Karmienie piersią

Powiedźcie szczerze jak to jest z karmieniem piersią? Karmicie czy nie karmicie?

Prowadząc zajęcia w szkole rodzenia zapytałam przyszłe mamy czy chcą karmić piersią, a one chórem odpowiedziały: „chcemy karmić piersią”. Niektóre spojrzały po sobie. Entuzjazm u jednych był większy u innych mniejszy. Podczas wykładu opowiadałam o laktacji, o tym jak to będzie po narodzinach maluszka, czego przyszłe mamy mogą się spodziewać.


Następnie nadszedł czas dla grupy. Padały przeróżne pytania dotyczące laktacji, rozszerzania diety, ale też nieśmiało: butelki i mleka modyfikowanego.

Będąc na oddziale, mając czas i zastając przeróżne sytuacje u pacjentek. Pomagam przystawić do piersi, edukuje jak karmić jak stymulować laktację a czasem uczę karmić butelką. Bywa, że jedne mamy nie chcą słyszeć o butelce, choć już pojawiły się wskazania lekarskie „duży ubytek masy ciała”, „niski cukier – hipoglikemia”. Wtedy edukuje o konieczności wdrożenia dokarmiania, a także podpowiadam, co zrobić żeby nie zakłócić laktacji.

Bywa, że najczęściej moje porady są odebrane życzliwie. Jeśli mam szczęście w niedługim czasie spotkać tą samą mamę, dopytuję czy moje rady pomogły . Czasami jetem zaskoczona brakiem zastosowania się do nich. Pytam pacjentki dlaczego tak wybrała? Okazuje się, że ktoś podpowiedział łatwiejsze rozwiązanie (co nie znaczy skuteczniejsze)… Czasem uda mi się wszystko odkręcić i jeszcze raz nakłonić do zastosowania się do porady.

Są momenty, że chcę pomóc, ale mama chce karmić butelką. Choć pierwotnie mówiła, że chce piersią. Natomiast jej argumenty za butelką to: „ale maluszek śpi”, „przysypia, nie ssie”, „ale tam nic nie ma (w piersiach)”. Wtedy przypominam o mechanizmie laktacji i tłumaczę: „jeśli dziecko nie będzie przystawiane do piersi to nie wytworzy się pokarm”. Niestety bywa, że powyższy argument nie zdaje egzaminu. Wewnętrznie czuje się przegrana.

Pamiętam sytuację kiedy wchodząc na salę widzę mamę z dzieckiem przystawionym do piersi, która mówi: „Dziękuję Pani. Pani porady były cenne”. Oznacza to, że odniosłam sukces. Wtedy dostaję skrzydeł i czuję, że praca położnej ma sens.

Spotykając się z różnymi kobietami i zastając między innymi opisane powyżej sytuacje, chciałam zapytać jak jest z Tobą?

Czy karmisz piersią, chcesz karmić, a może właśnie nie chcesz karmić („przecież to nie wypada”). Tutaj w komentarzach możesz napisać anonimowo, co miało wpływ na Twoją decyzję np. stosunek Twoich najbliższych do karmienia piersią.

Wybrane dla Ciebie

  • Kasia

    Moja mała księżniczka ma dopiero 9 dni ale ani mi sie śni zaprzestać karmić piersią. Już jak zapisałam się na szkołę rodzenia moje obawy co do karmienia zostały rozwiane przez panią od laktacji. W szpitalu miałam duży problem z karmieniem bo nie potrafiłam przystawić przez co miałam pokaleczone brodawki ale mimo to się nie poddałam i teraz wszystko wyszło na dobre. Karmienie piersią to szczególny czas, bliskość. Wszystkiego da się nauczyć, wystarczy odrobina chęci a ile korzyści i dla mamy i dla maluszka!

  • Stokrotka

    Jestem położną i mamą 11 miesięcznego Łobuziaka.
    Nigdy nie brałam pod uwagę butelki…
    I karmię tylko piersią , inne pokarmy, które daję Synkowi traktuję jako urozmaicenie diety 🙂
    Ale nie było łatwo, bo po wyjściu ze szpitala okazało się, że Maluszek ma żółtaczkę i trzeba Go dopajać wodą, więc pojawiła się ta nie chciana butelka, potem słaby przyrost masy ciała… A piersi przepełnione…
    Wciąż słyszałam, że Synek jest głodny, więc spróbowałam podać mleka modyfikowanego, którego próbkę dostałam w szpitalu. Mały spał spokojnie i obudził się radosny. Lecz się nie poddałam i po kolejnej konsultacji z kolejnym pediatra okazało się, że wędzidełko pod językiem jest za krótkie. Rozwiązaliśmy ten problem i karmienie stało się przyjemnością, a Synek jak przybrał na wadze, tak waży już ponad 14kg 🙂
    Jestem dumna z mojego pokarmu, bo to nie mleko, a śmietanka, która daje Synkowi siły i już chodzi na własnych nóżkach 🙂

  • agata

    Moja Julka została przystawiona do mojej piersi jeszcze na sali porodowej, było to dla mnie tak oczywiste i naturalne, że nawet się nie zawahałam. I choć później nie obyło się bez problemów ( córka potrzebowała czasu żeby nauczyć się ssać,a nie gryźć), jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy żeby odstawić ją od piersi „bo tak łatwiej”. Zresztą po co wydawać niemałe pieniądze na coś co możemy mieć za darmo i to w najlepszej jakości… 😉

  • Maggic

    Ja karmiłam swoją córkę przez 15 miesięcy. Byłam bardzo zadowolona z karmienia, choć pierwsze dni były dla mnie bardzo trudne. Mała miała za krótkie wędzidełko i problem z zassaniem brodawki. Po podcięciu wędzidełka wszystko poszło już o wiele lepiej. Nie obyło się bez zapalenia piersi czy zatkania przewodów mlekowych, ale nie chciałam przestawać karmić. Karmienie było dla mnie wyjątkowym czasem, zarezerwowanym tylko dla mnie i dziecka. Nikt nam nie mógł tego odebrać 🙂
    Decyzję o zakończeniu karmienia podjęłam świadomie z kilku względów – przede wszystkim zdrowotnych leżących po mojej stronie. Choć mi było ciężko „zerwać” ten wyjątkowy rytuał, to córeczka szybko się przyzwyczaiła. Dostaje butelkę tylko wieczorem, tak jak dostawała cycusia na dobranoc 🙂
    Uważam, że karmienie piersią to naprawdę piękna „cecha” macierzyństwa, która niesamowicie zacieśnia więzi mamy i dzidziusia 🙂 Polecam wszystkim mamom – to jest jak nałóg, z którym trudno skończyć 🙂

  • Ania_1988

    karmię piersią rok…od początku mówiłam,że będę to robić bo tak chcę,taka jest natura,bo to najlepsze i czułam,że to to co powinnam zrobić..zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem,że jestem to winna dziecku! taka jest fizjologia i nie widziałam innego wyjścia,od początku chciałam to robić!Nie żałuję ani chwili! Co prawda dokarmiano mi dziecko na początku bo był spadek masy a mnie niestety nie pokazano jak prawidłowo przystawić maluszka bo twierdzono,że „to każda kobieta powinna wiedzieć,to się ma we krwi!”,po czym każda położna gdy prosiłam o pomoc podchodziła z pytaniem „masz pokarm” – co za pytanie?!od położnych?! oczywiście,że mam…każda z nich musiała zmasakrować mi piersi by sprawdzić czy mówię prawdę i ściskały tak,że mleko tryskało we wszystkie strony..zdziwione były bo byłam po cc…a ja byłam zdziwiona Ich wiedzą lub jej brakiem…co za różnica czy cc czy sn? żadna! Zawsze będę twierdzić,że pokarm rodzi się w głowie i jak ktoś nie chce karmić to nie będzie bo będzie się sam blokował…a szkoda,bo to najlepsze co możemy dziecku dać..te cenne krople…wiele mam twierdzi,że nie ma pokarmu bo nic nie leci itd.i najłatwiej dać butlę..jakie łatwiej?! wstajesz w nocy bo musisz umyć,wyparzyć butelki,odmierzyć mleko itd..to jest wygodne? gdy karmi się piersią to wyciągasz cyca hop i gotowe 😉 nie martwisz się temperaturą,brudnymi butelkami itd..a do tego jest to naprawdę tanie 😉
    poza tym wiele mam nie wie,że żołądek Noworodka jest tak malutki,że wystarczy Mu właśnie te kilka kropel! Dzieci jedzą mniej a częściej…więc te kilka kropli w zupełności wystarczy! Czy można dać dziecku coś lepszego? moja odpowiedź NIE! i uważam,że nie karmienie piersią bo „nie mam pokarmu”,”bo dziecko śpi w nocy” itd.to tylko preteksty do w sumie nie wiem czego bo na pewno nie do wygody…a komentarze typu „karmienie piersią jest obrzydliwe” itd. to jakieś nieporozumienie…totalnie tego nie rozumiem…przecież to naturalna rzecz! a czy krowa wstydzi się jak karmi cielę? I to nie jest obrzydliwe?ale karmienie WŁASNEGO dziecka tak…brak logiki jak dla mnie! Kobiety karmcie piersią bo taka możliwość z tym dzieckiem się już nie powtórzy!przynajmniej spróbujcie! to jest niesamowite kiedy dziecko,mające ok 2-3 m-cy zaczyna rozumieć pewne rzeczy i gdy patrzy w oczy matki z miłością tak ogromną,że aż niepojętą to są chwile dla których warto żyć!Kiedy głaszcze policzek mamy,patrzy jej w oczy i obdarowuje ją najszczerszym uśmiechem z możliwych..ehh 😉 karmienie piersią jest super!

  • doma

    Na początku miałam bardzo duże problemy w karmieniu piersią, ale mój mąż bardzo mnie wspierał. Wiedział, że bardzo chcę w ten sposób karmić nasze dziecko. Również później mnie wspierał kiedy osoby z najbliższego otoczenia krytykowały sposób karmienia naszego dzieciaczka. Niestety większość mam nie ma takiego wsparcia zarówno w partnerze jak i położnej i zdecydowanie za szybko kończą karmienie piersią. Kiedy byłam w ciąży bałam się, że mogę usłyszeć krytyczne uwagi karmiac dziecka w miejscu publicznym. Ku mojemu zaskoczeniu było wręcz odwrotnie. Bardzo często podchodzili do mnie ludzie młodzi i starsi i chwalili decyzję. Mówili, że to piękny aczkolwiek bardzo rzadki widok. Dodawało mi to skrzydeł i utwierdzało w przekonaniu, że robię to co dla mojego dziecka najważniejsze i najlepsze.

  • AniaS

    Jak byłam w ciąży chciałam karmić piersią. Kupiłam herbatki laktacyjne, biust urósł mi 4 rozmiary (!) i pokarm pojawił się koło 26 tygodnia ciąży. Około 34 lało mi się z piersi… ale… mój synek urodził się wcześniej, miał niską masę urodzeniową i podejrzenie hipotrofii. Zrobili cesarkę i dali mi Małego do pocałowania (jaki był cieplutki i tak pięknie pachniał). Po jakiejś hmm godzinie, może 30 min, gdy już byłam na sali, położna przywiozła mi Małego i przyłożyła do piersi, ale zupełnie nie wiedział co ma zrobić. Miał tak malutką główkę, że nie był w stanie chwycić piersi. Po kolei różne położne próbowały go przystawiać. On się denerwował, ja również.. a lekarz powiedział, że musi „przybrać szybko na wadzę”. Dokarmiali go zatem butelka. Ja chciałam tylko aby nie był głodny aby się nie męczył. W szpitalu udało mi się, że dwa razy chwycił brodawkę i ssał przez 3 min. Najmniejszy mój ruch powodował, że puszczał i nie umiał sam chwycić znowu. W domu jak tylko o nim pomyślałam, lało mi się z piersi. Odciągałam mu pokarm i dokarmiałam butelkę. Ostatecznie jednak zostaliśmy przy butelce. Teraz wiem, że nie byłam konsekwentna i, że nie umiała go prawidłowo chwycić. Pediatra i położna powiedziały, że mam za duży biust na jego malutką buzię. Ja to dla wygody chyba przyjęłam. Czy żałuję? Mały rozwija się świetnie, jednak karmienie piersią kojarzy mi się z piękną bliskością i jej mi nieco żal.

    A z drugiej strony mam pytanie. Dużo mówi się, że karmienie piersią jest najzdrowsze ALE pierś to nie katalizator – wpływ ma nasze jedzenie. Czyli jeśli jemy kurczaki naszprycowane antybiotykami, modyfikowane genetycznie warzywa i owoce, to nasze dziecko też to dostaje? Myśląc w ten sposób mleko modyfikowane bio (np. hipp) wydaje mi się o wiele zdrowsze.

  • m

    Kiedy zaszłam w ciąże, najbardziej przerażało mnie „widmo karmienia piersią” , bałam się że będzie mnie to bolało, że dziecko nie będzie się najadać i będę „uwiązana” do niego, nie mogąc ruszyć się nawet na pół godziny bez dziecka. Ale byłam świadoma, że pokarm matki jest ważny z wielu powodów o których wiemy. Więc kiedy urodził się synek przełamałam swoją niechęć i karmiłam piersią. Na początku nie było łatwo, pierwsze dni, miałam problem z przystawianiem, nie wiedziałam czy mleko leci.. Ale regularnie przystawiałam dzidziusia do piersi, nawet kiedy już bolały. Niestety mały był karmiony piersią tylko 5 miesięcy, potem było mu za mało, dokarmiałam go mlekiem butelkowym i szybko przyzwyczaił się że z butelki jest łatwiej. To może niezbyt poprawne, ale muszę przyznać się że niebardzo lubiłam karmienie piersią, ale wiele jesteśmy w stanie znieść dla naszych pociech.

