mile uslyszec bo bardzo go chcialam, ale czasami prawda jest bolesna. Ja tez nie mialam lyzeczkowania, macica sie sama wyczyscila, wiec moze lepiej bo nie musiala byc interwencja lekarzy i nie narusza ci nic. Nie podawaj sie poczekaj 3 miesiace i sprobuj jeszcze raz, ja tak zrobilam i jestem znowu w ciazy w 6 miesiacu, mam nadzieje ze tym razem nic sie nie stanie mojemu malenstwu i tobie tez to zycze…


Nina dnia 29 lipiec 2010 o 08:40 #

Witaj Emi… Niestety na to lekarstwa nie ma, daj sobie czas, odkad stracilas twoje malenstwo minelo ok 2.5 miesiaca to nie jest duzo. Ja po takim czasie lezalam jeszcze w lozku i tylko plakalam i narzekalam na zycie, nie mialam ochoty na nic. Nawet czasami przychodzily mi glupie mysli do glowy, ze najepiej to by bylo rzucic sie z mostu. Ja wiem jak serce tak mocno sciska a ty czujesz ze zaraz wybuchniesz. Naj gorsze jest jak przyjdzie grudzien i bedziesz myslala o tym ze twoj maly mogl sie urodzic… Ja to wszystko przeszlam i jeszcze raz ci powiem nie ma na to lekarstwa, musisz przezyc to. Nie obwiniaj sie! Placz i krzycz ile chcesz, bo masz do tego prawo. Jesli nie pracujesz to moze znajc sobie jakos prace zeby zajac czyms mysli. Ostatnia moja rada pomysl a nastepnym, poczekaj jeszcze miesiac i sprobuj jeszcze raz. Jak ci sie uda odrazu bedziesz miala nowy cel w zyciu. Pozdrawiam.


ewelina dnia 29 lipiec 2010 o 20:35 #

Witam Wszystkich… gdyby nie takie fora niewiem co byłoby ze mną… Mam za soba dwa poronienia pierwsze 29.04.2009 to był 21 tydz. ciąży i drugie 20 tydz 14.06.2010 jestem zalamana nie przestaję myśleć o moich synkach i boję się o przyszlośc, boję się że nie dam mojemu mężowi szczęścia- maleńkiego dzidziusia. staram się ogarnąc ale średnio mi to wychodzi zaczynam dopiero bad a moje myśli krążą wokół moich Aniołeczków. Może sama stwarzam sobie sytuację ale z Mateuszkiem moim pierwszym Skarbkiem byłam w równej ciąży z kuzynką mojego męża i zawsze gdy przyjadą serce mi pęka z bólu bo patrzę na jej córeczkę i myślę że moj synek powinien już taki być a tym czasem niema Go :( z ostatnią ciążą bylam też równo z siostrą męża obie miałyśmy termin na listopada, ona ma brzuszek a ja niespane noce i całe morze łez niewiem co będzie jak urodzi… planowałyśmy chrzciny na Swięta Bożegonarodzenia… więc te Swięta nie będą najszczęśliwsze. Pragnę zajśc w ciążę ale taką żeby donosić moje małe Serduszko żeby tulić i mieć dla kogo żyć modlę się o Maluszka ale chyba brakuje mi wiary i sił na to, żeby mieć nadzieję na szczęśliwe zakonczenie tak po prostu żeby byc szczęśliwą mamą. boję się i niewiem co mam robić mój gin mówi żebysmy w pażdzierniku zaczęli starania a mnie paraliżuje na sama myśl, bo trzeci raz tego nie przeżyję


Nina dnia 29 lipiec 2010 o 23:01 #

Bardzo mi przykro…;) Wiem co czujesz. Wiem jak to boli. A chcialabym sie zpytac jak mozna oczywiscie, dlaczego stracilas…? Bo to byly juz ciaze zaawansowane. Zawsze mowia zeby uwazac na poczatku a pozniej juz leci, ale to oczywiscie wielka bzdura. Ja swoja stracilam w 22 tygodniu i uznali ze mam nie wydolnosc szyjki macicy i teraz przy nastepnej zalozyli mi szew… Pytam dlatego bo jesli chcesz znowu sprobowac musisz wiedziec dlaczego tak sie dzieje, to wtedy z nastepna ciaza bedziesz bardziej ostrozniejsza i dasz rade.


ewelina dnia 1 sierpień 2010 o 12:33 #

Nino uważalam na siebie… może za mało…:( poroniłam trzy dni po wizycie u gin powiedział mi że jest pięknie, szyjka bardzo ładnie trzyma może współżycie zaszkodziło tylko że to było nie do środka. bylismy z mężem na bad. nasionek okazało się że ma oligoasthenozoospermie czyt o tym i zalamałam się :( w środę idę na wizytę. jak straciłam drugiego synka pierwsza myśl pragnę być w ciązy ale takiej żeby urodzić i wrócić z dzidziusiem do domu, żeby nie płakac na widok dzieci albo kobiet w ciąży :( lekarz powiedział mi że mnial mnie podszyć po powrocie z urlopu, ale niestety nie zdążył… bralam duphaston, acard, zastrzyki z fraxipariny i naprawdę się oszczędzalam po tych wynikach męża myślę, że nasze dzieci były może za słabe do dalszego rozwoju, niewiem, szczerze mówiąć odchodze od zmyslów i boję się. mam też krew rh- mąż rh+ ale twierdzą że konfliktu niemamy do tego mam jeszcze jakieś przeciwciała odpornościowe antyD niewiem boje się o wszystko i we wszystkim probuję znależć przyczynę, męczę lekarza żeby mi mowił jakie bad mam robić. Ufalam strasznie temu lekarzowi, bo pierwsza ciąże prowadził lek, który kompletnie niewie co ma robić gdy przypadek jest troch bardziej skomplikowany… A Tobie w którym tyg założyli szew? jak zrobią podszycie to zawsze trzeba leżeć w łóżku? jak teraz Twoja ciąża? który to tydz? Zyczę Ci aby się udało- teraz NAPEWNO SIE UDA gorące pozdrowienia


