Macierzyństwo Produkty dla mam Rozmowy

Paputki dla niemowląt – rozmowa z przedsiębiorczą mamą Martą Gian, twórczynią marki TITOT

Moją ulubioną platformą społecznościową jest Instagram. Uwielbiam przeglądać profile. Znajduję wśród zamieszczonych zdjęć mnóstwo inspiracji. A to warto przeczytać daną książkę, odwiedzić mało znane miejsce, zjeść pięknie przyrządzone danie czy upolować bardzo ładną rzecz. Tam po raz pierwszy wypatrzyłam maleńkie paputki na cudownie maleńkie stópki. Trafiłam na nie raz, potem drugi, aż w końcu zainteresowałam się, co to są za papcie, i okazało się, że produkuje je TITOT. Z początku myślałam, że jest to marka zagraniczna, lecz ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to nasza polska firma. To mnie ośmieliło, by napisać do Marty, czy chciałaby zdradzić na łamach mojego bloga kulisy powstania firmy 🙂 Odpowiedź – jak się domyślacie – była pozytywna 🙂

Na zakończenie znajdziecie konkurs 🙂

Z archiwum Marty

Katarzyna Płaza-Piekarzewska: Marto, gdy weszłam na stronę Titot, miałam wrażenie, że to marka zagraniczna. Taki zabieg był zamierzony?

Marta Gian: Witaj! Cieszę się, że w końcu zebrałam się, by opowiedzieć Ci, jak to było. ☺ Nigdy nie przyszło mi przez myśl, że moja marka może sprawiać wrażenie zagranicznej, ale nie ukrywam, że bardzo mnie cieszy ten fakt. Sam pomysł założenia marki wykluł się, gdy jeszcze mieszkaliśmy w Stanach. Ogólno pojęty hand made – zarówno dla dzieci, jak i dorosłych – jest w Ameryce bardzo popularny. Mimo że papcie są moim flagowym produktem, nie były one pierwszą rzeczą, którą stworzyłam i sprzedawałam w serwisie Etsy.

Zdradź, co stworzyłaś i zaczęłaś sprzedawać na Etsy.

Gdy w Stanach przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu i kupiliśmy piękne białe pianino, brakowało mi tylko jednej rzeczy – a mianowicie pokrowca na klawisze, żeby się nie kurzyły. Pianina są sprzedawane z takimi filcowymi nakryciami na klawisze, ale gdy już wiedziałam, jak ładne tkaniny są w sklepach, postanowiłam, że sama go uszyję (najpierw oczywiście przegrzebałam Etsy w poszukiwaniu takiego nakrycia). Pokrowiec był prosty, ale piękny! Z jednej strony miał tkaninę z motywem nutek, a z drugiej szary filc. Od kiedy wprowadziłam je do sprzedaży, cieszyły się wielką popularnością i sprzedawały się do naprawdę ciekawych miast Stanów czy dzielnic w L.A. i Nowym Jorku!

Kiedy wpadłaś na pomysł, żeby założyć firmę?

Pomysł zrodził się, gdy byłam w ciąży z naszym drugim dzieckiem, Antosiem. Była to zima 2013 roku. Wtedy już wiedzieliśmy, że będziemy się przeprowadzać z Houston do Dubaju, a Bytom będzie naszym dłuższym przystankiem pomiędzy przeprowadzkami. W rodzinie kilka rzeczy poukładało się tak, że postanowiliśmy zrobić z tego pomysłu biznes: czas do emerytury mojej mamy, rozwinięcie czegoś od zera dla mojej siostry oraz stworzenie miejsca, które jest moje, i produkowanie pięknych, wysokogatunkowych rzeczy, które są jeszcze niszą na naszym rynku.

Od którego produktu zrodził się pomysł założenia firmy?

Sam pomysł szycia powstał, gdy w Houston kupiliśmy pianino i szukałam jakiegoś fajnego przykrycia na klawisze. Na Etsy nic nie znalazłam, więc wybrałam się do sklepu z tkaninami i tam natrafiłam na materiał w nutki na pięciolinii oraz szary filc, z których uszyłam swój pierwszy pokrowiec. Pomysł tak bardzo mi się spodobał, że założyłam swój butik na Etsy i tam zaczęłam sprzedawać – najpierw przykrycia na klawisze pianina, potem poduchy i pufy do pokoi dziecięcych, a jakiś czas później legginsy. Wszystko to szyłam na kuchennym stole na pożyczonej od teściowej maszynie ☺ Gdy w lutym 2014 roku przeprowadziliśmy się do Polski, już wiedziałam, że założę firmę, w której będziemy szyli i sprzedawali ciuszki i akcesoria dla dzieci.

Czy coś zainspirowało Cię do założenia firmy?

Jako takiej inspiracji nie pamiętam. Po rozmowie z moim mężem, mamą i siostrą zdecydowaliśmy, że warto spróbować i zacząć biznes. Pracownię miałam po mamie, tkaniny ze Stanów oraz doświadczenie mamy w projektowaniu i szyciu. Lidzia i Antoś byli naszymi modelami – to na nich projektowałyśmy pierwsze modele titotków i mierzyłyśmy ubranka.

Skąd wziął się pomysł na nazwę TITOT?

W wymyślenie nazwy zaangażowałam ok. 15 osób. Nazwa musiała być prosta i kojarzyć się z dziecięcymi ubrankami, zabawkami i wystrojem. Wymyślaliśmy chyba miesiąc! Masę nazw było kolejno odrzucanych, aż któregoś dnia, chyba podczas odpoczynku, mnie natchnęło… TITOT!!! Przypomniało mi się, że gdy Wiktor, syn mojego kuzyna syn, był malutki i uczył się mówić, mówił na siebie Titot. Cieszę się ogromnie, że mi się to przypomniało. Nazwa pasuje jak żadna inna, był to strzał w tysiąc!

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

W jaki sposób sfinansowałaś swój pomysł na firmę?

