Poronienie

Pamiętnik mam po stracie dziecka

Czasami upragnione dziecko odchodzi niezapowiedzianie. Nie ma określonego czasu i żaden nie jest dobry. Nie prawdą jest, że mama, która poroni w 8 tygodniu mniej cierpi od mamy, która straci dziecko w 34 tygodniu. Bo czy jest dobry czas na odejście ukochanej dla nas osoby?

Żal, smutek, rozgoryczenie odczuwają nie tylko kobiety, ale też mężczyźni, którzy tak jak one czekają na swoje maleństwo. Natomiast to zwykle przyszłe mamy zakładają pamiętniki, blogi i piszą wiersze na pamiątkę cudownego czasu jakim jest ciąża. A gdy ciąża się kończy nie spodziewanie? Mogą opisać swój ból, przelać splątane myśli, ukoić ból. Bo z kim porozmawiać jak poronienie to wciąż tabu? Jak wytłumaczyć ludziom, że istotka mająca kilka centymetrów była jedną z najbliższych mi osób?

Gdy mamy straci jedno, drugie dziecko, każda kolejna ciąża jest lękiem, że istotka zamieszkała w niej tylko na chwilę. Na stronie Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu można przeczytać „Pamiętnik Anki”. Mamy, która poroniła dwa razy. A jej pamiętnik jest z okresu trzeciej ciąży pełnej radości, obawy i lęku.

Po śmierci dziecka nic nie jest już takie same. Nawet jeśli o istnieniu dziecka świadczyły tylko dwie kreseczki na teście i nie dane nam było nigdy go zobaczyć.

Gdyby ktoś powiedział mi jak długa droga do macierzyństwa mnie czeka – nie uwierzyłabym. A gdybym uwierzyła – płakałabym długo nad sobą i moimi maluszkami. Poronienie, strata dziecka, często nie przekreślają przyszłego macierzyństwa, jednak oczekiwanie na dziecko po takich przejściach w niczym nie przypomina historii jakie znaleźć można w pismach dla przyszłych mam. Ja nie miałam sił w ciąży by czytać radosno-optymistyczne artykuły. Nie miałam też sił tłumaczyć ludziom co czuję, czemu ich słowa zamiast mnie pocieszać sprawiały, że łzy same spływały mi po policzkach.

Chciałam powiedzieć tym wszystkim którzy stracili dziecko, kobietom po poronieniu, mamom bez dzieci obok, że nie są same, że mają prawo do swych emocji, do przeżywania żałoby nawet jeśli nigdy swojego dziecka nie zobaczyły. Wciąż nie wiem jak po takiej stracie żyć i chyba nie ma na to żadnej prostej rady. Ale mam nadzieję, że odnajdziecie tu odpowiedź na kilka pytań. Zaś osobom których bliskich dotknęła tragedia, być może moja historia pomoże lepiej zrozumieć przeżycia rodziców po stracie. Chciałam też opowiedzieć, jak to jest gdy czeka się na dziecko, wiedząc aż tyle o tym co złego może się wydarzyć. Byście wiedziały, że większość waszych uczuć – choć być może dla otoczenia irracjonalnych – jest jak najbardziej normalna…”

Pamiętnik można przeczytać na stronie:
http://poronienie.pl/pamietnik_ani.html i http://poronienie.pl/pamietnik_ani2.html

Prawda jest taka, że ból po stracie bliskiej osoby nigdy nie mija… Może jedynie uczymy się o tym nie myśleć… Dziś wyszła notka bardziej refleksyjna…

Wybrane dla Ciebie

114 komentarzy

  • Reply
    magda2490
    28-01-2009 at 17:33

    wspulczuje ja jestem w 27 tygodniu ciazy i niedawno naszedl mnie lek a co gdy bym poronila?? od tamtej pory takie mysli nachodza mnie co dziennie…:( a przeciez powinnam sie cieszyc ciaza bo to wspanialy okres w zyciu mimo to niemoge pozbyc sie tego lenku i obaw,niemam pojecia czy to normalne a moze to jakas depresja…powoli kupuje rzeczy dla dziecka ale slyszalam o tym ze niepowinnam tak szybko tego robic bo moze sie cos stac…ZABOBON???? a moze cos w tym jest,a z drogiej strony niedam rady kupic wszystkiego odrazu po narodzinach dziecka i co tu robic…?? moim marzeniem jest teraz tylko to zeby czas jak najszypciej minol i moje malenstwo bylo juz zemna…mam nadzieje ze moje obawy sa bez podstawne pozdrawiam goraco magda

  • Reply
    Agnieszka
    13-02-2009 at 13:39

    Ja w tamtym roku w styczniu urodziłam córeczke (Kingusie) w 28 tygodniu i zmarła po 10 minutach 🙁 miała wade rozwoju zwaną potworniakiem który wyrósł jej na szyii i nachodził na twarz z prawej strony i deformofał całą prawą strone,moja córka nie maiała wogóle szans na przeżycie ponieważ nie miała podniebienia,tchawicy,rzuchy,płuca,dząseł,itd po prostu miała tylko zdrowe serduszko.Nie dawno była jej pierwsza rocznica śmierci 🙁 a ja nadal nie moge sie pogodzić z tą wiadomością że jej nie mam i nadal męczą mnie myśli dlaczego ja.Teraz jestem znowu w ciąży w 24 tygodniu i będe miała syna i bardzo sie ciesze bo wiem że córeczka nad nami czówa.I teraz jak tak czytam wszystkie artykuło o dzieciach i śmierci małych dzieci i co ci rodzice przeżywają i bardzo im współczuje bo już wiem co to znaczy.Zycze wszystkim przyszłym mamą dużo dobrego w życiu i dbajcie o swoje pociechy.Pozdrawiam Aga

  • Reply
    Paulina mamusia Aniołka Wiktorka
    05-12-2009 at 20:43

    Smutek, żal, rozpacz… Kocham Cię mój maleńki Aniołku. Moja Iskiereczko…upragniony syneczku…
    ” Gdyby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać…
    Żyłbyś wśród nas Syneczku”
    mamusia

  • Reply
    edyta
    13-12-2009 at 20:56

    Moje maleństwo odeszło w 8 TC.11 grudnia 2009 i nie wiem czy kiedykolwiek minie ten ból w sercu i ta pustka[*]

  • Reply
    EDYTA
    16-12-2009 at 14:21

    Moje maleństwa odeszły w 6 m-cu ciąży bliżniaki.Byl to dla mnie straszne p[rzezycie przez 3m-ce nie moglam dojsc do siebie teraz minelo juz 11 lat od odejscia moich pociech.Obecnie mam corke 9 letnia jestem szczesliwa mama i mysle o jescze jednym dziecku .Pozrdawiam.

    • Reply
      Marlena
      24-04-2019 at 05:04

      PANI EDYTKO JA KILKA DNI TEMU STRACILAM WLASNIE BLIZNIAKI… DWOCH CHLOPCOW W 5mc ciazy…. nie wiafomo skad i dlaczego… nie udalo sie zatrzymac akcji porodowej … skurcze i krwotok przez 7h az w koncu…. dzieci zyly do konca… badania genetyczne wyszly super byly zdrowe…. Skurczecominute strasznie bolesnee probowali zatrzymac boszyjka byla cala ale po7h puscila i poronilam…..a taczrj urodzilam… jak radzic sobie z tym bolem???????

  • Reply
    Alicja
    27-03-2010 at 21:36

    Byłam w 27 tyg.ciąży…idąc na badanie USG cieszyłam się że zobaczę mojego wymarzonego synka…Owszem zobaczyłam,lecz martwego!!!! :((( Poród był dla mnie straszny gdyż wiedziałam że wyjdę ze szpitala z pustymi rękoma.Gdy zobaczyłam maluszka-zaniemówiłam…Był malutki,śliczniutki…Następnego dnia po porodzie dowiedziałam się że maluszek zmarł na limfatyczny obrzęk karku!!!Jedyne co mi po nim zostało,to jego wygląd-zapamiętany przez mnie! :((( Nie mogę się pozbierać…Nikomu nie życzę takiej krzywdy jaką jest utrata dziecka.

  • Reply
    ela
    23-05-2010 at 16:28

    ja zaszlam w ciaze i bardzo o nia dbalam lecz dowiedzialam sie ze bedzie chore ale po 2 operacjach bedzie zyc cala ciaze bardzo sie o niego martwilam mial byc synek czarus w 37 tygodniu urodzlam po przez cesarke. w szpitalu w ustce jeszcze tej samej nocy pojechal do gdanska oddalonego o 180km.mial operacje na przepukline sznura pepowinego i bylo dobrze ale mial tez wade serduszka i operacja odbyla sie miesiac puziniej. lekarz mowil ze bedzie po tygodniu w domku a ja wierzylam. okazalo sie ze po tej operacji z dziecka zrobilo sie warzywko:(nie jadl sam i tylko spal lub plakal nie kontakyowal z naszym swiatem meczyl sie jeszcze miesiac ale przegral ta walke. zmarl gdy mial 2 i pol miesiaca. a ja dalej sie nie moge z tym pogodzic mimo ze minely 5 miesiecy:( moj emile [email protected] jezeli ma ktos bardzo ladne wierszyki to prosze o przeslanie bo ja tu raczej nie zagladam,bede czekac

  • Reply
    madzinka0017
    17-06-2010 at 09:57

    ja tez urodzilam coreczke w 7 miesiacu ciazy…malenka nie przezyla…na poczatku myslalam ze dam jakos rade…a teraz jest tragicznie…lzy,smutek,zal,rozpacz…:(

  • Reply
    Justyna
    12-08-2010 at 23:24

    Moje dziecko umarło w 8 tygodniu. Najgorsze jest to ,że jest coraz gorzej nie lepiej .Zabieg miałam 17 czerwca 2010r. Nie mogę zapomnieć.Pokochałam dzidziusia od razu, a po USG ta straszna nowina że umarło.

  • Reply
    ewelinka514
    23-08-2010 at 16:17

    byłam bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Na usg wyszło mi, że będę miała trojaczki. Tak bardzo dbałam o Siebie, ale nie tak dobrze bo poroniłam je. Moje trzy iskierki. Teraz płacze i płacze. Wszystko straciłam co miałam cennego. Wszyscy pocieszają żebym nie płakała, ale nie wiedzą że moje iskierki teraz by miały 3 miesiące. to jest nie sprawiedliwe. Wolałabym umrzeć i być z nimi:((((

  • Reply
    Marzena
    12-09-2010 at 12:17

    Ja poroniłam 2 raz, drugiego SYNKA. Pierwszego poroniłam 30 kwietnia 2008r. byłam w 20 tygodniu ciąży, Szymuś mój kochany ANIOŁEK,obje z mężem bardzo przeżyliśmy Jego stratę, po dwóch latach od śmierci Szymusia postanowiliśmy spróbować raz jeszcze i znów śmierć, poroniłam w 18 tygodniu synka Adasia.
    Nie mam słów żeby wyrazić swój żal. To tak bardzo boli

  • Reply
    maja
    16-10-2010 at 14:31

    Dzisiaj wróciłam ze szpitala…
    W środę(13.10.2010)szłam na drugie USG-pełna radości z tego,że zobaczę jak moje maleństwo już hasa w moim brzuszku(9tydzień).
    Widok na USG mnie zachwycił chociaż nie zastanowiłam się nad tym,że mój malutki skarbek(21mm)się nie rusza-lekarz powiedział,że może śpi. Zaniepokoił się jednak,ze nie widzi serduszka-powiedział jednak,że u takiego maluszka ma prawo niedowidzieć serduszka(na pierwszej wizycie po 6tyg.gdy miał 6mm było je ślicznie widać).Powiedział jednak,że dla spokoju,że wszystko jest ok.miałam się stawić w czwartek(14.10)na 15.00 w szpitalu na badanie lepszym sprzętem. Pocieszenia lekarza nic mi nie dały,bo wpadłam w histerię i całą środę przepłakałam w obawie o najgorsze-nadzieję odbierał mi fakt,że przestały boleć mnie piersi i zrobiły się miększe-w lęku zaczęłam bić się po piersiach i ściskać je z każdej strony,żeby poczuć to co jeszcze dwa dni temu było tak intensywne i dawało mi spokój. Nie zmrużyłam oczu całą noc,a czwartek od rana był dla mnie jak oczekiwanie na skazanie pełne rozpaczy,chociaż ciągle miałam nadzieję…zgasła ona gdy dwóch lekarzy potwierdziło najgorsze. Bolało to tak jakby ktoś mi wyrwał serce i całą radość z życia. Nie wiedziałam co się dzieje…mogłam tylko pojechać do domu po rzeczy i jeszcze tego samego wieczoru wrócić na oddział ginekologiczny. Lekarz spędził ze mną pół godziny-pocieszał mnie,mówił,że może to nawet lepiej,że stało się to teraz,a nie w bardziej zaawansowanym stadium,że nie urodziło się chore,że świadczy to o mojej płodności(poroniłam już raz w lutym tego roku,ale wtedy nie wiedziałam o ciąży,chociaż po fakcie bolało bardzo;.( ). Takie pocieszenia jednak do mnie nie docierały,bo to w końcu było moje upragnione dziecko-mój sens i radość z życia-mój mały aniołek-to,że to dopiero 9tydzień nie pomagało mi w zniesieniu bólu!;.( wieczorem jeszcze raz poszłam na USG i wyprosiłam zdjęcie kruszynki…
    znów całą noc nie spałam-rano mnie pokuli i o 7.40 zaaplikowano mi tabletki na wywołanie bóli i krwawienia. Rano zrobiło mi się strasznie nie dobrze i prawie zwymiotowałam,w nocy zabolała mnie pierś a dzidzia na wieczornym USG leżała inaczej niż na popołudniowym-poczułam lęk,że moje maleństwo może jednak żyje,że może to pomyłka;.( nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje-nadal nie mogę… bóle zaczęły się o 11,a krwawienie po 16.Cały dzień na czczo-od środy praktycznie nic nie jadłam,więc ten dzień był dla mnie katorgą-było mi słabo,źle się czułam. Na krwawienie i zabieg czekałam strasznie długo i miałam tak wielki natłok myśli,że nie wiedziałam co się dzieje;.( Po 16 wylądowałam na sali zabiegowej-4 zastrzyki przeciwbólowe. Byłam na wielkim haju-jak kompletnie naćpana.Lekarze coś do mnie mówili,ja wpadłam w histerię i dostałam zaduszki-próbowałam coś powiedzieć,ale strasznie mi to nie wychodziło…Nie pozwalano mi podnieść głowy,ale stolik na który wyciągano moją kruszynkę w kawałeczkach był z boku więc wszystko widziałam-fragmenciki malutkiego,zakrwawionego ciałka,które potem pielęgniarka wkładała do pojemniczka. Z zabiegu odprowadzała mnie pielęgniarka-szłam zygzakiem kompletnie otumaniona.Szybko zasnęłam-pamiętam tylko,że przyszedł lekarz z receptą i coś tłumaczył-nie starałam się nawet słuchać. O 19 obudziła mnie mama i szwagierka-byłam w strasznym stanie.Pierwszy łyk picia,ale apetytu zero…nie chciałam jeść. Brakowało mi mojego narzeczonego-to były dla mnie najcięższe chwile w życiu i tak bardzo potrzebowałam by potrzymał mnie za rękę-on jako tirowiec niestety był w trasie. Od czwartku byłam kompletnie sama w pokoju-przez chwile była tylko starsza pani na jakiś prosty zabieg i poszła po godzinie.-pocieszał mnie,bo ciągle płakałam. Od środy nie przestałam płakać nawet na chwilę… Dziś po 9 wyszłam ze szpitala,a łzy nadal nie chcą przestać lecieć… to tak bardzo boli…Nie wiem co się dzieję… właśnie zrobiłam pamiątkową paczuszkę po moim skarbie-karta ciąży założona jeszcze w środę przed badaniem,zdjęcie USG,pudełeczko z testem ciążowym,opakowanie po falovicie i suszona różyczka;.( tyle zostało z mojego aniołka. Za 10dni wyniki histopatologii;.( cały czas myślę o tym,że po zbadaniu najważniejsza istotka w moim życiu trafi na śmietnik jako odpad organiczny;.(( Boże-maleństwo jeszcze wczoraj było w moim brzuchu-takie piękne,takie bezwładne,bezsilne i bezbronne-bez życia;.(-a dzisiaj już go nie ma…jeszcze nie dawno przyniosło mi tyle radości i planów-a teraz już go nie ma;.((nie wie jak mamusia go strasznie kocha i jak strasznie by chciała,żeby był teraz ze mną…było takie maleńkie,że nikt nie mógł mu pomóc;.( być może gdy ono umierało ja śmiałam się przed telewizorem;.(( Nie zniosę tego bólu…
    Na dodatek wczoraj był dzień dziecka nienarodzonego;.((
    Nie spodziewałam się takiego biegu wydarzeń-przecież nie miałam bóli,złych objawów,krwawień… ;.( to takie niesprawiedliwe,że są kobiety co usuwają ciąże z wygodnictwa,bo się nie wybawiły,bo nie chcą robić sobie problemu w realizacji swych ambicji zawodowych,a kobiety,które marzą o swym skarbie tracą to co dla nich najważniejsze;.(
    Jak umiera dziecko,umiera i kawałek matki…bardzo duży kawałek,który mimo może i późniejszych powodzeń-nigdy nie odżyje. A ból pogarsza to nie zrozumienie ludzi,to głupie gadanie,że to jeszcze nie było tak bardzo rozwinięte dziecko,że nie ma powodu do płaczu.. kur….! Czy miłość matki mierzy się w centymetrach dziecka??Czy prawo do cierpienia jest przeznaczone tylko dla matek,które dziecko było takiego,czy takiego wzrostu???
    Wszystkim mamom życzę,żeby takie doświadczenia,ani żadne inne niepowodzenia nie dotknęły ani ich samych,ani tym bardziej ich pociech…
    dobrze,że jest takie miejsce,gdzie razem możemy porozmawiać o tym co nas tak cholernie boli i pewnie nigdy nie przestanie,bo na zawsze zostało wyryte w sercu i pamięci;.( trzymajcie się i powodzenia w staraniach o szczęście-tym razem udane… ja też chcę nadal próbować za dwa miesiące,ale tak jak mówiłyście-to już będzie potężny lęk,a nawet jak się uda wspomnienia o aniołku nie miną i nic już mu życia nie przywrócić. Następne dziecko jest wielkim szczęściem,ale nie jest przywróceniem życia tego maleństwa,którego już z nami nie ma;.((

  • Reply
    Agnieszka
    12-02-2011 at 19:40

    BRZYDKA PARA BUTÓW

    Noszę buty.
    To są brzydkie buty.
    Niewygodne buty.
    Nienawidzę moich butów.
    Każdego dnia ubieram je i każdego dnia chcę mieć inną parę butów.
    W niektóre dni moje buty ranią mnie tak bardzo, że nie wierzę w następny krok.
    Pomimo to cały czas je noszę.
    Czuję dziwne spojrzenia, kiedy mam na sobie te buty.
    Spojrzenia pełne współczucia.
    Widzę w oczach innych ulgę, że to nie ich buty, tylko moje.
    Oni nigdy nie rozmawiają o moich butach.
    Gdyby do nich dotarło, jak okropne są moje buty, mogliby poczuć się niezręcznie.
    Aby naprawdę zrozumieć czym są moje buty, musisz w nich chodzić.
    Kiedy jednak już je włożysz, nie możesz ich nigdy zdjąć.
    Teraz dopiero rozumiem, że nie jestem jedyną, która nosi te buty.
    Jest wiele takich par butów na świecie.
    Niektóre kobiety, tak jak ja, codziennie cierpią, gdy próbują w nich chodzić.
    Niektóre nauczyły się już w nich chodzić, więc buty nie ranią ich aż tak bardzo.
    Niektóre muszą długo chodzić w butach
    zanim zrozumieją, jak bardzo je ranią.
    Żadna kobieta nie zasługuje na to, by nosić te buty.
    Jednak z powodu tych butów jestem silniejszą kobietą.
    One dają mi siłę by stawiać czoło wszystkiemu.
    One sprawiły, że jestem taką, jaką jestem.
    Już zawsze będę chodziła w butach kobiety, która straciła dziecko.