Nina dnia 1 sierpień 2010 o 14:13 #

Czesc Ewelina… Wlasnie patrzylam sie co to jest oligoasthenoteratozoospermia pisza ze to połączenie trzech ponizszych zaburzeń :
oligozoospermia - obniżona liczba plemników w ejakulacie (<20 mln/ml)
asthenozoospermia - nieprawidłowa ruchliwość plemników (<50% plemników wykazuje ruch postepowy lub<25% ruch liniowy)
teratozoospermia-nieprawidłowa budowa plemników (<30% z nich ma nieprawidłowo zbudowaną główkę)
Nie wydaje sie ciekawe, ale mysle ze da sie to wyleczyc, patrzylam na nie ktore forum i pisali ze nie ktorym sie udalo. Napewno bedziesz potrzebowala duzo sily. Dobrze by bylo jakby lekarze znalezli przyczyne, bo nie mozesz za kazdym razem zatrzynac ciaze ze strachem ze znowu sie cos stanie. Jesli masz czas szukaj informacji na forum, duzo dziewczyn pisze o roznych przypadkach, jakie badania robily to moze ty tez je porobisz, bo czasami lekarze nie kazuja wykonywac nie ktorych badan, to lepiej sobie je porobic na wlasna reke. Nie zadreczaj sie i nie wyszukuj przyczyn, ktore raczej nie powinny miec wplywu, ja tez przed poronieniem kochalam sie z mezem i on pozniej tez dlugo sie obwinial ze to przez niego. Dosc pozno chcieli cie zaszyc. Mnie zaszyli w 16 tygodniu ale nie z powodu ze szyjka sie skraca, ale dlatego ze pierwsze urodzilam w 22 tygodniu. Chcialabym ci sie zapytac, a czy na usg wychodzilo ze twoj synek jest zdrowy? Nie wiem jak w polsce, bo ja mieszkam we wloszech, a tutaj robia usg wlasnie tak kolo 20 tygodnia gdzie patrza czy maly urodzi sie zdrowy, czy nie ma tkz daowna, mierza czy ma rowne raczki, nozki, czy ma wszystkie palc, na wszystko patrzo, a w polsce te go nie ma? Bo z tego powinno wyjsc czy problemy twojego meza, maja wplyw na dziecko.
Pytalas sie czy leze, wiec raczej nie ze leze caly czas, tylko odpoczywa. Wstaje do lazienki, do kuchni, ugotuje nawet obiada i zrobie pranie. Oczywiscie ciezkich rzeczy nie podnosze. Teraz jestem w 25 tygodniu i lekarzowi wydaje sie ze wszystko jest wporzadku, to nawet mi pozwoilil wyjsc cos zjec, przyjechac sie samochodem. Pisalas ze uwazalas na siebie i oczywiscie ci wierze, ale czasmi i tak sie cos stanie i nie mamy na to wplywu. Ciezko jest kobieta ktore stracily dziecko przechodzic nastepne ciaze. Ja sie boje strasznie, mam dziwne mysli ze cos sie zaraz stanie. Zatrzynam chyba wariowac, ale mysle ze to normalne i pewnie jak sprobujesz jeszcze raz bedziesz czula to samo. Dlatego jesli chcesz jeszcze powalczyc i sprobowac odkladaj sily, bo bedziesz ich potrzebowac zeby przetrwac…
Jeszcze jedno placz! Placz ile dasz rade, potrzujesz sie wtedy lepiej… Ja probowalam sie trzymac i nie pokazywac innym ze cierpie, ale mamy do tego prawo, nie jest nam latwo zyc z mysla ze nasze dzieci nie zyja, dla nie ktorych to nawet nie bylo dziecko a dla nas to bylo cale zycie.


ewelina dnia 1 sierpień 2010 o 16:47 #

mi lekarz robił takie bad - spr czy maluszek ma rączki nóżki i fałdkę na karczku więc Ty mialaś może bardziej pracyzyjne te bad. co do badań to wlaśnie mój lek jest ok pod tym względem bo zlecil mi długo przed ciążą hormony, wirusy i niektore zakażne. myślałam żeby zrobić genetyczne, ale zobaczę co mi powie. mój drugi synek byl zdrowy nie mial żadnych widocznych wad, za to mój pierwszy dzidziuś mial rozczep buzi i calego podniebienia niewiem czy to ma jakies znaczenie i czy mogę odnieść ten fakt do wynikow męża. wiesz nie mam nikogo komu moglabym się wyplakać, więc jak czuję taką potrzebę to wchodzę na takie fora i łzy same lecą, ciężko mi jest bo mieszkam u męża razem z teściami i obie jego siostry są w ciąży, ze starszą miałyśmy spotkać się na porodowce, ona ma brzuch a mi serce rozrywa, jak wiem że ona ma przyjechać to biorę pr uspokajające, ale niestety nie pomagaja. chyba moj lekarz nieda się zwariować bo ja bym wszystkie badania jakie robią w najciemniejszych laboratoriach polski, tylko czy to pomoze…? czyt różne fora to dziewczyny nie wiedzialy ze robi sie tarczyce różyczke, toxo,a ja to wszystko mam i wszystko jest ok. jesli mogę Cię zapytac to od czego zaczeły sie Twoje straty- jakieś skurcze, czy plamienia? bo ja w obydwu miałam odrazu skurcze i rozwarcie. pamietam jak lekarz mowił mi w tej drugiej ciąży zebym się nie bala bo nadchodzi tydzien w ktorym stracilam pierwsza ciaze no i,,,,,,,,,,,,, :( a Ty robilas jakieś wnikliwsze bad? czemu lekarz nie podszyl Cie wczesniej?