Sam pomysł na założenie firmy był mało kosztowny ☺ Dzięki mamie miałam w pełni wyposażoną pracownię (maszyny, stół krojczy, dodatki krawieckie). Koszta zaczęły się generować, gdy planowaliśmy branding i pierwsze egzemplarze papci. Zależało mi na tym, żeby od samego początku mieć jak największy wybór kolorów, więc to było większą inwestycją. Rodzinnie zdecydowaliśmy, że część naszych oszczędności przeznaczymy na sfinansowanie mojego pomysłu na firmę.

Z przeprowadzonych dotąd wywiadów często wyłania się obraz przedsiębiorczych mam, których miejscem pracy jest dom. Bywa też, że jest magazynem. Jak to wygląda u Was? Macie własną pracownię czy korzystacie z przestrzeni w domu?

Jak już pisałam, w Stanach zaczęłam szyć na kuchennym stole, ale w Polsce od początku miałam pracownię. Antoś miał wtedy 12 tygodni, więc w ciągu dnia byłam z nim, a Lidzia była w żłobku. Gdy Antoś ucinał sobie drzemkę, ja szłam do pracowni, by projektować i kroić nowości oraz zamówienia, a z domu pracowałam na komputerze – odpisywałam na e-maile i zamówienia, wyszukiwałam. Cieszę się, że od początku mieliśmy możliwość, by całą produkcję prowadzić z pracowni, a nie z domu.

W jaki sposób wybraliście miejsce na pracownię?

Pracownia została odziedziczona po mamie i mieści się obok mieszkania mamy, a jednocześnie obok miejsca, w którym tymczasowo wynajmowaliśmy mieszkanie, więc wszystko było pod nosem. Pracownia była nie tylko miejscem szycia titotków, lecz także naszym biurem oraz miejscem przyjmowania kontrahentów. Trzy lata minęły i właśnie jesteśmy na etapie przenoszenia pracowni do większej przestrzeni. Biuro, showroom oraz magazyn zostały już przeniesione 6 miesięcy temu i teraz jest nam już za ciasno. Nowe miejsce znajduje się tylko 300 m w stronę głównej ulicy, więc dalej urzędujemy w mojej ulubionej dzielnicy ☺

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Co poradziłabyś osobom szukającym miejsca na swoje biuro? Na jakie rzeczy warto zwrócić uwagę?

Teraz już wiem, że miejsce na biuro powinno znajdować się blisko domu bądź żłobka/przedszkola/szkoły, gdzie dzieci uczęszczają.
1 lutego 2016 roku przeprowadziliśmy się na stałe do Polski. Niestety w okolicach szkoły czy naszego biura nie było żadnego domu, który moglibyśmy wynająć dla naszej rodziny. Znaleźliśmy jedno supermiejsce w Katowicach. Od drzwi do drzwi mam równo 30 minut, z domu do szkoły dzieci – 23 minuty, a ze szkoły dzieci do biura – 20 minut. Niestety nic nie jest po drodze. W zależności od tego, jak się dzień układa, jestem w samochodzie od godziny do nawet ponad dwóch.
Kolejnym ważnym teraz dla mnie punktem wyboru biura/miejsca do prowadzenia firmy jest możliwość wzrostu. Powierzchni zawsze może być za dużo, ale gdy planujemy, że firma ma się rozwijać, miejsce jest potrzebne. Łatwiej jest dokładać biurek, maszyn, stołów do większej powierzchni, niż znaleźć nowe miejsce i dostosować je do naszych wymogów, pakować manatki i się przeprowadzać ☺
Uważam, że warto zwrócić też uwagę na otoczenie/dzielnicę. Bytom Łagiewniki nie jest najpiękniejszą dzielnicą, w jakiej byłam, ale mamy tam wszystko! Warzywniak, sklep budowlany, poczta, szkoła, przychodnia, przedszkole, żłobek, a także stolarz czy mechanik samochodowy – wszystko na jednej ulicy!

Otwierając biznes, zrobiłaś biznesplan czy poszłaś na żywioł?

Nie jestem typem, który pisze biznesplany; od razu chciałam założyć firmę i działać. Jednak zaczęłam się starać o dofinansowanie, więc biznesplan napisałam ☺ Do samego dofinansowania nie doszło, ale wiem, co i jak trzeba zrobić, żeby biznesplan napisać i – co najważniejsze – zapoznać się z początkowymi kosztami zakładania firmy. Jednak czas zmusił nas do założenia firmy „na żywioł”. I to się udało 😉

Skąd pomysł, by zrobić papcie dla noworodków i starszych dzieci?

Zaczęło się od papci dla dzieci, ponieważ nasza Lidzia miała już 20 miesięcy, a Antoś 3 miesiące. W Ameryce rękodzieło jest powszechnie dostępne na stronach internetowych oraz butikach, a w naszym kraju w 2014 roku były dopiero pojedyncze firmy, które sprzedawały produkty dla dzieci. Ja w papciach byłam zakochana od początku i chciałam, żeby mamy w Polsce też mogły tę miłość dzielić i móc z łatwością kupować maleńkie i większe kapciuszki. Wiem, że kiedy my mieszkaliśmy w Stanach, było grono klientek, które sprowadzały papcie z Ameryki. Jednak czas oczekiwania na takie zamówienia (z przesyłką) wynosił do ok. 2 miesięcy, a ja chciałam dać Polkom możliwość kupienia papci w krótszym czasie i za cenę, która jest bardziej osiągalna niż 25 dolarów.
Papcie dla noworodków powstały dopiero, gdy byłam w ciąży z Mikołajem. Pamiętałam, że kiedy Antoś był malutki i nosił papcie od innych projektantów, spadały one z nóżki – mimo że były w rozmiarze dla maluchów wieku do 3 miesięcy. Wtedy stópka jest jednak tak mała, że nózie pływają w takich papciach, więc zaprojektowałam jeszcze lepsze rozwiązanie dla noworodków. Na początku nasze new borny są idealne ze skarpetką, a w ok. 2 miesiącu życia pasują już super bez skarpetki, więc latem można się stroić.