    Autor nieznany
    źródło: Remembering our Babies
    tłumaczenie: E.D.

  • Reply
    Agu
    07-03-2011 at 12:01

    Witam was kochane!
    Czytam posty i leją mi się łzy:( Ja straciłam mojego kochanego synka miesiąc temu. Mam 23 lata…Byłam w 34 tygodniu ciąży. Cały czas czułam się świetnie, synuś kopał mnie w brzuszku, wyniki badań idealne, ciśnienie jak w książce… Pewnej soboty przestał się ruszać, pobiegłam do szpitala się uspokoić, upewnić że wszystko jest wporządku.. ale już było za późno – lekarze stwierdzili całkowite odklejenie się łożyska. Przyczyny nie znam do dziś, usłyszałam tylko „tak się zdarza”, „przypadek jeden na milion”. Tak strasznie kochałam mojego synka, był moją nadzieją na lepsze jutro i odszedł:(
    Minął miesiąc i nadal nie jestem w stanie opisać co czuje, nie chce mi się żyć, wszystko straciło sens, czuje się jakby nigdy już miało nie być uśmiechu na mojej twarzy.
    To było najwspanialsze 8 miesięcy mojego życia z Tobą pod serduszkiem Synku [*]

  • Reply
    Paula
    09-05-2011 at 10:43

    jutro minie 11 miesięcy od śmierci mojego kochanego synka Bartusia miał zaledwie 5dni!!! w czasie ciąży dowiedziałam się że mój synek ma mnogie guzy serduszka(nowotwór) niemogłam w to uwierzyć.
    Do dziś są dni gdzie mam napady płaczu.

  • Reply
    Magda
    23-05-2011 at 08:35

    Ja straciłam moją córeczkę kochaną AMELKE sześć miesięcy temu miała wadę serduszkę.. A kochanego synka straciłam półtora roku temu miał zespół Pottera III..Przypadki jeden na milion.. Jest mi bardzo ciężko.. Nie mogę się pogodzić ze stratą dzieci które nosiłam pod serduszkiem.. Najcudowniejsze 9 miesięcy… Zostały mi tylko dwa kocyki… Różowy i niebieski które uwielbiam… Przytulam się do nich do snu… Kocham moje aniołki z całego serca… To jest mój nr gg 10066015 gdyby ktoś chciał popisać..Pozdrawiam wszystkie aniołkowe mamusie…

  • Reply
    Dorota
    24-05-2011 at 10:20

    Kochane!
    Straciłam Lusię w 21 tyg ciąży – to było w sierpniu 2009 – nadal płaczę.
    Brakuje mi jej bardzo, mówię do niej, przywołuję ją do siebie. Wywoływali mi poród – to było potworne – świadomość, że Lusia już śpi i muszę ją urodzić. Bałam się ją zobaczyć, taką zmęczoną, biedną. Położono mi ją na piersi, przykrytą ligniną i wciąż myślę o tym, jak czułam moją małą istotkę, taką biedną, maleńką, niewinną.to moje jedyne wspomnienie, które powraca i powraca – nie pochowałam jej, nie wiedziałam co robić – byłam w szoku. Potem lekarz się mnie zapytał „czy wydać płodzik” – rozpłakałam się, nie wiedziałam co robić – teraz żałuję, że jej ze sobą nie zabrałam – nie pochowałam. Byłam załamana, nie wiedziałam co robić, nikt mi nie powiedzieł – możesz pochować swoje dziecko. Jest mi z tym bardzo źle. Kocham Cię Lusia i wierzę, że wrócisz do mnie w innym ciałku – Mama.

  • Reply
    Klarysa
    27-05-2011 at 08:04

    Drogie Mamy Aniołków..
    dzis mija rok od śmierci mojego synka, Fryderyka..urodzonego z wada wrodzona przepuklina przeponową,..
    Niestety nie udało sie go uratowac..:(((
    Był taki śliczny, miał 58cm i wazył 3440.
    Kiedy na pogrzebie zobaczyłam biała trumienke..to chyba było najgorsze co przezyłam, ta mała istottka lezała w niej..spał tak spokojnie..i był tak sliczny…Dlaczego miłosc nie uzdarwia? A łzy nie potrafia wskrzeszac?
    Tak bardzo go kocha;ismy, czekał na niego starszy 4 letni braciszek, który rownie mocno jak my przezył jego strate…
    Rok minął..ale serce krwawi tak samo…tak sdamo boli…a łzy same ciekna..Chciałabym zeby był z nami..dlaczego tak sie dzieje? nie pije, nie pale? i dlaczego to spotkało własnie nas?

    Nie potrafie zrozumiec dlaczego dobre mamy traca swoje dzieci..??
    mam nadzieje ze moj synek ma dzis najpiekniejszy tort w niebie..i ze Anioły tulą go mocno ..tak jak gdybym to ja robiła……

    :((((

  • Reply
    aga
    29-05-2011 at 16:55

    Tydzien temu moja Zosia zasnela w 39 tygodniu ciazy I juz sie nie zbudzila;nie musze pisac przez co przeszlismy ani co czujemy teraz,bo kazda z Was ktora zostawila wpis,moge go tylko cytowac jak swoje wlasne odczucia;w czwartek czeka nas pogrzeb;moge tylko dodac ze ja swojej Zosienki nie widzialam,balam sie ze ten widok jeszcze bardziej mnie zalamie,jeszcze nie potrafie ocenic czy to lepiej czy gozej.Tesknie za nia,nie potrafie sie pogodzc,wiem ze nigdy nie pogodze sie ze strat swojego jdynego dziecka.Jesli ktos chce pogadac,daj znac;odpisze z danymi numeru gg.Zycze nam wszystkim duzo sily,bo to dla nas ciezki czas,a nie wiadomo co przyniesie przyszlosc. **** Aga

    19/05/11 dzien w ktorym uwierzylam w Aniolki

  • Reply
    by_dalej_iść
    19-07-2011 at 10:59

    Prośba o wypełnienie ankiety

    http://WWW.bydalejisc.org.pl/ankieta

    Fundacja \"By dalej iść\" postawiła sobie za jeden z głównych celów, świadczenie nieodpłatnej pomocy Rodzinom po Stracie Dziecka. Zarówno w czasie indywidualnych konsultacji jak i podczas grup wsparcia. Nie chcemy, żeby rodzice ponosili jakiekolwiek koszty, co nie znaczy, że ta pomoc nie kosztuje. To jest praca wielu ludzi, koszty wynajmu sal i całej logistyki. M. in. dlatego, korzystając z pomocy partnerów i fundatora, chcemy zacząć pozyskiwać środki z Unii Europejskiej i samorządów.

    W tym celu potrzebne nam są dane z ankiet, które znajdują się poniżej. Gwarantujemy, że wyniki będą używane tylko w formie statystycznej lub do formowania grup, które mogą być obejmowane pomocą w ramach projektów. Państwa email, będzie służył nam do informowania o działaniach Fundacji w Polsce na Państwa terenie.

    Dziękujemy za poświęcenie nam kilku minut. Mamy nadzieję, że już wkrótce, otworzymy nowe grupy wsparcia w Państwa województwie.

  • Reply
    agnieszka
    24-07-2011 at 21:19

    Ja moją Amelkę straciłam w 12 dobie po terminie porodu.Zmarła 2 lipca a urodziłam ją 3 lipca, 43 godziny po stwierdzeniu zgonu.Nie umiem bez niej życ….to nie tak miało byc…wiem, że z każdym dniem jestem coraz bliżej niej…

  • Reply
    Gina39
    13-09-2011 at 22:15

    Kochana Córeczko pojawiłaś się w moim życiu na chwilę a zmieniłaś je na zawsze. Ale po mimo wszystko że nigdy Cię nie przytulę ani nie ucałuję na dobranoc- Wiem że każdego dnia i nocy będziesz ze mną- moja kochana córeczko. Nie powiesz do mnie
    Mamusiu! ja nie powiem słucham cię kochanie?! tak bardzo Cię kocham i nigdy nie zapomnę moja kochana Aniu!

  • Reply
    agnieszka
    28-09-2011 at 09:04

    KOCHANA AMELKO! MIAŁABYŚ JUŻ TRZY MIESIĄCE-TO NIEPRAWDA ŻE CZAS LECZY RANY ON JE TYLKO TŁUMI, TĘSKNIE SZALENIE MOCNO ZA TOBĄ MOJA KOCHANA CÓRECZKO. MAM NADZIEJE ŻE SŁYSZYSZ MOJE MODLITWY I ROZMOWY. ŻYCIE BEZ CIEBIE JEST STRASZNIE TRUDNE. BÓG ZABRAŁ CIĘ O CAŁE ŻYCIE ZA WCZEŚNIE. KOCHAM CIĘ MÓJ ANIOŁECZKU, CZEKAJ TAM NA MNIE BO Z KAŻDYM DNIEM JESTEM CORAZ BLIŻEJ CIEBIE!!!!

  • Reply
    paula
    29-09-2011 at 10:27

    Aniołkowa Mamusia

    Mam 43 lata i jestem mamą dwóch dorosłych córeczek. Pierwszy raz poroniłam w wieku 17-tu lat, po dwóch latach urodziłam zdrową córeczkę, chociaż w 12-tym tygodniu zaczęłam mocno krwawić leki na podtrzymanie poskutkowały. Minęło 8 lat i kolejna ciąża, córeczkę urodziłam w 28-ym tygodniu i ważyła 1kg, dzięki opaczności córeczka wyrosła na piękną dziewczynę. Dziewiątego sierpnia 2011 zrobiłam sobie test ciążowy, wynik pozytywny, dwie kreseczki w piorunującym tempie,różne uczucia typu, co dalej- ciąża w tym wieku. 18 sierpień wizyta u gin. potwierdzenie ciąży, usg i widok bijącego serduszka- radość, kontrola 15-tego września. To był miesiąc pełen szczęścia i nadziei , zdrowy tryb życia, spacery , dieta bogata w witaminy( malinki. winogrona, warzywa prosto z ogrodu itp) plany na przyszłość związane z Naszą kruszynką. Nadszedł, czas kolejnego badania, już nie mogłam się doczekać widoku mojej perełki a tu koszmar widok mojej kruszynki spoczywającej w kąciku bez bijącego serduszka. Ból po utracie mojej kruszynki jest podwojony, ponieważ wrócił ból z przed 27-tu lat, choć wtedy było łatwiej ponieważ byłam nastolatką i żyła we mnie nadzieja że zostanę jeszcze mamą, teraz świadomie zajść w kolejną ciąże jest za późno. Ból , tęsknota i beznadzieja jest nie do wytrzymania ,największe ukojenie odnajduje w mężu, to on mnie wspiera i daje poczucie że serduszka naszych aniołków biją w nas. Wiem że muszę przestać płakać i pozwolić im odejść do świata gdzie będą szczęśliwe, a my musimy żyć dla naszych córeczek. Idąc na spacer spoglądam w niebo i ze łzami w oczach wyszukuje najładniejszych obłoczków na których bawią się moje Aniołki, żyjąc nadzieją że wraz z mężem gdy przyjdzie czas do Nich dołączymy. Walczcie o swoje maleństwa i domagajcie się od swoich lekarzy profesjonalnej opieki, bez względu na wiek ból jest ogromny, mój lekarz chyba sobie odpuścił a ja nie wierzyłam że coś złego może się stać i teraz nie mogę sobie tego darować że przy pierwszej wizycie nie domagałam się szczególnej opieki . Proszę o parę słów wsparcia bo łzy się leją a psychika kompletnie siada, nie jem ponieważ ubzdurałam sobie że nie mam kogo karmić i nie mogę patrzeć na to wszystko co starałam się dać mojemu szczęściu!!!! Pozdrawiam

  • Reply
    Marzena
    05-10-2011 at 08:50

    Paula nie umiem napisać jak bardzo podobnie jest u mnie. Tylko mój mąż nie chce rozmawiać,czekam na wyniki histopatologii, chciałabym wiedzieć dlaczego, chyba nie dowiem się, czy był synek, czy dziewczynka, 16 września jeszcze biło serduszko,chciałam mu tyle pokazać, ukochane góry i tyle innych spraw, Dziewczynki tak się cieszyły, tak bardzo chciały Braciszka, dzidziuś był dla nich. Mam 39 lat, pierwszy aniołek 13, Marta 12, Justyna 10 i drugi aniołek 12 tygodni, te 12 po których miałam być już spokojna i cieszyć się tylko…
    Napisz do mnie jak będziesz chciała pogadać [email protected]

  • Reply
    Marzena
    05-10-2011 at 10:16

    Paula napisz koniecznie, popłaczemy razem, to pomaga, ja wiem jaką radością jest wiadomość o Dziecku, te piorunujące dwie kreseczki jakby tak bardzo chciało żyć, żeby nie było wątpliwości że jest.
    Ja mam świetnego lekarza, od 13 lat, od czasów pierwszego aniołka, prowadził moje 2 ciąże, teraz też, dostałam leki tak na wszelki wypadek, ze względu na wiek, ale to nic nie dało, nie pomogło został test z dwoma różowymi kreskami, 3 zdjęcia z USG i pamięć w sercu, chcę zamówić mszę tu w parafii gdzie chciałam ochrzcić moje maleństwo i pojechać 15 10 do Wrocławia na Dzień Dziecka Utraconego.
    28 wyszłam ze szpitala i ciągle wydaje mi się, że ono jest, że to sen. 3 dzień jak jestem sama w domu siedzę w sieci i szukam, czego nie wiem, i płaczę, potem dziewczyny wracają ze szkoły i muszę wziąźć się w garść, mąż nie pozwala mi płakać…nie potrafi wyrażać uczuć, przytulić, pocieszyć, taki już jest. Kocha nasze dzieci, myślę, że wszystkie…
    Pozdrawiam

  • Reply
    aniolkowa mamax1
    07-10-2011 at 13:59

    ja rowniez zostalam aniolkowa mama.
    Stracilam mojego synka w 27 tygodniu ciazy mialam ustalony termin porodu na 17 wrzesnia ale niestety 🙁
    moja sytuacja jest na tyle ciezka ze siostra mojego nazyczonego tez byla w ciazy miala termin na 19 pazdziernika ale urodzila dzisiaj …
    nie moge patrzyc na jej coreczke bo gdy tylke spojrze odrazu naplywaja mi lzy do oczu zastanawiam sie jak by wygladal moj kochany synek mialby juz prawie miesiac napewno bylby bardzo kochany bardzo mi go brakuje :(#
    z dna na dzien powinno byc mi cosraz latwiej z mysla straty ale jest mi coraz trudniej zastanawiam sie jakby to bylo jakby mogla go przytulic uslyszec jego placz . wiem ze nigdy nie bede mogla go prztulic widziec jak rosnie smieje sie bawi to boli najbardziej .
    takiego bolu chyba nikt nie moze opisac znaja go tylko te mamay ktore takze stracily dziecko.