Nina dnia 1 sierpień 2010 o 21:23 #

Przy pierwszej wydawalo sie ze wszystko jest wporzadku nawet dwa razy do polski przyjechalam sama samochodem, wszystkie badania wychodzily dobrze, az pewnego dnia poszlam na zrobienie cytologi i z tamdad wywiozla mnie karetka do szpitala zagrozeniem porodu, zadnych bòlòw, zadnego plamienia nie bylo, wiec myslalam ze sobie jaja ze mnie robia, jeszcze z tego szoku zapomnialam jak sie mowi po wlosku i tylko tam na mnie krzyczeli. W koncu po jakiejs godzinie dostalam silnego bolu i mi odeszly wody, noi moj synek sie udusil, a pozniej 7 godzin czekalam na rozwarcie i go urodzilam, niestety nie uslyszalam jego placzu, chociaz myslalam ze moze zdarzy sie cud. Lekarz wyslal mnie na wiele badan co nawet nie wiem co one ozn. po polsku ale wszystko bylo ok, u dziecka tez nie znalezli nic, wiec uznali ze mam niewydolnosc szyjki macicy. Po 3 m-cach sprobowalam znowu i stracilam w 5 tyg, przestraszylam sie ze teraz to wogole nie moge zajsc i po robilam jeszcze pare innych badan ale wychodzilo wszystko ok, wiec po 6 m-cach sprobowalam noi sie udalo, i teraz jestem w 25 tyg. Lekarz uznal ze szew zalozy przynajmniej miesiac przed tygodniami w ktorch stracilam dziecko. Dlatego bylo to w 16 tyg. Dziwie sie ze tobie tez nie zalozyli wczesniej. Mi zalozyli tylko dlatego ze mialam przedwczesny porod, a nie ze szyjka sie skraca. Bo wsumie lepiej zalozyc go przy dlugiej szyjce, a nie w ostatniej chwili, bo sam szew wywoluje skurcze, ale pozniej to przechodzi. Wspolczuje ci bardzo ze musisz widziec kobiety w ciazy, ja sie balam z domu wychodzic zeby je nie spotkac, a jak wiedzialam ze znajome sa w ciazy to czasami chcialam zeby one tez je stracily, wiem ze to okropne, ale to tak boli, a ktos kto nie stracil nigdy dziecka, i nie przechodzil trudnej ciazy nie wie co to jest. Wiec pewnie moje slowa wspolczucia nie wiele ci pomoga, ale musisz to przetrwac chociaz jest to trudne. Ktos kiedys powiedzial ze bog kiedy zrzuca ciezkie rzeczy na czlowieka, to wybiera tych silnych, pamietaj ze mamy w sobie duzo sily tylko o tym sie jeszcze nie wiem.


ewelina dnia 2 sierpień 2010 o 19:34 #

Też mam takie głupie mysli i czasem chciałabym żeby stracila moze przez chwile wiedziała jak ja się czuję, ale to tylko chwilowe mysli… powtarzam sobie że muszę mysleć o swojej przyszłości, moich dzieciach i jest mi lżej, tylko trochę boli jak wszyscy udają że nic się nie stało, jakbym nie była w tych ciążach i nie straciła moich Aniołków:( to jest naprawdę bardzo przykre. Wiesz mylisz się że Twoje pocieszenia nic dla mnie nie znaczą, docierają do mnie dlatego że Ty tez przez to przeszłaś i to nie są puste słowa typu jeszcze będziecie mnieli, bo jesteście młodzi, ktore slyszałam od teściowej i jej córek. Dlatego wchodzę na takie fora, bo tu znajduję duzo róznych historii ktore zakończyly się tak samo. Widzisz boję się że u mnie to nie bedzie kwestia szyjki a wlasnie masionek męża czekamy na ostatni wynik i umieram ze strachu:( a Ty masz męża włocha, czy tak poprostu wyjechaliście? czyt. wczoraj o kobiecie gin ponoć specjalistka od poronień więc zobaczę co powie mi teraz ten moj… a jeśli by mnie podszył i dostałabym skurczy to co wtedy? skurczy chyba nie idzie zatrzymać?


Nina dnia 3 sierpień 2010 o 18:51 #

Mi tez tak mowili,ze jestem mloda i bede jeszcze miala dzieci,i to mnie bardzo wkurzalo, bo oni nie rozumieja ze to nie jest takie latwe. Powiem ci,ze Cie podziwiam, musisz byc bardzo silna kobieta. Przeszlas dwie straty i to dosc zaawansowane,i dalej szukasz i strasz sie o nastepnego dzidziusia, choc pewnie nie jest latwo… Mysle ze nie masz czego sie bac,ze twoj maz ma problemy z nasionem bo zaszlas w ciazy bez problemow,a podobno organizm w momencie zaplodnienia wybiera te najlepsze plemniki,a odrzuca te gorsze,a jesli cos jest nie tak to dochodzi do wczesniejszego poronienia, czyli gdzies kolo 5 do 10 tygodnia zarodek zostaje odrzucony i dostaje sie krwawien i macica sie sama czysci. Przynajmniej mi tak wytlumaczyli dlaczego stracilam drugi dziecko w 5 tygodni. A mowilas ze z twoim synkiem bylo wszystko wporzadku nie wykryli nic, a napewno robili szczegolowe badania. Mam nadzieje ze znajdziesz przyczyne i wkoncu Ci sie uda… Moj maz jest wlochem i to jedynakiem wiec wyobraz sobie jak wszyscy oczekuja pierwszego wnuka… A jesli chodzi o podszycie i skurcze, to sama nie wiem, i tego sie boje, bo slyszlam ze jakbym dostala bole i skurcze to musze szybko jechac do szpitala, bo musza zdjac szew, bo jak nie to szew moze rozwalic szyjke. Wiec nie chce myslec ze takie cos sie moze stac. Mam nadzieje ze szew jest zalozony dobrze i bedzie czymal do konca… Daj znac jak bedziesz miala wyniki. Czasami warto zapytac sie innych specjalistow co sie znaja. Trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam.


ewelina dnia 4 sierpień 2010 o 20:59 #

byłam dziś u tego lek. na temat nasionek nie powiedział nic, bo myślę iz nie zna się na tym… ale nie wyslał nas do androloga, czekamy na aktualny wynik badań. Masz dużo racji co do prawidłowości z zaplodnieniem, mądrze to brzmi i naprawdę pociesza :) jak dostałam wynik i wiszłam na blog to przeczytalam, że przy takim schorzeniu zajście w ciąże to cud, a ja przecież zaszlam i to dwa razy fakt w pierwszą po roku, a w drugą po po siedmiu miesiącach więc jakieś nieprawidlowości są. Ale tak jak mowisz nie mam zamiaru się poddawać i będę walczyć, wierzyć i modlić się… moj gin powiedzial że jak będę w ciąży to podszyje mnie w 18 tyg ciąży. zalecił mi dużo witamin, trochę specyfików no i przygotowuje mnie. A Ty nie myś o najgorszym, bo teraz musi być dobrze i napewno będzie. nie wyobrazam sobie żeby być z obcokrajowcem, szczerze to ja u teściów w domu czuję się jakbym była wśrod gluchych i niemych, nikt oprocz męża nie rozumie tego co czuję. Jak przyjeżdżają jego siostry (obie sa w ciąży) to nawet nie schodzę jeść, bo juz nie jestem w ciąży………. i właśnie te dni są najtrudniejsze, są piekielnie trudne, nawet już nie mam czym płakać….. Trzymaj się cieplo i nie martw na zapas, bo jak się ma czarne mysli to można je przyciągnąć, więc głowa do góry, żadnych zmartwień, duzo uśmiechu a napewno się uda. :)


moon dnia 5 sierpień 2010 o 20:02 #

Moje dziecko umarło z 3/4 sierpnia.Miało 11 tygodni.Myślałam że przez to przejdę w miarę bezboleśnie, ale teraz widzę żę nie będzie mi łatwo. Jeszcze dzisiaj w szpitalu robiłam wszystko,żeby nikt nie zobaczył jak strasznie mnie to boli, ale kiedy zostałam sama nie udało się powstrzymać łez. Czekam na noc żeby przestać myśleć i cokolwiek czuć. I wciąż się zastanawiam jak ja dam sobie z tym radę??? w tej chwili jestem zdruzgotana i nic nie jest w stanie mnie pocieszyć.