Czy pierwszy produkt szyłaś samodzielnie?

Pierwszym produktem, który wprowadziłam do sprzedaży już w Stanach, był pokrowiec na klawisze pianina. Tak, kroiłam sama, szyłam sama i sama pakowałam do wysyłki. Potem dołączyły do sklepu produkty dla dzieci i do czasu przeprowadzki do Polski sama je szyłam.

Kto pomagał Ci w tworzeniu pierwszych produktów?

Miałam to szczęście, że moja mama jest krawcową od ponad 30 lat, więc to właśnie ona pomagała mi w tworzeniu pierwszych produktów i ciuszków dla dzieci już w Polsce. Ja w ciągu dnia mogłam się zajmować 4-miesięcznym Antosiem oraz wybieraniem tkanin, a mama przemieniała w rzeczywistość to, co ja miałam w swojej głowie.

Jak teraz wygląda tworzenie produktów? Czy dalej są wykonywane ręcznie?

Nasza pracownia cały czas się powiększa! Zaczynała szyć moja mama i jedna krawcowa, a teraz nasz zespół ma doświadczoną projektantkę ubioru, krojczynię i 4 krawcowe, które na co dzień w naszej pracowni w Bytomiu ręcznie wykonują titotki.

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Mnie oczarowały buciki! Czy to topowy produkt marki TITOT?

Titotki są naszym flagowym produktem! Niezmiernie mnie cieszy to, jak klienci, gdy patrzą na papcie, wiedzą, że to nasz produkt. Albo gdy przyprowadzają swoich znajomych na zakupy i przedstawiają nasze buciki jako titotki.

To właśnie papcie były pierwszym produktem marki Titot?

Gdy „ruszył” TITOT, to papcie były jednym z pierwszych produktów – razem z legginsami, czapkami, opaskami i kominami.

Skąd miałaś przekonanie, że to będzie hit?

Kiedy zakładałam markę TITOT, to założenie było takie, że moja mama będzie miała zajęcie, moja siostra nauczy się czegoś nowego, a ja będę mogła rozwijać się w innej strefie niż macierzyństwo. W najśmielszych snach nie marzyłam, że TITOT urośnie do takiego rozmiaru, jaki jest teraz!
My z mężem mieliśmy plan mieszkać w Dubaju, a Polska była tylko przystankiem i miejscem na letnie wakacje. TITOT miał być marką, która będzie przynosiła wystarczająco dochodu, żeby pokryć wszystkie koszta, i która stopniowo by się rozwijała. Stało się jednak całkiem inaczej.
TITOT – i wszystko co z tym się wiąże – nabrał takiego tempa, że z Dubaju przeprowadziliśmy się z rodziną na stałe do Polski (1 lutego 2016 roku) i teraz tutaj ogarniamy wszystko, co dotyczy szybko rozwijającej się firmą. Nie wiedziałam, że papcie będą takim hitem! To dzięki naszym klientkom i gustom, w które trafiam, oraz dzięki rozwojowi marki jesteśmy teraz tutaj.

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Jak dbać o to, by papcie służyły nam jak najdłużej?

Kiedy papcie się wybrudzą, najlepiej wrzucić je do pralki i z podobnymi kolorami prać w 40°C. Suszymy na płasko, a kiedy wyschną, to znowu nosimy. I tak w kółko ☺ Również zalecamy – tak jak i przy butach dla dzieci – by mierzyć stopy dziecka co 2–3 miesiące i dobrać odpowiedni rozmiar na ten czas, by zapobiec przecieraniu się tkaniny.

Pamiętasz moment, kiedy po raz pierwszy przyszły zamówienia? Jak się wtedy czułaś?

To już ponad trzy lata, ale pamiętam, jak pierwsze zamówienia spływały przez naszą stronę – nie mogłam uwierzyć w to, co się działo! Prawie jak przy zakochaniu: motyle w brzuchu i niezmierna radość! Chciałam skakać do sufitu! To dawało i dalej daje mi motywację do dalszego działania.

Gdy tworzymy biznes mamy swoje wyobrażenia, marzenia, które czasami rozmijają się z rzeczywistością. Pamiętasz, co Cię zaskoczyło na początku przy prowadzeniu firmy?

Hmm, nie miałam dużych oczekiwań na początku prowadzenia firmy. Od dziecka byłam w biznesie; moja rodzina prowadzi przeróżne firmy i wiedziałam, czego się spodziewać czy czego oczekiwać. Chyba największym pozytywnym zaskoczeniem dla mnie było to, że dużo rzeczy dało się dość szybko i bezproblemowo załatwić.
Od początku moim jedynym marzeniem, które trudno było wprowadzić w życie, było to, że chciałabym, aby u nas można było ubrać dziecko od stop do głów. Jak wiadomo, moja oferta pomimo trzech lat działalności jeszcze nie jest tam, gdzie marzę 😛

Jakie są dla Ciebie najważniejsze zalety prowadzenia własnego biznesu?

Dla mnie najlepsze jest to, że to ja i mój team decydujemy o tym, co będziemy sprzedawać, jak otwarci jesteśmy na propozycje czy sugestie naszych klientów i partnerów biznesowych. W prowadzeniu własnej działalności fajne jest to, że można dopasować tempo, w jakim chcemy się rozwijać. Ogromną zaletą dla mnie jest też to, z kim pracuję. Kiedy zatrudniamy nowych pracowników, to nie jest to mi przez nikogo z góry narzucone, tylko mam swobodę w dobieraniu osób, z którymi czuję się swobodnie i z którymi dobrze nam się razem pracuje. Kolejną istotną dla mnie zaletą jest to, że pracuję, kiedy mogę, a nie wtedy, kiedy muszę.

Jakie są największe wady tworzenia własnej firmy?