  • Reply
    ewka
    28-10-2011 at 11:03

    Moje kochane tak bardzo bym chciała was wszystkie przytulić i otrzeć łzę z waszych oczu.Nie straciłam swoich dzieci ,ale byłam o milimetr od śmierci moich dzieci wiem jak boli,jakie są noce nie przespane ,jak serce krwawi wiem to wszystko tule moje serca kochane za to że Bóg trzyma nas w swojej opiece i nie pozwolił odejść moim dzieciom kochane łączę się z wami i pamiętajcie ,że jutro znów zaświeci słońce

  • Reply
    mama_Z&L
    16-11-2011 at 15:55

    witajcie Aniołkowe mamusie
    24 dni temu moje życie przestało mieć sens, właśnie wtedy straciłam swoje dwie córeczki ;( w 21/22tc ;( przez te wszystkie tygodnie czułam się bardzo dobrze nic nie zapowiadało tej tragedii, tylko raz miałam infekcję i bakterie w moczu- dostałam tabletki i było ok…a teraz patrzę na swój wynik i nie mogę uwierzyć w to co tam napisali ropne zapalenie doczesnej pozałożyskowej oraz owodni łożyska 🙁
    O te maleństwa staraliśmy się z mężem latami, od początku się nie zabezpieczaliśmy potem przez 2 lata ciągłego leczenia 5 nieudanych inseminacji 1 ICSI-udane ciąża bliźniacza, tyle czekania a tylko 21/22tygodni wielkiego szczęścia, nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się z tym pogodzić…
    Na nasze Skarby wszystko już czekało 🙁 kupiliśmy już im wózek, pełno ubranek, butelki, smoczki, kołyska, huśtawka- po prostu prawie wszystko a teraz pozostała mi wielka pustka, dziura w sercu, jak żyć skoro miało się 3 serduszka a teraz tylko jedno roztrzaskane którego nie da się już posklejać i zapomnieć o tym co je spotkało ;(
    moje Kochane Aniołeczki mają swoje miejsce na cmentarzu dzięki mężowi i mojej mamie udało nam się zrobić im pogrzeb, bynajmniej mam miejsce gdzie mogę zapalać im światełka aby wiedziały że my tu na ziemi cały czas o nich pamiętamy i bardzo je kochamy…
    dla wszystkich mam które utraciły swoje dzieciątka wielkie wyrazy współczucia a dla waszych Kochanych Aniołków zapalam światełko [*]

  • Reply
    MARZENA
    02-12-2011 at 21:30

    też jestem mama aniołków
    Mam 35 lat dwóch wspaniałych synów .
    Bardzo pragnę miec jeszcze jedno dzieciatko .1kwietnia zobaczyłam dwie czerwone kreseczki po raz pierwszy ,byłam bardzo szczesliwa ,ale moje szczescie nie trwało długo po kilku dniach byłam w szpitalu .PORONIŁAM .
    Lekarze kazali wstrzymac sie 6 miesiecy i tak tez zrobilismy .
    Kiedy 29 pażdziernika zrobiłam test i wyszły dwie czerwone kreski możecie wiedziec jak bardzo się cieszyliśmy ,mowiłam sobie bedzie dobrze musi byc .Na pierwszej wizycie u lekarza wszystko było dobrze .27 listopada trafiłam do szpitala z krwawieniem diagnoza lekarza dzieciątku nie bije serduszko .
    Ja jednak miałam nadzieje że moze jeszcze bedzie dobrze . Niestety w nocy dostałam krwotoku ,badania i zabieg .I nie ma już mojego ANIOŁKA
    Cały czas zadaje sobie pytanie DLACZEGO
    Mój ból jest ogromny .
    Teraz juz niewiem czy dalej próbować czy nie !
    Jezeli ktos chce ze mna ukoic swój bol chetnie po koresponduje

  • Reply
    Ann
    15-12-2011 at 12:40

    19 listopada brałam ślub. Byliśmy z mężem tacy szczęśliwi. Przez całą ceromonię maleństwo robiło fikołki we mnie. Śmialiśmy się później że braliśmy ślub we trojkę. Niestety tydzień później trafiłam do szpitala z silnym krwawieniem a tydzień później 5 grudnia nasza malutka Lenka odeszła w 28 tyg. Przyczyna: przedwczesne odklejenie się łożyska. Też usłyszałam od lekarza że tak się zdarza i żeby się nie załamywać bo jeszcze będziemy mieć dzieci. W poniedziałek był pogrzeb… Malutka biała trumienka… Nie mogę się pozbierać. W nocy nie mogę spać. Na widok kobiet spacerujących z wózkami dostaję ataku płaczu. Nikomu nie życzę tego bólu po utracie dzieciaczka.

    Najgorsza jest myśl że gdyby lekarz przeprowadził cesarkę zaraz po moim drugim krwawieniu gdzie na kTG i Usg była widoczna czynność serduszka i ruchy- moja córeczka może by żyła. Ale niestety odesłał mnie wtedy do łóżka i po godzinie ratowali już tylko mnie. Gdy na sali operacyjnej wyciągali ze mnie mojego zmarłego aniołka kobieta obok rodziła zdrowego synka 🙁

  • Reply
    kami
    20-12-2011 at 18:02

    Pod koniec listopada może tydzień , a może półtora po badaniu USG wstałam rano i świetnie się czułam, nie miałam zgagi, zniknęła opuchlizna nóg i tylko zmartwiło mnie to ,że nagle schudłam prawie 3 kg i że mój malutki synek przestał mnie kopać tylko czułam ,że się leniwie przesuwa w moim brzuchu (teraz już wiem, że moje dziecko już nie żyło i tylko poruszało się w wodach płodowych). Po tygodniu dziwnej mieszanki uczuć i obaw ,a jednocześnie świetnego samopoczucie no i stwierdzeń rodziny o poziomie mojego „przewrażliwienia” opowiedziałam o moich obawach położne na zajęciach w szkole rodzenia. Położna zbadała tętno po czym stwierdziła ,że ma zepsuty aparat i powiedział, że zaczyna za chwile dyżur w szpitalu , żebym z nią pojechała i tam mnie zbada. To był wieczór 5 grudnia, zaczęły się najgorsze dnia mojego życia, w nocy z wtorku na środę 7 grudnia urodził się mój mały syneczek. Sekcja wykazała,że był zupełnie zdrowy ,jeszcze czekam na wyniki badań łożyska. Mijają 2 tygodnia, a ja nadal nie rozumiem dlaczego mój mały i zdrowy syneczek już nie żyje. Byłam w 33 tygodniu ciąży…

  • Reply
    Danka
    29-12-2011 at 10:04

    Witajcie aniołkowe mamusie….ja straciłam moją Ewcię w 12tc(2009) ciężko było mi się pozbierać ,poskładać na nowo,nawet nie wiem czy mi się to udało…ale wkońcu zdecydowałam się na kolejną ciążę ,bałam się ,ale wierzyłam ,że się uda…do 16tc chodziłam jak na ”szpilkach” potem odetchnęłam ,niepotrzebnie… Jaśka ur w 24tc(2011) nie przeżył ..ból wrócił z podwójną siłą…i jedno wiem ,że pomimo,że muszę żyć to moje życie nigdy nie będzie już pełnowartościowe i szczęśliwe…
    Strata dziecka zmienia człowieka czy tego chcemy,czy też nie ….

    Uściski dla aniołkowych rodziców<>
    I światełka dla naszych Aniołków[*****][*****]

    Kocham Was Aniołeczki…mama

  • Reply
    Marta, mama Aniołka Aleksandra
    20-01-2012 at 02:08

    Witam Wszystkie Mamy i przesyłam ciepłe myśli.
    Moja ciąża była dla mnie \"niespodziewajką\". Na początku byłam zła na siebie i mojego partnera (obecnie mężą), że nie uważaliśmy, ale z dnia na dzień coraz bardziej cieszyłam się z Maleństwa, a jak się dowiedziałam, że to Chłopiec to mało się nie posikałam ze szczęścia. Wszystko było dobrze, ja byłam zdrowa, żadnych chorób ani infekcji, zdrowe odżywianie – Maluszek był równie zdrowy – wszystko miał na swoim miejscu, badania prenatalne ok, rósł sobie jak na drożdżach i z każdym kolejnym dniem dawał się we znaki – taki Kręciołek. Termin miałam na 19 grudnia 2011.
    15 grudnia miałam wizytę u gin. – wszystko było ok, tętno miarowe, położenie główkowe do porodu SN – pomyślałam sobie, że czeka mnie nie lada wyzwanie. 16 grudnia o 12 w południe przyszła położna do domu, zrobiła ktg – wszystko w porządku. W nocy z 16 na 17 odeszły mi wody – wiedziałam, że coś może być nie tak, bo nie były czyste, ale jechałam do szpitala z myślą, że wszystko będzie ok. O 5:45 przyjął mnie lekarz – i jedyne co mi od tego momentu kołatało w głowie to zdanie lekarza \"mięsień sercowy uwidoczniony bez akcji\" wypowiedziane tak oschle, że miałam ochotę go zabić…o 12:55 przyszedł na świat Nasz Synek…Nasz Oluś. Nie widziałam Go, nie chciałam. Później zapytałam Mamę o to jak wyglądał, bo była przy porodzie i widziała ja Go ze mnie wyciągnęli…chciałam umrzeć razem z nim, bo co mi pozostało…świat bez Synka jest totalnie smutny 🙁
    Przyczyny nie ma. Nie był owinięty pępowiną, łożysko zdrowe. Po sekcji powiedziano nam, że był zdrowy i nie wykryto żadnych wad, a mi lekarz na odchodne walnął \"przynajmniej wie Pani, że jest pani płodna\" – w nosie mam takie słowa otuchy!A od ordynatora usłyszeliśmy, że mogło to być niedotlenienie, ale od czego? tego się chyba nigdy nie dowiem…
    Jak tu żyć dalej…najgorsza jest dla mnie niewiedza i to ciągłe pytanie w głowie DLACZEGO? Co się takiego stało…
    Jedno wiem – niczego w życiu nie można być pewnym 🙁

  • Reply
    Ania
    01-02-2012 at 23:41

    Witam Was. Straciłam dziecko gdy miałam 26 lat, 5 lat temu. Wada letalna,dziecko nie miało szans na przeżycie poza moim organizmem, wywoływany sztucznie poród, 26 tydzień. Widziałam swojego synka.. Wtedy byłam zbyt niedojrzała i chociaż odchorowałam to ciężko psychicznie to prawdziwy ból dopada mnie dopiero teraz. Nie mogę oglądać zdjęć dzieci, słuchać ich śmiechu. Tęsknię za swoim synkiem, jest mi Go tak strasznie żal. Zastanawiam się jak by teraz wyglądał, co lubił.. Wyobrażam sobie jak Go przytulam. Ten ból zostaje na zawsze w sercu, u mnie nasila się z czasem. Pozdrawiam Was serdecznie.

  • Reply
    anja89
    11-04-2012 at 10:31

    Witam ja 24.03.2012 roku (2tyg.przed Wielkanocą)urodziłam synka w 22tygodniu ciąży- żył 3h53min
    urodził się tak wcześnie bo miał wadę letalną- lustrzanego potworniaka okolicy krzyżowo-guzicznej penetrującego głównie do wewnątrz. Jego górny układ pokarmowy już nie funkcjonował, a dolny nie wiem, czy się wykształcił bo nie ma jeszcze wyników sekcji, nerki też nie funkcjonowały, już był sparaliżowany od pasa w dół i do paraliżu rączek nie dużo brakowało. Po porodzie serduszko pracowało tylko na jedną komorę, neonatolog powiedziała, moim rodzicom, że jeszcze \"chwila\" i guzy by go wchłonęły. Widziałam go przez ułamek sekundy był taki malutki, śliczny i siny był cały siny bo był niewydolny krążeniowo. Nasz synuś to klon mojego partnera, bardzo go kochaliśmy, czekaliśmy na niego, a jemu nie dane było żyć. Zamiast ciepłego łóżeczka i czułych rodziców nasz mały Aniołek wybrał chłód urny na zimnym wielkim cmentarzu. Na domiar złego wada naszego synka jest wadą rzadką występuje raz na 40tys i częściej dotyka dziewczynki niż chłopców 3:1 i oczywiście spotkało to naszego Aniołka.
    Jak dalej żyć ze świadomością, że daliśmy życie, a los je zabrał. To jest niesprawiedliwe i takie bolesne…
    A po Tobie Kochanie zostało mi jedno zdjęcie wspomnienia i ból, straszny ból, ale zawsze będziemy Cie kochać i o Tobie pamiętać- jesteś naszym pierwszym dzieckiem, ukochanym i wyczekiwanym, moim prezentem urodzinowym
    Musimy się trzymać Aniołkowe mamusie

  • Reply
    smutna
    30-04-2012 at 20:31

    Witam, ja straciłam swoją córeczkę Wiktorcię w 43 tc byłam miesiąc po terminie. Lekarze nic nie zrobili… Nie mogli takie procedóry…Miała bezmózgowie za parę dni będą dwa miesiące od porodu a ja nie mam na nic siły dosłownie na nic…cały czas wszystko mi sie przypomina chrzest który połozna odprawiła gdy dziecince było tylko widać główkę, zmarła na 3 godz przed końcem porodu… To nie opisany ból którego chyba nikt nie jest w stranie zrozumieć mam dopiero 20 lat nie wiem co będzie już chyba nie chce dzieci za dużo wspomnień i tyle miłości do mojej ksieżniczki. pozdrawiam

  • Reply
    Marta, mama Aniołka Aleksandra
    09-05-2012 at 20:46

    Witam wszystkie Aniołkowe Mamy. Jeśli Któraś z Was chciałaby pogadać lub popisać mejle to podaję swój adres. Z moich obserwacji zachowań ludzkich wynika, że nikt tak nas nie zrozumie jak my siebie same…dodam tylko, że minęło już 5 miesięcy odkąd urodziłam Olusia i z dnia na dzień jest coraz gorzej. A moją depresję potęguje fakt, że moje kuzynki urodziły właśnie zdrowe dzieci.
    Podaję mejla [email protected]

  • Reply
    mama cudownych córeczek
    24-05-2012 at 11:36

    Eitam was moje drogie… Cytam wasze wpisy i płacze… Nawet nie płacze,łzy same leca mi z oczu. Mam dwie cudowne córki. Pierwsza ma już 6 lat,a druga 11 miesięcy. Poroniłam w 16 tygodniu ciąży 4 lata temu. MÓJ SEBUŚ jest z aniołkami… Współczuje wszystkim aniołkowym mamą,bo wiem co czują. Ja z całego serca dziękuje bogu,że mam jeszcze moje dziewczynki,ktore kocham nad zycie…

  • Reply
    Agnieszka
    01-06-2012 at 09:28

    Nasza córka, Alicja, urodziła się 19 lat temu, żyła tylko tydzień… Dziś byłaby maturzystką…

  • Reply
    Ewelina
    21-06-2012 at 18:22

    Synka straciłam pół roku temu w 40 tyg ciąży – podczas rutynowego usg usłyszałam wyrok „proszę pani nie bije serduszko”..ciąża bezproblemowa, zdrowa i ja i dziecko..przyczyny – brak..ból rozrywa mi serce każdego dnia..pare dni temu zobaczyłam na teście dwie kreski – nie wiedziałam czy się cieszyc czy płakac..tak bardzo się boję..ale tym razem ufam – mojemu Aniołowi, że w tych chwilach bedzie ciągle przy mamusi…

  • Reply
    anja89
    23-07-2012 at 01:13

    smutna jutro będzie 4 miesiące jak mój synuś nie żyje, a ja ciągle mam lepsze i gorsze dni z przewagą tych gorszych, więc doskonale wiem jak się czujesz. jeśli Ty albo któraś z Was chce się wygadać, to możecie śmiało pisać mój mail – [email protected]
    mi takie rozmawianie pomogło, zwłaszcza jak możesz porozmawiać z kimś kto wie co czujesz

  • Reply
    kama
    30-08-2012 at 20:48

    Witam wszystkie mamy Aniołków.Włąsnie dziś mija 2 tygodnie od przyjścia na świat mojego maleństwa. W 20 tc. na kontrolnym USG lekarz stwierdził nieprawidłowość w budowie serca. Skierował nas na dokładne badania w Warszawie. W 22 tc. potwierdzono diagnoze. HLHS z restrykcyjnym otworem owalnym. Szansa na przeżycie po porodzie pare %. Całe 5 dni przed naszym ślubem. 26 tc. – zabieg na serduszku maluszka. Oczekiwanie na cud. Każdy dzień czekania, że może się uda. Nadzieja. Pocieszanie przez bliskich. Do porodu czas uciekał na strachu i zmartwieniu. Każdy ruch dziecka był wielką radością. Aż do porodu. W 38 tc. maluszek stwierdził, że na niego już czas. I się urodził. Piękny, jego krzyk był dla mnie największą radością w życiu. Widziałam go przez chwilę. Potem zabrano go do specjalnego szpitala. Ja musiałam zostać tam gdzie rodziłam. Po dwoch dniach leżenia i odpoczywania,a zarazem wielkigo strachu o maleństwo, mogłam wyjść do domu. Prosiłam Boga, zeby go jeszcze zobaczyć, ale już nie posłuchał. Zabrał go do siebie 4 godziny przed moim wyjściem ze szpitala. Mimo szansy przerwania ciąży, nie zrobiłam tego. Nawet przez chwile nie załuję. Dostałam najwspanialszy dar na swiecie. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. Pojawił się niespodziewanie i tak samo niespodziewanie pojawiła się jego choroba. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. Czuję ból i pragnę mieć przy sobie takie maleństwo. Ale z drugiej strony wiem, że mój Filipek juz nie cierpi. Jest z Aniołkami i nie czuje żadnego bólu.

  • Reply
    Sylwia
    18-09-2012 at 11:57

    Jestem po dwóch stratach… Pierwszego wyczekiwanego dzisiusia straciłam w 8 tc. Serducho przestało bić. To była moja pierwsza ciąża i nawet przez myśl mi nie przeszło, że może być coś nie tak. Przyczyny poronienia nie stwierdzono tylko standardowe „zdarza się”. Po pół roku podczas pierwszego miesiąca starań znów się udało ujrzeć dwie krechy… Radość wielka ale strach jeszcze większy. bałam się bardzo, dbałam o siebie, żadnego wysiłku, L4 od samego początku… nadszedł w końcu ten przerażający 8 tydzień… i… zdanie ” przykro mi, nie widać akcji serduszka”. Dokładnie to samo… dwa poronienia zatrzymane w 8 tc. Podczas żadnej ciąży nie widziałam nawet kropli krwi… brałam końskie dawki duphastonu, acard kwas foliowy. Już nawet nie mam siły płakać bo łez brakuje. Dwa Aniołki w kilka miesięcy… Żal, ból i pustka. teraz czekam na wyniki z badań genetycznych z nadzieją, że wszystko wyjdzie prawidłowo. Później szereg innych badań. Jeżeli nie będzie przyczyn tego podwójnego koszmaru… nie wiem czy będę miała siłę i odwagę na trzecie podejście. Może poprostu bycie mamą nie jest mi pisane 🙁 tylko dlaczego ;( Dla wszystkich Aniołków [*]

  • Reply
    Madzia
    05-12-2012 at 13:51

    Ja jestem po czterech stratach.. Pierwszego dzidziusia straciłam w 8 tygodniu. Przyczyny poronienia niestety nie znane..Po trzech miesiącach zaszłam w kolejną ciąże.. W trzecim miesiącu dowiedziałam się że synek nie przeżyje.. Chodziłam tą świadomością do 9 miesiąca.. Mój synek urodził się z wadą POTTERA III wada letalna.. Żył po porodzie jedną godzinkę.. Mój kochany Aniołek GRZEŚ.. Po pół roku zaszłam znowu w ciążę w trzecim miesiącu dowiedziałam się ze Córeczka AMELKA ma wadę serduszka HLLS jeździłam do Łodzi CZMP do Krakowa do Rzeszowa niestety córeczka zmarła po miesiącu.. Zrobiliśmy z mężem wszystkie badania włącznie z genetyczne… Wszystkie badania mamy książkowe.. Postanowiliśmy spróbować po dwóch latach jeszcze raz.. Niestety kolejna porażka tydzień temu poroniłam w 10 tygodniu..Tak bardzo dbałam o siebie nie mamy żadnych nałogów… Tak bardzo chciałam być ziemską mamusią ale niestety nie jest mi to dane.. Jestem po raz czwarty Aniołkową mamą.. Boże daj mi tylko siłę..I wszystkim Aniołkowym mamą.. Mój nr gg 10066015 jak by któraś mama chciała zemną popisać. Medycyna w naszym przypadku jest bezradna,,,

  • Reply
    basia
    06-12-2012 at 19:29

    mój synek umarł w 37 tygodniu ciąży .Poród dla mnie był koszmarem bo wiedziałam że nie będe go już miała te chwile po porodzie były najcenniejsze w moim życiu bo choć na chwile mogłam spojrzec na moje malenstwo.Jestem po pogrzebie mojego Emanuelka i nie moge sie z tym pogodzic .Dlaczego mój skarb odszedł .