Nina dnia 6 sierpień 2010 o 08:56 #

Mysle ze ginekolog powinien sie znac na nasionkach, ale moze bardziej jest zaniepokojony tym ze obydwie ciaze urodzilas kolo 20 tygodnia, bo w koncu musialy byc skurcze, bo inaczej nie dojdzie do przedwczesnego porodu, zakazenia ci nie wykazalo, wiec pewnie taki nasz urok. Moze tak bardzo chcemy nasze malenstwa ze przychodza wczesniej. Ze swojego doswiadczenia wiem ze najlepiej odczekac 6 miesiace, czyli u ciebie bedzie to cos kolo grudnia i zatrzac probowac, przez te miesiace bierz kwas foliowy. Kontroluj swoj okres to bedzie ci latwiej zajsc w ciaze, jak bedziesz znala dokladne dni plodne, jak tak robilam i za kazdym razem zachodzilam. Wiec jak dobrze pojdzie w styczniu zobaczysz dwie upragnione kreseczki. Ale do tego czasu trzymaj sie mocna, bo wiem ze nie jest latwo. Nie przejmuj sie siostrami twojego meza, nie ktore osoby nie umieja zachowac sie w takich sytuacjach i moze nawet niechca ale i tak rania innych. Jak macie szanse to moze wyjechalibyscie na jakies wakacje, tak zeby troche odychnoc od tego wszystkiego. A wogole to jesli mozna zapytac to ile masz lat? i w ktorej czesci Polski mieszkasz? Ja jak ci mowilam to mieszkam we wloszech nie daleko Wenecji, a do wlochow mozna sie przyzwyczaic:P


ewelina dnia 6 sierpień 2010 o 19:18 #

I nie tylko przyzwyczaić…nawet zakochać :) my mieszkamy prawie w Pułtusku tj. 60 km od Warszawy. Mamy w planach wyjazd, więc może uda się gdzieś wyjechać. Mam 23 lata, mój mąż 22. Mówiąc o obserwacji cyklu mialaś na myśli mierzenie temperatury? Jeśli tak to nigdy nadzwyczajnie nie przywiązywałam wagi do aż tak szczegółowej obserwacji cyklu. Lek powiedzial mi że możemy zacząć starać się w pwżdzierniku, czyli minie cztery miesiące, tylko że z tą ostatnią ciążą udało się dopiero po sześciu miesiącach i tak sobie myślę, że to może mieć jakiś związek właśnie z nasionkami męża. Kwas foliowy biorę, oprócz tego falwit, jodid, wit a+e, wit c, selen, i przepisał mi preparat arnika heel mówi, że to na odtrucie organizmu. Biore a lek mówi, żebym się przygotowywala.Na wizycie powiedzial że podszyje mnie w 18 tyg.Też zastanawiam się, czy mam robić badania genetyczne, niemam pojęcia co robić. Lekarz zalecił mi bad hormonów i kazal wstrzymać się jeszcze dwa cykle i dopiero zrobić, a ja już miałam jechać i robić je, zgasił mój zapał i znowu ta bezczynność, miliony wątpliwości i ta cholerna niepewnośc o przyszłość czy się uda. Pisałam chyba już o tym, ża bałam się cieszyć tą drugą ciążą, gdzieś usłyszalam, że sukces ciąży w dużej mierze zależy od nastawienia psychicznego, tylko jak tu się nastawiać…..? Co do sióstr męża to zaczynam mieć wyrzuty sumienia bo zachowuję się tak jakbym przez nie straciła moje Aniołki, ale nie umiem patrzeć na nie, ich okrągłe brzuchy i szczęśliwe twarze. poprostu nie umiem……


Nina dnia 7 sierpień 2010 o 11:29 #

Moja historia z nim byla strasznie zakrecona hehe, ale wlosi tak latwo nie daja za wygrana. Ja mam 25 lat,a on 35 ale zachowuje sie gorzej niz piecialetnie dziecko. Ja w polsce mieszkalam kolo Krakowa.
Nie chodzilo mi o mierzeniu temperatury,tylko o wyznaczeniu dnia owulacji, ktory wychodzi dwa tygodnie przed spodziewana miesiaczka. Wiec jesli twoja miesiaczka bedzie regularna, to bedziesz mogla sobie obliczyc dzien w ktorym powinna byc owulacja, i przed i po dnie owulacji ja probowalam, bo nigdy nie wiadomo czy dokladnie sie wyliczylo dzien owulacj hehe:). Moja taktyka byla taka i za kazdym razem sie udawalo. Nie zamartwiaj sie napewno sie uda, i nie mysl o najgorszym, bo nasze glowy to potrafia wymyslac nie samowite historie. Jeszcze jedna rada, przestan wchodzic na forum gdzie pisza o roznych problemach bo jak sie zatrznie czytac wszystkie te historie to dopiero mozna zwariowac,bo sie ma uczucie ze wszystko to ma zwiazek z nami. A jesli chodzi o przechodzenie ciazy,to niby mowia zeby byc spokojnym, nie zamartwiac sie, ale w naszych przypadkach sie tak nie da, ja to dopiero jestem klebkiem nerwow i tez na poczatku balam sie cieszyc, bo myslalam ze znowu strace moje malenstwo. Wiec sa dni dobre i zle. Masz prawo nie cieszyc sie ze szczescia innych w koncu jeszcze boli cie ze twojego synka nie ma, i nie martw sie to jest normalna rzecz, a w twoim przypadku to jest jeszcze gorzej bo ciagle widzisz kobiety w ciazy, przez to cie podziwiam. Wierze ze dasz rady. Pozdrawiam serdecznie…


