Niepłodność

Z cyklu niepłodność: Cykle bez skutku i negatywne testy czyli cykająca bomba co miesiąc

Z Anią co poniedziałek prowadziłyśmy rozmowy o niepłodności. Chwilowo zostały przerwane, bo a to urlop Ani, a to to u mnie zmiany na blogu. Zresztą u Ani jeszcze większe zmiany. Ostatnio wystartował jej nowy blog: To w środku. Znajdziecie w nim inspiracje dotyczące zdrowej diety, pcos (zespół policystycznych jajnikach) oraz wpisy dotyczące niepłodności.

Dzisiaj poruszymy dość trudny temat cyklu miesiączkowego u kobiet, które starają się o dziecko.

Położna Kasia: Aniu, kobiety, które zaczynają się starać o dziecko jakimi metodami się wspierają by poznać swoją płodność?
Ania: Najlepszą metodą jest mierzenie temperatury i obserwacja swojego ciała, czyli metoda objawowo- termiczna. Moim zdaniem niedoceniona przez wiele osób i pochopnie nazywana “śmiesznym kalendarzykiem dla katolików”. Uważam, że dzięki tej metodzie możemy dowiedzieć się o swoim organizmie i wyłapać wcześniej nieprawidłowości np. brak owulacji, skrócona druga faza cyklu miesiączkowego.

P.K.: Co czuje kobieta w trakcie cyklu miesiączkowego?
A.: Początek cyklu to porażka, ale też nowa nadzieja. W tym czasie, kobieta może czuć się załamana, żeby później otrząsnąć się i nabrać sił na kolejny comiesięczny bój. Pod koniec przychodzi ta jedna wielka niewiadoma, której towarzyszy strach i nadzieja – zwieńczona radością lub przy nieudanej próbie ogromnym smutkiem.

P.K.: W którym momencie dotyka “brak sukcesu” mężczyznę?
A.: Brak dwóch kresek na teście to nie tylko ciężki okres dla kobiety, to również niepowodzenie, które odczuwa mężczyzna. Brak pozytywnego testu dla niego oznacza ponowne procedury (badania, oddanie nasienia) do których będzie musiał przystąpić i które u wielu mężczyzn są stresującym wyzwaniem.

P.K.: W jakiś sposób wahania nastroju odczuwane przez kobietę w trakcie cyklu mogą być dotkliwe dla otoczenia?
A.: Kiedyś znałam taką parę, która planowała wszystkie swoje wyjazdy i spotkania ze znajomymi tylko w pierwszej fazie cyklu- tłumacząc, że w drugiej nie czerpali z takich spotkań przyjemności i nie mogli oderwać myśli od porażki, na którą zazwyczaj się nastawiali.

Ania z Anielno.PL

Ania z Anielno.PL

 

P.K.: Pozwoliłam naszej rozmowie dać tytuł: “Cykle bez skutku i negatywne testy czyli cykająca bomba co miesiąc”. Ponieważ czytając książki, rozmawiając z parami, które długo się starają. Mam wrażenie, że stają się zakładnikami cyklu miesiączkowego. Jak myślisz?
A.: Prędzej czy później tak właśnie się dzieje. Najważniejsze jest walczyć z tym i starać się, żeby walka z niepłodnością była częścią życia, a nie całym życiem i jedynym jego sensem. Jest to trudne, bo jak nie myśleć o cyklu, skoro całe życie ustalasz pod starania i leczenie. Praca, urlop, wyjazdy – wszystko później zaczyna się kręcić wokół stworzenia kolejnej szansy na poczęcie potomka.

P.K.: Zresztą pięknie to obrazuje książka “Nadzieja na nowe życie”. Autorki książki wymyśliły, że rozdziałami będą kolejne dni cyklu. Mamy szansę zapoznać się z dynamizmem uczuć tytułowej bohaterki Anny – kobiety starającej się o dziecko. Od uczucia porażki “znów się nie udało” do wręcz euforycznej nadziei być może właśnie dziś się uda! Myślisz, że pomimo długotrwałych starań te wahania nastroju zawsze towarzyszą kobiecie w jej cyklu miesiączkowym?
A.: Myślę, że u wielu kobiet wygląda to bardzo podobnie. Na początku jest smutek i żal po kolejnej nieudanej próbie, następnie otrząśniecie i radość, bo już na horyzoncie pojawia się kolejna szansa – OWULACJA. Następuje etap radości i nadziei. Wizualizacji przyszłości, a w niej upragnione dwie kreski. Chwilę po niej, zwątpienie i doszukiwanie się objawów ciąży. Płacz, że na pewno znowu się nie udało. Ostatnia nadzieja i… albo radość i koniec, albo koło od nowa zaczyna się kręcić.

P.K.: Gdy po tej euforii. Miesiączka nie pojawia się, to wydaje się, że jest sukces… Bywa, że szybko jest robiony test ciążowy. Okazuje się, kolejny wynik negatywny. Potem krwawienie i para doświadcza klęski. Znany jest Ci takim scenariusz?
A.: Chyba taki scenariusz jest znany, każdej kobiecie, która się starała o dziecko z przeciwnościami losu. A testy? Robienie ich to ulubione zajęcie każdej “staraczki”, jeszcze lepszym, jest doszukiwanie się drugiej kreski pod światło. 😉

P.K.: Można jakoś temu zaradzić?
A.: Nie robić testów ciążowych, ale ciężko jest wytrzymać bez tego.