  • Reply
    agnieszka
    11-12-2012 at 21:08

    droga Basiu!!! nie napisze ci banalnie że czas leczy rany bo tak nie jest, uczymy się z tym bólem życ. ja moją Amelkę straciłam w 42 tygodniu ciąży, wiec wiem co czujesz, jej serce nagle przestało bic, po porodzie leżałam z nią około godziny bo nie chciałam jej oddac. to straszne co się czuje.nie wiem co wykazała sekcja u twojego synka ale u mojej Amelki doszło do zakrzepicy łożyskowo-pępowinowej. po prostu w moim przypadku za długo zwlekali z porodem.współczuję ci bardzo i łącze się z tobą w bólu. pamiętaj jednak że nasze małe duszyczki powrócą do nas bo ich „misja” zastała przerwana.trzymaj się choc nie jest to łatwe…..

  • Reply
    Sylvia
    24-05-2013 at 13:18

    Ja swojego Bartusia straciłam w 20tc to były najpiękniejsze tygodnie w moim życiu. Wymarzony synek ale niestety nie było mu dane zostać z nami. Ból i rozpacz są niewyobrażalne. Chęci do życia brak a przecież trzeba żyć dalej. Było mi dane pożegnać się z synkiem, ten jeden jedyny raz trzymałam go na rekach, przytulonego do piersi starając się zapamiętać jak wyglądał. Maleńkie rączki i stópki, paluszki, oczka zamknięte jakby spał, nosek i usteczka takie małe…. będę Go pamiętała już na zawsze. I nigdy nie pogodzę się z jego stratą 🙁

  • Reply
    karcia
    01-07-2013 at 13:21

    Ja Nasza Michalinkę straciłam w 39 tygodniu jeszcze w 36 tyg bylo wszystko oki Niunia zdrowa duza nic nie wskazywalo na taka tragedie do samego porodu 23.05.2013 r o godzinie 3.15 w nocy dostalam boli porodowych(byly odrazu co 2 min) obudzilam meza i pojechalismy do szpitala (w miedzy czasie zadzwonilam do swojego lekarza prowadzacego ze sie zaczelo zeby przyjechal do szpitala przyjechal bardzo szybko zaraz po nas)lekarz z dyzuru zdazyl zrobic mi USG wszystko bylo oki tetno Michasi 140 cieszylismy sie z mezem ze wkoncu zobaczymy nasze Serduszko , po badaniu USG z mpim lekarzem poszlam na porodowke bylo wszystko ok polozne sprawdzaly tetno dziecka a ja juz rodzilam i wszystko bylo dobrze az nagle zrobilo sie zamieszanie lekarz poszedl po sprzet do USG ale nie zdarzy juz z nim wrocic bo nasze malenstwo bylo juz na swiecie ale niestety nie plakalo ja zaczelam krzyczec ze maja ratowac moje dziecko zrobilo sie duze zamieszanie przyszlo wielu lekarzy reanimowali Michasie 45 minut ale nic to nie dalo okazalo sie ze Michalinka byla tak zawinieta w pepowine ze ta ja udusila sekcja zwlok naszej Kruszynki wykazala ze byla zdrowym dzieckiem i ze mogla zyc gdyby nie ta pepowina a jeszcze 3 tyg przed porodem jej tam na pewno nie bylo bo jak tylam na wizycie to prosilam lekarza zeby to sprawdzil i pokazywal nam ze jest wszystko oki a przed samym porodem jak robil mi inny lekarz nie moj USG to tez niby nie bylo tego widac bo Mala byla juz w kanale rodnym i dlaczego tak sie stalo skoro tetno dzicka przy porodzie caly czas bylo ok nie moge tego zrozumiec serce mam rozerwane tak bardzo chciala bym ją trzymac w ramionach nakazmic utulic a tu tylko po calej reanimacji dostalam ja ale juz nie plakala byla taka spokojna jak Aniolek spala i juz nigdy sie nnie obudzi dlaczego Bog nam tak zrobil za co musimy tak cierpiec dlaczego zabral nam tego Skarbenka pierwsza ciaze poronilam w 8 tygodniu(2008r) bolalo ale teraz juz nie moge tego zniesc mam jeszcze coreczke(2009r), ktora tez tak bardzo czekala na siostrzyczke wszyscy tak bardzo na nia czekalismy tak ja Kochamy oddala bym wszystko tylko zeby ona byla z nami chodz minelo juz 5tyg i 4 dni wciaz mam taka nadzieje ze ona wroci do nas ze bede mogla ja przytulic ucalowac ;( 25.05.2013 byl pogrzeb Michasi caly czas mam przed oczami ta mala trumienke a w niej moja Michasie byla taka sliczna bialy maly Aniolek ktory z niewiadomych przyczyn ledwo co urodzony musial odejsc juz do nieba i patrzy na nas z gory a my mam ja w pamieci taka malutka sliczna nasza Kochana Coreczke za ktora bardzo tesknimy nigdy o niej nie zapomnimy a moje serce juz nigdy nie bedzie cale chciala bym isc do niej do nieba ale jest jeszcze Patrysia co ona zrobi beze mnie to dla niej musze byc silna ale juz nie umie ukrywac lez co dziennie gdy wstaje to placze zanim obudze coreczke zeby ona tego nie widziala przy mezu tez juz nie chce plakac bo widze ze jemu tez jest ciezko ale sie stara dla mnie chodze do pani psycholog i psychiatry moze to cos pomaga ale nie wiele kazda taka wizyta konczy sie rozbiciem i totalnym dolem nic mi sie nie chce od dnia ktory mial byc najszczesliwszym a stal sie najgorszym w naszym zyciu pamietam te kopniaczki ktore fundowala mi Michasia w brzuchu a bylo ich nie malo bo byla bardzo ruchliwa mowilismy ze chyba bedzie grala w pilke a tu taka tragedia …….KOCHAMY CIE MICHASIU
    a wszystkie Aniolkowe mamy gorąco pozdrawiam i zycze duzo wytrwalosci i pamietajcie czas nie leczy ran tylko uczy nas z tym zyc ale juz nigdy nasze zycie nie bedzie takie same ;(:(

  • Reply
    karcia
    01-07-2013 at 13:43

    Zapomnialam dodac ze porod trwal chywile bo o 3.15 sie obudzilam a o 4.31 Michasia juz byla a w szpitalu bylam na izbie przyjec o 3.40 Michasia wazyla 3050 kg i miala 54 cm :(:(

  • Reply
    agnes
    11-08-2013 at 16:53

    Witam wszystkie mamy Aniołków, też chciałabym się trochę wypowiedzieć, bo też przeżyłam tragedię.Zacznę od początku,w kwietniu 2012 poroniłam w 8 tygodniu, potem jak we wrześniu 2012 zobaczyłam 2 kreseczki na teście to bardzo się cieszyłam.Bardzo dbałam o siebie ale niestety nie było mi dane być znów mamą.
    Otóż moja ciąża przebiegała dobrze tak mnie zapewniał lekarz prowadzący , do którego chodziłam prywatnie. Nagle w 33 tygodniu świat mi się zawalił bo dowiedziałam się że dziecko ma przepuklinę. Wykrył to inny lekarz. Przewieziono mnie do innego szpitala, dodatkowo wynikły inne moje dolegliwośći np. nadciśnienie ,więc lekarze przetrzymali mnie w szpitalu ile mogli i w 35 tygodniu zrobili cesarkę. Urodził się synek w stanie ciężkim i okazało się że oprócz wcześniej wspomnianej przepukliny nie może sam oddychać bo ma niedrożny nosek.Ważył 3100g i 47cm. Lekarz prowadzący gdyby mi wcześniej zrobił badania to zapewne wszystko by się potoczyło inaczej. Miał operację na przepuklinę, miał też mieć na nosek , ale niestety jego malutki organizm tego nie wytrzymał.Michałek żył 42 dni, minął miesiąc a ja cały czas myślę że Go przywiozę ze szpitala, lecz maluszka już nie ma.Ból który jest niewyobrażalny, na widok małego dziecka łzy same mi lecą.Kto tego nie przeżył na własnej skórze to nie wie jaka to tragedia. Dobrze że mam jeszcze córeczkę ma 6 lat, ale tak samo czekała na braciszka, nigdy go nie widziała tylko na zdjęciach. Rozpacz totalna bo tak chciałam mieć drugie dziecko, niestety na kolejne się już nie zdecyduje bo wiek nie ten, a po drugie miałam teraz jak rodziłam Michałka cesarkę i bardzo źle ją przechodziłam. Tak to już jest na tym świecie, że ta kobieta która bardzo chce mieć dziecko to je utraca a te wyrodne matki które nie chcą to je zabijają albo biją !!! Już nigdy nie utulę mojego kochanego MICHAŁKA!!! Miesiąc temu pochowałam Michałka, codziennie chodzę na jego grób i płaczę nie mogę się z tym pogodzić??? Dlaczego tak się stało ?? Gdyie jest Bóg??
    Współczuję wszystkim mamom, które straciły dzieci!!! Poydrawiam cieplutko.

  • Reply
    agacius
    13-08-2013 at 09:49

    Witam. Ja straciłam moją Zosię 5 tyg. temu.To był 34 tydzień ciąży. Moja malutka była okręcona pępowiną.Po porodzie nie chciałam jej zobaczyć bo wiedziałam że nie dam sobie z tym rady.Pożegnałam się z Nią dopiero dzień przed pogrzebem. Była taka śliczna.Taka malutka,taka bezbronna.Tak bardzo pragnęłam dzieciątka.Tak na Nią czekałam.A została mi zabrana.Nie mogę tego zrozumieć.

  • Reply
    Monika
    24-08-2013 at 14:51

    Witam wszystkie Aniołkowe mamusie!!!
    ja straciłam mojego kochanego synusia Brajanka w 18 tygodniu ,od poczatku ciąza przebiegała ksiązkowo nic sie nie działo wszystko było wporzadku przy kolejnej wizycie ginekologicznej dowiedziałam sie ,ze mam problemy z szyjka macicy i trzeba załozyc szewek okręzny wiec szybko pojechaliśmy do szpitala po kilku dniach obserwacji załozono mi ten szewek ale ordynator stwierdził po wczesniejszym usg ,ze mam duże dziecko i trzeba szewek wspomóc krązkiem pessera zgodziłam sie i zostałam jeszcze dwa dni na obserwacji cóz sie dzieje w ten sam dzien dostaje o24 godzinie krwotoku wymioty,drgawki ,wysoką goraczke i synus w kilka chwil umiera mi w brzuszku i coż lekarze na to dostała pani zakarzenie organizmu inaczej fachowo według nich sepsa dostałam sepse w szpitalu po zabiegu załozenia szewka dla nich to nic sie nie stało myslałam ze juz takie rzeczy sie nie zdazaja a jednak leczyismy sie z mężem kilkanaście lat po 12 latach starania sie wkoncu sie udało od tej tragedii minęły trzy tygodnie a ja nie moge zyć serce mi pęka dlaczego tak sie stało ?Czy BÓG nie istnieje ?Dlaczego dobrzy ludzie maja zawsze trudno?Nie ma sprawiedliwości na tym świecie?Moje serce umiera płacz,tesknota,ból zostanie do końca życia .
    wszystkie Aniolkowe mamy gorąco pozdrawiam i zycze duzo wytrwalosci i pamietajcie czas nie leczy ran tylko uczy nas z tym zyc ale juz nigdy nasze zycie nie bedzie takie same ;(:(

  • Reply
    benia
    04-12-2013 at 15:37

    Witam,ja jestem po stracie dwóch aniołków, w tamtym roku poroniłam w 17 tyg.ciąży to była córeczka Kinga, niestety w tym roku sytuacja sie powtórzyła poroniłam w 20 tyg. synka Mateusza. Obie ciąze były zagrożone, ale mój lekarz robił wszystko żeby utrzymać jak i jedną tak i drugą , ale niestety nie udało sie. Tak bardzo mi ich brakuje, pociesza mnie tylko fakt , że mam 2,5 letnią córeczkę Gabrysię i tylko ona trzyma mnie przy życiu. To tak bardzo boli i wiem , że już nigdy nie bede taka jak wcześniej 🙁 Widziałam moje dzięciątka po porodzie i na zawsze pozostaną w moim sercu, kocham was moje aniołki :*

  • Reply
    Kaska
    13-12-2013 at 16:18

    Witam! Nie wiem od czego mam zacząć. Mam tyle żalu i smutku w sobie że nie wiem jak długo wytrzymam. Chciałabym się komuś wyżalić ale nie wiem komu, w domu udaję że nic mi nie jest i jestem silna ale prawda jest inna. 8 grudnia straciłam moją małą Agatkę. Urodziłam ją w 32 drugim tygodniu. Ciąże przechodziłam dobrze, nic się nie działo aż do 2 grudnia. wtedy przestałam czuć ruchy ale pomyślałam że może się obróciło i kopie że nie czuję i dopiero po 2 dniach pojechałam do szpitala tam mi powiedzieli że dziecko nie ma tętna. To były najgorsze chwile w moim życiu. Męczyli mnie do pechowego 8 grudnia kiedy urodziłam córeczkę, okazało się że jest supeł na pępowinie i że taki zdarza się raz na parę lat. Nie chciałam jej widzieć bo wiedziałam że będzie mi ciężko. Przełamałam się kiedy dzień przed pogrzebem przewiezli jej trumienkę do kostnicy. Była taka maleńka w tej białej sukience wyglądała jak aniołek. Co noc widzę ją i nigdy jej nie zapomnę…

  • Reply
    lili
    26-01-2014 at 16:22

    witam
    ja straciłam dziecko w 17 tc,do dzis nie wiem dlaczego tak sie stało co zle zrobiłam,starałam sie o dziecko długo…cała ciaza przebiegał bez zadnych problemow czułam sie dobrze nic mi nie dolegało dziecko rozwijało sie dobrze. pod koniec sierpnia doktor powiedziałz ze dziecko nie zyje około kilku tygodni ,trafiłam do szpitala tam mnie przetrzymywali i meczyli pare dni,zakonczyło sie na zabiegu łyzeczkowania,wyszłam z szpitala i do dzis czuje pustke zal tęsknote…

  • Reply
    Joasia94
    08-02-2014 at 01:50

    Witam.
    Ja tak samo, jak panie powyżej, też straciłam maleństwo, w 6 tygodniu.
    Starałam się o nie półtora roku, trochę długo, ale to przez PCOS. Dwie kreseczki ujrzałam dzień przed wigilią.. Piękny prezent otrzymałam od Boga. 🙁 27 grudnia pojechałam do mojego ginekologa potwierdzić ciąże, wtedy jeszcze było wszystko dobrze z Aniołkiem( tylko ze mną nie było dobrze, czułam się bardzo źle, jeszcze doszły plamienia), serduszko było widoczne.. Dostałam leki na podtrzymanie.. Ale szczęście nie trwało długo. Lekarz kazał mi się wstawić 30 grudnia i wtedy okazało się, że maleństwo przestało się rozwijać, lekarz nie mógł zmierzyć wielkości płodu i powiedział, że są tylko elementy płodu, kazał zrobić bete. Zrobiłam, była wysoka, po nowym roku ponowiłam badanie i beta spadła. Załamałam się i nie zgodziłam się od razu na zabieg łyżeczkowania. Wszyscy mi wpajali, że to pewnie pomyłka i pewnie jest wszystko dobrze.. Przez 3 tygodnie chodziłam z tą obumarłą ciążą , nie chciałam jej stracić, nie dopuszczałam do siebie tej myśli, ze ono nie żyje i muszę je usunąć. ;( wiem, że to nie odpowiedzialne, tak długo z tym chodzić, no ale nie mogłam. Miałam nadzieje, że ono żyje i się rozwija, brzuch mi się powiększał (ale to z powodu bardzo powiększonej macicy). 20 stycznia ponowiłam badanie bety i spadło jeszcze bardziej. ;( od razu zgłosiłam się do lekarza i wyrok był jednoznaczny.. Zabieg. ;( 21.01 mnie łyżeczkowali.. i jest pustka. ;( ciężko się pogodzić.. mówię sobie, że nie chcę już dziecka.. ale w głębi duszy, jednak ta chęć posiadania maleństwa przeważa. 🙁 cały czas się obwiniam o śmierć maluszka.. może coś źle zrobiłam, może to przez to, że nie wiedziałam do tego momentu aż sie dowiedziałam o obumarciu jaką krew mam (ja – , mąż +) . Nie wiem.. Ale obwiniać się chyba będę już do końca życia. 🙁

    Trzymajcie się ciepło Aniołkowe Mamy..