ewelina dnia 7 sierpień 2010 o 15:17 #

A boli podszycie ciąży? Bo ja chyba oszaleje ze strachu jak będę przed podszyciem… A znacie juz płeć swojego bobaska? Najgorsze jest dla mnie to że nie umiem usiedzieć w miejscu, może dlatego że zaczymam od nowa wszystko przemyślać i doszukiwać się swojej winy, ale z drugiej strony mam świadomość, że stan mojej psychiki poprawił się i myslę że to dzięki forum no i bezposredniego dialogu z Tobą, tym bardziej, że w domu nikt ze mną nie rozmawia o tym, bo wszyscy są skupieni na ciężarnych (oprócz mojego męża oczywiście). Co do obserwacji cyklu to po pierwszej ciązy wyregulował się bo wcześniej to byla jedna wielka loteria, będzie albo nie, no a teraz muszę trochę odczekać, żeby cokolwiek stwierdzić :) a Ty nie martw się a zwlaszcza teraz jak już przeszłaś ten czas wiekszego ryzyka, więc myśl o tym, że już niedlugo. Miała wypalaną nadżerkę i nie mogę usiedzieć w miejscu, a miałam się oszczędzać… fakt nie dzwigam, ale przemierzam setki razy schody gora dół i boję się że mogę coś schrzanić ale myślę o tym jak zaczyna mnie boleć. Zawsze jak rozmawiamy z mężem to obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej, że się uda i że będę leżała w łóżku tylko czy coś to da? Nikt, żaden lekarz nie powiedział mi że jeśli spędzę ciążę w łóżku to będzie wszystko dobrze… tylko jak można 8 miesięcy leżeć??????? w drugiej ciąży polegiwalam i nawet sporo i jakoś nic to nie dało. coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu że to przez współżycie :( niewiem boję się z drugiej strony tak myslec bo to by znaczyło że zabilam swojego dzidziusia, chore są te myśli ale nie umiem sie ich pozbyć. Jak idę na cmentarz to dostaje kołomłyja myśle, że to moja wina, że moje dziecko zamiast na moich rękach to jest w ziemi, z resztę wiesz jakie myśli przychodzą do głowy… swojego czasu bylam gotowa jechać do psychologa, nie pojechałam bo zaczęlam wchodzić na takie fora i szczerze chyba psycholog by nie pomógł, bo co niby może wiedzieć o tym co czuję… a tu wszystkie przechodziłyśmy to samo więc nie ma mowy, o teoriach, głupich i niepotrzebnych slowach. boje się kolejnej ciąży, ale już chcialabym być zrobię bardzo dużo, nawet cale miesiące w łóżku…


Nina dnia 7 sierpień 2010 o 22:41 #

Podszycie nie boli,bo cie uspia,obudzisz sie po wszystkim. Ja nawet nie czuje ze cos mam w srodku. Bede miala chlopczyka,przy pierwszej tez byl chlopczyk. Ja tez nie umiem usiedziec na miejscu,wszedzie mnie pelna,i dlatego tez mam teraz problem siedziec w domu i caly czas w lozku. Ale i tak wstaje i robie wszystko sama gotuje, sprzatam, jak czuje ze mi twardnieje brzuch to ide sobie odpoczac… Przelezalam tylko miesiac w lozku, pozniej doktor pozwolil mi na wiecej. We wtorek mam wizyte wiec sie dowiem czy nie skrocila mi sie szyjka… Czy lezenie daje cos? Napewno pomaga,ale tez duzo pomaga podszycie,albo swiadomosc ze to ci pomoze,chociaz i tak watpliwosci pozostana. Jesli chodzi o wspolzycie,to w nastepnej ciazy musisz o tym zapomniec,ja od 6,5 miesiaca co nie robie nic hehe,ale da sie wytrzmac,najgorzej przezywa to moj maz hehe. Podobna orgazm wywoluje skurcze,dlatego nie mozna nic robic… A ty pochowalas swoje dzieci? Bo mi powiedzieli ze do 22 tygodnia jest to poronienie,a nie porod,a po drugie moj synek urodzil sie martwy. Nawet mi go nie chcieli pokazac tylko ja ich poprosilam,ze chce zobaczyc go. Byl taki malutki,ale byl sliczny bo byl moj:) Zobaczysz ze czas szybko minie i nie dlugo juz napiszesz mi ze znowu jestes w ciazy, czego ci zycze z calego serca…:)


ewelina dnia 7 sierpień 2010 o 23:13 #

Mnie przy drugim synku pytala pielęgniarka, czy chce go zobaczyć i nie przestaję o tym myśleć bo powiedzialam, że nie balam się, balam się tego, że jak go zobaczę to nie bede umiała bez niego żyć i tak nie potrafię ale chyba łatwiej mi przez to przejść. Nie mnialam odwagi żeby zobaczyć mojego syneczka :( pochowaliśmy obydwu ale sam mąż z rodzicami ja zostalam w szpitalu, chcialam być, ale nie chcieli żebym byla, niewiem czy to lepiej. Napewno nigdy nie przestanę myśleć o nich :( i w ciąży usypiają, mogą, nie zaszkodzi na maluszka? kurcze takie to wszystko jest pokręcone… my też się wstrzymywaliśmy, ale wiesz jak to facet… to przez ten cholerny seks :( moj mąż cały czas mi powtarza, że teraz jak zajdziemy to nawet mnie nie dotknie, tylko bedziemy musieli oddzielnie spać, chciałabym juz być w ciąży najlepiej niedaleko porodu, tak dlugo trzeba czekać :( :( oszczędzaj się i dbaj o siebie teraz napewno się uda. Pozdrowienia


Nina dnia 9 sierpień 2010 o 17:57 #

Ja sie ciesze ze moglam go zobaczyc, slyszalam ze nie ktore kobiety nawet robily zdjecia,ja raczej bym sie na to nie odwazyla. Ja niestety nie moglam go pochowac,ale moze lepiej,bo sam pogrzeb, pozniej jego grob, bardzo by mnie bolal, a tak to wiem ze moj synek jest w moim serduszku i to mi wystarcza. To wszystko wogole jest trudne, i kazda z nas przezywa to inaczej,chociaz bol jest zawsze ten sam. A z facetami to trudno jest,oni to maja problemy wyczymac bez…., ale w naszych przypadkach musza sie poswiecic. Moj to czasami zartuje ze pojdzie z inna hehe, ale co moge zrobic;) Wiem ze oczekiwanie na nastepne wydaje sie takie dlugie, mi to wogole dni nie chcialy leciec, ciagnely sie tak strasznie, mialam szczescie ze po 3 miesiacach po poronieniu znalalam prace to mi lecial szybciej ten czas. A ty pracujesz? Bo znalezienie nowej pracy podnioslo by cie na duchu, nowi ludzie, nowe rzeczy. Wytrzymasz juz nie dlugo ci zostalo, mysl teraz o sobie i o tym ze juz nie dlugo znowu bedziesz w ciazy i tym razem ci sie uda.