  • ol

    Karmię córkę już dwa lata i pięć miesięcy. Zdecydowałam, że Mała odstawi się sama, bez mojej ingerencji. Jest to dla mnie najbardziej naturale i oczywiste podejście. Czuję, że moje mleko jest dla niej parasolem ochronnym, spod którego od pewnego czasu powolutku i coraz śmielej wychodzi. We własnym tempie. Rodzina została spacyfikowana już dawno. Za „dobre rady” dziękujemy. Znajomi nic nie mówią. Dentystkę ignorantkę zmieniliśmy jak tylko usłyszeliśmy jej rewelacje o szkodliwości karmienia dzieci powyżej roku (zęby córeczki są zdrowiuteńkie). Pozdrawiam!

  • Kasia

    Ja od początku ciąży wiedziałam „Chcę karmić, będę karmić 9 miesięcy!” ale też „Urodzę naturalnie, p. dr mówi że jestem „tam” stworzona do rodzenia dzieci, będzie pięknie!” Pierwsze rozczarowanie – CESARKA, jak to w większości polskich szpitalach bywa, dziecko mi zabrali i karmili butelką. Nawet nie zapytali o predyspozycje. Po kilkunastu godzinach jak chciałam dziecko dostawić do piersi, okazało się, że nie wiem jak. Przyszła położna, coś próbowała pomóc, wróciła z butelką mówiąc „Raczej na razie nie będzie pani karmić”. Piersi mam duże (po porodzie wręcz olbrzymie głazy), okazało się, że mam wklęsłe brodawki i dziecko nie chce złapać piersi. Wysłałam mamę po laktator. Odciągałam i podawałam butelką. Stwierdziłam,że taka moja karma, nic z moich założeń się nie spełnia, najważniejsze, że mam pokarm. Będę odciągała i karmiła butelką. Po wyjściu ze szpitala poprosiłam o pomoc konsultantkę laktacyjną, a właściwie mama moja poprosiła, bo ja się już poddałam. To mi pomogło najbardziej. W ciągu tygodnia przystawiłam dziecko do piersi (jednej), bo drugiej ciągle nie chciał. Potem były wzloty i upadki. Zweryfikowałam swoje poglądy. I chcę przestać karmić po 6 miesiącu. Mąż mnie krytykuje, że się za szybko poddaję, ale karmienie ciągle z jednej piersi co 2 godziny (bo przestał pić z butelki) jest koszmarnie bolesne. Brodawka nie ma nawet czasu się zgoić, odpocząć. Ale mężczyźni tego nie zrozumieją nigdy. Moja rada dla wszystkich. Słuchajcie rad wykwalifikowanych osób, ale też nie dajcie się zwariować. Słuchajcie swojego instynktu i róbcie wszystko, żeby karmienie dziecka nie ważne czym, dobrze się wam kojarzyło i wywoływało dobre emocje.

  • Ula

    Bardzo chciałam karmić piersią i mimo cesarki laktacja się rozkreciła. Ból przy każdym karmieniu był ogromny od początku ale miałam nadzieję wytrwać. Gdy mój syn miał 2tyg przyleciała do mnie Mama ‚by pomóc’. Chciała dobrze, a wyszło źle. Zaczęły się wyścigi do łóżeczka maluszka – kto pierwszy, ten sobie poprzytula. Mimo iż łóżeczko stało przy moim łóżku w sypialni zakradała się i zabierała mi synka ‚w dobrej wierze’, bo po co ma mi płakać – lepiej żebym się wyspała. A ja budziłam się czując, że piersi mi prawie eksplodują, znajdując Mamę z moim płaczacym dzieckiem zamkniętą w innym pokoju by mi nie przeszkadzać. Próbowałam tłumaczyć,że to noworodek – musi jeść, że płacze bo jest głodny. Nie docierało! Czułam się jakby mi ktoś kradł dziecko. Nawet podczas karmienia była tuż obok głosowała go po główce. Nie miałam tej cudownej intymności podczas karmienia jak przed przybyciem mamy. Zaczęłam się co raz bardziej denerwować, stresować całą sytuacją. Zaczęły się zastoje w piersiach, syn zamiast jeść co 2-3h po prostu wisiał na mnie non-stop. Gdy nie był przy piersi płakał przeraźliwie i nie dało się go w żaden sposób uspokoić.Spał po 30-40 min i znów płacz, pierś, uspokajanie.
    Mama wyjechała po 1,5tyg. Poczułam ulgę, ale przez tą całą sytuację straciłam pokarm. Dowiedziałam się o tym gdy na kolejnej kontroli okazało się,że synek przybrał tylko 80g przez ostatnie 2tygodnie. Zgłosiłam się do poradni laktacyjnej ale nie byłam w stanie karmić. Przez ostatnie tygodnie synek tak mi zmasakrował piersi, że ja płakałam karmiąc go, a ból był tak ogromny pomimo prawidłowego przystawiania, że pokarm nie leciał i non stop tworzyły się zastoje, których nie dałam rady ściągnąć. Karmiłam ile tylko mogłam płacząc nad własnym dzieckiem, a później dokarmiając go mlekiem modyfikowanym. Tak bardzo było mi przykro,że nie mogę się cieszyć tymi ‚naszymi’ chwilami. Udało mi się na nowo rozkręcić laktację, ale syn mając 6tyg już nie chciał piersi, wybrał butelkę. zaczęłam ściągać pokarm ręcznie-nie laktatorem,bo nie byłam w stanie ze względu na ból. Teraz mój synek ma 4,5 miesiąca, ja nadal ściągam pokarm przelewam do butelki i tak go karmię. Cieszę się, że choć w ten sposób dostaje mój pokarm. Niestety nie jestem w stanie wymazać żalu do swojej mamy za zrujnowanie mi karmienia piersią. Żałuję, że jedyne skojarzenia z tym związane, to ból i żal. Po cichu mam jednak nadzieję,że kolejne dziecko wykarmię piersią.

  • Kamila

    Moja przygoda z karmieniem trwała 11 miesięcy, i pewnie trwała by dalej, gdyby nie dolegliwości… Może gdybym miała przy sobie kogos, kto by pomógł uporać się z nimi… Od początku chciałam karmić piersią. Było to dla mnie tak oczywiste, naturalne, no i świadomość tego, że jest to najlepsze dla dziecka i co tu dużo mówić, najwygdniejsze i najbardziej ekonomiczne. Pamiętam to dziwne uczucie, kiedy synek po raz pierwszy został przystawiony do piersi… To jest nie do opisania! Jednocześnie natychmiast piersi przestały być obszarem seksualności… Bałam się również tego, jak da się pogodzić te dwie sprawy, ale zupełnie niepotrzebnie.
    Samo karmienie piersią było na prawdę cudowną przygodą, którą doceniłam, jeszcze bardziej w momencie odstawienia od piersi – do dziś karmię synka biorąc go na ręce i tuląc jak dawniej! Oczywiście nie obyło się bez problemów. Nawał pokarmu, który rozpoczął się już w szpitalu – twarde, nieco bolące piersi, niedoświadczone w karmieniu, a tym bardziej w odciąganiu pokarmu… Pierwszy miesiąc w domu wyglądał podobnie – pokarm trzeba było odciągać, zwłaszcza wieczorem i w nocy – magazynowałam go na „czarną godzinę”. Gdy wszystko się unormowało, pojawiły się jakieś w miarę stałe godziny karmie, pojawił się kolejny problem – prawdopodobnie tzw. kryzys 3-go miesiąca – synka musiała przez kilka dni dokarmiać, ale zawsze najpierw pierś, potem butelką!
    Dziś, kiedy synek je już „normalnie”, i pije sztuczne mieszanki tęsknię to tych chwil! Do tej wygody i niezależności! Obojętnie gdzie byłam, i jak długo nie musiałam martwić się o to, czy synek będzie miał co zjeść, pakować wszystkiego i czuć się jak „wół: dźwigając te wszystkie tobołki… No i noce… Teraz, gdy synek raz chce mleko, innym razem nie, nierzadko zdarza się że muszę zostawić go krzyczącego i biec do kuchni przygotować porcję mleka.
    Teraz, kiedy okazało się, że po raz kolejny jestem w ciąży podejmę tę samą decyzję i jeśli tylko natura mi pozwoli ponownie będę karmić piersią. Jedyne co zmienię to to, że od początku zadbam o piersi, zwłaszcza o brodawki, które po tak długim czasie karmienia, kiedy synek była już coraz „silniejszy”, stały się suche, obolałe, trudne do zagojenia przy doraźnym leczeniu… Gdybym robiła to profilaktycznie, zanim zaczęły się problemy, kto wie może karmiłabym do teraz piersią! Robiłam to zawsze z dumą! I czułam się z tym dobrze!

  • Barbara

    Chciałam karmić. Bardzo. Najpierw walczyłam o to, zeby noworodek, który wolał butelkę od piersi, zechciał ssac. Urodził się duży, był często głodny, wiec całe dnie spędziłam przy poduszce do karmienia. Nie mogłam nigdzie wyjść, nawet ugotowanie obiadu było wyzwaniem. Miałam dość, a jednak uparcie odmawialam dokarmiania. Przecież pokarm był! W końcu się zlamalam i… Zmianę na lepsze odczulismy oboje. Moje dziecko uspokoiło się,jest radosne. Podziwiam mamy które karmią wyłącznie piersią. Ale nic za wszelka cenę. I jeszcze wniosek na koniec: super, ze promuje się naturalne karmienie. Ale jednocześnie zaszczepia się przekonanie ze mleko modyfikowane to najgorsze co można zrobić własnemu dziecku. A przecież to nieprawda!

  • Aneta

    Bardzo chciałam karmić piersią, było to dla mnie po prostu oczywiste i naturalne. Zaraz po porodzie zostałam podpięta pod kroplówkę i nie mogłam karmić synka, nie byłam po prostu w stanie i pierwsze godziny życia spędził z butelką. Później nie umieliśmy się dopasować, nie umiałam go ułożyć, on nie umiał się dobrze przyssać. W ruch poszedł laktator, bo piersi były pełne pokarmu, i znów butelka, ale już z moim mlekiem. Przychodziła do mnei wtedy położna środowiskowa i nakłaniała mnie do przystawienia malucha do piersi. Przystawiałam go i płakałam jednocześnie, piersi bolały, sutki krwawiły, ale nie poddałam się i po 3 ciężkich dniach i nocach załapaliśmy. Minęło 8mc, mały dalej jest aktywnym ssakiem. Miałam problemy z zastojem pokarmu, z bolącymi sutkami, z wrażeniem, że jest go za mało, ale mały ciągle je głównie pierś. Podaję mu już inne jedzenie, ale pierś jest numer 1. Chcę karmić jak najdłużej mogę. Jest to dla mnie coś pięknego, czuję się wtedy niesamowicie blisko mojego malucha. :)Chociaż czasami nocne wstawanie wykańcza mnie.

  • Karolina

    Ja karmię mojego syna 10 miesięcy i chcę go karmić tak długo jak on tego będzie chciał.
    Ale początki nie były łatwe. Poród odbył się z komplikacjami i skończył cc. Po operacji zostaliśmy z synem rozdzieleni. Niestety moje marzenie o położeniu go na brzuchu i nakarmieniu nie mogło się spełnić. Dodatkowo było niebezpieczeństwo krwotoku, więc dostałam leki po których nie mogłam karmić. Syna mogłam przystawić do piersi dopiero po 15 godzinach od porodu. Potem były poranione brodawki, Maluch który nie potrafił chwycić sutka, opinie położnych że muszę dokarmiać bo nie jestem w stanie tak dużego dziecka (5140 g) piersią wykarmić. Nie zniechęciło mnie to, walczyłam o laktacje. Od początku wiedziałam że chce kp i że będę karmić. Były chwile zwątpienia, ale wtedy mąż mnie wspierał i dodawał sił.
    Teraz nie wyobrażam sobie podania dziecku mm. Bo po co, skoro to co najlepsze jest w nas?! I ta niesamowita więź podczas karmienia. Uwielbiam jak syn podczas karmienia się we mnie wtula, patrzy w moje oczy, i delikatnie uśmiecha. To są najpiękniejsze chwile, tylko nasze, które będę do końca życia wspominać.

  • Andzia

    Od początku ciąży wiedziałam, że będę karmić piersią, choć wiedziałam, że może nie być kolorowo i pięknie jak na fotorafiach. Nawału nie uświadczyłam, nie wiem czy go nie było, czy Mała na bieżąco ściągała, bo w szpitalu ( leżałam 5 dni po cesarce) właściwie nic innego nie robiłyśmy tylko leżałyśmy w łóżku i spałyśmy lub karmiłam. Po powrocie ze szpitala karmienie co godzinę albo częściej i zaczęły się „dobre rady” na które reagowałam oczywiście dość nerwowo. Na szczęście mój mąż szybko gasił doradców. Ze szkoły rodzenia wynieśliśmy przede wszystkim informacje: nie ma czegoś takiego jak za chudy pokarm, za mało pokarmu. Jak jest za mało karmi się częściej i tyle. W trzecim tygodniu apogeum: Przerwa w karmieniu nie większa niż 15 m. dziecko nie śpi – obłęd. Do tego zastój pokarmu. Na szczęście mama w pogotowiu! Przyjechała pomasowała piersi, zajęła się Małą, żebym mogła odpocząć i po trzech dniach wszystko wróciło do normy:) Co prawda nadal karmię co godzinę ( w porywach 1,5 h, chyba, że Mała śpi to wtedy dłużej), gdy tylko nie osłonie piersi przed wyjściem na dwór kończy się to zastojem, albo zatkaniem kanalika, no i przez mały przyrost ciała poddałam się troszkę i przed kąpielą daje MM, ale przestałam sobie robić wyrzuty. W końcu wszystko jest dla ludzi, a karmienie MM nie czyni cię złą matką. Każdy ma wybór i robi tak jak mu wygodniej. Dzięki tej ciąży nauczyłam się jednego – nie zapierać się, bo życie i tak wszystko weryfikuje, a ośli upór czasem bardziej krzywdzi. Teraz po 10 tygodniach wiem, że to co robie jest dobre i będę to kontynuować jak długo się da! Zapomniałam wspomnieć: Szpital w Czarnkowie nie uznaje dokarmiania butelką, po cesarce również. Pomagają, przystawiają i dzięki nim i położnej środowiskowej moja przygoda z karmieniem w ogóle mogła zaistnieć