Od jakiegoś czasu borykam się z decyzjami, które podjęliśmy 3 lata temu, i ich efektami. Dla mnie osobiście największą wadą jest to, że w jakimś stopniu zaniedbuję swoje dzieci. Teraz jest już dużo lepiej niż rok temu. Nasz team liczy ok. 12 osób i każdy ma wyznaczoną odpowiedzialność, więc gdy nie ma mnie w firmie, to wiem, że wszystko się będzie kręcić, a dziewczyny na najwyższym poziomie zajmą się organizacją codziennego dnia w Titotowie.

Ze strony internetowej wyczytałam, że krajem, z którego sprowadzasz tkaniny, są USA. Dlaczego akurat Stany?

Ameryka moim zdaniem przoduje w wielu dziedzinach. Są nią też projektanci tkanin, z których my szyjemy nasze papcie. Wzorów i kolorów są miliony i to właśnie producenci tkanin w USA oferują ich najwięcej w cenie, która jest dla nas dostępna. Popularne marki tkanin trzymają najwyższe standardy produkcji oraz podążają za zmieniającą się modą trendami w tekstyliach.

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Przeglądałam sklep i dostałam oczopląsu 😉 Jak powstają te piękne wzory na materiale? Są to Wasze autorskie projekty?

Rynek tkanin i ich wzorów jest nasycony ogromnym wyborem. Projektanci, którzy pracują z największymi producentami tkanin, są świetnie wykształceni i robią najlepiej właśnie to, co robią. Ja projektantem nie jestem i dlatego w naszych produktach posługujemy się pięknymi i już gotowymi zadrukowanymi tkaninami.

Co Cię inspiruje przy tworzeniu biznesu?

W moim życiu inspiracją dla mnie zawsze były te osoby, które coś w życiu osiągnęły – czy to rodzinnie, czy zawodowo. Podziwiam ludzi, którzy z niczego (albo prawie niczego) stworzyli coś, co mogą nazwać swoim własnym – tylko dzięki ciężkiej pracy, poniesionym porażkom i osiągniętym sukcesom. A jeśli chodzi o osoby: moja mama, ciocia, kuzyni, a także kilkoro przyjaciół czy niedawno poznanych przeze mnie ludzi w mojej branży. Zawszę patrzę na lepszych i większych, bo tylko tak mogę się dalej rozwijać.

Uwielbiam czytać książki, dlatego tego pytania nie może zabraknąć. Są lektury, które polecasz przeczytać osobom zainteresowanym założeniem firmy, przedsiębiorcom?

Niestety przez ostatnie 5 lat przeczytałam bardzo mało. Nie jestem w stanie pogodzić aż tyle rzeczy, ile bym chciała. Pamiętam, jak w zeszłym roku jechałam na Jarmark Dominika i słuchałam „Ask Gary Vee” Gary’ego Vaynerchuka. Jest to facet pełen doświadczenia, a także inspiracji. Z jego audiobooka dowiedziałam się masy przydatnych informacji o tym, jak prowadzić social media i marketing dla swojej marki.
Nie mam zbytnio czasu, ale za to mój mąż nadrabia czytanie i streszcza mi najprzydatniejsze informacje, które powinnam zastosować w prowadzeniu firmy. Według Davida godne polecenia tytuły to: „The Millionaire Mind” Thomasa J. Stanleya, „Mastering the Rockefeller Habits” Verne Harnisha, „Lincoln on Leadership” Donalda T. Phillipsa, „Positioning: The Battle for Your Mind” Ala Riesa i Jacka Trouta.

Jakie skończyłaś kursy bądź szkolenia, które pomagają Ci w tworzeniu biznesu?

Tworzenie biznesu to codzienne kursy i szkolenia na własnej skórze 😛 A poważnie rzecz biorąc: czytam/słucham kilku kursów, które są dostępne w internecie. Najważniejsze dla mnie to szkolenia właśnie o tym, jak reklamować się przez social media, o organizacji czasu i produktywności, a także o zakładaniu marki odzieżowej. Na początku marki TITOT miałam bardzo dużo czasu na szkolenie się, ponieważ bezpośrednio byłam zaangażowana tylko part time. Od kiedy jesteśmy na stałe w Polsce, uczę się na własnej skórze i muszę przyznać, że w tym ostatnim roku nauczyłam się najwięcej. Jeżeli mam problem, to radzę się zaufanych mi osób; nie mam oporu prosić o pomoc, ponieważ wiem, że są osoby, które chętnie pomogą i podzielą się swoim doświadczeniem czy radą.

Skąd czerpiesz wiedzę o tym, jak prowadzić firmę?

Mój mąż skończył MBA w biznesie. Jest studnią, z której ja przez ponad 2 lata nie czerpałam żadnej wiedzy, a wręcz się wykłócałam o swoje racje. Widzę, jak David rozwija inne firmy, i dopiero niedawno zrozumiałam, że on wie, o czym mówi, gdy uczy mnie o biznesie 😉 Żony, słuchajcie mężów swoich, a dobrze na tym wyjdziecie!

Jakie są Twoje sposoby na radzenie sobie ze spadkiem formy, gorszymi dniami?

Hahaha, niestety w ostatnim czasie właśnie mam takie gorsze dni, ale już jest lepiej. Czasami wątpię i zastanawiam się, czy to, co robię, ma sens, ale przypominam sobie, że przecież między rokiem 2015 a 2016 sprzedaż wzrosła pięciokrotnie! To, co robię, jednak ma sens i jakiś cel.
Poza tym jestem też gadułą, więc dużo gadam o tym, co w danej chwili przeżywam. Niekiedy jest to tylko chwila, dzień, a niekiedy aż dwa tygodnie! Ale wygadam się i mi przechodzi! Mam świetne dziewczyny w zespole, a także rodzinę, która mnie wspiera; wiem, że mam na kim polegać, gdy jest gorzej.

Jak udaje Ci się pogodzić prowadzenie firmy i wychowywanie dzieci?