ewelina dnia 9 sierpień 2010 o 19:57 #

No wlaśnie nie pracuję, wiem że gdybym pracowala, to inaczej to wszystko bym znosiła, ale cóż….. To ja tak mówię do swjego że jak teraz będę to nie dam mu się dotknąć i \"daję\" przyzwolenie na…….. ale mąż twierdzi, że nigdy by mi tego nie zrobił. My obydwóch Maluszków pochowaliśmy fakt, że nie byłam na pogrzebach, ale….. mam po co żyć muszę dbać o kwiaty, zapalać lampki no i modlić się. Jestem praktycznie codziennie i zawsze jak mam doła to jadę na grobek wypłaczę się i czasem jest mi lżej wiem, że mam ich blisko i tylko dla siebie, bo tylko ja z nimi rozmawiam. Gdyby dało się cofnąć czas………… byłaby najszczęśliwsza na świecie, tylko że to jest nie możliwe. Czekam z ogromną nadzieją i wiarą, że tym razem napewno się uda……… :/


Nina dnia 10 sierpień 2010 o 09:22 #

A jak bys poszukala pracy, napewno w Polsce nie jest latwo z praca i zarobki kiepskie, ale tylko po to zeby zmienic klimat, otoczenie. Nie martw sie tym razem jak bedziesz w ciazy to nie dasz sie mu, a on nie bedzie mial nic do gadania, bedziesz tylko myslala o twojim dzidziusiu. Podziwiam cie ze jeszcze masz sile wierzyc i modlic sie, ja bardzo przezylam smierc mojego synka i prawie zwotpilam w Boga, bylam bardzo zla na niego, bo ja co wierzylam tak bardzo w niego, i tak sie modlilam zeby mi go nie odbieral a on i tak go zabral i tak ciezko mi bylo zrozumiec dlaczego. Teraz nie mam do niego zalu, ale przestalam sie modlic, chociaz i tak powiem czasami zdrowaske jak sie boje, ale to chyba z przyzwyczajenia, bo mam malutka nadzieje ze moze on naprawde jest i mi pomoze… Ale jak mowilam kazda z nas jest inna i naczej cierpi i reaguje na to wszystko… Gdyby dalo sie cofnac czas to dzisiaj bylo by wszystko inaczej, a moze nie, a moze i tak wszystko by sie wydarzylo! To jest wielka nie wiadoma… Ja wierze ze uda ci sie, pomsyl ze ja juz jestem w 26 tygodniu, co naprawde nie wierzylam ze mi sie uda, a jeszcze tym bardziej ze ostatnio dosc miala stresujacy miesiac i ruchliwy, bo to znajomi przyjechali, to sprzatanie, to nie mam nikogo i musze sama wyprac, wyprasowac… Ja ci zycze szczerze, zeby ci sie udalo, i zebys byla szczesliwa, wierzmi ze chyba mozna byc szczesliwa, moze sie uda, bo oczywiscie zawsze jest ta nie pewnosc, ale wierzmy mocno ze my tez zaslugujemy na to zeby byc szczesliwymi…


ewelina dnia 10 sierpień 2010 o 12:55 #

Nie wiem muszę Ci powiedzieć, że na tyle sposobow tłumaczyłam sobie te straty, że chyba coś do mnie dotarło i coś zrozumiałam, ale nadal zdarzają się nie spane noce i morza łez…. i też miałam żal do Boga, który przerodził się w żal do siebie, potem znowu tłumaczenia, że moje dzieci byly potrzebne jakiejś mamie, która zostawiła swoje dzieci i musiała odejść, chore są te myśli, ale tak właśnie sobie tlumaczyłam, potem znowu załamka dlaczego ja…. dojrzałam psychicznie i wiem że w kolejnej ciąży będę uważać na siebie jak nigdy dotąd, tak, żeby udalo się i żebym w końcu wróciła z maluszkiem do domu wierzę w to i mam ogromną nadzieję. Wczoraj przyszedl wynik męża, diagnoza ; nieprawidłowa ruchliwość plemników, ale jakoś przestałam sie bać, skoro zaszłam dwa razy w ciążę to teraz też się uda, czekam tylko na znak lekarza… Do pracy pewnie nie pójdę, bo mąż niechce żebym szła chyba jest zazdrosny i wyobraża sobie niestworzone rzeczy, więc najbliższe dwa, trzy miesiące będą się ciągnęły w nieskończoność… A Ty masz zaufanie do włoskich lekarzy, umiesz mowić po włosku? Może tamci lekarze są bardziej skrupulatni i dokładni w tym, co robia stosują jakieś inne leki w trudnych ciążach? Ty bierzesz teraz cos, jakies proszki, czy zastrzyki?


Nina dnia 10 sierpień 2010 o 18:06 #

Wlasnie wrocilam od lekarza i boje sie jak nie wiem, bo szyjka skrocila mi sie z 38 do 22mm, nie zbyt byl zadowolony, a nawet widac bylo zebyl przerazony, chociaz staral sie mowic spokojnie, zeby mnie nie wystraszyc. Ale wiem ze nie jest dobrze i pewnie nie donosze do konca, bo juz dzisiaj mi kazal isc na zaszczyk ktory przyspieszy rozwoj pluc mojego synka, wiec nie jest za ciekawie. Lekarz uwaza ze wszystko sie czyma na szwie, jesli szew popusci to dojdzie do porodu, mam teraz lezec caly czas zadnego wychodzenia, i jezdzenia samochodem, tylko ubikacja i lozka, ale tak sie przestraszylam ze teraz to sie nigdzie nie rusze…:( Lekow duzo mi nie zalecil, mam brac tylko witaminy i buscopan czyli cos takiego jak nospa, tak mi sie przynajmniej wydaje… Wloski umiem na tyle zeby sie dogadac i zrozumiec… Czy mam zaufanie, ja nikomu nie ufam, ale nie znam sie na tych rzeczach i musze suchac lekarzy, ale widze ze sie martwi, i stara zebym przynajmniej donosila do 32 tygodnia, chociaz mi jeszcze duzo brakuje, bo to dopiero moj 26 tydzien. Boze moj ja nie wiem czy to przezyje jesli zwnowu moj synek umrze… Ja chyba nie mam tyle sily i wiary co ty…:(


ewelina dnia 11 sierpień 2010 o 11:53 #

Niemyśl w ten sposób i WIERZ ZE SIE UDA Z CAŁYCH SIŁ NO I OCZYWIŚCIE OSZCZĘDZAJ SIĘ. byłaś na tym zastrzyku? nie denerwuj się bo to napewno nic nie pomoże, a wręcz przeciwnie. musisz wierzyć że będzie wszystko dobrze! nie myśl o tym ze bedzie dobrze, musi. uda Ci się glęboko w to wierze i trzymam kciuki za Was. nie denerwuj się i dużo leż musi się udać :)