  • Od pierwszych chwil jak tylko dowiedziałam się,że o noszę pod sercem nasz drugi cud wiedziałam,że będę karmiła piersią.Nie czułam się do końca spełniona jako matka,mimo,że było to nasze drugie dziecko.pierwsze dziecko wcześniak,wiele komplikacji i dwa miesiące spędzone w szpitalu.ale laktację udało się utrzymać i karmiliśmy się 4 miesiące.dla mnie zdecydowanie za mało.
    Kiedy córeczka urodziła się od razu wiedziałam,że będziemy się karmić.dla mojego męża było to całkiem naturalne i jest do dzisiaj.Bardzo lubi być przy nas podczas karmienia.Dziś córka ma pół roku.Nie obyło się bez komplikacji:ponadrywane brodawki w trzecim tygodniu karmienia i grzybica piersi w szóstym przeniesiona przez pleśniawki.Ale daliśmy radę,chociaż mąż widząc moje cierpienie podczas karmienia powiedział,abym dala sobie spokój.To był tyko jeden raz,bo do dziś bardzo wspiera mnie w mojej decyzji.Dlaczego się karmimy?
    -bo nie ma nic lepszego dla dziecka,wzmacnia odporność,wszyscy kichali i wirus krążył,a nasza córeczka zdrowa jak ryba
    -bardzo to lubimy i ja i córka.Ta bliskość jest wyjątkowa.
    Jednak największe znaczenie w karmieniu ma podejście i wsparcie bliskiej osoby.U nas mąż nie widzi problemu w publicznym karmieniu córki.Przecież nie świecę cyckami,tylko zaspakajam potrzebę swojego,naszego dziecka.Wsparcie jest bardzo ważne,ale tez i własna determinacja i decyzja czy karmić czy nie.Ja naszych chwil nie zamieniłabym na butelkę.Kocham oboje swoich dzieci tak samo.Ale dopiero teraz czuję się jak pełnowartościowa,może nie do końca spełniona matka,bo marzy misie trójka.Będziemy się karmiły tak długo jak tylko będzie potrzebowała moja pociecha.

  • Jestem mamą 8 miesięcznego synka i z dumą mogę powiedzieć, że karmię piersią i zamierzam robić to jeszcze długo. Początki nie były łatwe-mały urodzil się zupełnie niespodziewanie przez cesarskie ciecie w 36 tygodniu, od razu po porodzie został zabrany do inkubatora, nawet nie położono mi go na brzuchu. Przez pierwsze dwie doby mogłam jedynie z wielkim wysilkiem i pokonując własny ból dreptać do niego,aby przez chwilę popatrzeć. Oczywiście nietrudno się domyśleć,że i pokarmu w piersiach nie bylo. No bo jak mial być,skoro nie dość,że psychicznie nie bylam jeszcze gotowa na poród, a poza tym dziecko leżalo z dala ode mnie. Na szczęście po dwóch dniach synek został do mnie przyniesiony, pierwsze przystawienie do piersi-porażka,nawet nie chciał wziąć do buzi,jedynie się wtulił i tak leżał. Bałam się,że moje karmienie piersią kończy się, zanim w ogóle zdąrzyło się zacząć. Jednak kolejna próba-i okazało się,że jest postęp, dziecko ssie! Niestety położna źle pokazała mi,jak przystawić do piersi,co poskutkowało obolałymi sutkami i tym,że mały zwyczajnie się nie najadl. Na szczęście poprosiłam o pomoc inną panią położną,która cierpliwie pokazala mi co i jak! I dzięki niej osiągnęłam sukces! Kiedy mały został zabrany na naświetlania z powodu żółtaczki ja siedziałam i ściagałam mleko do pojemniczka-wiedziałam,że to bardzo ważne, aby w tych pierwszych dniach dostawal mój pokarm! No i zaczęlo się karmienie na pełen etat! Kiedy już byliśmy w domu,wiele razy bylo tak,że Filip chciał leżeć przy piersi calymi dniami-słyszałam od bliskich-może się nie najada?Może dokarmic mm? Ja jednak czułam,że on jest najedzony tylko po prostu potrzebuje bliskości. No i mialam rację,bo okazalo się,że na wadze przybiera w szalonym tempie. Dziś szczycę się tym,że moje dziecko nigdy nie dostało mm. Kocham karmić piersią! Kocham te chwile, kiedy leżę ze swoim dzieckiem przy piersi,kiedy on wpatruje mi się w oczy,uśmiecha się. Karmienie to jeden z najpiękniejszych aspektów macierzyństwa.
    Pisałam o tym nawet ostatnio na moim blogu http://mama-filipka.blogspot.com/2013/11/6-powodow-dla-ktorych-warto-karmic.html

    A na Pani blogu od dzisiaj będę stalym gościem!

  • Aga

    My się kp pół roku 🙂 Karmię tylko dzięki książce dr Gugulskiej i jednej jedynej wspaniałej położnej na porodówce,która wytłumaczyła mi od AdoZ jak to robić dobrze.Gdyby nie te dwie rzeczy myślę,że jak niektóre matki-podawałabym mm.
    Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie nie kp po pierwsze – kuchnia ze sobą 24/7,w nocy tylko odpinam biustonosz i karmimy się na śpiocha, świeże mleko zawsze o odpowiedniej temperaturze, najlepiej przyswajalne i lekkostrawne.Oczywiście nikt nie mówił,że będzie łatwo i przyjemnie bo odkąd syn skończył 1,5m-ca męczą mnie obrzęki a w ich konsekwencji zastoje czyli ból niemiłosierny ale nie poddałam się i myślę,że dopóki nie skończy 2 lat nie poddam się.
    Korzystałam z doradztwa laktacyjnego myśląc,że coś robię źle ale okazało się,że wszystko robię dobrze a przyczyna zastojów nie jest znana…
    Według mnie przy piersi najłatwiej jest zaobserwować rozwój swojego dziecka. Jeszcze miesiąc temu był dzieckiem które tylko ssie ewentualnie pogłaszcze pierś a dzisiaj ściska, tuli się do niej sam bierze w ręce i wsadza sutkę do buzi – jest to niesamowite 🙂

  • Kazara

    Karmienie piersia to najpiekniejsza rzecz jaka moge dac mojej coreczce karmie juz moja druga coreczke pierwsza ssala cyca 9m druga corcia ma 3m i mam nadzieje karmic ja jak najdluzej ale nie oszukuje ze poczatki byly latwe. mysle ze gdyby nie moj upor to pierwszej corci nie karmila bym tak dlugo. ale dzieki temu ze juz w ciazy szukalam informacji na temat karmienia piersia (ale takich prawdziwych polecam ksiazke p.t. karmic piersia i co dalej? ) udalo sie. Jednak mysle ze w Polsce po pierwsze brakuje edukacji i rzetelnej informacji o karmieniu piersia nie zawsze jest dostep do poradni laktacyjnych i do doradczyn zaraz po porodzie w szpitalu a czasami to wrecz dramat jakis. zmoja druga corcia spedzilam 8 dni w szpitalu po porodzie przez sale na ktorej lezalam przewinelo sie kikka wspanialych mam ktore bardzo chcialy karmic piersia a przez brak informacji i nierzetelna pomoc niestety jedna z nich dala butelke juz w szpitalu bardzo chcialam jej pomoc ale ja nie posiadam tak fachowej wiedzy a jak przyszla pani z poradni laktacyjnej to ok super pokazala raz co i jak ale jak sie spytalysmy czy mogla by przyjsc do nastepnego karmienia pomoc to okazalo sie ze jest jedna na caly szpital(a to najwieksza porodowka w wlkp)i ze mimo checi nie jest wstanie pomoc za 3h a jak wiadomo poczatki sa najwarzniejsze. I jeszcze jakies dziwne mity o karmieniu piersia ktorych sama padlam ofiara za pierwszym razem a ktore czesto zniechecaja mamy do karmienia u. mnie przy pierwszej corce byl jeszze problem bo jak ona caly dzien byla przy cycu i nie dala sie odlozyc do luzeczka a spala po 10 minut i znowu do cyca i moja rodzina wmawiala mi ze ona jest glodna ze napewno nie mam pokarmu albo jest nie tresciwy a ja na sile im udowadnialam ze mam pokarm i ze jest tresciwy odiagajac i pokazujac a mala super przybierala na wadze co dla mnie bylo wyznacznikiem ze mam dobry pokarm i jest go wystarczajaco a mala poprostu byla tulakiem i do dzis mimo ze ma 2 lata w nocy przychodzi spac do mamy i sie tulac 🙂 ale nie wiedza i brak wsparcia czesto prowadzi do tego ze mamy nie karmia piersia choc czasami co stwierdzam ze smutk mamy sa wygodne i daja butelke bo dzidzia spi bo mozna wyjsc bez problemu bez dziecka jesc wszystko pic wszystko i jest im tak wygodniej no coz staram sie nie potepiac gdy ktos daje butelke ale czasami jak slysze ich argumenty to mam ochote spytac czy ta osoba naprawde jest mama. Barzo bym chciala aby w Polsce powstala jakas duza kampania nie tylko promujaca karmienie piersia ale i taka informacyjna dla wszystkich przyszlych mam i zeby dostep do doradczyn laktacyjnych zaraz po porodzie czyli w najwarzniejszym.momecie byl zawsze a nie tylko od pon. do piatku i jak sie uda. a swoja droga to bylo by super gdyby wszystkie polozne na oddziale poporodowym byly w tym kierunku przeszkolone. bo tak trafilam ze co przychodzila polozna lub pielegniarka gdy dziewczyny sobie nie radzily a dziecko plakalo to mowily co innego i nawet namawialy na smoka i butle :(. I na koniec chce apelowac by sie nie wstydzic karmic piersia i robic to wtedy gdy dzidzia jest glodna nie warzne gdzie to jest ja moje dziewczyny karmilam wszydzie na zakupach u lekarza na basenie plazy itp. i nie wstydzcie sie to jest naturalne a dziwi mnie ze jak ktos daje butelke to jest ok a jak cyca to sensacje wzbudza mimo ze zawsze staram sie zaslonic pieluszka odkryta czesc cyca to reakcje bywaja dziwne

  • Eliza

    Ja od zawsze chciałam karmić piersią, jednak początki były koszmarne. Brak wsparcia w szpitalu, ja obolała po porodzie, wisząca co 3 godziny na laktatorze, w którym nic się nie pojawiało. Dziecko dokarmiane mm. Pierwsze tygodnie to karmienie, ściąganie, dokarmianie – i tak przez całą dobę. Słabe przyrosty wagi, ulewanie. Marzyłam o tym, żeby karmić chociaż 3 miesiące. W końcu połamał mi się laktator ręczny, a dziecko dostało Nutramigen na domniemaną alergię. I to był przełom – dziecko nienawidziło Nutramigenu (wcale mu się nie dziwię) i „wisiało” prawie non stop na piersi. Po czym, jak przy użyciu czarodziejskiej różdżki – pokarmu było wystarczająco. I tak się już karmimy 37 miesięcy 🙂 Nie przeszkodził mój powrót do pracy i podawanie butelki ze ściągniętym mlekiem (ściągałam prawie rok!), uzębienie dziecka, ani nawet mój kilkudniowy pobyt w szpitalu.
    Lekarze patrzą na mnie jak na wariatkę, znajomi też. Bo przecież ile można. Nie chce mi się nawet słuchać ich płytkich, subiektywnych argumentów nie popartych żadnymi dowodami naukowymi. Ale mam wsparcie w siostrze – ona karmi już ponad 30 miesięcy. Także to u nas rodzinne 🙂

  • marja

    Od początku ciąży bardzo chciałam karmić naturalnie, ale obawiałam się, że nie będę miała pokarmu. Dziś wiem, że to mit. Drugim mitem jest myślenie, że każda matka od początku wie jak to robić. Cieszę się, że Pani jest pomocna na oddziale dla mam. Ja też miałam bardzo pomocną położną do 15.00 ale wydaje mi się, że jest to zdecydowanie za krótko. Każdy szpital niemal wywiera presję na kp, ale niestety nie daje odpowiedniej pomocy, aby to robić. Po 15 nie ma już Pań położnych od laktacji. „Zwykłe” położne na oddziale sugerowały koleżance, której dziecko było płaczliwe i karmione piersią, aby od początku trzymać dietę. Nie jeść jogurtów, jajek, sosów itp. Inaczej mówiły panie od laktacji. Po 15 trzeba było za każdym razem prosić o przystawienie, na szczęście ze mną był mąż, więc on mi pomagał. Byłam po cc, więc siłą rzeczy nie miałam jeszcze super sprawności. Przy pierwszym dziecku w dodatku po cc noc – wstawanie z wysokiego niewygodnego łóżka i karmienie było dużym wyzwaniem. Oczywiście 2 położne na cały oddział to jest kropla w morzu potrzeb. Właśnie najczęściej w nocy synek był dokarmiany, bo położne nie pomogły przy karmieniu. Jeszcze potrafiły powiedzieć, że na dokarmienie jest jeszcze za wcześnie i dziecko może boleć brzuszek. Na moją odpowiedź, że chce jeść i nie będę go męczyła dały mleko, ale nawet nie zaproponowały pomocy przy karmieniu. Mogę powiedzieć, że u mnie o kp zadecydowało chyba pomyślne zrządzenie losu, duża chęć, jak też wiedza o tym, że pokarm mamy jest najzdrowszy (czyt. najlepiej przyswajalny, ma przeciwciała itp.). Synek jest dość spokojny, od początku lubił ssać. Pomimo różnych perturbacji w kolejnych miesiącach chciałam wytrwać i udało się:)Karmię synka 10 msc. Oczywiście po pierwszym porodzie znam swoje prawa i mam już pewne doświadczenie, więc na pewno byłabym bardziej stanowcza w swoich prośbach o przystawienie dziecka.