  • Reply
    Joasia94
    08-02-2014 at 02:03

    A tak w ogóle, jeszcze słyszę cały czas słowa mojego ginekologa po zabiegu.. „Zabieg był ciężki, bo płód aż się przyczepił do macicy” Te słowa mnie dobijają.. Maleństwo nie chciało się ze mną rozstać. ;((

  • Reply
    Barbara
    19-02-2014 at 22:59

    Witam wszystkich którzy stracili swoje pociechy. Jestem mama 4 letniej córeczki.Zaczęliśmy się starać o następne dziecko jednak w kwietniu 2013 zaszłam w ciąże ale poroniłam w 5 tygodniu, odczekaliśmy 3 miesiące i zaczęliśmy się starać o następne dziecko wszystko było jak z bajki zaraz w pierwszym miesiącu zaszłam w ciążę. Wszystko przebiegało prawidłowo, do czasu kiedy miałam usg w 20 tygodniu. Czekaliśmy aby poznać pleć dziecka, moja córeczka cały czas powtarzała ze to będzie moja mala siostrzyczka. Pojechaliśmy na usg okazało się ze nie bije serduszko i mój mały aniołek poszedł do nieba. Byłam w szoku nie tego się spodziewałam jak każda z nas. Moja córka tak płakała jak i my co ona ma dopiero 4 latka cały czas powtarzała ze nie będzie się modlić bo aniołek zabrał jej dzidziusia. Musiałam urodzić nasza druga córkę bo później wyszło z sekcji ze była to dziewczynka. Idac do szpitala cały czas myślałam ze to jest nie prawda jak urodziłam nasza córkę cały czas zadawałam sobie pytanie czego ona nie płacze przecież powinna płakać obwiniałam siebie ze moze cos zrobiłam nie tak. Teraz już znam wyniki sekcji okazało sie ze zrobił sie zator i w przez to moja coreczka nie dostała tlenu. Tak mi jest ciężko patrze na zdjecie moje starszej corki i wmawiam sobie ze w kwietniu postawiła bym zdjęcie naszej drugiej corki Zuzi ale to się nie stanie. Czuje taki ból w klatce jakby ktos zabrał cząstkę mnie. Jeśli która z was chciała by porozmawiać oto mój mail [email protected]

  • Reply
    Daga
    20-02-2014 at 23:21

    Witam Aniołkowe Mamy ,

    Mój Aniołek przyszedł na świat 27.01.2014r po ciężkim porodzie utknął barkami miał niedotlenienie i trafił na obserwację na odział noworodkowy ale był tak silny i waleczny że już następnego dnia był ze mną , byłam najszczęśliwsza mamą na świecie, myślałam że już mam wszystko o czym tylko mogłam marzyć, do szczęścia już nic nie potrzebowałam, miałam mojego synka-Leosia. W drugiej dobie jego życia zaczęły się problemy jak pani doktór powiedziała pani syn ma problemy oddechowa-krążeniowe i zostanie przewieziony do innego bardziej specjalistycznego szpitala na obserwację.Ja w płacz i lęk o mojego synka.Mały został przewieziony do szpitala mnie wypisali do domu szybciutko. Mąż z mamą pojechał do tego szpitala gdzie mały był ja zostałam w domu bo jeszcze dochodziłam po porodzie do siebie. Lekarze przekazali mężowi że z to tylko rutynowo i że wszystko będzie dobrze ale już nie było. o 4 w nocy zadzwonili ze szpitala że mój synek przeszedł 2 zawały serca i chcą go chrzcić jakie imię mają mu dać i tylko że jest bardzo źle a także zapytali o której możemy być w tym szpitalu a że jest on oddalony od naszego miejsca zamieszkania o 80 km to powiedzieliśmy że za 1 godz. Przyjechaliśmy do szpitala i zobaczyłam mojego synka pod aparaturą i nie przytomnego. Lekarze powiedzieli że stan jest krytyczny i ze moje dziecko nie przeżyje.Z dnia na dzień było coraz gorzej nerki przestały pracować wiec podłączyli mu sztuczna ale po dwóch dniach zrobił się zakrzep i musieli ją odłączyć i już ordynator podjął decyzję i nie podłączaniu bo nie ma sensu bo mózg przestaje już nie pracować i wygląda jak gąbka. Po nie całych dwóch dobach przestało mu bić serduszko i odszedł 09.02.2014 pozostawiając nas swoich rodziców płaczących i tęskniących co dnia. A moje serce krwawi i razem z nim odeszła cześć mnie… Nie ma dnia bym nie była na cmentarzu i nie płakała a także pytała DLACZEGO?????
    Trzy lata starania się o niego i diagnoza że jestem nie płodna okazuję ze dostaję CUD od życia i zachodzę w ciąże, tak bardzo na niego czekałam, wszystko już przygotowane i moje plany na jego przyszłość…zapisany do najlepszego żłobka i później przedszkola, pierwsze wakacje …
    Lekarze w czasie tych prawie dwóch tygodni jego życia i miliona badań wykonanych stwierdzili chorobę metaboliczną nazwa jak wyrok i szukanie informacji na jej temat okazuję się że pod tą nazwą kryję się tysiące chorób i wszystko jest związane z przyswajaniem pokarmów przez nasz organizm. Jedne są śmiertelne inne nie i że tylko odpowiednia dieta i można prawie normalnie żyć. Wykonano wiele badań ale która dokładnie to dopiero wyjdzie po badaniach genetycznych i dokładnych badaniach po sekcji zwłok,gdyż żadna choroba nie pasuję ponieważ mały miał tak wiele nieprawidłowości że do niczego to nie pasowało i do tego zawał serdeszka. Może się okazać że nic nie wyjdzie i mój synuś odszedł bo taki był jego los. My z mężem musimy teraz się zbadać genetycznie bo może coś jest nie tak i my razem nie możemy mieć dzieci a może tylko los ze mnie zakpił…..
    Moje życie już nigdy nie będzie takie same a ból nigdy nie ustanie tylko może się do niego przyzwyczaję starając się jakoś żyć…tylko jak????

  • Reply
    Marlena
    22-02-2014 at 17:07

    Witajcie kochane Aniołkowe Mamy, moja historia jest podobna- półtora roku staraliśmy się o naszą Zosię, w końcu się udało- do 5 miesiąca ciąża książkowa, w 6 miesiącu niewielkie zmiany na nereczkach malutkiej, później już tylko gorzej-bezwodzie, torbielowate nerki, hipoplazja płuc,-zespół Potter, leżę w Warszawie-tam kordocenteza, potem amnioinfuzja u prof. Szaflika, która przyspieszyła poród- córeczkę urodziłam we wigilję- była martwa,żyła tylko dzięki mnie-tysiące pytań -DLACZEGO . wszystko straciło sens- nie wychodzę z domu, nie mogę jeść , ani spać -jak dalej żyć, córeczka miała wrodzoną , niedziedziczną dysplazję torbielowatą nerek- coś musiało jej zaszkodzić, pamiętam jak byłam w drugim miesiącu ciąży to użyłam takiego dezodorantu, który wywołał u mnie alergię, potem przeczytałam, że w tym dezodorancie był triclosan-substancja teratogenna , cały czas się zadręczam, nie mogę sobie wybaczyć pozdrawiam

  • Reply
    lena87
    09-03-2014 at 13:08

    Witajcie to chyba jedyne miejsce gdzie mogę nazwać się mamą 5.03 poroniłam 06.03 miałam łyżeczkowanie czuję w sobie wielki żal, ból i pustkę mimo że był to 9tc (w zasadzie to stwierdzone że zarodek zatrzymał się w 6tc w rozwoju) ja uważałam go za moje dziecko niestety ani w szpitalu a ani w rodzinie nikt nie podziela mojego zdania uważają że to jeszcze nie było dziecko i nic się takiego nie stało a ja mam ochotę wykrzyczeć żeby wszyscy dali mi spokojnie przeżyć śmierć mojego dziecka nie pytali ciągle czy wszystko ok wszyscy myślą ze jest ok bo fizycznie mi nic nie dolega ale ja już nie jestem tą samą osobą i nie będę wszystko się zmieniło nie wiem jak sobie z tym poradzić tym bardziej że naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać….wszystkie mamy Aniołków wiem co czujecie i łączę się z wami w bólu[*]

  • Reply
    tuchula2008
    14-03-2014 at 09:11

    Witam serdecznie Wszystkie Aniołkowe Mamusie ,chciałam napisac do was zeby moze w niewielkim stopniu przyniesć ukojenie.
    Wszystkie dzieci ktore narodziły się martwe i nieważne w którym tygodniu ciąży są przez szpitale oddawane do pochowania ,,grobie dzici nienarodzonych,, są odpowidnie procedury wdług których postępujmy i nawet jesli matka nie zabierze dziecka nigdy nie jst ono wyzucane,zawsze dzieci te sa przekazywane do pochowania w ,,grobie dzieci nienarodzonych,,.
    Zapytajcie proboszcza w swojej parafii na ktorym cmentarzu w waszej okolicy jest taki grobek i tam mozecie zaswiecic swieczuszke dla swoich aniołkow.

  • Reply
    Agata
    21-03-2014 at 18:31

    Witam wszystkich.
    Ja straciłam córeczkę w 38 tygodniu ciąży:( w grudniu przed samymi świętami.Lekarze nie wiedzą co było jednoznaczną przyczyną.Mówili tylko,że mogła to być jakaś infekcja,ale jaka nie wiedzą.W 35 przestała się rozwijać…byłam w tym czasie na 2 usg i nic lekarze nie wykryli ,że jest coś nietak!ciąża była super,żadnych wymiotów,czułam się jak na ten stan naprawde dobrze…Miała być na święta a tu nagle dowiedziałam się 3 dni po usg,że nie żyje…na początku byłam w szoku, musiałam ją urodzić naturalnie.Widziałam ją,była taka malutka i taka śliczna:( nie mogłam się odnaleść z początku.Żyje jako tako dzięki tak naprawde wsparciu narzeczonego.I moją jedyną myślą aby się nie załamać była myśl,że muszę żyć aby spróbować jeszcze raz,muszę żyć jak najlepiej dla mojej nieżyjącej już córeczki…Że ona by tak na pewno chciała.Jest ze mną cały czas…w moich myślach,w moim sercu i zawsze tam pozostanie.Ale czasem dopada mnie taka tęsknota…tak chciałabym ją móc przytulić.Ale teraz po tych 4 miesiącach znów jestem w ciąży…I tak bardzo się boję…nie przezyje tego drugi raz jeśli bedzie tak samo…
    jeśli chciałby ktoś się odezwać , ktoś kto przeżywa tak samo to bardzo proszę,[email protected] pozdrawiam.

  • Reply
    Natalia
    25-04-2014 at 21:28

    Każda z na przezywa nie wyobrazalna strate. Nikt kto tego nie przezyl nie wie co to znaczy. ja 27 lutego stracilam synka. moje sloneczko urodzilo sie w 37 tygodniu ciazy. byl slicznym malenstwem, wazyl 2630 i mial 52 cm. w drugiej godzinie zycia lekarka zauwazyla ze dziwnie oddycha. stwierdzono zapalenie pluc. moje malenstwo urodzilo sie o 5.45 a odeszlo o 22.30 tych kilka godzin ktore z nim spedzilam bede wspominac do konca zycia. nie wiem jak mam dalej zyc. chcialabym zeby to moje zycie szybko uplynelo bo mam nadzieje ze jednak istnieje jakies niebo i tam on na mnie czeka.

  • Reply
    gosia
    29-05-2014 at 14:26

    Ja wczoraj w nocy straciłam moje maleństwo.Mam 38 lat i ciąża była dla mnie zaskoczeniem ale cieszyłam się ze znowu będę mama. Niestety los chciał inaczej. Jest mi strasznie źle. Caly czas płacze. Serce mi pęka. Tak bardzo chciałabym donosic i urodzic moje dziecko. Wierzę że nasz Aniołek będzie czuwał nad moja rodzina. Aniolkowe mamusie modlę się za Was i Wasze skarby.

  • Reply
    ewa
    04-06-2014 at 14:57

    łzy po stracie nigdy nieprzestana płynąć kocham CIE KAROLKU I KINGO mama

  • Reply
    Agnieszka i Michał
    19-06-2014 at 13:48

    Witam jestem ojcem naszego synka Brayanka wiem ,ze mamy tutaj pisza o swych dzieciatkach ale moja kochana Narzeczona teraz spi odpoczywa bo tez stracilismy wczoraj naszego KOCHANEGO BRAYANKA zyl 3dni bylismy z naszym synkiem caly czas urodzil sie w Ustce waga 900gram moja ukochana urodzila po cesarce naprawde kochamy caly czas naszego synka ja jako Tata bylem przy nim gdy byl w inkubatorze siedzialem obok niego i plakalem po kilka godzin bo nasz synek taki byl dzielny chcial do nas wrucic i widzialem jak sam chcial oddychac odrzucal ta niechciana maszyne nawet teraz gdy tutaj pisze placze i serce mnie az boli z tego co Pan Bóg nam zrobil. nasz BRAYANEK urodził sie koniec 6 miesiaca ciazy. Prosilem Boga niech da ŻYCIE NASZEMU SYNKOWI i niech wezmie moje. I powiem jeszcze wrzystkim Tata Kochajcie swoje DZIECI bo to jest cos PIEKNEGO. BRAYANKU TATUS I MAMUSIA NA ZAWSZE BEDZIE Z TABA RAZEM BARDZO CIE KOCHAMY NASZ ANIOLKU.

  • Reply
    Iza
    14-08-2014 at 16:29

    Cześć. Ja straciłam mojego synka w 37 tc. Poszłam na rutynową wizytę i okazało się, że serce mojego synka nie bije. Miałam złe przeczucia tego dnia rano, jakbym straciła kontakt z moim dzieckiem. Nie czułam jego obecności. Całą ciążę było wszystko idealnie. Synek był zdrowy, przyczyny nie znaleziono. Za dwa dni miną dwa miesiące od porodu. Najgorsze jest to, że moja siostra urodziła tego samego dnia co ja. Na szczęście z jej maleństwem wszystko dobrze. Jest bardzo ciężko. Nie wiem jak dalej żyć.

  • Reply
    Lusi
    12-09-2014 at 15:39

    Właśnie dziś dowiedziałam się że moje słoneczko nie żyje…znowu…
    1maja tego roku poroniłam w szpitalu Alexa…4,5mmm, 6,5 tygodnia, Od początku nie było dobrze, serduszka nigdy nie zobaczyłam, robiłam co mogłam ale wszystko się zatrzymało i poroniłam. Cierpiałam, cholernie mocno cierpiałam bo oboje z partnerem czekaliśmy na to dziecko, na owoc naszej wielkiej miłości. Odczekałam 2 miesiące, albo zrobię to od razu albo będę się bać. Zrobiliśmy, test 2 kreski, strach i radość, wizyta u lekarza jest! bąbelek, bardzo wcześnie. Kolejne badanie za 4 tygodnie. Poszliśmy, ciągle jest! widzę serduszko!!! jestem taka szczęśliwa! ale dalej się boję. 2,5mmm, serduszko, 4,5 tygodnia, kolejna wizyta za 4 tygodnie.Dodam ze pierwsze dziecko prowadził lekarz z przychodni teraz jesteśmy w prywatnej klinice. Mija 4 tygodnie, jadę, boję się cholernie! ale jestem dzielna bo bardzo Ją lub Go chcę! badanie ginekologiczne w porządku, macica rośnie, ujścia zamknięte, pięknie, wyniki wszystkich badań doskonałe, USG….nie żyje…zmarło 3 tygodnie temu…nie ma już skakającej kropeczki która była MOIM Dzieckiem! nie chcę do szpitala, chcę go w domu… nie wiem czy mam siłę dalej żyć, czy mam siłę walczyć o kolejne dziecko, czy mam na tyle odwagi. Czekam aż Cię stracę i tulę i strasznie Cię kocham choć już jesteś Aniołkiem …i płaczę, mam strasznie dużo łez w sobie…

  • Reply
    MONIKA
    13-09-2014 at 21:03

    10 września byłam na kolejnej wizycie u lekarza,byłam w 9 tygodniu ciąży wyniki wporządku, byłam bardzo zadowolona i chciałam znowu zobaczyc moje maleństwo na USG, niestety lekarz stwierdził brak bicia serduszka, nie mogłam w to uwierzyć. 11 miałam zabieg, zabrano mi moją iskierkę, moj mały promyczek, każdy mi mówi ze mam być silna, ale jak mogę życ dalej wiedząc, że straciłam jedną z najważniejszych osób na świecie…..

    Nikt nie zrozumie cierpienia matki po stracie dziecka…

    Mamusia i Tatuś nigdy o Tobie nie zapomną 🙁

  • Reply
    niespelniona
    20-09-2014 at 10:12

    6 dni temu zmarł w moim łonie mój synek Gucio. W ostatnim dniu 26 tygodnia przestał się ruszać. Pojechałam do szpitala na rutynowe sprawdzenie (sama lekarka mówiła, że 90 % takich sprawdzań kończy się odesłaniem uspokojonej mamy do domu). Niestety u mnie było inaczej. Do samego końca nie mogłam uwierzyć, że moje dziecko zmarło. Nie potrafię opisać szoku i bezdennej rozpaczy jakich doznałam, kiedy lekarka po USG wydała wyrok. Powiedziała, że dziecko było bardzo chore i nie przeżyłoby i tak. A od początku ciąży wszystko szło „książkowo”. Do USG w 20 tygodniu jeszcze miałam jakiś dystans do tej ciąży i zakładałam, że coś może pójść źle. Badania prenatalne robiłam na Felińskiego w Krakowie – nic nie wykryły. Lekarka zapewniała, że wszystko jest ok. No więc uwierzyłam i przez ostatnie tygodnie totalnie odpłynęłam: ciuszki, poradniki o pielęgnacji noworodków i … takie piękne plany jak już będziemy w trójkę. Dziecko rosło i było bardzo aktywne a ja cieszyłam się z każdego jego ruchu. Po raz pierwszy w życiu byłam naprawdę szczęśliwa a nasz związek także miał swój najlepszy czas. Było jak w bajce.