That’s tough one 😉
Nasze życie jest jako tako zorganizowane. Teraz jest dużo lepiej niż było rok temu. Lidzia i Antoś chodzą do przedszkola, a w domu mam nianię i gosposię do pomocy. Gdy David jest w domu, to dzielimy się odwożeniem dzieci do przedszkola, zakupami itp. Ja jadę rano do firmy i ok. 15 kończę. Mam wspaniały zespół i wiem, że nawet gdy nie mogę być w pracy, to wszystko będzie grało!
Lidzia i Antoś chodzą na miniaturki/tańce, więc w poniedziałek i czwartek to ja ich odbieram i jedziemy potańczyć, a potem na ciasteczko i soczek i do domu do Mikołaja ☺ Każdy dzień jest inny, ale staramy się trzymać rutyny. Po ok. 15–16 jesteśmy już z dziećmi na 99%. Czasami trzeba odebrać telefon albo odpowiedzieć na e-maile, ale tak wygląda życie spełniających się rodziców. Również przeprowadzka z Dubaju była połączona z tym, żeby dzieci były przy najbliższej rodzinie, dziadkach, ciociach, wujkach – i to oni bardzo nam pomagają oraz są częścią wychowywania naszej wspaniałej trójki.

Jakie są zasady, których przestrzegasz przy planowaniu pracowitego dnia?

Wszystkie ważne rzeczy, spotkania, targi etc. wpisuję do kalendarza. Bez niego o tym nie pamiętam. Poza prowadzeniem dziennika jestem jeszcze dość niezorganizowana… TITOT od sierpnia zeszłego roku urósł z 4 osób do 12 w styczniu! Bardzo dużo się jeszcze uczę, dużo nie wiem i poruszam się metodą prób i błędów. To zajmuje mi pewnie więcej czasu niż osobie, która jest wykształcona w biznesie czy prowadzeniu firmy.
Drugą ważną rzeczą, której staram się przestrzegać podczas pracowitego dnia, jest kończenie rozpoczętych zadań. Idealnym przykładem jest udzielenie tego wywiadu. Zamiast usiąść na 2 godziny i odpowiedzieć na te pytania, zajmowałam się raz tym, raz czymś innym. Tak wygląda jeszcze dużo moich projektów… Sporo rozpoczynam, ale mało kończę. Jednym pozytywem odpowiadania Tobie na pytania jest to, że nabrałam całkiem innego doświadczenia przez te 6 miesięcy, więc odpowiedzi są prawdopodobnie bardziej doświadczone i pełne ☺

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Jak wygląda Twój typowy dzień, w którym łączysz opiekę nad dziećmi i pracą?

My poruszamy się w dwóch rzeczywistościach: 1. David w domu, 2. David w delegacji. Gdy David jest w domu, mam ten komfort, że to on zawozi dzieci do przedszkola prawie codziennie, więc ja ok. godz. 8 wyjeżdżam z domu do Titotowa i w 30 minut (jeżeli nic po drodze się nie wydarzy) jestem na miejscu. W zależności od dnia tygodnia podjeżdżam pod pracownię i chwilę sprawdzam, co tam się dzieje (szyje!), czy w pracowni wszystko gra i buczy, a potem jadę do biura (dwie ulice dalej; końcem czerwca będziemy wszystkie razem w jednym budynku i po drodze nie będę musiała się zatrzymywać w pracowni). W Biedronce kupuję gotową kanapkę, parzę herbatę i wtedy zaczyna się dzień. Najpierw z dziewczynami w biurze omawiamy zamówienia, nowe tkaniny, nowe produkty, to, co się dzieje z naszymi dziećmi, jak tam mężowie 😛 Z Moniką od social mediów planujemy posty, zdjęcia i sesje zdjęciowe. W trakcie dnia odpowiadam na kilka e-maili, zamawiam tkaniny, jeżdżę do hurtowni i… wybija godzina 15! Dzień w firmie leci mi bardzo szybko, czasami (tak naprawdę zwykle) zapominam zjeść lunch, więc jadę do domu wygłodniała. W poniedziałek i czwartek odbieram Lidzię i Antosia i jedziemy na miniaturki do Pałacu Młodzieży, a w inne dni pędzę do domu, żeby się poprzytulać z Mikołajem i cieszyć się rodzinką.
W dniach, gdy David jest w delegacji, to ja ogarniam wszystko. Mój dzień w pracy jest krótszy, ale chyba lepiej zorganizowany. Z domu wyjeżdżamy ok. 7:45–8:15 i dzień leci. Na miniaturki biorę wtedy Mikołaja, więc albo jadę po niego do domu przed odebraniem dzieci z przedszkola, albo niania podwozi Miko do centrum – i tak mam już o 14:30 całą trójkę. Z racji tego, że mieszkamy na przedmieściach, to gdy jesteśmy w centrum, latem chodzimy na lody, a zimą do Bawilandii. Po pracy jestem już z dziećmi, szykujemy jakieś wspólne danie albo wybieramy się traktorkiem do sąsiedniej restauracji, gdy u nas nie ma co jeść ☺ Weekendy są różne – w większości jesteśmy w domu, latem robimy grilla, a zimą zapraszamy rodzinkę i znajomych na meksykańską zupę. Latem jest świetnie! Wynajmujemy dom na ogromnej działce. Z całego sąsiedztwa tylko my mamy dzieci i psa, więc swobodnie całe popołudnia możemy korzystać z tego dobrodziejstwa, z łąki, lasu i basenu!

Jakie niedawno wprowadziłaś zmiany w asortymencie sklepu?