  • Basia30

    mhhm to było straszne, do tj pory odczuwam dyskomfort karmieniem a już jest ponad dwa tygodnie, jak nie sutek jest podrażniony, po bolesnym zapalenie sutka mam takie delikatne już bóle. czy wolę karmić piersią? nie wątpliwie jest to ułatwienie w karmieniu, nie muszę czekać na gotującą wodę by zrobić mleczko, jest mi trochę trudno bo czekam aż sie to wszystko unormuje, bo mam bardzo dużo pokarmu, mogłabym mieć jeszcze jedno dziecko.karmienie piersią jest fajne, ale wtedy kiedy cię nić nie boli, ze panujesz nad laktacją , a to czasami nie jest tak, jest to porostu nie zależne od demnie i nad tym ubolewam, ponieważ nie miałam możliwości mieć opieki co do jak karmić piersią i jak za nad tym zapanować. co do innego karmieia to jest tak, ze jeśli kobiety mają możliwość karmieniu piersią niech korzystają,jeśli się rodzi w bólach i ten ból sie przetrzyma dla maleństwa

  • Basia30

    przepraszam dwa miesiące

  • Costa

    Karmienie piersią jest cudowne, naturalne, wyjątkowe i intymne. Różnie bywało. Różne wyzwania stawiało przede mną – jako mamą, ale dziś mogę powiedzieć – dałam radę. Karmię Córeczkę już 33 miesiące 🙂

  • Paula

    oczywiscie karmie piersia juz drugie dziecko.Przeraza mni co sie dzieje,ze w moi otoczeniu wiele mam wybiera sztuczna mieszanke z masa chemicznych dodatków i ulepszaczy. czesto zastanawialam sie dlaczego ale teraz juz wiem. typowa sytuacja wyglada tak:dziecko po porodzie,ktore czuje sie zle w nowym swiecie chce caly czas byc przy piersi, zje troszke,za chwile sie budzi bo malutki zoladek potrzebuje lyzeczke mleka aby sie najesc.A ze pokarm mamy jest latwoprzyswajalny i szybko trawiony to dziecko co troszke sie domaga. co mysli matka? „mam slaby pokarm,dziecko sie nie najada,nie spi,ciagle chce ssac itd itp.” I nagle pojawia sie butelka, a w niej „pasza”. dziecko zjadlo i…spi wiele godzin co utwierdza matke w przekonaniu ze miala slaby,malo kaloryczny pokarm.Mleko modyfikowane jest dla małego dziecka o wiele cięższe do strawienia niż mleko mamy. Organizm w pewien sposób wyłącza większość funkcji życiowych, usypia je, i skupia się na trawieniu pokarmu, który mu dostarczono. Uwazam,ze kazda matka moze wykarmic swoje dziecko-WYSTARCZY CHCIEC. Pozdrawiam

  • kasia

    Jestem kolejną szczęśliwą karmiącą piersią mamą:) Mój synek ma w tej chwili 6,5miesiąca i nadal „cyckujemy”:) Fakt ten cieszy mnie tym bardziej ze początki mieliśmy strasznie trudne. Maluch urodził się przez cesarskie cięcie, miał arytmie. Nie było mowy o chwilach bliskości i próbach naturalnego dostawienia do piersi od razu po porodzie. W chwili przyjścia na świat mój skarbek wylądował w inkubatorze, ta sytuacja wymagała karmienia mm. Jeszcze w szpitalu ściągałam mleko ręcznie i chodziłam z kilkoma mililitrami siary na odział intensywnej terapii aby mały dostał ode mnie to czego najbardziej potrzebował. Po wyjściu do domu nie odklejał się ode mnie ale było to zaspokajanie potzreby bezpieczeństwa a nie jedzenie i mały strasznie schudł. Dostałam zalecenie aby dokarmiać sztucznie ale jakiś wewnętrzny głos nie pozwalał mi na to. Używałam laktatora i podawałam ściągnięte mleko butelką aby kontrolować ilość mleka. Dostawiałam do piersi i ściągałam mechanicznie i tak na zmianę przez jakieś 2 miesiące aż młody pięknie przybrał. Od tego momentu laktacja się rozkręciła i wystarcza dostawianie do piersi. W tej chwili synek waży 10kg i jestem z nas strasznie dumna bo jest to nasz wspólny sukces:)

  • Mama Ania

    Witam wszystkie „Piersióweczki”. Tak się cieszę, że jest tyle świadomych mamuś, które nie rezygnują ze skarbu w jaki wyposażyła nas natura/Bóg czy w kto co jeszcze tam wierzy…
    Ja karmię już ponad 1,5 roku. I widzę jaki pozytywny wpływ ma to na mojego synka.
    1. Nie choruje.(w ciągu póltorej roku zdarzyły się 2 katarki i trzydniówka, mimo że miał dosyć bliski kontakt z chorymi na wirusowe choroby)
    2. Ma duże poczucie bezpieczeństwa (nie boi się obych).
    3. Bardzo dobrze rozwija się intelektualnie (zna już prawie wszystkie litery alfabetu,uwielbia książeczki – wiecie, że w Japonii są tworzone klasy osobne dla dzieci karmionych sztucznie i piersią, tak różnią się między sobą intelektualnie!!! – /info od położnej ze szkoły rodzenia
    :-)/

    Początki naprawdę nie były łatwe, bo miałam cesarkę, a synuś żółtaczkę fizjologiczną i za krótkie wędzidełko, więc zanim się zgraliśmy popłynęło dużo łez. Ale bardzo pomogła nam położna ze szpitala. I będę jej za to wdzięczna do końca życia!!!
    Nie ominęło mnie również zapalenie piersi, zatkane kanaliki, niechęć do ssania przy ząbkowaniu, pogryzienia, ale nie zamieniłabym naturalnego karmienia za nic na świecie i bardzo dziwię się mamom, które tak szybko bez żadnego zastanowienia i refleksji rezygnują z karmienia piersią…
    Jak długo będę karmić? Jak długo synuś będzie chciał :-).

  • Mama Ania

    I jeszcze coś dla wszystkich mam – tych karmiąch piersią i sztucznie.
    Zobaczcie porównanie składu mleka modyfikowanego z tym z piersi.
    Daje do myślenia…
    http://www.bcbabyfriendly.ca/whatsinbreastmilkposter.pdf

  • kaja

    Karmię synka, który ma 8,5 miesiąca. Niestety karmię przez kapturki, bo mam płaskie brodawki i duże piersi i synek miał problem ze złapaniem piersi albo jak złapał to mu się wysuwała. I tak jestem zadowolona, że mogę karmić, mleka mam dużo. Trochę jest niewygodnie, bo te kapturki ciągle spadają, trudniej jest przystawić, zwłaszcza w plenerze, trzeba je ciągle myć, pamiętać żeby je zabrać itd. no ale zrobię wszystko żeby moje dziecko nigdy nie miało w ustach tego białego proszku rozmieszanego z wodą zwanego mm. Lubię patrzyć jak synek je, jak patrzy się na mnie z rozkoszą i pojękuje połykając 🙂 Mam nadzieję karmić jeszcze długo, zobaczymy, ale myślę, że minimum 2 lata.

  • Justyna

    Jestem po dwóch cesarkach. Syna karmiłam 14 miesięcy i sam się „odstawił”, a ja nie nalegałam (grzybica brodawek). Córkę karmię już prawie 3 lata, skończymy, kiedy ona zdecyduje.
    🙂

  • Alicja

    Witam, początki mojego karmienia były koszmarne -na drugi dzień nawał mleczny, poranione brodawki z których ciekła krew, przez dwa tygodnie leżałam w kapuście i żelkami chłodzącymi. Każde karmienie było dla mnie jak skurcze porodowe -w sekundzie byłam sztywna i mokra z bólu, karmiłam przez zaciśnięte zęby. Ale wytrwałam!:) Potem kryzys bo piersi już nie były tak napięte i bałam się że dziecko się nie najada, ale na szczęście dzięki pani Kasi wiem że to bzdura i powtarzam każdej mamie która ma podobne wątpliwości:) Kolejnym etapem były śluzowate kupy i krew w stolcu -miesiąc czasu -alergia na białko. Mimo mojej rygorystycznej diety było coraz gorzej (jadłam już tylko ryż i kaszę Sinlac dla alergików)- za namową naszego pediatry, który sceptycznie podchodził do mojej diety zaczęłam dokarmiać z myślą o zaprzestaniu karmienia na rzecz mm. BŁĄD! Wylądowaliśmy w szpitalu z powodu biegunki – kolejna chwila zwątpienia -myślałam że szkodzę swoim pokarmem dziecku, aż w końcu pewien lekarz powiedział mi że biegunka wcale nie musiała być efektem alergii a jakiejś bakterii której się nie bada w stolcu (badają jedynie pod kątem dwóch bakterii). W szpitalu zalecili dietę eliminacyjną i karmienie piersią jako najlepszy sposób walki z alergia. Mały jeszcze długo robił śluzowate kupy co mnie martwiło aż doszło do szczepienia po którym mały z dnia na dzień z 9 kup nie zrobił wcale, potem unormował się do jednej dziennie. Dziecko ma w tej chwili 8 miesięcy i nadal karmię i zamierzać dopóki sam nie zrezygnuje z cyca:)

  • zuza

    bardzo chciałam karmić piersią i prawdę mówiąc, nie przewidywałam problemów. Przecież to takie „naturalne” i proste i wygodne… W szpitalu na patologii (ciąża przenoszona 2 tyg) nie zgodziłam się z tego powodu na cesarkę, chciałam karmić od początku i mieć dziecko na brzuchu przez pierwsze godziny po porodzie. Zdecydowałam się na trzecią próbę wywołania, tym razem skuteczną, jednak zakończona próżnociągiem. Po porodzie synek leżał na moim brzuchu przez 3 godziny, nie zainteresowany jedzeniem w ogóle. Położna spróbowała go przystawić, ale po pierwszej nieudanej próbie stwierdziła, że widocznie nie jest głodny. Podobnie w nocy – położna przychodziła dopytywać się o to, czy zrobiłam siusiu (ponoć bardzo ważne) ale nie pomogła mi w przystawieniu dziecka. Koleżanki z sali pocieszały, że dziecko może nie jeść nawet dobę po porodzie. Rano okazało się, że synek ma żółtaczkę i zabrano go do inkubatora. Przychodziłam na karmienia, różne położne walczyły dzielnie, by pomóć go przystawić, jednak bezskutecznie (mam duże piersi i płaskie brodawki, synek przez żółtaczkę był apatyczny), udało sie tylko raz, poza tym był karmiony mieszanką ze strzykawki, a ja po nocach usiłowałam odciąganiem rozkręcić laktację. Jedna z położnych zasugerowała nakładki – dzięki nim synek zaczął piersi łapać, ale z nich nie ssał. Tak to wyglądało przez mniej więcej 2 pierwsze tygodnie, także po powrocie do domu: najpierw przystawianie (krzyki, płacz, lub spanie) potem karmienie moim odciągniętym pokarmem (przeważnie ok połowa posiłku) a na koniec dokarmianie mieszanką. Po 2 tyg synek zaczął ciągnąć mi z piersi i po jakimś czasie, mimo że karmienia szły jak po grudzie (przysypiał, udawał że ssie itp – trwało to najczęściej ok 1,5 godziny) spróbowałam go nie dokarmiać. Skutek był taki, że po ok 2-3 tyg pediatra stwierdził, że syn „ma ok pół kg w plecy” i zaordynował dokarmianie przy każdym posiłku oraz większą częstotliwość (karmiłam 6-7 razy na dobę, bo częściej się po prostu nie dało). Dokarmialiśmy, częstotliwości podnieść się nie dało (karmienie nadal trwało 1,5 godziny, wcześniej niż po kolejnej 1,5-2 godz syn nie był zainteresowany jedzeniem i wybudzanie nie działało – ani mokra pieluszka, ani nawet zatykanie noska. Tak jest do dziś – jeśli zaśnie wiem, że muszę mu się po prostu dać wyspać, przeczekać 20 min czasem dłużej, bo inaczej nawet jeśli go wybudzę, to po minucie znów będzie spał). Synek przybierał, ale powoli. Do tego ja miałam częste zatory i zapalenia. 3 wizyty u konsultantek laktacyjnych (tylko certyfikowane, w różnych renomowanych poradniach), kilku pediatrów i 3 ginekologów przy okazji zatorów przekonały mnie, że każdy ma inne zdanie i każdy ma swój interes, a ich interesy są ze sobą sprzeczne. Pediatrzy byli zainteresowani wyłącznie tym, żeby syn przybierał, więc kazali dokarmiać; konsultantki były zainteresowane przede wszystkim tym, żeby dziecko jadło tylko mój pokarm, więc niektóre radziły dokarmiać tylko czasowo, inne spróbować nie dokarmiać, finał – kolejny spadek wagi, żadna nie udzieliła mi pomocy w kwestii zatorów; natomiast ginekolodzy byli zainteresowani wyłącznie zdrowiem moich piersi i radzili wprost, żebym „z moimi trudnymi piersiami” rozważyła zaprzestanie karmienia. Ponadto każdy najeżdża na każdego, na porządku dziennym jest podważanie wzajemne kompetencji, także między doradczyniami a także szpitalami! Ponadto dałam sobie „odebrać” nakładki, co zaowocowało potwornym bólem przy dostawianiu. Bolały nie tyko brodawki ale i wewnątrz, prawdopodobnie kanaliki. Przy okazji kolejne zatory. Byłam wykończona, płakałam karmiąc, jednak byłam tak zmanipulowana „inkwizycją laktacyjną” ze nie potrafiłam odpuścić sobie karmienia piersią, bo miałabym wyrzuty sumienia. Mąż początkowo mnie wspierał, po jakimś czasie doszedł do wniosku, że „karmienie piersią to zło” – widział mnie zapłakaną i sfrustrowaną, plus nieustanna walka o to, by dziecko przybierało choć trochę więcej. Moja mama początkowo namawiała mnie, bym nie rezygnowała (sama zrezygnowała z karmienia mnie bardzo szybko i chyba ma wyrzuty sumienia – zupełnie nie wiem czemu), ale po jakimś czasie też zaczęła się łamać. Przyjaciółki – karmiące różnie – też początkowo namawiały na karmienie naturalne, potem usiłowały podtrzymać mnie na duchu tłumacząc, że decyzja jest tylko moja a dla dziecka ważne jest, by nie być głodne i mieć szczęśliwą mamę. W końcu, przy kolejnym zatorze, pękłam i zaczęłam interesować się metodami zahamowania laktacji (nie chciałam zatrzymywać laktacji farmakologicznie) i podjęłam decyzję, że daję sobie 2 tygodnie na zaprzestanie karmienia piersią. Od tego czasu minął miesiąc, synek ma 3,5 miesiąca, dokarmiamy go po każdym posiłku 40 ml mieszanki lub tym, co mi „spadnie” z drugiej piersi do muszli, nareszcie przybiera sporo, waży już prawie 6 kg i wczoraj wskoczył w 10 centyl!!! Ale nadal karmię. Nie napinam się już, mój plan minimum to do skończenia 4 miesiąca, ale nie zamykam się w żadna stronę – nie wykluczam ani wcześniejszego zaprzestania, jeśli (odpukać) znów pojawią się zatory, ani tym bardziej karmienia do 6 miesiąca lub dłużej (głównie nocą, bo długie karmienia w dzień, a tego nie udało się zmienić, to uwiązanie mnie w domu, a ja bardzo źle znoszę samotność. Karmić „na zewnątrz” nie umiem – umiem karmić tylko w pozycji spod pachy i tylko z rogala lub stosu poduszek, więc „wyciągnięcie piersi” i nakarmienie synka gdziekolwiek odpada). Chciałabym stopniowo, od 5 miesiąca rozszerzać mu dietę (patrząc jak entuzjastycznie reaguje np. na krople z wit C – ach tak, przy okazji tych całych karmieniowych perturbacji dorobił się anemii – widzę, jak jest gotowy na nowe smaki), powoli zastępując kolejne karmienia innym jedzeniem. Jednym słowem – dla mnie karmienie piersią nie było wcale proste i naturalne, a wszystkim „najmądrzejszym” rozkręcającym laktacyjną histerię „podziękować”. Wybór metody karmienia należy do matki i nikomu nic do tego, jaką decyzję podejmie. Zwłaszcza, że argumenty przemawiające za karmieniem piersią są niby przekonujące, ale dookoła widzę zbyt dużo przykładów je podważających – moja siostra karmiła pierwszą córkę wyłącznie sztucznie – dziewczyna ma 20 lat i jest okazem zdrowia. Jej 10 lat młodsza siostra – karmiona już tylko naturalnie i to przez rok i 8 miesięcy – jest niejadkiem i alergiczką. Takich przykładów znam mnóstwo, a najlepszym przykładem jesteśmy my – całe pokolenie obecnych 30-40 latków, karmione prawie wyłącznie humaną – żyjemy, nie jesteśmy bardziej chorowici od innych pokoleń (a od młodszych – patrząc po ilości alergii wśród dzieci – nawet zdrowsi) i mamy różne relacje ze swoimi rodzicami ale na pewno nie zależą one od tego, czy byliśmy karmieni piersią czy nie.