Nina dnia 11 sierpień 2010 o 20:21 #

Dzisiaj bylam na nastepnym zastrzyku, mam nadzieje ze to pomoze, moze i nawet dobrze ze lekarz mysli naprzod, jakby sie cos mialo stac. Twoj tez tak powinien zrobic, bo mogl juz wczesniej zalozyc ci szew, ale zawsze czlowiek dowiaduje sie po fakcie, i ciagle sie uczymy na bledach, tylko ze pozniej te bledy strasznie bola. Dziekuje za pocieszenie, bardzo go poczebuje teraz, bo juz mi sie wydawalo ze jest lepiej a tu wyskoczylo mi znowu zagrozenie, jest trudno przejsc ciaze osoba ktore wiedza ze moga ja stracic, ja to przechodze teraz, a ty tez bedziesz miala to samo, mam nadzieje ze uczymam z toba kontakt, bo chce bardzo wiedziec jak tobie pojdzie i oczywiscie wierze ze ci sie uda, bede cie wspierala tak jak ty wspierasz mnie..:) A sama wiesz jak to z lezeniem jest wydaje ci sie ze dobrze sie czujesz i pozwalasz sobie na wiecej, teraz to wiem ze musze, bo naprawde sie przestraszylam. Ale tak wierzylam ze tym razem bedzie inaczej. My to mamy przerobane…! Ale co sie nierobi zeby miec swojego dzidziusia przy serduszku:) Jeszcze raz dziekuje ci ze jestes…:)


ewelina dnia 11 sierpień 2010 o 22:53 #

Na pewno podjął taką decyzję bo chce jak najlepiej dla Ciebie i maluszka, i daje Wam duże szanse. Kurcze czemu tak jest że jedna kobiety robią wszystko normalnie seks pełną parą, normalnie pracują do ostatniego dnia i nic im nie jest gdzie jest Bóg??????????? czym sobie zasłużyłyśmy na takie cierpienia, słów brakuje…………………………….! i naprawde żadna która tego nie przeszla nie ma pojęcia co czujemy i na dodatek te pocieszenia……………….. Trzymaj się mocno i nie poddawaj się dla Twojego syneczka i nie myśl o najgorszym bo wszystko będzie dobrze ja obiecałam sobie że jak będę w ciąży i będę rwala się do jakiejś roboty to zadam sobie pytanie głupie sprzątanie czy mój maluszek… musi byc dobrze duzo leż uspokój sie to maluszek jeszcze poczeka życzę Ci z calego serca żeby udało Ci się jeszcze troszkę wytrzymać i napewno wszystko skończy się szczęśliwie tylko Ty musisz też w to wierzyć i głęboko ufac a napewno się uda.


Nina dnia 12 sierpień 2010 o 11:22 #

Ja tez sobie zadaje czesto pytanie dlaczego inni nie maja problemow i moga wszystko robic, a my mamy tyle problemow… Moze to jest jakas proba zeslana od Boga, a kiedy to przejdziemy bedziemy bardziej silniejsze, ale ta droga jest dluga i nie latwa. A ty jak sie czujesz? Napewno nie jest ci latwo i te bezczynne oczekiwanie… Bo mysle ze czujesz sie tak jak ja kiedy liczylam dni i miesiace zeby znowu sprobowac. Mam nadzieje ze czymasz sie, chociaz nie jest latwo. Ja tez tak mowilam ze jak bede w ciazy to nawet 9 miesiacy przeleze, ale pozniej wszystko jest inaczej. Wiesz ze kiedy tak sie lezy bezczynnie to myslisz o wszystkim i to zawsze o najgorszym… Chcialabym zapomniec ze stracilam moje dzieci i myslec ze to moja pierwsza ciaza! Pierwsza ciaza byla idealna bez stresow, nerwow, wydawalo mi sie ze moge wszystko robic, myslalam ze przejde przeznia jak wszystkie kobiety bez problemowo… Chcialam ci sie zapytac czy nie dalabysmi twojego emiala, bo nie wiem czy na tym blogu mozna tak duzo pisac, moze tez inne osoby chca napisac o swoich problemach, a tak to zajmujemy caly blok. Oczywiscie jesli chcesz, ale chcialabym czasami dowiedziec sie jak ci tam leci i czy wszystko u ciebie w porzadku…


ewelina dnia 12 sierpień 2010 o 14:28 #

Odliczam dni nawet po pierwszym cyklu liczyłam kiedy będą dni płodne… a muszę czekać jeszcze trzy miesiące… potem też nie bedzie łatwo. A Ty jak sie czujesz, leżysz w łóżku? ja różnie się czuję myśle o moich synkach wyobrażam sobie jak je tule i trzymam na rękach…. to tylko marzenia :( w niedziele bylismy na mszy i akurat było dwa chrzty…. całą msze widziałam jedną dzidzię trzy razy sie rozkleiłam i musialam wyjść bo nie dawałam rady, pocieszam sie tylko tym ze niedlugo znowu zaczniemy starania i ze tym razem bedzie dobrze przynajmniej ze swojej strony zrobie wszystko zeby w razie … nie miec sobie nic do zarzucenia… mój email ; ewelina.pawel@interia.pl mam nadzieję ze czasem sie odezwiesz bo nikt nie rozumie tego co czuje. trzymaj się mocno i nie poddawaj się bo musi byc dobrze już dostalyśmy w kośc więc czas na nasze szczęscie! :)


Nina dnia 12 sierpień 2010 o 17:05 #

Teraz bede pisala do ciebie na emial…


magda 25 dnia 17 sierpień 2010 o 11:33 #

Cześć dziewczyny! U mnie na 90% przyczyną poronienia była opryszczka na ustach. Nawet nie wiedziałam jakie spustoszenie zostawia ten wirus. U mnie pojawiła się gdzieś ok 6tyg i skończyło się źle. Nigdy wcześniej nie miałam opryszczki a podobno w pierwszych 3 m-cach albo powoduje poronienie albo bardzo poważne zmiany rozwojowe u dziecka, to nie znaczy że w późniejszym okresie może być mniej groźny. Także jak coś się zaczyna pojawiać to lepiej od razu do lekarza po środki przeciwwirusowe.Szkoda że nie wiedziałam tego wcześniej, może wtedy to wszystko inaczej by się skończyło. Ale mimo wszystko się nie poddaje. Chwilowo nic nie robię w tym kierunku bo jestem strasznie rozregulowana hormonalnie. Ale myślę że za jakieś 3 m-ce zacznę działać. Boję się strasznie ale wiem że wszystko będzie dobrze i nie może być inaczej. Trzymam za Was wszystkie kciuki i wiem że Wam też się uda.