W lutym tego roku zmieniliśmy platformę sprzedażową na inną – to było największą zmianą, jaką wprowadziłam w ciągu tych 3 lat.
Papcie są na pierwszym miejscu – to na nich zawsze będę się skupiać i to je będę ulepszać. Reszta jest dodatkiem, ale takim, z którego jestem superdumna, i widzę, że nasi klienci też cieszą się z dużego sklepu. Moim marzeniem od zawsze było, żeby w Titotowie można było ubrać swoje dziecko od stop do głów – jeszcze mi się to nie udało, ale zmierzam tam! Latem zeszłego roku wprowadziłam do oferty gładkie kapcie. Bardzo dużo klientów chciało dopasować nasze kolorowe legginsy do papci i niestety było to prawie niemożliwe, więc pojawiło się 8 kolorów w wersji ze skórzanym noskiem i bez, a w tym roku udało mi się wprowadzić wersję letnią w 26 gładkich kolorach. Teraz nasze kolorowe wzory można kompletować z gładkimi papciami nawet w kilku wersjach ☺
Kolejnym dodatkiem do asortymentu były sukieneczki z muślinu. Moja Lidzia rośnie i chcę, żeby moja oferta rosła wraz z moimi dziećmi i ich potrzebami w garderobie. Nasz asortyment raczej się nie zmienia, ale rośnie.

Bardzo podoba mi się, że są produkty TITOT, które możemy zamówić zarówno dla naszego dziecka, jak i dla siebie. Skąd wziął się pomysł, by matki i córki bądź matki i synowie mogli mieć z tego samego materiału produkty?

Papcie damskie królowały na naszych stopach już od dłuższego czasu. Czasami zdjęcia przewijały się przez Instagrama i Facebooka, ale na stronie nie można było ich zamówić. Dostawałam coraz więcej zapytań od klientek, czy wprowadzimy je do oferty – i tak jesienią 2015 roku znalazły miejsce w naszym sklepie. Titotki są tak wygodne, że chciałam, aby mamy poczuły, jak wygodnie ich dzieci się czują w swoich papciach. Damskie papcie są hitem! Nie tylko w zestawach mama + dziecko, ale także indywidualnie. Są one perfekcyjne na prezent dla każdej kobiety, która nas otacza – przyjaciółki, mamy czy babci.

Kto zaszczepił w Tobie nutkę przedsiębiorczości? Czy Twoi rodzice byli przedsiębiorczy?

Od kiedy pamiętam, w naszej rodzinie dużo było przedsiębiorczych osób. Mama miała sklep z dekoracjami do okien, gdzie jako nastolatka pomagałam. Od tamtego czasu wiedziałam, że też chcę prowadzić biznes. Przez długi czas nie wiedziałam, co to będzie, aż po 15 latach okazało się, że TITOT to to!

W prowadzeniu biznesu zdarzają się kryzysy, potknięcia. Proszę, zdradź mi, jaki był najtrudniejszy moment w tworzeniu firmy.
Jak wiadomo, firmę zakładałam, gdy Lidzia miała niecałe 2 latka, a Antoś tylko 5 miesięcy. Mieszkaliśmy w Stanach i Dubaju, a tylko na wakacje przyjeżdżaliśmy do Polski. Było mi bardzo trudno, gdy osobiście nie mogłam być w firmie. Czasami zdarzał się jakiś problem, który wolałabym rozwiązać na miejscu, ale nie mogłam. A bardzo przeżywam każde potknięcie, boczny wiatr czy niepowodzenie. Jednak kiedy porównamy rok 2015 i 2016, okazuje się, że nasza sprzedaż wzrosła pięciokrotnie i dalej rośnie! Wiem, że trudne momenty muszą być, ale to tylko sprawia, że chcę brnąć do przodu i się rozwijać – personalnie oraz jako marka.

Z archiwum Marty – Titot.pl

 

Jak udało Ci się przetrwać ten trudniejszy czas?

To już 3 lata za nami, więc myślę, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze ☺ Dalej działam, rozwijam się i moja marka jest już bardzo dobrze rozpoznawalna!

Mając dzisiejszą wiedzę, co byś powiedziała sobie zaczynającej prowadzenie firmy? Jaką radę dałabyś na przyszłość?
O mamo, sama nie wiem… Przez pierwsze dwa lata miałam ograniczony wpływ na to, co się działo w Titotowie, ale przez ten ostatni rok nauczyłam się tak dużo, że sama nie wiem, od czego zacząć sobie radzić na przyszłość! Myślę, że najważniejsze to to, żeby słuchać rad mojego męża. On rozwija firmy od prawie zera do ogromnych przedsiębiorstw i wie, o czym mówi!
Druga rada to taka, żeby jednak stworzyć plan i za nim podążać. Przykładowo kolekcja new born powstała 2 lata temu i jej założenie było takie, żeby były papcie, czapeczka, legginsy oraz body z otulaczem i niedrapki. W tym projekcie poszłam na łatwiznę i bodów nie zrobiłam. Jestem na siebie za to zła, bo wielu klientów oraz hurtowych kontrahentów zwracało mi uwagę, że to jest jedyna rzecz, której brakuje. Myślę jednak, że jeszcze tylko chwila i zestaw ten będzie kompletny!

Marka Titot jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych. Jak myślisz: czy dla początkującej firmy to szansa na szybki rozwój?

Moim zdaniem media społecznościowe teraz to wszystko! Ja poruszam się tylko po Facebooku i IG. Więcej internetu do mnie nie dociera, a wiadomości słucham tylko w samochodzie. Gdy pojawiam się jako marka w internecie, działam na tych płaszczyznach, które są bliskie mnie i kobietom, które są moimi klientkami. Jak na razie to u nas działa i myślę, że jako TITOT jeszcze bardziej będziemy rozwijać się w tej kwestii. Na Facebooku chciałabym stworzyć społeczność, dla której nasze produkty są bliskie i przydatne. Nasze legginsy mają opinię rosnących razem z dzieckiem – właśnie dzięki opiniom w mediach społecznościowych! Gdy ktoś pyta mnie o poradę w promowaniu się, moja odpowiedź to oczywiście inwestycja w Instagrama i Facebooka oraz podążanie za trendami w mediach społecznościowych, ponieważ one cały czas się zmieniają i tworzy się coś nowego, gdzie można się pokazać i zaistnieć.

Jako firma angażujecie się też w projekty charytatywne. Ostatnio wypatrzyłam, że będzie limitowana edycja papci przy współpracy z Krainą Mlekiem i Miłością Płynącą. Możesz zdradzić nam szczegóły tej akcji?