  • Ola

    Choć ciąża przebiegala dobrze,to po 28 godzinach odchodzenia wód plodowych potrzebne bylo cesarskie ciecie. Dzialajace znieczulenie, zmęczenie i odczuwane ogromne zimno, wplynelo na to ze nie rozpoczelam od razu karmić piersią. Dopiero w 2 dobie po porodzie polozna pomogla przy stawić mi dziecko do piersi. Na szczęście od razu się udalo:-) na drugi dzień z piersi zaczela lecieć siara, choć w malej ilości. Karmilam pomimo strupow na brodawkach. Pomogla maść zmiekczajaca brodawki. Bardzo bolalo ale ani przez chwile nie myslalam ze nie dam rady:-) po 2 dniach mialam juz piersi pelne mleka. W szpitalu przystawialam dziecko na zadanie i pare razy oddalam dziecko do karmienia. pomimo nadal karmie piersia, 4 miesiecznego szczesliwca;-)

  • Jola

    Witam. Mój synek ma już prawie pełne 7 miesięcy. Do 6 miesiąca karmiłam wyłącznie piersią. W 7 miesiącu zaczęłam wprowadzać pokarmy uzupełniające. Jak na razie raz jemy więcej, raz mniej, ale pod osłoną piersi, właściwie jeszcze nie zmniejszyłam ilości karmień piersią, bo ilość dodatkowego pokarmu nie jest znacząca. Daję nam jeszcze trochę czasu. Jemy łyżeczką, bo Ignaś nie wie co to butelka. Przed chwilką rozmawiałam z koleżanką, która notabene nie ma dzieci, która mówi że ona by się nie bawiła w takie karmienie, tzn tak długo. Była zdziwiona, że nie używam butelki, wręcz powiedziała, że jest to ‚dziwne’. Zabolał mnie to. Zaczęłam się zastanawiać czy ja jestem wyjątkiem? Czy są jeszcze kobiety, które nie dają butli? Może ja faktycznie jestem dziwna. Bardzo chciałam karmić piersią, udało mi się, i tak jak wiele moich poprzedniczek uważam, że to piękne chwile i coś wspaniałego dla dziecka. Nie będę tutaj wyliczać zalet, wystarczy troszkę się tym zainteresować, poczytać. Już nigdy nie będę miała okazji wrócić się do tych czasów, gdy synek był taki malutki i to jest właściwie najlepszy start dla niego. Były różne przeboje z tymi piersiami, ale kto ich nie miał 😉
    Dziękuję ze tego bloga, potrzebowałam tych słów powyżej. Pozdrawiamy

  • aggy

    Karmilam piersią blizniaki 22 miesiące, urodzone w 34 tc przez cc. Prawie 2 tygodnie walczylam o laktacje przy dużym wsparciu personelu medycznego. Dziewczynki dostawały mleko przez sonde przez nos i w przerwach uczyly sie ssac. To bylo 7 lat temu, teraz oczekuje 3 dziewczynki I tez zamierzam karmić piersią, myślę że będzie dużo łatwiej 🙂

  • Asia

    Witam 🙂 jestem mamą 2 córek 11 i 2 lata. Tak wiem są już duże ale obydwie karmiłam tylko piersią pomimo, że pierwsza córka strasznie pokaleczyła mi sutki, niestety nikt nie nauczył mnie poprawnie przystawiać dziecko do piersi. Mówili, że mam „słabe” mleko, ale nie poddałam się. Obydwie karmiłam do 18 miesiąca pewnie karmiłabym i dłużej ale niestety byłam zmuszona zakończyć te cudowne chwile „sam na sam” z dzieciaczkiem. Jak rodziłam drugą córkę w 2011r. na informację, że nie zamierzam dokarmiać dziecka i nie posiadam takiego czegoś jak butelka zostałam „sfukana” i lekarka stwierdziła, że skąd mogłam wiedzieć, że będę mieć pokarm, a ja wiedziałam i już byłam tego pewna jak to, że oddycham. Dobę później przyszła i poniekąd mnie przeprosiła, bo zobaczyła, że mała smacznie śpi, a w piersiach jest jeszcze pokarm.

    To czy karmimy piersią czy butelką lub mieszamy pierś z butelką zależy tylko od nas mam. I to, że ktoś będzie gadał „bo dla dziecka…” nie powinnyśmy brać do głowy. Róbmy to co nam dyktuje serce 🙂

  • Agata

    Ja jestem zdania, że wszystko zależy od podejścia mamy. Jeśli nie czuje ona więzi, tej specyficznej bliskości, potrzeby, czy zwyczajnie chęci, to nie ma jej co zmuszać, bo i ona i dziecko nie będą szczęśliwe/i i spokojne/i.
    Ja karmię piersią, chociaż w szpitalu położnym wydawało się, że to takie naturalne, iż wcale nie pomagały w przystawianiu. Tylko położna, która odbierała mój poród udzieliła mi kilku wskazówek przy pierwszym kontakcie. Na sali zostałam z piersiami i córką sama, czego rezultatem były poranione do krwi sutki. Każde przystawienie to był ogromny ból i spięcie. Do tego przyszedł nawał i baby blues gotowy! No, ale co miałam robić? Przecież nawał sam nie minie? Laktatory i ręczne odciąganie nie przynosiło ulgi, więc nadal przystawiałam. Wybawieniem były nakładki sylikonowe Avent’a i maść Maltan na spękane brodawki. Po ok. 3 tygodniach laktacja się unormowała, piersi zagoiły, a my zaczęłyśmy się sobą cieszyć.
    Owszem – od czasu do czasu podaję butelkę – zazwyczaj z moim odciągniętym mlekiem. Czasem, kiedy muszę wyjść na dłużej umiejętność ssania butelki jest przydatna. Poza tym uważam, że warto nauczyć dziecko pić z butelki (ja podaję ją ok. 1 – 2 x w tyg. tylko raz dziennie) – w przypadku konieczności podawania glukozy, wody przy odwodnieniu, itp. to niesamowite ułatwienie!
    Teraz, kiedy córka ma 4 miesiące i jej kontakt ze światem jest coraz większy karmienie piersią stało się cudownym przeżyciem – Mała chwyta rączką pierś, mocno przytula do siebie, mi patrzy w oczy i uśmiecha się szeroko:) Takie chwile mogą się już więcej nie powtórzyć!:)

  • Karolina

    Obecnie karmię piersią swoje trzecie dziecko. Wszystkie urodzone przez cc. Pierwsze karmiłam 10 m-cy,. drugie 15 m-cy, trzecie – jak na razie 12 m-cy – nie stawiam górnej granicy. Starsze odstawiały się same. Pierwsze miało silną alergię na wiele pokarmów – przetrwałam bardzo restrykcyjne diety.
    Ale nie mogę nie wspomnieć, że bardzo dużo zasługa w położnych, które pomagały mi przy pierworodnej. Mimo porodu przez cc od początku przystawiały i aktywnie pomagały, instruowały i wspomagały przez pierwsze dni. Ta pomoc była zupełnie naturalna, forma porodu nie stanowiła jakiejkolwiek przeszkody i nie rodziła najmniejszej wątpliwości w kwestii możliwości naturalnego karmienia. Czasem spotykam się z argumentem, że po cięciu jest gorzej z laktacją – uważam, że to nie prawda. Taki argument sieje ferment w głowie i powoduje wątpliwości.
    Sądzę natomiast, że to pozytywne nastawienie i nieustanna pomoc oraz obecność położnych i doradców to klucz do sukcesu.
    Trzecie dziecko rodziłam w innym szpitalu, w innym mieście – powiem, wprost – gdybym nie umiała karmić to bym się tam tego nie nauczyła…
    Scisły podział na położne i pielęgniarki neonatologii był sztuczny i szkodliwy. Pierwsze nie mogły, drugie nie chciały lub nie umiały pomagać. W ich mniemaniu karmienie było tak naturalne, że każdy zrobi to automatycznie, bez problemów i wątpliwości, bez dodatkowej fachowej wiedzy. Oficjalnie szpital promował karmienie piersią, ale zabrakło im praktyki. Pozostaje mi się cieszyć, że posiadałam już tę umiejętność:)

    Jestem zdania, że karmienie jest nie tylko zdrowe, ale taką bardzo praktyczne i wygodne. Gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię, zawsze mam przy sobie zdrową i gotową do spożycia przekąskę dla mojego dziecka:)

  • ewelina

    Ja zanim jeszcze w ciaze nie zaszlam wiedzialam ze karmic piersia nie bede i bede miec cesarke!!! Nie wyobrazam sobie zeby moje cycki zostaly wystawiane na widok publiczny a sutki zassysane przez dziecko. Uwielbiam kiedy maz pieci moje pirsi i nikt inny nie bedzie sie do nich dobieral nawet elektryczna dojarka!!!! Tak samo jak przechodzenie tej calej gehenny porodowej. Mamy XXI wiek i moge skorzystac z cudu postepu i medycyny. Ot co mam do powiedzenia w tej kwestii.

  • Moja córka ma 2 lata i 2 miesiące, nadal cyca. Szczerze, ja mam już serdecznie dość, ale wiem ile to znaczy dla mojego dziecka. Powoli odstawiamy, bez histerii. Po 2 latach zaczęła zasypiać sama, bez piersi. Od urodzenia gardziła smoczkiem i butelką, także nie miałam wyboru. Z perspektywy czasu nie żałuję tego, że jest aż tak długo przy piersi. Łączy nas niesamowita więź i uczucie.

  • Ka.

    Sama od początku stosuję karmienie mieszane, moim mlekiem i modyfikowanym. Nagonka rodziny i otoczenia na karmienie wyłacznie piersią jest skandalem. Osobiście czułam się źle, mówiąc że daje dziecku mm, tak jakbym go krzywdziła! Prawda jest taka, że dziecko jest szcześliwe i zdrowe, a taki system był najlepszy zarówno dla niego jak i dla mnie. Próbując karmić tylko piersią, stresowałam siebie i dziecko, które ciągle płakało a ja się denerwowałam. Ważne jest to żeby mama była spokojna a nie żeby na siłę z płaczem podawać pierś. Tylko wtedy dziecko czuje się bezpieczne.

  • Ola

    Mój synek ma 10 tygodni. Od początku karmię go piersią, chociaż nie było łatwo… W szpitalu nie otrzymałam żadnej pomocy,łatwiej było personelowi przynieść dziecku butelkę żeby przestało płakać, niż poświęcić czas na pokazywanie jak należy dziecko przystawiać do piersi. Do domu wróciłam z poranionymi, pokrwawionymi brodawkami. Przy każdym karmieniu płakałam razem z dzieckiem, które cały czas było głodne. Byłam bliska poddania się… Do momentu aż w moim domu pojawił się Anioł:) Położna, która kocha swoją pracę, dzieci i ma mnóstwo cierpliwości. Pokazała mi jak używać kapturków, wspólnie znalazłyśmy najlepszą pozycję do karmienia. Dziś nie mam z tym żadnych problemów, a mały „rośnie jak na drożdżach”:) Miałam szczęście, że trafiłam na położną, która kocha to co robi i nie traktuje swojej pracy jako przykry obowiązek. Tego życzę każdej przyszłej mamie.