P.K.: Żeby para trochę odpuściła w staraniach. Być może warto by zrobili coś nowego na przykład:akupunktura, masaże, aktywność fizyczna czy zmiana nawyków żywieniowych. Myślisz, że to może pomóc?
A.: Tak, każda forma relaksu jest nieoceniona. To samo dotyczy nowych czynności, zadań, jakie przed sobą stawia para. Skupienie się na aktywności lub pogłębianiu wiedzy w jakimkolwiek innym temacie, niż temat niepłodności, może mieć zbawienny wpływ na samopoczucie.

P.K.: Myślisz, że pary, które są w trakcie leczenia niepłodności w klinice. Gdzie został dla nich sporządzony indywidualny plan. Lepiej znoszą porażki? Jest im łatwiej? Czy wręcz odwrotnie?
A.: Plan ma zbawienny wpływ, plan to poczucie bezpieczeństwa. W klinikach najczęściej para zna scenariusz i wie czego może się spodziewać. Myślę, że porażkę należy rozpatrywać w kwestiach indywidualnych.

P.K.: Na koniec chciałam przetoczyć wiersz znaleziony w książce “Nadzieja na nowe życie”:

“Czasami 28 dni trwa zbyt długo. Mijają dni, noce, tygodnie.
Pory roku zmieniają się, mieszają ze sobą, tak jak nastroje.
Po lecie już mijają tylko lata.
A 28 dni trwa. Wlecze się i ciągnie, zastyga w bezruchu.
Lecz przychodzi czas, że 28 dni definitywnie się kończy –
Zawsze z zaskoczenia. I w końcu jest nas troje.
I przychodzą nowe nastroje.”

Aniu na Twoim przykładzie można powiedzieć, że wiersz jest prawdziwy. Pamiętasz, co czułaś gdy okazało się, że jest Was troje?
A.: Poczułam ulgę. Jedną, wielką, potężną ulgę. Tak, jakby w jednej chwili, ktoś zabrał Ci wszystkie utrapienia z którymi walczyłaś.

P.K.: Aniu dziękuję za rozmowę. Na koniec chciałam zaprosić do przeczytania naszej pierwszej rozmowy o tym: Skąd wiadomo, że to już czas na macierzyństwo?

Wybrane dla Ciebie

5 komentarzy

  • Reply
    Anna Rusnarczyk
    09-11-2015 at 11:05

    Przeczytałam 🙂 i doceniam pani Kasiu warto było niespać, bo dreszcz mnie przeszedł na wspomnienie kilku miesięcznej „porażki”, można dać się zwariować!!!! A nie powinno, nasza pierwsza pociecha została poczęta bez kalkulacji na koniec po niekonczacym sie stresie i płaczu!!! Na moment zapomniałam, nie liczyła, nie badałam i stało się samo :). Życzę tego samego parom które się starają i stresują. Więcej luzu.

    • Reply
      Kasia ZapytajPoloznaPL
      09-11-2015 at 11:15

      Pani Aniu, Bardzo dziękuję 🙂 Cieszę się, że pojawiła się historia z happy endem. Z pewnością nie jednej osobie doda otuchy.
      Dodam, że oprócz dania sobie więcej luzu, warto zadbać o siebie. Pójść na masaż, zrelaksować się. Tyczy się to zarówno Panów i Pań. Żyjemy w bardzo stresujących czasach i one też nie pomagają. Zaś same długie starania są dodatkowym czynnikiem stresogennym.

  • Reply
    Kasia ZapytajPoloznaPL
    09-11-2015 at 15:27

    Agnieszko dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Gratuluję happy endu 🙂
    Właśnie obserwacje cyklu często są bardzo niedoceniane. Tak jak napisałaś można zaobserwować pewną nieprawidłowość.
    Jeśli chodzi o plan leczenia, to dużo osób sobie je chwali. Nagle okazuje się, że coś robią. Mają wyznaczone terminy, badania itd. To daje poczucie, że coś się robi, a nie stoi w miejscu.
    Jeszcze raz dziękuję za komentarz.

  • Reply
    Pralina
    09-11-2015 at 18:31

    Od 19 miesięcy powtarzam ten sam scenariusz, śmieję się, że zamiast tradycyjnego kalendarza gregoriańskiego zaczął obowiązywać kalendarz cyklu miesiączkowego. Te 19 miesięcy to jedna, wielka sinusoida, czas odmierzany od wielkich nadziei do wielkich rozczarowań. Zamiast Świąt, na czerwono zaznaczone są wizyty u lekarza, zamiast weekendów, dni płodne.
    Ciężko się od tego odciąć szczególnie kiedy przyjmuje się leki przeznaczone na konkretne fazy cyklu, wówczas po prostu trzeba wiedzieć co i jak, trzeba pamiętać, monitorować, pilnować i myśleć.
    Jednak mimo tylu porażek, co miesiąc znajduje w sobie siłę żeby zacząć od nowa, za każdym z jeszcze większa nadzieją niż poprzednio.

  • Reply
    Karola Mejer
    29-11-2015 at 23:43

    U mnie nie dało nic obserwowanie cyklu, miesiączki niemal jak w
    zegarku, testy owulacyjne pozytywne, a ciąży jak nie było tak nie
    ma. Tzn. teraz już jest i to zaawansowana, tuż po nowym roku urodzę
    synka, ale pewnie nie udało by się to bez pomocy medycznej. Jakiś
    czas temu trafiliśmy do invimedu w Gdyni i tam po badaniach i
    diagnozie, zapadła decyzja o inseminacji.

  • Napisz komentarz

    Zapraszam
    na darmowy kurs!

    Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

    Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

    P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.