Nina dnia 18 sierpień 2010 o 16:18 #

Naprawde po opryszczce na ustach, moze dojsc do poronienia. Boze ile bakteri, wirusow jest teraz na swiecie ktore moga spowodowac strate dziecka. Czasami lepiej nie znac wszystkich chorob jakie moga wystepowac w ciazy, bo wtedy zylo by sie w ciaglym strachu, ze to moze nam sie przytrafic. Przykro mi ze to przytrafilo sie tobie, ale nie martw sie bedzie dobrze. Jest tu na blogu wiele dziewczyn ktore sie boja strasznie, i czekaja na nastepne proby zajscia w ciazy. Bedzie dobrze. Ja tez trzymam kciuku za wszystkie dziewczyny…


magda 25 dnia 25 sierpień 2010 o 08:37 #

Zaraz po poronieniu myślałam że im szybciej zajdę w ciąże tym ból będzie mniejszy. Założyłam, że po 3 m-cach zacznę starania. A teraz kiedy te 3m-ce minęły już tak nie myślę. Przecież nie da się zastąpić tej straconej istotki. Mam nadzieje, że przyjdzie czas na to abym była psychicznie na to przygotowana, bo chwilowo jest ciężko.


gośka dnia 25 sierpień 2010 o 16:04 #

Witam Was Dziewczyny!!!.Jestem tu po raz pierwszy i czuję że muszę się z Wami podzielić moją wielką stratą(teraz wiem że nie jestem sama a tak myślałam…).Pierwszą ciążę przeżyłam bez żadnych problemów urodziłam Synka przez cesarskie cięcie powód wysokie ciśnienie ale wszystko ok, o drugą ciąże po cc lekarze kazali mi odczekać trzy lata ja poczekałam pięć i jakie było moje zdziwienie gdy w lutym tego roku ujrzałam na teście moje upragnione dwie kreseczki byłam taka szczęśliwa…, wszystko było ok, ciśnienie w normie wyniki rewelacyjne, dwa usg wszystko w porządku widziałam moją Dzidzię jak wierzga rączkami i nóżkami, serduszko bije więc nie było powodu do zmartwień.A jednak 31 lipca trafiłam do szpitala powód podwyższone ciśnienie zrobiono mi ktg serduszko biło nie tak jak powinno,następnie zrobiono usg i diagnoza uogólniony obrzęk dzidzi, woda w osierdziu, wodobrzusze itd…, byłam załamana, kolejny szpital i brak dobrych wieści.Dnia 3 sierpnia moja Kochana Córeczka odchodzi, umiera we mnie a ja nie mogę nic zrobić,był to 28 tydzień ciąży i moja ósma rocznica ślubu - jestem załamana tak bardzo Ją pokochałam czułam jej ruchy i nie mogę sobie wybaczyć że do końca wszystko było ok a tu taka tragedia…, urodziłam mojego Aniołka 6 sierpnia siłami natury i przeżyłam ten ból jeszcze raz gdy zamiast płaczu Dziecka na porodówce usłyszano mój przerazliwy krzyk i rozpacz DLACZEGO?????.Dziś minęły prawie trzy tygodnie od tej tragedii a ja dalej nie mogę w to uwierzyć i choć każdy mi mówi że mam dla kogo żyć że mam synka to jednak ból i rozpacz jest i pozostanie do końca mych dni….Dziewczyny bardzo Wam wszystkim współczuję bo wiem co przeżyłyście ale w jedno wierzę ze kiedyś nam wszystkim zaświeci słońce i tego wam i sobie życzę!!!.Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie.
\"LUDZIE MARZĄ O ANIOŁACH JA MIAŁAM SZCZĘŚCIE TRZYMAĆ JEDNEGO W RAMIONACH\"


basiek dnia 2 wrzesień 2010 o 11:11 #

Byłam w 12 tyg. ciąży kiedy dowiedziałam się, że mojemu maleństwu przestało bić serduszko :(( dbałam o siebie bardzo, bo wiedziałam o ciąży od 2 tygodnia, ale stało się inaczej. Byłam katoliczką do chwili, gdy nosiłam w sobie moje upragnione maleństwo. Teraz wiem, że bóg nie istnieje. Pomaga tylko tym którzy nie dbają o siebie o dzieciątka które mają się urodzić, a karze tych które pragną mieć dzieci. Chyba już nie wrócę w ogóle do wiary katolickiej.
Brakuje mi naszej małej córeczki ;(( Za m-ąc bedziemy próbować znów, lekarz powiedział, że 3m-ące po zabiegu muszą minąć także więc ….
A psychicznie jestem prawie w formie, bo mam 2,5 miesięcznego pieska, któremu mamusiuję. Mam się czym zająć. Pomaga mi to, ale nie przestałam myśleć przecież o naszym Aniołku.
Pozdrawiam Was wszystkie przyszłe i obecne mamusie


magda 25 dnia 6 wrzesień 2010 o 14:30 #

Wiesz co ja podchodzę do tego trochę inaczej, nie przestałam wierzyć. Wytłumaczyłam to sobie w taki sposób, że jeśli to maleństwo miałoby urodzić się upośledzone i jeśli miałabym patrzeć na jego cierpienie do końca życia to zdecydowanie lepiej, że stało się właśnie tak. mimo że minęło 3,5 miesiąca to nadal jest mi źle i normalnie “kobiety w ciąży działają mi na nerwy i wyć mi się chcę jak widzę taką z brzuchem” ale wiary w to nie mieszam, wiem że następnym razem będzie już dobrze i moje modlitwy zostaną wysłuchane. Nie można za całe zło świata winić Boga. Mi lekarz kazał odczekać przynajmniej pół roku zanim znowu spróbuje, żeby organizm doszedł do siebie. Dziewczyny uda nam się zobaczycie, trzymam za Was wszystkie kciuki


Zostaw coś po sobie
Imię lub pseudonim
Adres email (nie będzie widoczny)
Strona WWW