    Kto w ogóle wymyślił porody martwych dzieci? Był straszny ból, skurcze i … cisza, ta przerażająca cisza. Gucio był prześliczny. Już miał 38 cm i wszystkie części ciała miał ładnie wykształcone. Dlaczego umarł? Czekam na wyniki sekcji i badań genetycznych.

    Teraz jestem tak totalnie nieszczęśliwa. Życie straciło sens i blask. Nie wiem, jak się mam pozbierać, cały czas mam niekontrolowane wybuchy płaczu i ogarnia mnie fale beznadziejnego smutku. Mam wspaniałego partnera i wspierających przyjaciół, ale chyba nigdy nie pogodzę się z moją stratą. Chciałabym wrócić do stanu sprzed tego cudownego snu, ale jakoś wątpię, czy jest to możliwe.

    Dodam jeszcze, że na Kopernika w Krakowie, gdzie się to wszystko działo, miałam profesjonalną i empatyczną opiekę. Dziękuję tamtejszym lekarzom i położnym za pomoc i zrozumienie.

    Wszyscy osieroceniu rodzice, łączę się z Wami w bólu. Nie sądziłam, że tylu nas jest…

    • Reply
      Położna Kasia
      23-09-2014 at 09:32

      niespelniona „Kto w ogóle wymyślił porody martwych dzieci?” nikt nie zna na to pytanie odpowiedzi…
      Bardzo mi przykro…
      Położna Kasia

  • Reply
    mimi39
    14-10-2014 at 12:23

    witam!
    dzisiaj mija 14 dni od tego strasznego dnia – terminacji ciąży w 15 tc+4 dni. Nie jest mi lepiej, a chyba nawet coraz gorzej. Wróciłam do pracy szybko i te kilka godzin staram się funkcjonować normalnie-wydaje mi się, że normalnie…
    30 września o godz. 19.10 poroniłam moją córeczkę – miała ZD i wadę serduszka. Nie miałam sił, żeby ją zobaczyć, przytulić, przeprosić, pochować… Ciągle o tym myślę, czy dobrze zrobiłam.

    To była moja druga ciąża. Pierwszą straciłam w marcu tego roku – obumarła w 10 tc. Miałam wyłyżeczkowanie. Po trzech miesiącach zobaczyłam dwie kreseczki na teście i wielka radość!!
    Druga ciąża była trudna – ciągłe upławy, bóle, lekarz co kilka dni, leżenie, leki na podtrzymanie ciąży i ciągły strach o dziecko… Na usg prenatalnym wyszedł obrzęk ogólny płodu i NT 6,6 mm. Potem biopsja kosmówki i wyrok – Zespół Downa i wada serca!! I terminacja ciąży…

    Mam 39 lat, w zeszłym roku wyszłam za mąż i myślałam, że cały świat jest u moich stóp…

    A teraz…. konam z bólu….

  • Reply
    Agi
    17-10-2014 at 20:00

    Witam!jestem mama dwoch aniolkow i dwoch wspanialych dziewczynek.Pierwsza ciaze stracilam w 10 tyg.serduszko rzestalo bic…lyzeczkowanie,druga stracilam w8 tygodniu ten sam przebieg….bol,lzy,rozpacz…po paru miesiacach zaszlam znowu w ciaze tym razem wszystko sie udalo urodzilam zdtowa dziewczynke Sophie,czwarta ciaza …diagnoza duzy krwiak zaraz obok plodu,plod bez akcji serca…mialam poczekac az krwiak sam peknie i „wypluka”(jak to milo okreslil lekarz)malenstwo,tydzien szalenstwa lez rozpaczy codziennie rano wstawalam i czekalam,po tygodniu kontrola..diagnoza akcja serca widoczna krwiak powiekszony,lekarz mi wyjasnl ze jak krwiak peknie to „zabierze ze saba”plod,nastepna kontrola za dwa tygodnie….i znowu jazda ,js juz nie wiedzialam czy plakac,smiac sie ,modlic…..dzis jestem mama dwoch wspanialych corek Sophie i Nathali ,wiem co to znaczy stracic i wiem ze nikt tego jie zrozumie ten kto nie przezyl takiej straty …dla wszystkich mam aniolkow….
    „Jestes moim wybawieniem,miloscia,spelnieniem,
    Jestes tym co wypelnia mnie uczuciem nie do opisania
    Raz sie smieje a raz placze
    Jestes czescia mojego zycia ,pragne Cie przytulic,
    Wziasc Twoja raczke i zamknac w mojej,
    Uslyszec jak mnie wolasz,jak chcesz zebym byla przy Tobie.
    Jestes moim dniem i noca ,marzeniem i rzeczywistoscia,
    Jestes tym bez czego nie chce zyc…..bo jak mozna zyc bez Ciebie!
    Moje Malenstwo ,moje Zycie ,moje Serduszko.

  • Reply
    Ula
    29-11-2014 at 16:35

    Witam! Tez jestem mama Aniołka.Mojej najukochańszej Gabrysi. 03.07.2014 urodzilam moja zmarla corke w 30 tygodniu ciazy. Sekcja nic nie wykazala. Gabrysia byla zdrowa, nie bylo zadnych wad wrodzonych. Cala ciaze dobrze sie czulam, wyniki zawsze byly bardzo dobre, zadnych problemow, nawet na poczaatku ciazy nie mialam nudnosci i wymiotow. Zastanawiam się dlaczego to mnie spotkalo. Minelo juz prawie 5 miesiecy, a bol nie zmniejsza sie, nie da sie tego opisac,jak mozna stracic wlasne dziecko. Byla takim zywym dzieckiem, mocno mnie kopala, bardzo ja czulam. Nie mam podanej przyczyny, ale zawsze bede sie zastanawiac czym zawinilam, ze moglam moze bardziej dbac o siebie. Wiem, ze trzeba isc dalej do przodu, staram sie jak umiem. Codziennie sie modle, aby jej bylo dobrze. Wierze, ze jest w niebie i bawi sie z innymi aniolkami i jest otoczona opieka i miloscia. Leja mi sie lzy po klawiaturze, gdy to pisze. Wierze, ze ja kiedys spotkam i powiem jak ja mocno KOCHAM. Nie bylam jeszcze u psychologa, ale wybiore sie. Mam nadzieje,ze kiedys sie jakos to ulozy;/

  • Reply
    MamaGrzesia
    12-12-2014 at 22:13

    Moja historia jest podobna do Waszych.
    Urodziłam mojego synka Grzegorza w 26 tc. Wszystko było w porządku, aż nagle 27.11.2014 po 20 poczułam bóle w podbrzuszu wtedy jeszcze nawet nie podejrzewałam, że to bóle porodowe. Poszłam spać jak bóle przeszły. Obudziły mnie ponownie po 23, poszłam do łazienki i tylko zdążyłam zawołać do męża żeby dzwonił po karetkę, czułam już główkę mojego synka. Karetki przyjechały w ciągu 5-10 minut, a ja już miałam moje maleństwo na rękach, przytulone do piersi, oddychające.
    W ciągu kolejnej godziny działo się wiele (odcięcie pępowiny, urodzenie łożyska, podpinali mojemu synkowi kroplówki i tlen i jazda do szpitala). Małego zabrali na odział wcześniaków do inkubatora podpięli mu respirator i całą masę innego sprzętu. Po 4 dniach walki serce mojego synka nie wytrzymało bólu i ilości leków jaką dostawał.
    Urodził się z powodu wrodzonej infekcji, w drodze do szpitala załapał jeszcze sepse. Kiedy już myśleliśmy, że udało się infekcję zwalczyć okazało się, że małemu padają nerki. Nasz kochany aniołek nie wytrzymał bólu. Odszedł niedawno 01.12.2014 w 4 dobie po porodzie z wagą 950g.
    Przeraża mnie powrót do pracy ponieważ wypada on w terminie planowanego porodu.

  • Reply
    Mama
    01-01-2015 at 22:58

    Moja historia jest bardzo podobna do Twojej (MamaGrzesia), ja tez urodziłam Synka przed czasem – 27 t.c., tyle, że byłam już w szpitalu ale niestety porodu nie udało sie powstrzymać… Mam pytanie, skąd wiesz (na jakiej podstawie lekarze to stwierdzili), że Twój Synek miał wrodzoną infekcję? Skąd ona się wzięła? mój Synek także miał infekcje – zaczęła się już u mnie i Synek ją przejął ale do dziś nie wiem co dokładnie się stało. Wcześniej wszystko było dobrze, raz miałam bóle ale okazało się, że nic się nie działo ale jak się zmęczyłam to miałam kłócie w pachwinach, nie wiem czy to miało jakiś związek ….

  • Reply
    Aleksandra
    11-01-2015 at 04:02

    Kochane Piękne Mamy. Przytulam Was do swojego serca. Jesteście najpiękniejsze na Świecie. Łzy sie leją po policzkach. Jesteście najdzielniejsze i Dobry Bog Wam to wynagrodzi, tego jetem pewna, ręczę za to głowa. Będziecie tańczyć w wieczności ze swoimi Perełeczlami pięknymi. Będą przy Was dzień i noc, przytulać sie do Was. Byliście najpiękniejszymi i najlepszymi domami ziemskimi dla Waszych dzieci. Jesteście i byliście wspaniałe. I zrobiliście wszystko co mogłyście. Wasze dzieci beda z Wami. Przytulam Was i tule i tule.

  • Reply
    Paula
    14-01-2015 at 21:46

    Witam 🙂
    Długo zastanawiałam się nad tym czy z Kimś innym niż rodzina i psycholog podzielić się moją historią. Zaczęła się bardzo niespodziewanie. Po wielu wizytach u lekarzy i wielu próbach na teście ciążowym nie pojawiała się druga kreska. Odpuściłam temat … W marcu 2013r. byłam przeziębiona i poszłam do lekarza rodzinnego. Zasugerowano mi bym wykonała test tak dla proformy. W tym czasie miałam dużo pracy, byłam też przemęczona. Ku mojemu zaskoczeniu niespodziewanie pojawiła się druga kreska!!!. Byłam w ciąży. Radość, zaskoczenie, niepewność, lęk i fakt, że zostanę mamą (tak długo na to CZEKAŁAM :)mieszały się razem. Czułam się dobrze. Byłam trochę przemęczona, było mi zimno. Pracowałam. Pojechałam na rutynową kontrolę do lekarza to był 7 – 8 tydzień. Wszystko było w porządku. Kolejny miesiąc – kontrola 11 tydzień. Lekarz długo mnie badał, zdenerwował się i powiedział, że nie ma akcji serca. Po prostu przestało bić! Szok, niedowierzanie i wiecznie kołaczące się pytanie : dlaczego? Szpital, konsylium – i wyrok ciąża obumarła. Myślałam, że śnię. Ta cała sytuacja przecież nie przydarzyła się mnie! Trafiłam na bardzo współczujący i pomocny personel medyczny. Czekając na to co się wydarzy – na poród wiedziałam, że już nie odwrócę czasu ani tej sytuacji. Najtrudniej było znieść mi fakt płaczących dzieci na oddziale obok i ta bezsilność, że już Mojemu Dziecku nie jestem wstanie pomóc!!! Trafiłam na bardzo fajne towarzyszki w sali. Na kobiety, które przeżyły to samo co ja. Długo rozmawiałyśmy i to dzięki nim i psychologowi udało mi się przetrwać ten bardzo trudny początkowy czas. Moja sytuacja była bardziej złożona niż myślicie. W tym samym czasie moja siostra była na końcu swojej ciąży. Chciałam powiedzieć Jej, że będzie ciocią, ale nie zdążyłam. Moja siostra nie wiedziała, że straciłam dziecko. Bałam się, że taka informacja może przyspieszyć poród i wywołać wielki stres u Niej. Mojemu dziecku nic by to nie pomogło a Im mogłoby zaszkodzić. Dwa tygodnie po mojej ogromnej stracie Fasoli (bo tak nazwałam Moje Dziecko) urodził się zdrowy i piękny siostrzeniec. Rodziłyśmy w tym samym szpitalu. Moja Siostra niczego się nie domyślała. Przez ten czas do Jej porodu pocieszałam Ją, kontaktowała się z Jej lekarzem prowadzącym, wspierałam. Zwłaszcza w Ten ważny dzień. Chciałam, żeby Jej się udało. Jeździłam do Nich do szpitala, opiekowałam się, uśmiechałam a moje serce przepełniała ogromna rozpacz i wielki niepohamowany ból. Za każdym razem kiedy jeździłam do szpitala i słyszałam płaczące dzieci, szukałam mojego. Myślałam, że ktoś się cały czas pomylił i to nie przydarzyło się mnie!!! Najtrudniejszy czas … kiedy wzięłam siostrzeńca na ręce i opowiedziałam siostrze moją historię. W NIM widzę moje dziecko, którego nie mam. Wyobrażam sobie, że mogłoby podobnie wyglądać. Kocham Go za dwa razy więcej za siebie i Moje dziecko. Wiem, że było ze mną, bo przez kolejny rok(może to głupie)- miałam ślad po wenflonie na prawej ręce. Najtrudniejszy czas to święta – Wigilia 2013 i składanie sobie życzeń. I ta pustka. Ludzie, rodzina nie potrafią rozmawiać o utraconych dzieciach. Temat zamiatają pod dywan. A mi go tak bardzo brakuje. Staram się żyć i funkcjonować normalnie, cieszyć się każdą chwilą. To prawda co mówią kobiety po stracie czas uśmierza ból, ale nigdy się o naszych dzieciach nie zapomni. Był czas kiedy oglądałam zdjęcie USG i płakałam w głos. Każde napływające myśli o dziecku – płacz. Dziecięce wózki, kobiety w ciąży płacz. Czytałam dokumentację medyczną jak mantrę : ciąża obumarła, 11 tydzień, brak akcji serca, brak tętna zarodka. TAK DŁUGO CZEKAŁAM NA MOJE DZIECKO, CHCIAŁAM JE OCHRONIC I NIC NIE MOGŁAM ZROBIĆ! Dla mnie trudny jest Dzień Matki, do mojego dziecka mogę iść tylko na cmentarz i pod krzyżm zapalić znicz. Odtrącałam męża, nie mogłam znaleźć sobie miejsca na ziemi. Jest mi źle, kiedy nie mogę powiedzieć innym : Wiesz ja też jestem mamą, ale moje dziecko umarło!! Przecież nie mam tego napisane na czole!!! Niektórzy mówią : „Co ty wiesz, przecież nie masz dziecka!!! Takie niesprawiedliwe. Staramy się z mężem o kolejne dziecko. Bez skutecznie. Myślę pozytywnie, choć są chwile zwątpienia. I ta tęsknota za Kimś, kogo nie zdążyłam jeszcze poznać. Może kiedyś wezmę moje dziecko tu na ziemi w ramiona. Utulę i uściskam i powiem, że Je bardzo kocham. Kiedyś powiem Mojemu Dziecku, że miało rodzeństwo. 29.01.2015r. Moje Dziecko skończyłoby rok. Nie cofnę czasu, nie zmienię biegu historii. Zobaczymy co będzie dalej. Przede mną nowe perspektywy, trudne decyzje. Chciałabym kiedyś usłyszeć tak po prostu :Kocham Cię Mamo!!! Ludzie mówią dzieci to największy skarb. To prawda. Szkoda, że niektóre skarby patrzą na nas z nieba i zamieniły się w prześliczne Anioły. Kocham Cię Moje Upragnione Dziecko, choć jesteś tam daleko.
    Na zawsze – Mama.
    Popisując tę historię, też płaczę, bo nie da się obojętnie przejść wobec największej tragedii kobiety jaką jest utrata Jej dziecka.
    Pozdrawiam Wszystkie Mamy Dzieci Utraconych. Jesteśmy silnie i bardzo dzielne 🙂

  • Reply
    Agnieszka
    17-01-2015 at 10:22

    I ja pragnę się podzielić z wami moją historią.

    Poroniłam w ósmym tygodniu ciąży. Przez 6 tygodni nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Wydaje mi się, ze nawet na początku sprawdzałam testem z apteki ale była tylko jedna kreska. Dopiero gdy okres się już prawie drugi miesiąc spóźniał, to kupiliśmy z mężem drugi test – wynik pozytywny. Płakaliśmy ze szczęścia a tydzień później pojechaliśmy do mojej ginekolog. Potwierdziła i poprosiła by wykonać podstawowe badania oraz oznaczyć grupę krwi i Rh, bo nie wystarczyła jej moja i męża karta honorowego dawcy krwi.

    Wyniki tych badań chciałam jej zanieść za tydzień ale niestety laboratorium nie zdążyło dostarczyć wyników badań do placówki w której oddawałam moje próbki (we wtorek przed Sylwestrem je pobrali). Przełożyłam więc wizytę na kolejny tydzień – 12.01 (poniedziałek). We sobotę wieczorem zauważyłam skrzep krwi podczas oddawania moczu, w niedzielę różowy śluz. W pierwsze chwili spanikowałam ale później poczytałam, że się to często w pierwszym trymestrze zdarza, w końcu maleństwo coraz więcej miejsca potrzebuje itd, itp ale wiadomo najlepiej z lekarzem to skonsultować.

    Przeczuwałam, że wyląduję w szpitalu – na podtrzymaniu ciąży. W szpitalu rzeczywiście wylądowałam ale dlatego, że nasze maleństwo nie dało rady, brak tętna. Lekarka wypisała mi skierowania do szpitala w którym pracuje i tam z inną lekarką jeszcze raz mnie przebadała – niestety, diagnoza się jeszcze raz potwierdziła.

    Tego samego dnia wykonali zabieg, w czwartek wróciłam ze szpitala i do końca przyszłego tygodnia mam L4.

    Przykra sprawa, sporo się już napłakałam. Mój mąż też nie jest temu obojętny. Jak to facet nie pokazuje otwarcie swoich uczuć ale widać, że też jest zmartwiony. W sierpniu, kiedy to maleństwo miało przyjść na świat chyba będziemy musieli wziąć urlop, bo obawiam się, że będzie nam wtedy najbardziej ciężko.