  • Goś

    Jestem w 23 tyg. w ciąży o którą starałam się przez 5 lat i w końcu po IVF się udało. Ale mam też tzw nadwrażliwe sutki tzn. nie wyobrażam sobie że np. mój mąż je dotykał bo to potwornie boli ( uczucie jakby mnie ktoś szpilą na wylot przebijał). Osobiście należę do tych kobiet ( pewnie zaraz zostanę skrytykowana) którym poród kojarzy się z czymś obrzydliwym, dlatego nie wyobrażam sobie rodzić inaczej niż cesarką. A karmienie naturalne, wiem jest bardzo ważne. Któraś z dziewczyn powyżej napisała że krowa karmi i jest to normalne, a dla niektórych kobiet wydaje się to obrzydliwe… Dla mnie to też nie kojarzy się z niczym miłym, ale jeżeli dam radę to postaram się karmić piersią bo wiem jak to jest ważne dla maluszka. Jednak jeżeli będę się potwornie męczyć to postawie mm, bo ze zmasakrowanej i zapłakanej matki maleństwo też nic niema.
    Ale mam ogromną prośbę czy któraś z Was miała takie dolegliwości jak nadwrażliwe sutki i czy dała radę karmić piersią?? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.

  • asiula

    Karnie piersią od samego początku. Uczęszczając do szkoły rodzenia slyszalam, ze polozne na oddziale będą instruowaly jak karmić – ale czas pokazal zgola odmienna rzeczywistość: jak dziecko plakalo w nocy polo zna zabierala je bez slowa po czym wracala ze śpiącym maluchem nie informujac , że dokarmila noworodka sztucznym mlekiem; i tak nieomal zaburzylo się moje postanowinie karmienia piersią bo po takich nocnych przygodach Maly nie chcial ssać piersi;
    potem przyszedl nawal mleczny, zrobili się bolesny zastój – i jedyna pomoc jaką dostalam to Lod , który udalo mi się wyprosić ale najpierw polozna musiała sprawdzić czy na pewno jest mi potrzebny ugniatajac boleśnie piers….
    dziś synek ma juz prawie 7m-cy i nadal karmimy się piersią; choć po przygodach z piersią w szpitalu do tej pory mam z nią problemy: zastój średnio raz w tygodniu…, zapalenie z wysoką gorączką. Rada ginekologa: ściągać po każdym karmieniu – ciekawe kiedy – i to najlepiej zatrudnić do tego teściową ( to niby ma jej dać satysfakcję?);
    Ale to wszystko mnie nie zraża, najważniejsze, że mamy zdrowe dzieciątko bez najmniejszego kataru; gdziekolwiek jestem nie ma problemu z odgrzewaniem mleka – wystarczy „wyjąć cyca”, rowniez w nocy bylo dużo latwiej.
    A to, że trzeba na początku uważać na dietę-to najmniejszy problem a tylko wychodzi nam na zdrowie:)
    Za malo mówi się o korzyściach plynacych z karmienia piersią

  • Paula

    Karmienie jest indywidualną sprawą każdej kobiety. Urodziłam trzy m-ce temu i nie karmię. Pediatra na wizycie patronażowej zjechała mnie z błotem i zaczęła prawić morały, co spowodowało że po powrocie do domu zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Wszystko to wiem że laktacja rozkręca się poprzez przystawianie itp dlatego też na pytanie dlaczego Pani nie karmi nie odpowiadam: bo tam nic nie ma, bo dziecko lepiej śpi itd odpowiadam: Tak zdecydowałam-to mój świadomy wybór. Wtedy widzę to spojrzenie i grymaszącą twarz osoby która mnie pyta.
    To że nie karmię nie oznacza że nie kocham swojego maluszka i jestem złą mamą-bardzo kocham moje słoneczko i wiem że jestem dobrą mamą i nie mam zamiaru mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

  • Aga

    WITAM.Moja przygoda z karmieniem piersią nie była sielanką.Już w ciąży napaliłam się,że będę tylko karmić piersią.Może teraz naprawię błąd kiedy przy synku łatwo się poddałam i przerwałam karmienie piersią.Teraz mieszkamy sami bez mamy u boku ja mam swoje lata ,więc nie poddam się.Już w szpitalu położne moją córeczke dokarmiały.Po powrocie do domu przez 3 tygodnie daję dzielnie radę ale koleżanka podpowiada masz za mało pokarmu zaczynam dokarmiać moja malutka śpi po mieszance nawet po 3 godziny ja jestem zachwycona .W tym czasie odpoczywam.Załamałam się tym faktem oczywiście jeszcze bardziej się stresuje ,że butelka -to przecież jestem złą matką.Ale z czasem zaczęłam się przestawiać ja w swojej głowie.Zostawiłam na jakiś czas pucowanie mieszkania ,obiadki na czas dla moich ukochanych mężczyzn.Zaczęłam się kłaść sypialni i leżeć z Zosią tyle czasu ile jej potrzeba .Dziś moje szczęście ma 3 miesiące i karmie tylko piersią .Mogę tylko dodać ,że jest za mało wsparcia wokół.Też chodziłam na szkołę rodzenia ,pracuje w służbie zdrowia ,więc co stoi na przeszkodzie,żeby karmienie nie szło bez przeszkód.Trzeba mówić ,że karmienie piersią to nie taka sielanka ale można dać rade.To tak jak z porodem -cierpliwość ,wytrwałość zaciśnięte zęby gdy pękają brodawki to kiedyś minie a póżniej nagroda gdy moje słoneczko się uśmiecha z cycusiem w bużce. Aga

  • Małgorzata

    Będąc w ciąży nawet nie zastanawiałam się czy będę karmić piersią, wydawało mi się to oczywiste zwłaszcza ze mleko zaczęło pojawiać się juz w 30 tyg.Zdarzało się, że krytykowałam osoby karmiące mm zbyt wcześnie. Rzeczywistość okazala się inna. Urodziłam duże dziecko 4530kg które dzień i noc płakało z głodu. Widok niemiłosierny ono po prostu darło się na cały oddział a mi pękało serce więc trzymałam je po 9 godzin przy piersi aby choc troszkę zjadło i się uspokoiło. Przy okazji przeżywałam ogromny stres że chyba sobie nie poradzę, ze sytuacja mnie przerasta. Położne miałam wrażenie że robiły skrajne minimum, które do nich należało. Mąż chciał nawet ” wykupić” położną ale usłyszeliśmy ze one są tak pomocne że nie ma potrzeby ponosić dodatkowych kosztów.Za każdym razem jak dziecko płakało przychodziły i wręcz krzyczały dlaczego dziecka nie przystawiam do piersi a ja na to że właśnie odłożyłam na chwilę po 10 godzinach karmienia. Zdarzało się że szpitalny obiad jadłam na kolację zimny bo nie mogłam odłożyć dziecka. Jak wyszłam ze szpitala miałam na tyle poranione brodawki że ból przy karmieniu był wiekszy niż przy porodzie. Dochodził potworny ból kręgosłupa i krocza po porodzie dużego dziecka no i nawał mleka i ogromna chęć uśnięcia chociaż na godzinę. Mimo to dalej próbowałam karmić piersią. Po około dwóch tygodniach pojawiła się gorączka 40 stopni z zastoju mleka. Leżałam w łożku bez jakichkolwiek sił nawet żeby wstac zlana potem lub trzęsąca się z zimna. Po tygodniu pomógł antybiotyk. Przez ten cały czas byliśmy z mężem sami i jest to nasze pierwsze dziecko, powoli zaczęliśmy się łamać. Mimo to szkoda mi było przestawiac dziecko na mm. Zaczęłam ściągać pokarm laktatorem i dla mnie bylo to rozwiązanie wszystkich problemów. Dziecko po tym jak się najadło usypiało na 4 godz., stało się bardzo spokojne. Zaczęło dobrze przybierać na wadze jest radosne zanim się obudzi ja już mam odciągnięty dla niego pokarm. W zasadzie od tej pory nie usłyszałam płaczu dziecka w ogóle. Ja wreszcie doszłam do zdrowia i nie miałam odtąd zadnego zastoju mleka gdyż zawsze jest zdojone a od koleżanek karmiących piersią słyszałam że zdarzało im się średnio 4 x w roku. Nie trzymam dziecka co godz. przez półtorej godziny przy piersi. Nie znaczy ze go nie kocham a więź budujemy przez przytulanie i zabawy. Butelek mam tyle żeby wystarczyło na cały dzień a wieczorem mąż je wygotowuje i naprawdę nie wiem gdzie tu uciążliwość( zajmuje mu to 10 min ). Zdarza się że w ciągu dnia jest mniej mleka wtedy dorabiam do równej porcji mm. Oczywiście spotkałam tylko jedną osobę, która powiedziała żebym robiła tak jak mi wygodniej reszta- znajomi i rodzina krytykują, że butelki trzeba myć i straszą, że nie schudnę po ciąży jak nie będę karmić ale i tu nie mają racji gdyż powoli prawie już nic nie zostało z nadprogramowych kg a to dopiero 4 m-c. Chcielibyśmy mieć drugie dziecko i nie zarzekam się, że od początku będę ściagać mleko, spróbuję karmić piersią, może to będzie zupełnie inna historia.

  • Justyna

    Do porodu zostało mi jeszcze +- 13 tygodni. Na początku nie byłam przekonana do karmienia piersią – mam 20 lat i czułam, że inni wiedzą lepiej („a bo ci cycki opadną”, „a bo dziecko i tak się nie naje”, „a bo twoje mleko to byle jakie jest, nic nie da, lepsza butla z mm”). Ale lubię chodzić swoimi ścieżkami, dlatego sama zaczęłam czytać na ten temat aby móc zdecydować za siebie samą. I teraz nie wyobrażam sobie odebrania dziecku takiego dobra jak moja pierś i moje mleko! Jeśli tylko dam radę (a wierzę, że dam!) będę karmić piersią tak długo jak tylko się da. Właściwie na to czekam najbardziej 🙂

  • ania

    Witam,
    Pierwszą czynnością mojego synka, gdy tylko trafił do mnie po zważeniu i owinięciu kocykiem było przyssanie się do piersi, potem robiliśmy to regularnie aż do skończenia przez niego półtora roku życia. były momenty lepsze gorsze. czasem dosłownie wisiał na piersi 3 godziny, miewał kolki, musialam więc odstawić nabiał, co było dla mbie ogromnym wyrzeczeniem, bo uwielbiam nabiał. Czasem było zapalenie piersi, ale kapusta jestniezawodna.Wystarczyła jedna noc i po bólu nie było śladu. karmiliśmy się wszędzie: na spacerkach, w sklepie, u rodziny. Szukałam ustronnych miejsc, bo uważam, że ani mama ani maluszek nie czują sie komfortowo, gdy mama stresuje się w naprawdę intymnej sytuacji. Często, gdy takiego miejsca nie znalazłam i np musiałam karmić na ławce na deptaku, zasłaniałam sie pieluszką, ale nigdy nie spotkałam się z negatywną reakcją.Panowie chwalili, panie się uśmiechały, mówiły, że to taki rzadki widok, aprzecież taki piękny..Dla mnie był to najpiękniejszy czas.Czas niesamowitej bliskości z maluszkiem. Czas tylko dla nas.Mnie chyba było trudniej się „odstawić” od karmienia niż synkowi, dlatego kolejnego maluszka, którego powitamy za parę miesięcy też mam zamiar karmić piersią i mam nadzieję, że będzie tak jak w przypadku straszego synka.
    Pozdrawiam wszystkie mamy.
    Ania

  • natalia

    A ja już sama nie wiem, czy lubię karmić czy nie. Jestem mamą trójki chłopców. Dwóch karmilam do roku. Trzeci ma 6 mc i coraz częściej zastanawiam się, żeby przestać. Iść po leki na nerwy, depresję nie wiem na co . Ciągle jestem zdenerwowana, ciągle krzyczę i nie wiem, czy takie rozwiązanie nie będzie najlepsze dla całej rodziny.

  • nawrotki

    karmiłam trzy lata, wróciłam do pracy jak syn miał 2 lata i nadal karmiłam, oczywiście syn jadł już pokarmy stałe przeznaczone dla jego wieku. Mały zyskał zdrowie, mamy świetny kontakt, dzięki temu nie traci energii na budowanie poczucia bezpieczeństwa, które otrzymuje nadal poprzez choćby przytulanie, moim zdaniem dzięki karmieniu piersią mały niesamowicie się rozwija! Szczerze polecam karmienie piersią. Dla mnie to była wielka nobilitacja i przyjemność! Na zakończenie napiszę banalny tekst ” krowie mleko jest najlepsze dla cielaków….”