Krainę i jej działania śledziłam od samego początku. Sama jestem mamą karmiącą już od 5 lat i idea, by wspierać mamy karmiące, bardzo mi przyświeca. Co roku Kraina wspiera finansowo również wybraną grupę, która potrzebuje wsparcia finansowego – my jako TITOT też możemy się do tego przyczynić. W zeszłym roku Patrycja Sołtysik poprosiła nas o stworzenie papci, z których częściowy dochód będzie przekazany na potrzebujących. Bardzo nam miło, że mamy taką możliwość! Tak właśnie powstały limitowane paputki oraz papcie damskie. Z każdej pary 10 i 15 zł jest przekazane na rzecz fundacji. W tym roku do kompletu stworzyliśmy bloomersy i kokardki, z których również częściowy dochód wspiera tę fundację.

Dziękuję za rozmowę!

KONKURS

Zapraszamy także do wzięcia udziału w konkursie:
Wybierz, która rzecz podoba Ci się najbardziej z oferty Titot.pl podaj link i napisz dlaczego to właśnie Ty powinnaś ją wygrać.

Nagroda:
Wybrana rzecz z asortymentu Titot.pl (do kwoty 110 zł) i wymieniona w poście konkursowym.

W konkursie biorą udział komentarze zamieszczone między 29.08.2017 a 05.09.2017. Wybierzemy 3 zwycięzców, którzy zostaną ogłoszeni 07.09.2017. Nagrodą jest produkt Titot.pl wymieniony w poście konkursowym. Dziękuję za rozmowę i cudowną niespodziankę dla moich czytelników

Jak dodać komentarz konkursowy?
Zaloguj się wybierając logo wybranej platformy społecznościowej bądź rejestrując się na Disqus. Jeśli macie już tam konto wystarczy się zalogować. 🙂

Zapraszam też na profil Titot.pl na:
Facebooku
Instagramie

P.S.: Podoba Ci się wywiad? Podaj go dalej! Znasz inspirującą przedsiębiorczą mamę. Napisz do mnie. 🙂

Wybrane dla Ciebie

  • Ania Komosa

    http://titot.pl/kategoria/papcie-dzieciece/white-magic-papcie
    Moja córeczka za dwa tygodnie ma swoje pierwsze urodziny. Takie papcie byłyby dla niej idealnym prezentem ponieważ właśnie uczy się chodzić. Bardzo to lubi i sie cieszy kiedy uda jej się przejść parę kroków. Niestety w skarpetkach jest ślisko a boso zimno dlatego przydadzą nam się te piękne papcie 😉

  • Karolina Goch

    http://titot.pl/kategoria/otulacz-new-born/mint-organic-otulacz

    W konkursie TITOT udział biorę,
    i mam nadzieję, że nagrodę zbiorę.
    Mega ucieszy mnie ta wygrana
    Będę tańczyć z radości do białego rana!!!

    Więc powyżej napisałam krótki i prosty rymowany wierszyk, aby przesądzić ostatecznie głos na moją korzyść przygotowałam:

    T – Troszkę twórczo

    I – i

    T – tęczowo

    O – o

    T – TITOT!!!! 😀

  • inez_dolores

    Z ciekawością przeczytałam wywiad. Gratuluję pomysłu! Ja będąc w ciąży, pomysłów miałam odgroma, wszystkie odkładałam na później :/, miało więc być moje własne hand made (okazało się że mój na genialny pomysł, wpadł ktoś inny) nie udało się, nie podjęłam wyzwania – żałuję. Ale zaczęłam pisać bloga 🙂 wirtualny pamiętnik, z pewną nieśmiałością ale jest, dodaje nowe posty i cieszę się jak dziecko, gdy ktoś zajrzy, przeczyta i pyta o więcej 🙂
    Cieszy mnie sukces Titota, cieszy sukces Kasi! Tak trzymać! I powodzenia na przyszłość.
    W konkursie wybrałam http://titot.pl/kategoria/nowosci/blackberry-papcie-ze-skora, bo już za chwilę już za momencik rozpoczynamy żłobkową przygodę, nie wiem kto boi się bardziej ja czy tata, bo dla naszego synka to kolejna przygoda, dla niego to kolejny krok (jakże komfortowy w titotkach), świat stoi przed nim otworem!

  • Madelaine

    O marce Titot dowiedziałam się dopiero dziś czytając artykuł i jestem zachwycona 🙂 i muszę wyznać, że zapałałam do niej miłością od pierwszego wejrzenia. Kapciuszki wyglądają tak ślicznie i komfortowo, że od razu zamarzyłam by znalazły się na moich stopach 😉 jestem naprawdę dumna, że polskie mamy są tak kreatywne i przedsiębiorcze 🙂 Dziękuję za ciekawy i pozytywnie nastrajający artykuł i trzymam mocno kciuki za Titota! Obyście zapewnili wygodę jak największej liczbie stópek 🙂
    W konkursie wybralam paputki w piękne zielone liście, bo bardzo kojarzą mi się z ciepłą, wakacyjną aurą, a że w tym roku pierwszy raz spędzilismy wakacje z naszym synkiem to miło byłoby żeby widok tych kapciuszków na jego stópkach przypominał nam o pięknych wspólnych chwilach także wtedy gdy za oknem zrobi się chłodniej i bardziej ponuro 🙂 jestem przekonana, ze dzięki paputkom Titot wakacyjne wspomnienia będą nam towarzyszyć na każdym kroku 😉
    http://titot.pl/kategoria/papcie-dzieciece/green-forest-papcie

  • tv dom

    Te papucie są cudowne! Bardzo rozczuliły mnie ich zdjęcia. Najchętniej kupiła bym wszystkie. Mój Maluszek pojawi się na świecie w listopadzie, teraz kompletujemy wyprawkę. Jaka byłaby radość z posiadania paputków http://titot.pl/kategoria/papcie-new-born/colored-triangles-organic-papcie-niemowlece idealne dla małego przystojniaka na święta, w końcu będą pierwsze i święta i paputki, a to okazja mega wyjątkowa 🙂