    Podobno co piąta ciąża kończy się poronieniem, niektóre kobiety nawet nie wiedzą że w ciąży były. U mnie raczej będzie trudno przyczynę znaleźć, bo w końcu dopiero 8 tygodniu miało nasze maleństwo. Może to nasze geny źle się ułożyły, może nasze niezgodne Rh zawiniły, może… Bałam się, że to moja wina, bo może coś ciężkiego podniosłam albo zbyt krótko spałam ale lekarka podniosła mnie na duchu mówiąc, że to na pewno nie to. Po prostu matka natura stwierdziła, że jest coś nie tak z naszym płodem i postanowiła usunąć go. Nawet gdybym w sobotę lub niedzielę poszła do szpitala, to i tak usłyszałabym tę diagnozę.

    Nasze maleństwo nazwałam Bogumiłą. Pradziadkowie i dziadek na pewno się nią czule zajmą w Niebie.

    Bardzo współczuję paniom, które swoje maleństwa straciły w bardziej zaawansowanej ciąży, podczas rodzenia lub tuż po. Mój ból nieco tłumi właśnie to, że był to dopiero początek. To też boli ale na pewno nie jest to aż tak straszne jak u tych pań. Przyjmijcie proszę moje wyrazy współczucia i dobre życzenia, że następnym razem będzie lepiej.

  • Reply
    Julianna
    23-02-2015 at 11:47

    Podobno byłam w książkowej ciąży. Dzień przed terminem porodu przestałam czuć ruchy dziecka. 26 grudnia rano urodził się mój synek Adaś. Ciężkie niedotlenienie, długa reanimacja. Żył niecałe 3 tygodnie. Badanie histopatologiczne łożyska wykazało nadmiernie skręconą pępowinę. Wszyscy mówią, że się zdarza. A ja to przecież wiem. Minęły prawie 2 miesiące, ciężko mi czasem oddychać, nie chcę wstawać, mam bezsensownie dużo czasu. A miał on być poświęcony Dziecku. Tak jak Wy, zostałam osierocona. Nie panuję nad tym co przeżywam, choć chodzę do psychiatry, biorę leki. Mój partner jest przy mnie, bardzo mnie kocha i wspiera. Ale to ja dobę po cesarskim cięciu wciąż czułam ruchy Dzidziusia w brzuchu i to ja mam bliznę. Wiem, że ten żal kiedyś minie, ucichnie, wierzę, że kiedyś jeszcze będę mamą, ale ile jeszcze czasu musi minąć. Wklejem wiersz, bardzo trafny, autor W.H. Auden

    Niech staną zegary, zamilkną telefony,
    Dajcie psu kość, niech nie szczeka, niech śpi najedzony,
    Niech milczą fortepiany i w miękkiej werbli ciszy
    Wynieście trumnę. Niech przyjdą żałobnicy.

    Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
    I kreśli na niebie napis: „On nie żyje!”
    Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych,
    Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.

    W nim miałem moją Północ, Południe, mój Zachód i Wschód,
    Niedzielny odpoczynek i codzienny trud,
    Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.
    Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie: myliłem się.

    Nie potrzeba już gwiazd, zgaście wszystkie, do końca;
    Zdejmijcie z nieba księżyc i rozmontujcie słońce;
    Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
    Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.

  • Reply
    aga
    30-03-2015 at 22:14

    Witajcie Aniołkowe Mamy ! Bardzo Wam współczuję. Nie mogę powiedzieć, że wiem co czujecie ponieważ mnie osobiście to nie spotkało lecz chciałabym prosić was o radę. Ja byłam w ciąży w tym samym czasie gdy siostra mojego męża ona miała termin porodu na dwa tygodnie przede mną. Ja urodziłam zdrowe dziecko niestety u mojej szwagierki doszło do odklejenia się łożyska w 41 tygodniu ciąży a dziecko urodziło się z silnym niedotlenieniem i dostało 0 punktów Apgard . Po miesiącu niestety zmarło. Bardzo jej współczuję i przeżywam to bardzo gdyż nie zniosłabym gdyby stało się to mojemu maleństwu. Wiem,że ona bardzo to przeżywa i boli ją widok mojego dziecka choć ona udaje przed wszystkimi,że jest wszystko w porządku. Proszę podpowiedzcie mi jak mam z nią rozmawiać i czy rozmawiać z nią o tym co się stało czy unikać tego tematu gdyż ona nie rozmawia ze mną o tym . Kocham Ją jak siostrę i nie chcę jej krzywdzić. Pozdrawiam Was i łączę się ze wszystkimi mamami w bólu.

  • Reply
    Mama Aniołka
    25-04-2015 at 20:42

    Straciłam swoje maleństwo w 10 tygodniu ciąży 🙁 Przyczyna? Brak tętna 🙁 Siedzę i myślę dlaczego mnie Bóg postanowił obarczyć takim doświadczeniem? Od początku ciąży wszystko było dobrze, nie miałam żadnych dolegliwości,aż tu nagle taki cios!!! Nie wiem jak poradzę sobie z tym dalej? Chciałabym spróbować jeszcze raz,ale boję się,że znów przydarzy się to samo 🙁 Najgorszy jest czas kiedy zaczynam myśleć i doszukiwać się przyczyny. Wiem,że czasem tak bywa,ale jest to bardzo trudne 🙁 Nie umiem pogodzić się z tą myślą i faktem,że nigdy nie zobaczę mojego dzieciątka ani nie przytulę,nie powie do mnie mamo!!!!

  • Reply
    Lusikub
    17-05-2015 at 17:01

    Muszę przyznać, że bardzo pomogłyście mi w przeżyciu mojej żałoby po stracie mojego synka Nikodema w 20 tc.( kwiecień 2015). Niestety nie sądziłam,że tak dużo jest ciąż obumarłych w późniejszym terminie. Pytanie: Dlaczego?- Niestety nie zadaję tylko ja! Jest trudno bardzo ponieważ nosiłam synka pod sercem martwego przez 3 tygodnie. Nie wiem co było przyczyną, miałam upławy grzybicze na które brałam leki, ale mimo to nie skutkowały, do tego dołączyła się opryszczka wargowa (którą miałam tysiące razy przed ciążą, więc powinnam mieć przeciw ciała)smarowałam maścią od lekarza. Nie wiem może stres się dołączył, bo bałam się, że leki i infekcje zaszkodzą dziecku? Na początku miałam bardzo gwałtowne ruchy, ale nagle ustały! Wszyscy uspokajali mnie, włącznie z położną, że na pewno się odwrócił, a mnie wydawało się że czuję kopnięcia, ale z pewnością były to tylko ruchy jelit! Potem wywołanie porodu i ta cisza śmierci! Bardzo czuję mojego synka w sercu, patrząc na świat, to jakby to On patrzył ze mną! Na samym początku ciąży, zawierzyłam moje Dziecko Matce Bożej, modliłam się za jej wstawiennictwen bo sama miała dziecko i tak liczyłam, że będzie dobrze! Niestety stało się inaczej. Zabrała mi Syna i zostawiła mnie w wielkim bólu! Nie potrafię się teraz modlić, załamała mi się moja wiara! Nie wiem czy kiedyś znów ją odzyskam!!Mój Syn był pierwszym moim dzieckiem i nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze będzie mi dane mieć potomstwo, mam już 39 lat. Lekarze namawiają nas na kolejną próbę, ale jeszcze zobaczymy? Chciałam tylko jeszcze napisać, że dzięki Synkowi poznałam nowy rodzaj miłości, miłości matki do dziecka: tak pięknej, tak czystej, tak prawdziwej, takiej której nigdy wcześniej nie poznałam!-dziękuję Ci Syneczku!!!
    Dziękuję Wam Matki Aniołków, bo wiem że nie jestem sama, że się rozumiemy!

  • Reply
    Goska
    17-05-2015 at 21:52

    Stronę tą śledzę od momentu utraty ale dopiero dziś dojrzałam do zrobienia wpisu.
    Ja straciłam swoje ukochane dziecko w 24 TC było to w listopadzie 2014r.
    Jest bardzo ciężko gdy ciąża przebiega prawidłowo, a tu nagle CIOS i PUSTKA. Wtedy zawalił nam się świat, ale życie trwa nadal i trzeba się z tym bólem nauczyć żyć – bo boli i zawsze będzie bolało. Trzeba to przeżyć, przepłakać i niech nikt nam nie mówi że „będzie dobrze”. Bo nigdy nie będzie dobrze.
    Dziewczyny nie doszukujcie się przyczyn w SOBIE bo zrobiłyście wszystko aby było dobrze, ja nie mam sobie nic do zarzucenia ale do tego wniosku dochodziłam długo i z pomocą psychiatry i psychologa. Nie zadawajcie sobie pytania DLACZEGO? Bo nie znajdziecie odpowiedzi.
    Potrafię teraz o tym rozmawiać ale są chwile, że łzy same spływają po policzkach. Po blisko 6 miesiącach postanowiła spróbować jeszcze raz, strach jest ale do tej decyzji dojrzewałam powoli wraz z moim partnerem, który w tym najgorszym dla mnie i niego czasie był cały czas zemną i czekał na mnie.
    Ja jak to mówię „wróciłam do świata żywych” ale zawsze będę mamą ANIOŁKA, którego odwiedzam na cmentarzu (nigdy nie myślałam że będę tam swoje dziecko odwiedzała).
    Aniołkowe Mamy my z tym bólem będziemy żyły zawsze.
    Pozdrawiam Was.
    Aniołkowa Mama Goska

  • Reply
    natalcia
    16-06-2015 at 19:37

    ja niedawno straciłam swoją pociechę, cała ciążą była piękna ładna aż do chwili 38 tygodniu dnia 30.05.2015 przyszedł na świat mój kochany synek Oskar, ważył 2800, lecz po 1 godzinie 30 minutach zmarł :(:( miał wade serduszka prawa aorta wo gule nie funkcjonowała, miał serce takie duże jak u starszego człowieka, że nie dawało funkcjonować płucom, wogule Oskar nie ragował na leki. I to wszytsko wyszło że to winna lekarza prowadzącego bo wykrył za pużno infekcjie i nie wykrył że Oskar ma chore serduszko.:(:( Dlaczego to mnie spotyka tak go kocham nie moge sie z tym pogodzić cieżko mi jest żyć, trudno sie przezwyczajić teraz bez niego, byłam nastawiona tak do niego że bd miała synka a tu straciłam go

  • Reply
    Agnieszka(pustka)
    18-06-2015 at 17:14

    Tez przeszlam ta sama tragedie , gdyby moja wspaniala pani doktor zalozyla blokade napewno wszystko potoczylo by sie inaczej . Tak to niestety urodzilam syna Leonka w 22 tygodniu to byl szok poniewaz nie bylam na to gotowa chyba zadna z nas nie jest . Synek zyl kilka godzin ale go nie widzialam balam sie tej traumy teraz troszke tego zaluje . Misiu urodzil sie zdrowy mial nawet 4 punky w skali abgar: 6.o5.2015r , pogrzeb byl forma porzegnania , na chwile obecna jeszcze sie trzymam ale juz nie jestem taka sama kobieta jak kiedys , mysle by odejsc od partnera bo on zasluguje na kogos lepszego ode mnie , teraz mam w sobie pustke i ogromna blizne w sercu . Mam 3 dzieci wiec dla nich musze sie szybko pozbierac lecz nie jest to wcale takie proste , na cmentarzu spedzam kazda wolna chwile przesiaduje wtedy kolo synka kilka godzin. zycie stracilo juz sens , nic mnie nie cieszy , widok kobiet w ciazy lub noworodka w wozku mnie przerasta ale trzymam sie ze wzgledu na dzieciaki , mysli samobojcze same przychodza i odchodza . Bardzo bym chciala sprubowac raz jeszcze lecz nie wiem czy bede gotowa nawet na zblizenie , moze ktoras z was chciala by pogadac na gg 48598435 piszczie

  • Reply
    mama Aniołka
    15-08-2015 at 21:21

    Tez jestem mama aniolka Stasia ciążę rozwiazano w 28 tygodniu szukam pocieszenia nic nie pomaga codziennie zagladam do internetu sama nie wiem czego szukam tak bardzo chcialabym go miec przy sobie byl piekny moj synós

  • Reply
    Mama
    26-10-2015 at 12:17

    Ja też nie mogę się otrząsnąć po śmierci mojego Antosia. Wcześniej straciłam dwóch synków w początkowych tygodniach ciąży, było ciężko ale Pan Bóg przeprowadził nas przez te wydarzenia w pokoju choć smutek był ogromny. Ale kiedy po 4 latach starań urodziłam Antosia byłam pewna że wszystko będzie dobrze mimo że był wcześniakiem z 29 tygodnia. Tak cieżko było patrzeć jak leży w inkubatorze cały pokuty igłami, z aparaturą itp sam bez ciepła i bliskości serce pękało z bólu, ale nadzieja wciąż była, że to się skończy, że wrócimy do domu i wszystko nadrobimy…Niestety mój Maluszek złapał sepsę, 3 godziny reanimacji, po której mogłam wziąć go na ręce pierwszy i ostatni raz przytulić i odprowadzić go na lepszą stronę życia…Za to jestem wdzięczna Bogu, że mogłam być przy nim w tej ostatniej chwili i za to że nie cierpiał tu długo, że jest tam szczęśliwy ze swoimi braćmi…Ale i tak ból jest nie do opisania i bezsens życia i tego wszystkiego, nie mam już siły płakać. Wiem, że on żyje i że jest święty, bo położne w szpitalu zdążyły go ochrzścić. Nie myślę o nim jak o Aniołku, bo to dla mnie takie nierzeczywiste, ale właśnie jak o moim własnym, małym świętym, który opiekuje się nami i wspiera w tym morzu łez i cierpienia. takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, ale na tym świecie nie ma sprawiedliwości i sensu.tak bardzo chciałabym już umrzeć i być tam z nim…

  • Reply
    Kessy K.
    18-11-2015 at 14:36

    A ja właśnie tracę jednego z bliźniaków…jestem w 22 tygodniu a na 26 zaplanowali redukcję…bo się nie rozwija tak szybko i ma mniej wód płodowych 🙁 jestem załamana, szpitale odsyłają mnie do jednego z oddziałem patologii ciąży i co z tego jak tam traktują mnie olewatorsko? Od tygodnia mam skurcze, stawia mi się brzuch, mam bóle i co z tego? Nawet nie ma mowy o przyjęciu mnie do szpitala…nie wiem jak je ratować…

  • Reply
    Patusia Marysia Joasia Tabersk
    05-02-2016 at 11:35

    3.02.2016 roku będąc w 11 tc dowiedziałam się, że serduszko mojego maleństwa przestało bić 🙁 smutek ogarnął mnie ogromny 🙁 lekarze powiedzieli, że najlepszym rozwiązaniem jest wywołanie poronienia i tak też zrobili o godzinie 19 z groszami poroniłam zobaczyłam wtedy ostatni raz moje maleństwo takie maleńkie, bezbronne 🙁 po 20:00 dokonali zabiegu łyżeczkowania. Dzisiaj mija 3 dzień jak się dowiedziałam, że moje maleństwo nie ma czynności serca 🙁 Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić jest to ogromny dla mnie ból 🙁 Tak bardzo z narzeczonym czekaliśmy na to dziecko 🙁

  • Reply
    Beata
    19-04-2016 at 14:00

    Mam 23 lata w 2014roku poronilam w 11tc . Wynik- cytomegalia. Pół roku później kolejna ciąża. Od samego początku strach. Mimo to wszystkie wyniki dobre. Wszystko super. Między wizytami udałam się do ginekologa niepokoilo mnie to, że mała tak malutko się rusza. Lekarz po krótkim usg stwierdził, że wszystko gra serduszko bije… to mnie uspokoiło. Minęło półtora tygodnia, skórcze, 35tc. Szpital. Nie wyczuwalne tętno. Mała urodziła się martwa. Minęło od tego czasu pół roku w końcu odebralam wyniki z sekcji. Ropne zapalenie błon plodowych, łożyska. Sama nie wiem co o tym myśleć ;( . Gdyby lekarz juz wtedy wysłał mnie do szpitala…i sama nie mogę sobie tego darować… czy to bezposrednio moja wina…? Czy to przez zapalenie zeba ..? Co prawda leczone…juz nikt mi nie odpowie na te pytania ;(
    teraz wokół same maluszki ;(
    Moje kochane maleństwa ;(

  • Reply
    magda
    27-06-2016 at 21:49

    2 miesiące temu straciłam synka…w 38 tc, 3dni po planowanej dacie porodu, przeżyłam traumę porodu martwego dziecka. To był szok i niedowierzanie..cała ciąża była niemal idealna, wszystko w porządku, byłam „chodzącą fizjologią” jak mówił lekarz. Nie znamy przyczyny, dziecko nie było owinięte pępowiną, z sekcji zwłok i badań łożyska nic nie wynika, mogło przycisnąć rączką lub główką pępowinę i się udusiło. Jest ciężko..mój Kacperek jest z nami jak małe światełko w tunelu..on jest z nami, pomaga nam, też wierzę, że jest świętym..Kochane mamy, gdyby któraś z Was chciała porozmawiać, wygadać się, czy po prostu pomilczeć to niech się odezwie na tej stronie, sama też bym chciała się komuś zwierzyć ale właśnie takiej mamie, która przeżyła coś podobnego..bo wiecie, wszystko starają się pomóc jak mogą, ale kto nie zrozumie nas najlepiej jak druga matka która przechodzi podobny ból..zaczęłam chodzić do psychologa i jest mi lepiej, ale chciałabym też komuś pomóc, więc piszcie. nie jesteś sama 🙂

    • Reply
      Kasia
      26-07-2016 at 06:25

      Cześć Madziu, przeszlam to co ty 3mies temu, straciłam córeczkę pod koniec 26tc. Chętnie porozmawiam, podaj maila

      • Reply
        magda
        26-07-2016 at 14:17

        Cześć Kasiu, fajnie, że napisałaś, mój mail: [email protected]

      • Reply
        magda
        26-07-2016 at 14:18

        Kasiu, podaję maila: [email protected]

      • Reply
        magda
        26-07-2016 at 14:31

        Cześć Kasiu, fajnie, że napisałaś, podałam ci maila.