  • dziadova

    Karmiłam, bo się zawzięłam. Zawdzięczam to głównie tej decyzji i włożeniu wysiłku, żeby za nią pójść. Także temu, że nie wdawałam się w dysputy z ludźmi, którzy nie wiedzą nic o laktacji (babcie, ciocie, mama, koleżanki, teściowa, bratowa, pediatra etc.), temu, że mąż mnie wspierał i temu, że dążyłam do tego, żeby znaleźć w sieci coś wartościowego o karmieniu piersią (co nie jest proste, bo artykuły w 99% to chłam nakłaniający do łatwej opcji przestawienia na butelkę i szukania konieczności dokarmiania tam, gdzie jej nie ma). W pytaniach, watpliwościach pomagały mi panie z forum eksperckiego ,,Karmienie piersią”.
    Moja położna środowiskowa nie nauczyła mnie niczego o laktacji. Położne, które spotkałam w szpitalu, wiedziały jak przystawić dziecko do piersi, pomagały, ale, kiedy chciałam, żeby mnie nauczyły, kazały przejść się do pielęgniarek noworodkowych. Te szybko poinformowały mnie, że ,,ja taka spięta jestem, że nic z tego nie będzie”. Strzykawka z mm pojawiła się zanim jeszcze przystawiłam dziecko, bo ,,się przecież nie naje”. No więc byłam spięta jak cholera, ale jak się okazało, to nie jest aż taka przeszkoda, jak sądzą panie, którym zależy, żeby dziecko spało przez pół dnia. Dobrze, że jestem też uparta jak osioł. Przynajmniej się przydało. Dobrze też, że nie lubię użalać się przypadkowym ludziom. Gdybym dyskutowała z tesciową albo pediatrą o tym, czemu moje dziecko ciągle ssie przez 3 miesiące po urodzeniu, to pewnie wywierałyby większą presję na ,,dożywienie” wnuczki/pacjentki. A dziecinka rosła przecież, nie głodowała, tylko po prostu lubiła sobie podziamdziać. Krew mnie zalewała przez parę miesięcy, aż przestała po prostu. Dużo nerwów, dużo presji, kupa ekspertów, za przeproszeniem ,,z tyłka”.
    Dynda mi i powiewa, co robią inne matki, byleby swoje dzieci kochały. Wisi mnie czym jest karmione dziecko sąsiada, pani która spotkam w przychodni albo na placu zabaw. Nie wisi mi natomiast to, że położne, pielęgniarki i pediatrzy wiedza o laktacji mało, że nie znają nawet zaleceń WHO, których poznanie nie boli i trwa co najwyżej kwadrans. Boli mnie też, że ciotki-klotki i panie spod bloku, które swoje dzieci wychowały, mają najwięcej do powiedzenia w sprawie cudzych. Ale będą miały, i jeśli ufa się swoim radom i temu ,,co ludzie powiedzą” bardziej niż swoim przekonaniom, to szkodzi przecież nie tylko w tej jednej sprawie, a w innych bardziej, podejrzewam. To by było na tyle.

  • nenupher

    Pierwsze dziecko karmiłam 1,5 roku. Pomimo tego, ze nasłuchałam się wielu komentarzy zniechecających mnie do tego oraz że początki były bardzo trudne. Teraz jestem w ciąży z drugim dzieckiem i nie wyobrażam sobie karmienia mlekiem modyfikowanym. Nie potępiam kobiet, które przeszły na butelkę ale zachęcam walczcie o karmienie piersią bo to naprawdę warto.

    • nenupher widziałam wiele kobiet walczących o karmienie piersią, którym się udało. Cieszę się, że należysz do grona mam karmiących piersią. Gratuluję.

  • Meren

    Ja karmię mojego Synka od 17 miesięcy. Na początku miałam ogromne trudności z przystawianiem go do piersi. Było bardzo ciężko. Płakałam, jeździlam o godzinie 22 do doradcy laktacyjnego do szpitala ale nigdy nie podałam butelki. Wytrwaliśmy. Dziś jestem w 19 tygodniu ciąży:) i karmię piersią:) i jestem szczęśliwa. Komentarzy nie słucham.

  • Aleksandra

    Witam, jeśli chodzi o Nas to w ciąży wiedziałam że będę karmić piersią. Bardziej bałam się, że okaże sie ze bede musiała dokarmiac butelką, bo nie przybiera na wadze. Jednak córka w 5 tyg przybrala 1kg, mimo iz piersi czasem bolą bo pozwalam jej spać przy niej i moje sutki są podraznione, sprawia mi to przyjemność ze mogę jej dac wszystko co najlepsze 🙂
    Pozdrawiam, Ola 🙂

  • Kasia

    Witam.Moja historiia zaczela sie w szpitalu polozna na drugi dzien po urodzeniu powiedziala ze jak nie przybedzie400g to nie wyjde do domu i ze da mi butelke z mlekiem.Wzielam ja wylalam do zlewu i cala noc podawalam piers nie zmruzylam oka.Pozniej w domu sama metoda prob i bledow nauczylam sie karmic.Dzis synek ma 14 miesiecy siedze w pracy. Ztemperatura 39 stopni okladem z kapusty popekana brodawka .Wszyscy mowia odstaw nie ma juz zadnych wlasciwosci,takie duze a na piersi wstyd a ja nie chce go odstawiac nie choruje lubie to bliskosc z synkiem.czasami plakac mi sie chce.Pamietam jak mialam kryzys 3,4 tyg po porodzie to tesciowa na sile wciskala mu mm a on zwracal tak ze 3 razy wrescie sie poklucilysmy o to a ona ze moj sie nie naajada moim pokarmem i tak biadoli do dzisiaj bo wspolnie mieszkamy.Ach moglabym tak pisac uwazam ze kazdy powinien sam decydowac czy chce karmic czy nie ja bede karmic mimo tylu przeciwnosci bo to moja decyzja pozdrawiaam wszystkie mamy krmiace naturalnie jakte mm.

  • Kamila

    Będąc w ciąży chciałam karmić piersią. Miałam pokarm wszystko było ok. Ale synek urodził się drobniutki i dużo tracił na wadze przez pierwsze dni. Ja na dodatek miałam wklęsłe brodawki i karmienie było trudne, bolesne i synek się bardzo denerwował bo chciał a nie mógł. Położne w szpitalu pomagały, wręcz była nagonka na karmienie piersią i szczerze mówiąc to ona mnie odwiodła od całkowitego karmienia piersią. Gdyż na nic zdawały się mój płacz, że synek traci na wadze. Kolejnej szpitalnej doby po kolejnym ważeniu już sam lekarz kazał im podawać mm. Ja mimo wszystko próbowałam kapturków (nie działały) i ściągałam laktatorem, żeby synek dostał chociaż tą pierwszą żółtą siarę. Podawałam swoje mleko do 3 tyg. życia dziecko + mm. Dlaczego przestałam – kilka powodów: nagonka szpitalna (karm bo tak ma być, jak nie karmisz to jesteś gorsza od tych co karmią), która powodowała, że się bardzo denerwowałam jak nie szło mi karmienie. Poza tym karmienie mm jest wygodniejsze, nie trzeba trzymać diety, podawanie posiłku trwa krócej. Mam więcej czasu dla siebie i synka bo nie wisi on ciągle na cycu. Jestem wypoczęta, bo karmić może też mój mąż, który to uwielbia.

    Podsumowując nie żałuje, że nie karmię piersią

  • Jola

    witam. Ja bedac w ciazy powtarzałam ze karmic piersia nie bede bo wydaje mi sie to obrzydliwe i wgl. nie chcialam rodzic naturalnie bo wydawalo sie to straszne a dzis wiem ze porod naturalny (mimo bolu) i karmienie piersia to cos wspaniałego. 🙂 kazda kobieta powinna to przejsc do tego jestesmy stworzone 🙂 kiedy jeszcze na porodowce moje malenstwo przystawili mi do piersi poczułam sie niesamowicie, mimo tego ze wczesniej myslalam ze to obrzydliwe wtedy bylo piekne moj maluszek taki malutki bezbronny schowany w tej piersi PIEKNY WIDOK 🙂 pozniej oczywscie byly problemy, w szpitalu sama musialam uczuc sie karmic co oczywiscie mi nie wyszlo bo moje dzieciatko sie odwodnilo i dostalo kroplowke 🙁 plakalam cala noc chociaz powinnam sie cieszyc bo dostalam zielone swiatlo do karmienia butelka co planowalam jeszcze w ciazy…ale nie z placzem dalej probowalam.. brodawki mialam tak poranione ze jak przystawialam małą do piersi to az sie dretwa z bólu robiłam ale walczyłam.. i tak jestem z siebie DUMNA ! smieszy mnie kiedy moi znajomi mowią ze musiała karmić butelką bo jej dziecko przysypiało.. dziewczyny moje tez przysypiało po trzech minutach ale trzeba znalezc sposob zeby obudzic ja moje dziecko rozbierałam ubierałam i tak w kolko no i chyba cos to dało:) albo ze dziecko miało skaze.. tak to tez jest dobre 😀 przeciez wystarczylo wyeliminowac produkty mleczne ze swojego jadlospisu (samemu piec buleczki itp i tłumaczenie ze nie mam czasu przy takim maluszku tez jest smieszne) 😀 albo ze pokarm malo wartosciowy nie ma czegos takiego jak pokarm malo wartosciowy 😀 moze byc mniej kaloryczny ale wystarczy poprawic swoja diete ! 😀 przeszłam przez to wszystko w szpitalu plakalam w domu plakalam nie mialam nikogo kto mogl by mi pomoc (tak wiem to przykre)ale jestm z siebie dumna bo wiekszosci moich znajomych to babcie wychowuja ich dzieci 😀 smieszne co. wracajac do karmienia piersia to jest to tez wygodne jadac gdzies nie targam ze saba termosa butelek itp 🙂 i naprawde PIĘKNE (mimo tego co myslałam wczesniej :)) nie interesuje mnie czy ktos sie gapi na moje cycki )chociaz jestem bardzo wstydliwa i chyba tego sie bałam) Liczy sie tylko to zeby moje dzieciątko nie bylo glodne.:) pozdrawwiam

  • lullaby

    Ja karmię piersią i jest to dla mnie magiczne przeżycie, ale na początku nie wierzyłam, że będzie mi dane tego doświadczyć, ponieważ miałam za mało pokarmu i moje dziecko było ciągle głodne. Uratowała mnie ziołowa herbatka lactosan, którą wspomaga laktację i którą piję cały czas, bo łagodzi też kolki u dziecka. Jak zaczęłam ją pić, to pokarm zaczął się stopniowo zwiększać.

  • larisa

    A mnie juz ten cały terror laktacyjny meczy. Karmie piersią, na zmianę z mlekiem odciaganym elektrycznym laktatorem. Piersią bez oslonki na sutki to nawet nie mam co próbować, bardzo mnie to boli i mimo staran po prostu nie wytrzymuje. Inna sprawa, ze maly je bardzo wolno i dlugo. Je godzine, pośpi 30 minut i znowu chce jeść. To dla mnie męczące i niekomfortowe, bo nie mam kiedy sie uczyć na egzaminy. zastanawiam sie nad karmieniem tylko butelka i odciagnietym pokarmem, ale wszędzie słyszę, ze nie, bo piersią lepiej. No fajnie, ale ja tego nie cierpię, nie sprawia mi to przyjemności, raczej mnie denerwuje. Nie wiem co zrobić, maly ma dopiero ponad 3 tygodnie, a ja juz mam dość.. Wiem, ze na pewno dluzej niz do pól roku nie będę karmić, tylko czy wytrzymam tyle czasu? Eh. Dodam jeszcze, ze karmienie przy innych ludziach bardzo mnie krępuje i to tez jeden z głównych powodów odciagania.

    • larisa są kobiety, które karmią tylko odciagniętym pokarem i butelką. Bywa, że karmią czasami piersią, czasami dokarmiają własnym pokarmem z butelki. Kombinacji jest mnóstwo. Wszystko zależy od dziecka i mamy. Być może warto skonsultować się z doradcą laktacyjnym być może pomoże wypracować skuteczniejsze karmienie.
      W całym karmieniu piersią chodzi o bliskość, niepowtarzalny skład mleka. Natomiast można karmić mlekiem z butelki. 🙂

      Decyzja należy do Ciebie.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Położna Kasia

    • Ola M.

      Rozumiem świetnie! Ale zawsze mozna karmić swoim z butelki…a jak nie to modyfikowane też jest po to aby pomóc mamie:-) Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko!

  • Alina

    Ja naprawdę musiałam sie wiele nauczyć, karmienie nie było dla mnie takie oczywiste. Początkowo faktycznie źle przystawiałam malucha i miałam rozciętą skórę brodawki i nie mogłam z niej karmić naturalnie tylko ściągałam pokarm laktatorem. Miałam niezbyt wygodną pozycję do karmienia i strasznie mnie to męczyło i karmienie kojarzyło się tylko z obowiązkiem. W końcu doszedł stres i za mało pokarmu. Też piłam herbatki ziołowe lactosan na poprawę laktacji i kupiłam poduchę w kształcie rogala żeby było wygodniej. Laktacja się poprawiła, ja się uspokoiłam i zaczęła się ta przyjemniejsza część macierzyństwa. Pamiętam, jak najbliżsi namawiali mnie na dokarmianie butelką i jak trudna to była decyzja. Bałam się, że może faktycznie dziecko się nie najada…Czasem zamiast pomagać ludzie bezsensownie napędzają stres.

  • beti

    a ja nie karmiłam i nie zamierzam. Jest XXI w. każdy ma wybór zarówno w kwestii karmienia jak i porodu. Współczesne mozliwości sa nieograniczone w tym zakresie i warto z nich skorzystać. Nie uwazam że jestem pod tym wzgledem gorszą matką. Wręcz przeciwnie skoro taki wybór daje mi poczucie szczęscia i swobody korzystnie to wpływa na atmosferee i relacje w domu rodzinnym, co przekłada sie na jakosć opieki nad dzieckiem. Nigdy sie nie terroryzowałam i nie zamierzam pod naciskiem ciotek, teściowej , ze mam karmić-bo to jest najlepsze. Współczuję tym co poddają sie takiej presji. To trauma na lata, która niejednokrotnie prowadzi do depresji .

    • Ola M.

      AMEN!