  • Karolina Słowińska

    Jestem mamą od ponad siedmiu miesięcy… Prawie od początku z Położną Kasią 😉 która podsuwa mi wiele ciekawych informacji i pomysłów. Właśnie także dzięki Niej już czuję się mamą… A przecież urodzę swoją Córeczkę dopiero za dwa miesiące!
    Jestem sentymentalna, lubię pamiątki i fotografie. Zarówno pierwsze jak i drugie starannie odbieram. Już teraz przygotowuję własnoręcznie Kuferek wspomnień dla Naszego Maleństwa. Zawsze chciałam by w nim znalazły się pierwsze cudownie słodkie buciki Kornelii, a także fotografie pierwszych dni życia. Póki nie zajrzałam na stronę Titot.pl nie zauroczyly mnie żadne paputki… Nic dziwnego, bo żadne inne to nie Titotki, tak super idealne dla noworodka!
    Mój wybór to piękny zestaw
    http://titot.pl/kategoria/zestaw-2-czesciowy/peony-organic-zestaw-newborn-2-czesciowy
    Dlaczego on? Byłoby wspaniale, by już w szpitalu ta maleńka główka była otulona czapeczka tak dobrej jakości, paputki jak wspomniałam- pamiątka na caaale życie, a w zestawie: oczami wyobraźni już widzę Nasza Księżniczkę, która ma serię zdjęć w tym pięknym zestawie!
    Cieszę się, że znów przeczytałam mail od Katarzyny od deski do deski i poznałam nową fajną markę, której życzę samych sukcesów i rozwoju!

  • Paulina Długajczyk

    Dlaczego ja a nie ktoś inny? Dlaczego TITOT?
    Hmm, gdy zaszłam w ciążę byliśmy z mężem przeszczęśliwi. Bardzo chciałam urodzić córeczkę Helenkę. Niestety wszyscy wokół wmawiali mi jak to rozkwitam i na pewno będzie syn.. i co się okazało? Że będzie.. Franek 🙂 na początku byłam zła, dlaczego wszyscy popsuli mi moją radość z Helenki. Z czasem przyszła i miłość do Franka. Jednak nadal gdy wchodzę do sklepu by coś kupić dla naszego synka (data porodu listopada 2017) to najpierw widzę te wszystkie przepiękne, kolorowe ciuszki dla dziewczynki. Dlaczego większość sklepów ma mocno rozbudowany dział dziewczynka a chłopiec jest zawsze gdzieś z tyłu (do wyboru kilka kolorów i to tyle).
    Dlatego jakież było moje zdziwienie jak weszłam na stronę TITOT (nawet nie myśląc o konkursie) tak ot, po przeczytaniu wywiadu byłam ciekawa, i zobaczyłam KILKA STRON pięknych kolorowych stron z rzeczami dla mojego Franka.
    Więc jeśli będzie mi dane coś wygrać to zakochałam się w: http://titot.pl/kategoria/new-born/jodelka-organic-zestaw-newborn-2-czesciowy te żywe kolory i te buciki 🙂
    Całusy dla Was, Paulina i Franek

    • Gratuluje ❤️

    • Znaczy, że wygrałam. Pozdrowienia dla Ciebie i Franka!

      • Paulina Długajczyk

        Ślicznie dziękujemy, do Polski z urlopu wracamy 18.09 odezwę się bo nie wiem co dalej 🙂
        Dziękujemy Paula, Marek i Franio

  • Ewelina Augustynek

    Warto czytać Pani blog, bo można poznać właśnie takie marki jak Titot! Cieszę się, że właśnie tu trafiłam. Ciężko się zdecydować na jedną rzecz, ale po dłuższym zastanowieniu się wybrałabym taki zestaw z czapeczką i leginsami: http://titot.pl/kategoria/new-born/grey-drops-legginsy-czapeczka-z-supelkiem
    Ten wzór jest jakoś urzekający 😉 A dlaczego wybór powinien paść na mnie? Dlatego, że pociecha mieszkająca w brzuszku ma do nas zawitać w okresie Bożonarodzeniowym, co będzie dla mnie i tatusia wielkim darem, a z kolei taki zestaw od Titot byłby pierwszym prezentem na niego 😉

  • Monika Laskowska

    Titot znam od roku, od momentu kiedy urodził się mój syn. Jedno z pierwszych jego ubranek to były leginsy tej marki, nosił je jeszcze w szpitalu. Tegoroczne lato przechodził w bloomersach. Teraz czas najwyższy postawić pierwsze kroki i wybrać pierwsze buciki. Muszą być wygodne, miękkie i dobre jakościowo. Fajnie byłoby gdyby były tak piękne jak te od Titot. W związku z tym, że produkty tej marki towarzyszą Leonowi od urodzenia i idealnie się sprawdzają, miło byłoby wygrać teraz dla niego pierwsze kapcie. Nie może przecież postawić pierwszych kroków w byle jakich bucikach!
    Oto te, które sobie wymarzyliśmy: http://titot.pl/kategoria/12-18m/raindrops-papcie-ze-skora

  • Jagoda Nowacka

    Za parę dni mój Synek skończy 3 latka – miesiąc później urodzi się Jego braciszek 🙂 Myślę, że bardzo fajnie będą wyglądać w takich samych, jesienno – leśno – strzałeczkowych czapeczkach 😉 Tymek rozmiar 52 http://titot.pl/kategoria/czapki/grey-arrows-single-beanie , a Leoś rozmiar 42 http://titot.pl/kategoria/czapki/grey-arrows-single-beanie 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Madelaine

    Dziękuję! Bardzo się cieszę 🙂 wygląda na to, że paputki są już niedostępne. Wybrałam inne i wysłałam wiadomość na maila. Pozdrawiam serdecznie!

Zapraszam
na darmowy kurs!

Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.