        • Reply
          Kinga
          07-05-2017 at 15:04

          Czesc Kasia i Magda ja miesiac temu stracilam córeczkę w 28 tygodniu jak sobie z tym radzice czy poradzilyscie zeby jakos dalej zyc?pozdrawiam

          • magda
            07-05-2017 at 21:57

            Cześć Kinga:) Ja mogę Ci tyle powiedzieć że jednak czas robi swoje. Choćby nie wiem co mówili, owszem nie uleczy całkiem rany, ale pomoże jakoś żyć. W tych pierwszych miesiącach po stracie bardzo pomógł mi psycholog, żeby się komuś wygadać, bo choć rodzina też bardzo starała się mi pomóc to jednak to nie to samo. Wizja rodziny była taka żeby nie podejmować tego tematu. Po dłuższym czasie mogę stwierdzić że jakaś racja w tym była, w sensie że rozpamietywanie nie jest też dobre. Ale w tych początkach żałoby ważne było dla mnie żeby mówić o tym, o smutku gniewie..Bardzo Ci współczuję straty Twojej córeczki. Wiem że jest Ci ciężko..jeśli mogę Ci jakoś pomóc, czy chciałabyś porozmawiać to mogę podać Ci maila. Przytulam mocno.

          • Kinga
            08-05-2017 at 07:47

            Czesc poprosze o meila z checia popisze z kims kto mnie rozumie bo nie idzie zrozumiec dlaczego a wiecej napisze na poczte

          • magda
            08-05-2017 at 15:22

            ok, [email protected]

          • Kinga
            08-05-2017 at 15:23

            Dziekuje

            08.05.2017 16:22 „Disqus” napisał(a):

  • Reply
    mamaZosi
    05-08-2016 at 18:37

    Też jestem aniołkową mamą Zosi. Miesiąc temu urodziłam w 23 tygodniu. Malutka była śliczna mogłam ją przytulić. Wszystko dookoła straszne. Nasza córeczka była chora miała zespół Turnera i pomimo tego, że podejrzewali to dziadostwo u niej od 9 tygodnia to ja miałam nadzieje. Wcale nie było mi łatwiej niż Wam. Kochałam i kocham ją chyba jeszcze bardziej niż dwójkę pozostałych moich dzieci… Od 9 tygodnia cały czas płakałam i bałam się. Dwa moje wcześniejsze porody nie należały do łatwych.

    Córka-od 2 w nocy w 37 tygodniu zaczęłam odczuwać skurcze. Z każdą godziną narastały. Koło 10 były dość silne i co minutę, jednak akcja porodowa nie postępowała. O 12 zjawił się lekarz i przebił pęcherz płodowy. Rozwarcie było, ale malutka nie chciała wstawić się w kanał. Wtedy straciła puls po raz pierwszy. Na szczęście po chwili go odzyskała. Po kolejnej godzinie sytuacja się powtórzyła. Były bóle parte i nadal nic. Zaczęłam krzyczeć z bólu. Na to wszedł lekarz i powiedział, żebym się tak nie darła, że skurcze na pewno nie są takie mocne, że wymyślam. Nie byłam wstanie mu nic nawet odpowiedzieć. Po kolejnej godzinie męczarni malutka kolejny raz straciła puls, ale tym razem nie wrócił. Wtedy to mój mąż zaczął krzyczeć i dziękuje mu za to, ja nie miałam sił. Przytomna położna, która pierwsza przybiegła wezwała lekarza z informacją, żeby szykował się na cesarkę. 5 minut minęło zanim podali znieczulenie i wyciągnęli małą. Ale kruszynka nie płakała. Nawet mi jej nie pokazali tylko szybko wybiegli z sali. Córeczka urodziła się z zamartwicą. Na szczęście odzyskała wszystkie parametry życiowe. Musiała przez kilka dni leżeć w inkubatorku pod tlenem. Nie zapomnę mojego strachu przed tą ciszą.

    Syn-Nagle zaczęłam mocno krwawić. Telefon do mojej dr prowadzącej. Usłyszałam tylko „Bierz najpotrzebniejsze rzeczy i biegiem do szpitala.” Był 34 tydzień mojej drugiej ciąży. Spodziewaliśmy się chłopca. Ciąża do tej pory przebiegała bez większych problemów. W szpitalu powiedzieli, że prawdopodobnie zaczęło odklejać się łożysko i stąd krwawienie. Położyli mnie na sali i zakazali się ruszać. Pielęgniarka, przyszła założyć kroplówkę a mi tak poleciała krew, że pod łóżkiem stała kałuża i zaczęło mi się robić słabo. Przyjechał mąż ale wysłali go do domu bo i tak musimy czekać. Minęła godzina, kazali liczyć ruchy. Nagle poczułam, że coś jest nie tak. Przybiegła położna i zobaczyła pełno krwi na łóżku. Zawołała lekarza i zaznaczyła, żeby się w biegu przebierał. Przeprosili Panią, która miała mieć zrobioną cesarkę jako pierwsza, powiedzieli, że muszą nas ratować. Nie zdążyłam nawet zadzwonić do męża. W biegu na korytarzu miałam zakładany cewnik i podawane znieczulenie. Chciało mi się wymiotować. Na sali operacyjnej już na nas czekali. Przenieśli mnie na inne łóżko, przywiązali i zaczęli… Między czasie rozmawiali o wypadku, który miał wtedy miejsce. Pamiętam prawie każde ich słowo. Minęło może 5 minut. Usłyszałam, że go mają. Ale znowu ta potworna cisza. Nie pokazali mi go od razu. Nagle usłyszałam płacz. Powiedzieli, że wody były już krwiste ale wygląda na to, że będzie dobrze. Wtedy położna powiedziała, że mi go pokarze ale mam się nie przestraszyć bo malutki ma wadę. To brzmiało jak wyrok. Synek urodził się z jednostronnym rozszczepem wargi i podniebienia. Mój skarbek miał 34 tygodnie, 2450 g i rozszczep. Świat mi się zawalił. Nie wiedziałam co teraz będzie. Jak my sobie poradzimy. Brak komórki na sali pooperacyjnej to brak dostępu do wszystkiego, do męża, do wiadomości jak żyją takie dzieci. Nie mogłam wstać i iść do niego zobaczyć do inkubatora. Ta niemożność była straszna. W końcu przyszedł pediatra. Powiedział, że jest silny i duży jak na swój wiek, że jest karmiony sondą i leży na podgrzewanym materacyku. Sonda- brzmiało groźnie, nie wiedziałam jak dam rade w domu. Następnego dnia zostałam przeniesiona na salę mam z dziećmi, a mojego dziecka wtedy przy mnie nie było. Ledwo się ruszałam, ale musiałam iść zobaczyć. Po drodze zrobiło mi się słabo. W końcu zobaczyłam moją kruszynkę. Leżał pod kabelkami, z tlenem za szybką. Mogłam go tylko pogłaskać. Każdego dnia kabelków ubywało. Lekarze stwierdzili, że to ile będzie musiał leżeć w inkubatorze zależy od niego ile będzie chciał się wygrzewać w cieple. Był karmiony z butelki. W 4 dniu mogłam go wreszcie przytulić. Wybrał ciepło mamy zamiast sztucznego. Zaczęliśmy naukę karmienia. Wypijał 20 ml przez 1,5 h. Trwało to długo ale co się nie robi dla malucha. Bałam się strasznie, żeby się nie zakrztusił. Po 6 dniach mogliśmy wrócić do domu. Wtedy zaczęła się nasza walka o lepsze jutro dla naszego słońca. Szukaliśmy ośrodków, które go zoperują, metod karmienia, zapobiegania zakrztuszaniu. Łatwo nie było, ale nie ma co się uskarżać. Kiedy miał 9 miesięcy przeszedł pierwszą operację. Następna była w wieku 4 lat.

    Ta 3 ciąża miała być spokojna. Rodziłam martwą córeczkę. Przyjechaliśmy do szpitala koło godz. 16. Zostałam przyjęta na oddział, wykonano usg potwierdzające. Dostałam salę na której byłam sama. Przyszła Pani psycholog. Młoda, blondynka o długich nogach starająca się być poważna, ale gdzieś tam dostrzegałam uśmiech na jej twarzy. Nie było to złośliwe, tylko uprzejmie ale mnie w tamtej chwili irytował. Nie tylko ona ale wszystko dookoła. Chciałam zostać sama żeby móc płakać i żeby mnie nikt nie widział. Na obchodzie powiedziano mi, że dopiero rano będą podejmować decyzje i żebym była bardziej wypoczęta. Kiedy w końcu zostałam sama pragnęłam zapomnieć o wszystkim. Przepłakałam całą noc, nie zmrużyłam oka. Rano ledwo miałam siły wstać. Kolejne usg i decyzja, że będę rodzić naturalnie. Tabletki na wywołanie porodu i czekanie co będzie dalej. Skurcze przyszły bardzo szybko. Po godzinie były na tyle silne, że poprosiłam o znieczulenie. Podziałało na trochę. W między czasie przyszedł mąż z moją mamą. Trzymali mnie za rękę, starali się mi ulżyć. Nie wiem co cierpiało bardziej psychika czy ciało. Skurcze były na prawdę silne i co minutę. W końcu zawieziono mnie na porodówkę. A tam ze względu na małe rozwarcie (1,5 cm) odesłano mnie z powrotem do sali. Nie zapomnę miłego lekarza, który obszedł się ze mną jak ze świnią. Badało mnie kilku ale ten był bardzo niedelikatny. Krzyczałam strasznie, miałam wrażenie że malutką zaraz wyjmie mi swoimi łapami. Tak, łapami bo takiego rzeźnika nie spotkałam. Usłyszałam jeszcze, że jak mnie tutaj zatrzyma to będę mu miejsce zabierać a to potrwa jeszcze z 10 godzin i co on tu będzie ze mną robił, że niepotrzebnie „ją” tutaj przywozili. Mówił jakby mnie tam nie było, a ja zwijałam się z bólu nie mając już siły. Wróciłam na sale, kolejne znieczulenie. Ulżyło na trochę. Zaczęłam zgłaszać bóle parte, na to usłyszałam że skąd mam wiedzieć jak nie rodziłam (pierwsza ciąża cc ale najpierw próba porodu naturalnego przez 10 h z bólami partymi). Doczołgałam się do wc bardzo krwawiąc. Bóle nie ustępowały. Mąż widząc co się dzieje poszedł po raz kolejny po położną. Wrócił i się zaczęło. Urodziłam malutką do połowy. Bez lekarza, bez położnej sama na sali. Była tylko moja mama, która widząc co się dzieje zaczęła krzyczeć ze mną. W końcu przyszły położne i teraz to one zaczęły panikować. Jak przez mgłę pamiętam jak mówiły, że nie tak miało być, że miałam być na porodówce piętro wyżej, że poród podwyższonego ryzyka a nie ma nikogo z kwalifikacjami. Wzięły moje łóżko i wyjechały z nim na korytarz zakrywając mnie kołdrą. Stały na tym korytarzu nie wiedząc co robić. Czy iść do góry ale na to było już trochę za późno, czy zostać i do zabiegowego. Trwało takie zastanawianie dość długo 3-4 minut? Nie wiem, wiem że leżałam zwijając się z bólu i patrząc na mojego do pół urodzonego skarba. Ponieważ mała była ułożona pośladkowo w pierwszej chwili położne nie wiedziały „co” wychodzi. Co, nie kto tylko w ich słowach co. W końcu trafiłam do pokoju zabiegowego. Zaczęły się urywać telefony i wzajemne wyzywanie, że tak się stało. W końcu przyszła jakaś pani i powiedziała, że teraz razem urodzimy, żebym się nie bała bo jest doświadczona. Malutka pojawiła się na świecie. Owiniętą w kocyk mogłam przytulić, pocałować… oczka miała zamknięte, ustka i nosek podobny do mojej starszej córki. Nie zapomnę jej widoku nigdy i dziękuje, że mam to wspomnienie bo chyba bym sobie nie wybaczyła.
    Ciężko jest wrócić do życia.

  • Reply
    Justyna
    27-04-2017 at 11:53

    Miało być jak w bajce…. Helenka miała wszystko gotowe…. Ciąża przebiegała książkowo…Ani razu nie byłam w szpitalu ani jednej niepokojącej informacji…. W 38 tyg… (18 kwietnia 2017 r.) Zaczął boleć mnie krzyż…. Nie aż tak bardzo że spokojnie poszłam spać lecz po dwóch godzinach ból się nasilał i dostałam dreszczy że nie mogłam ich opanować zbudzilam bliskich ze chcę jechać do szpitala z myślą że może zaczął się poród…. Była godzina 1.30 pojechałam do szpitala w którym miała rodzić… Podłączyli mnie pod ktg…. Zapis idealny.. malutka się ruszała… Dostałam rozkurczowy lek …Zbadali mnie i oznajmili że fałszywy alarm…. Gdyby coś się działo mam wrócić. Mieszkałam blisko więc wróciłam do domu…. Próbowałam się położyć ale krzyż nie odpuszczał… Minęła godzina, Poczułam parcie na mocz…. Poszłam do toalety i zaczął się koszmar… Dostałam strasznego nagłego krwotoku… Zbudzilam ponownie wszystkich i pojechałam do szpitala… Podłączyli mnie pod ktg małej już nie było słychać…. Przyszedł lekarz zrobił usg… I natychmiast wzięli mnie na stół….. Wszyscy byli zdenerwowani nie chcieli mi nic powiedzieć…. Krzyczałam aby ratowali mi dziecko…. Założyli mi maskę na twarz i usnelam…. Obudziłam się a wokół mojego łóżka zobaczyłam krąg lekarzy… Powiedzieli że dziecka nie udało się uratować a przyczyną było nagłe oderwanie się łożyska… Powiedzieli że musieli ratować moje życie…. Dziecko już nie żyło przed operacją…. Nagle wszystko się zatrzymało…. Byłam w tragicznym stanie musieli przetoczyc mi krew abym zaczęłam normalnie funkcjonować….. Nie wiem dlaczego tak się stało…..??? I będę zadawać sobie to pytanie do końca życia…. Moja nadzieją na lepsze jutro jest mój kochany mąż który każdego dnia powtarza mi że najważniejsze że ja żyję… Że Bóg wybrał lepszą opcje i dał mi wrócić do Niego by mieć jeszcze piękne dzieci…. Tylko tak sobie to tłumacze …może oszczędził Malutką bo w wyniku niedotlenienia mogłaby być poważnie chora….. nie wiem…..

    • Reply
      Kinga
      07-05-2017 at 14:43

      Czesc przeszlam miesiac temu to samo co ty nagle odkleilo sie lozysko w28 tygodniu ciazy nie moge nadal tego zrozumiec i nigdy sie z tym nie pogodze.Musze normalnie zyc bo mam 3 letniego synka ale jest ciezko chociaz mam juz dziecko ale stracilismy nasza córeczkę na ktora bardzo czekalismy.Tlumaczenie 3 letniemu dziecku który przytula sie do brzucha ze nie ma juz tam Majusi bo tak miala miec naimie nasza kruszynka nasz aniolek,tlumaczysz a serce peka.

    • Reply
      Ania
      30-06-2017 at 12:37

      cześć justyna… jeśli chciałabyś z kimś popisać, odezwij się,,, jestem świeżo po stracie Synka…

  • Reply
    asia
    25-05-2017 at 22:02

    Ja też straciłam synka w 26 tygodniu. Prawdopodobnie było spowodowane to chorym łożyskiem. Trafiłam do szpitala z nadciśnieniem, cały czas wierzyłam, że będzie dobrze, modliłam się o cud. Ale niestety wszystko potoczyło się inaczej. W poniedziałek wielkanocny miałam cesarskie cięcie bo nie udało mi się urodzić naturalnie. Była to moja pierwsza ciąża, Szymuś miał się urodzić w lipcu. Dlaczego? Na to pytanie nikt nie umie odpowiedzieć.

  • Reply
    Justyna
    11-07-2017 at 09:39

    Ja straciłam córeczkę w 22 tygodniu ciąży,która żyła tylko 2 dni,była bardzo silną dziewczynką,która chciała żyć,ale niestety nie udało się 🙁 Moja Mała Kruszynka umarła mi na rękach :'( umarła 9.05.2017. Nie mogę się pogodzić z tą tragedią,wiedząc że po wyniku histopatologicznym był to błąd lekarza,dowiadujac się o tym serce pękło mi po raz drugi :'(

  • Reply
    Ewa Sakowska
    26-07-2017 at 22:17

    Straciłam Synka będąc w szpitalu.. Pojechałam rodzic, odeszły wody.. Równo 12 godzin przy przyjęciu Olus nie żył.. Odklejenie łożyska, w trakcie ktg.. Patrzyłam na to, jak mój wyczekany od trzech lat synek odchodzi.. Widziałam to na ekranie 144, 94, 52, 0.. Mimo szybkiej pomocy ostra zamartwica, zero punktów, brak akcji serca, niedotlenienie, reanimacja przez piętnaście minut. Walka przez 2 godz i 39 min. Tyle mój Synek był z nami. Wczoraj minął równo miesiąc.. A ja jestem na dnie życia..

    • Reply
      Justyna
      01-08-2017 at 14:47

      Witam to jest straszne stracić swoje oczekiwane dzieciątko,u mnie mija 3 miesiące niedługo,niestety chyba nigdy się z tym nie pogodze ze moja ukochana córeczka odeszła :'(

  • Reply
    Urszula Teodorowicz
    06-09-2017 at 18:05

    Straciłam dwie ciąże, pierwszą w 9tc drugą bliźniaczą w 19tc. Ludzie mówią że się zdarza, że nie ja pierwsza. Najczęściej mówią to ludzie którzy nie stracili swoich dzieci. Nie wiedzą jak to ciężko, kiedy starasz się o swoje upragnione dziecko. Kiedy mimo przeszkód w końcu udaje się zajść w ciąże, czekasz na upragnione maleństwo i ktoś lub coś nagle postanawia Ci je odebrać. Nie masz możliwości nawet zobaczyć malucha, dotknąć czy przytulić. Nie ma możliwości nawet się z nimi pożegnać. Tak bardzo mi tego brakuje, tak bardzo chciałabym mieć całą trójkę przy sobie. Dziś mijają 4 tygodnie od utraty moich chłopców

  • Napisz komentarz

    Zapraszam
    na darmowy kurs!

    Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

    Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

    P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.