  • Ola

    Moja córka ma 3 tygodnie i od początku miałam bardzo pozytywne nastawienie do karmienia naturalnego. Jednak życie pokazało, że nie zawsze jest tak jak się planuje. Urodziła się w terminie ale z niską masą urodzeniową (ok 2300). Pierwszej nocy nie była karmiona w ogóle – przespałam, a ona nie płakała (byłam wycieńczona po próbie porodu naturalnego zakończonej cc). Następnego dnia oczywiście zanotowali spadek wagi. Starałam się ją karmić kiedy tylko kwęknęła, chciałam szybko wyjść do domu. Nie było nam dane – stwierdzono żółtaczkę i zdecydowano, że mam dokarmiać sondą. Po piersi nie umiałam jej przyłożyć więc jadła ją ssąc palec. Czekałyśmy do kolejnego dnia na informację czy poziom bilirubiny spada – wzrósł, a jej waga spadła. Decyzja naświetlanie na macie. Mała nie chciała za nic spać w szpitalnym łóżeczku dla nie przeznaczonym na tej macie do naświetlań. Spała więc ze mną i siłą rzeczy uziemiła mnie obok. Nie mogłam iść do pokoju laktacyjnego i ściągnąć pokarmu bo bałam się ją zostawić – mogła spaść z łóżka, ściągnąć na siebie aparat do naświetleń cokolwiek. A zalecany czas pracy z laktatorem to łącznie ok 30 minut. Siedziałam więc obok i podawałam mm ok 20-30 ml przy każdym karmieniu. Czasem wolała sondę niż pierś, a ze mnie się lało. Było to dla mnie obrzydliwe i krępujące – czułam się jak mleczna krowa. Wypisali nas w 5 dobie po 48 h naświetleń i po przekroczeniu przez córkę masy urodzeniowej (2450 w dniu wypisu). W domu już pierwszego dnia po powrocie zaczął się horror. Mała płakała ciągle pomimo, że była non stop przy piersi. Ok 22 zwątpiliśmy z partnerem i poszedł do apteki całodobowej apteki po mm i sondę. Wrócił z mm i butelką (dokładnie laktatorem z butlą bo niczego innego nie było). Po rozrobieniu mieszanki córka zjadła pełne 50 ml. udało nam się przespać prawie całą noc, a ona miała pełen brzuszek i nie budziła się na jedzenie.
    System żywienia wygląda tak, że od świtu tj. ok 4-5 dostaje pierś i tak je do popołudnia tj 16-17 (chyba że idziemy na spacer to wciąga butlę od 40 do 100 ml Nan). Później jest już na butli i są to 3-4 karmienia objętościowo różne. Z piersi nie najada się i sen po nawet godzinnym ssaniu to max godzina. Po butelce 3-4 h. Jak dla mnie oczywistym jest, że jest to lepsze dla niej i dla jej taty, który jednak do pracy wstaje i musi spać. Dla mnie również bo po już pół h karmienia mam tak obolałe piersi, że ledwo chowam je w stanik. Nie mówiąc już o moim stanie psychicznym – bardzo źle znoszę karmienie jej tak często. Czuję się wyczerpana i dosłownie wypompowana jakby z mlekiem wysysała ze mnie wszystko co pozytywne. Nie mam czasu normalnie zjeść i wiem, że to może odbić się na laktacji. Niestety przez stres związany z karmieniem wróciłam do palenia, choć nie pale przed karmieniem i nigdy przy Małej.
    Córka przybiera powoli i zaokrągla się na buzi. Póki co chcę się zmusić do karmienia piersią i wytrzymać co najmniej do 3 mc. Mam nadzieję że to mi wyjdzie choć nie wykluczam, że pęknę i wcześniej przejdę na 100% butli.

  • Ania

    Bardzo rzadko ktoś wspomina o problemie z karmieniem, kiedy dziecko nie chce ssać piersi, bo z butelki lepiej i szybciej leci… A raczej, jak ten problem rozwiązać. Mówicie, jak najczęściej przystawiać dziecko, ale nie mówicie jak to robić, kiedy dziecko nie tylko płacze, a wrzeszczy, bije rączkami, kopie nóżkami. Jak się uda, to ssie przez parę sekund po czym się jeszcze bardziej denerwuje, bo nie leci tak jak z butelki. O stresie matki w takiej sytuacji już nie wspomnę. Jakieś rady? W moim przypadku dodatkowo muszę męczyc się z nakładkami, bo mam płaskie sutki. Ciąża skończyła się cc, choć poród zaczął się naturalnie, mimo to pokarmu nie miałam, położne w szpitalu próbowały coś z tych piersi wycisnąć ale nie było ani kropelki. Po porodzie w środku nocy, dziecko zobaczyłam dopiero późnym wieczorem i nikt mi go wtedy do piersi nie pomógł przystawiać, dopiero jak sama wstałam i dałam radę usiąść na łóżku, to mogłam spróbować, ale nie wychodziło. To moja pierwsza ciąża, teraz już mam jakieś doświadczenie i wiem, że do takiej sytuacji bym nie dopuściła, ale wtedy byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje, zdawałam się na personel szpitala niestety. W domu próbowałam ale kończyło się to zawsze tak samo, raz czy 2 razy dziecko wytrzymało może 5 min przy piersi. Zaczęłam działać z laktatorem i tak do teraz się męczę dla tych paru ml. Było coraz gorzej, więc spróbowałam znów dziecko przystawiać, zanim całkiem zrezygnuję. Z prawej piersi coś leci, więc czasem dziecko wytrzyma te 5 min, ale z lewej niestety mniej, więc kończy się na szarpaniu, ssaniu przez parę sekund i płaczu/wrzasku. No i co ja mam zrobić…?

    • Aniu niestety niektóre dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do łatwej butelki. Twój stres jest ogromny, a z drugiej strony zobacz walczysz. Chcesz karmić piersią i choć jest trudno szukasz pomocy.

      Myślę, że warto skorzystać z pomocy Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego. Co możesz zacząć sama robić?
      Odciągać pokarm co 3 godziny. Przystawiać dziecko wcześniej niż wypada pora karmienia. Nie będzie wtedy taka głodna i może chętniej po próbuje. Znaleźć trudniejszy smoczek i uczyć ją ssać z niego np. Butelka Medeli Calma.

      Cały proces będzie trochę trwał. Trudno mi powiedzieć. Na pewno warto spróbować i trenować raz z piersią raz z butelką. Jak nauczy się ssać z trudniejszej butelki jest szansa, że przejdzie na pierś. Są szkraby, które taką właśnie drogę przeszły.

      Trzymam za Was kciuki,
      Położna Kasia

  • Ania

    Dziękuję za odpowiedź. W mojej okolicy raczej nie spotkam profesjonalnego doradcy, nie jestem też teraz mobilna, więc muszę sama sobie radzić. Butelka Medeli wygląda ciekawie, może warto wypróbować, obecnie używam Tomme Tippe z wolnym przepływem. Rozumiem, że smoczki do butelek 3+ mam schować i o nich zapomnieć. Moje dziecko kończy właśnie 2 miesiące, czy to nie za późno na takie zmiany?

  • Mamy karmiące swoje pociechy piersią, świetna akcja artystki z Łotwy: http://blog-sniadaniowy.blogspot.com/2015/06/karmienie-piersia-jest-zupenie-normalne.html

  • Anka

    Siedzę właśnie czytam i ryczę. Chciałam karmić piersią i udało się. I czułam się świetnie. Wiedziałam, że daje swojej córce to co najlepsze. Taka bliskość z dzieckiem i jedność jest tylko podczas karmienia piersią. Kilka dni temu dowiedziałam się, że już nie mogę karmić. Uaktywniła się tarczyca leki toksyczne przenikają do mleka. Mała dostała butle ma prawie 7 miesięcy. Załapała ale ciągle patrzy na piesi i czasem szarpie za koszulkę. Jestem podłamana nie mogę pogodzić się z tym, że karmienie się skończyło. Każą mi brać leki na zatrzymanie laktacji a ja nie potrafię tego zrobić i tak sobie teraz odciągam i wylewam i liczę a to, że psychicznie jakoś się pogodzę z odstawieniem od cycusia.

  • pati_s

    Oczywiscie ze karmic piersią! Najlepiej dla maluszka i dla mamy:)

  • sandi-kiel

    Naprawde nie wiem, dlaczego niektore kobiety maja uraz do kp… Przeciez to naturalna rzecz.

  • Jola

    W kwietniu urodzilam moje pierwsze dziecko i bylam zdecydowana na karmienie piersia, niestety okazalo sie, ze nie bezie latwo. Podczas porodu maly byl w nie ciekawej pozycji, i po 6 godzinach ostatniej fazy porodu zdecydowalismy sie z lekarzem na cesarskie ciecie. Po porodzie, w szpitalu dostalam infekcje, takze musielismy zostac na oddziale, pelnym placzacych maluchow, przez 3 dni, po czym, na skraju wycienczenia, wypisalam sie na wlasne zyczenie…
    Probowalam karmic bez przerwy, przynajmniej co 2,5 godziny, ale maly nie chcial ssac a nawet sie budzic. Wyciskalam do buzi ale nie wiele to pomagalo. Poniewaz nie przecisnal sie przez kanal porodowy, mial nadal pelny zoladek flegmy i zwracal wiekszac pokarmu. Po 4 dniach, i 16% utracie masy ciala, musialam wrocic do szpitala i placzac, zaakceptowalam butelke.
    Mialam elektryczna pompke do odciagania pokarmu, ale moglam odciagnac bardzo malo. Przez pierwszy miesiac przystawialam do piersi a potem dokarmialam butelka po kazdym karmieniu piersia. W miedzyczasie takze odciagalam pąpką, zeby pobudzic laktacje. Strasznie sie balam, ze maly nie bedze chcial piersi, ale na szczescie, najczesciej nie bylo z tym duzego problemu. Po miesiacu, zauwazylam, ze synek zacal ssac lepiej i mam wiecej pokarmu, szczegolnie nad ranem, takze staralam sie karmiic duzo w nocy i przestalam dokarmiac butelka w tym czasie. Po paru tygodniach dokarmialam 3 razy dziennie, potem tylko raz, a kiedy maly skonczyl 4 miesiace, calkowicie przestalam.
    Teraz synek ma ponad 5 miesiecy, i 3 zabki. Ssie, i rozwija sie bardzo dobrze, i mam nadzieje, ze bede mogla karmic bez problemu przynajmniej przez nastepne pol roku.
    Pozdrawiam wszystkie mamy, i zycze jak namniej trudnosci w karmieniu 🙂
    Jola

  • Jola

    Bardzo mi przykro Aniu. Najwazniejsze, ze mala ma bardzo kochajaca mame. jest wiele innych bardzo waznych rzeczy w byciu rodzicem.

  • magda

    Ja bardzo chciałam karmić piersią – i karmie 🙂 mimo wszelakich obaw udalo sie, córcia ma juz miesiąc i przybiera na wadze 🙂 Skąd wziely sie wcześniejsze obawy? Otóż głównie z otoczenia. Miałam wklesle brodawki wiec juz w szkole rodzenia powiedziano mi ze moze być ciężko i żebym kupila nakladki na sutki. Fajne bylo to ze Pani pomogla mi dobrać odpowiedni rozmiar, takie wiec tez zakupilam. Poza tym nasluchalam sie jak to kobieta ma pogryzione brodawki, popękane, bolące itp… Zapobiegawczo kupiłam wiec 3 różne maści które miały w Internecie najlepsze opinie 😛 co z tego wyszlo? Od razu mala przystawialam do piersi, Panie w szpitalu pomagaly, na poczatku bylo różnie, czasem ciężko… Karmilam z nakładkami i bez, sutki smarowalam ale nie bylo jakiejś tragedii. Teraz po miesiącu Mala ladnie je, masci i kapturki poszly w odstawke, troche walczymy z ulewaniem po jedzeniu, ale mam nadzieje ze się wszystko unormuje. Życzę wszystkim wytrwałości, cierpliwosci i powodzenia!

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz i opowiedzenie swojej historii karmienia piersią 🙂 Myślę, że to jest to czego najbardziej potrzebują początkujące mamy, to co napisałaś: wytrwałości i cierpliwości. 🙂

  • Mama Melki

    Jestem mamą 14 miesięcznej córki. Jest to moje pierwsze dziecko. Od początku bardzo chciałam karmić piersią. W szpitalu nie mogłam niestety liczyć na żadną pomoc. Malutka urodziła się kruszynką, bo 2,5 kg bardzo stresowałam się jej wagą. Dużo płakała w szpitalu, teraz z perspektywy wiem, że z powodu głodu i moje złego przystawiania. Ledwo to przetrwałam. Po 3 dniach wróciłyśmy do domu i odwiedziła nas położna. Musiałam z niej zrezygnować po 1 wizycie, bo była niekompetentna,a wręcz nieludzka. Na szczęście trafiłam na nową, wspaniałą położoną i dziś uważam, że tylko dzięki niej i mojemu samozaparciu udało nam się rozchulać laktację i malutka zaczęła poprawnie przybierać na wadze. Walka o każdy gram była przez kilka miesięcy, ale się nie podałam i nie wprowadziłam mm. Przeszłam też zapalenie piersi. Karmiłam córkę 8 miesięcy, bo tak zaplanowałam. Chciałam uniknąć problemów z odstawieniem, które przechodziły moje koleżanki u starszych dzieci. Córka nie chorowała, dobrze przybierała, ale wróciłam do pracy i wprowadziłam mm. Czas karmienia był jednym z najpiękniejszych momentów w moim życiu, ale też nie uważam, że podanie mm, to jakaś zbrodnia. Pozdrawiam! Ps. Drugie dziecko również chciałabym karmić piersią.

  • Matka Córek

    karmię 20sty miesiąc <3

  • Karmiłam 8 miesięcy, nawał miałam taki, że pół szpitala bym wykarmiła. A położne na oddziale bardzo pomocne były, podpowiadały jak przystawić dziecko, przychodziły kilkanaście razy dziennie i od nowa tłumaczyły. Nigdy nie zaproponowały mieszanki.

  • Moja karmienie wyglądało z początku inaczej niż chciałam. Moja córka zapoznała się najpierw z butelką napełnioną moim mlekiem. Jest wcześniakiem z 35tygodnia z problemami okołoporodowymi. Karmienie piersią było moim priorytetem. Od samego początku miałam to w planach i bardzo przeżywałam chwile prób przestawienia córki z butelko na pierś. Trwało to około 1,5 miesiąca w tym dwa tygodnie intensywnej nauki i pracy. Zakończone sukcesem i ogromną radością 🙂 bo karmiłam piersią , bo karmiłam piersią wcześniaka:) w sumie ok.10 miesięcy, bo skubana mnie gryzła 😀
    Samo karmienie wspominam najlepiej na świecie. Decyzja dla mnie o karmieniu piersią była oczywista, pragnęłam poczuć tę wyjątkową więź z moim dzieckiem. Nie tylko na bazie samej ciąży, ale też właśnie poprzez karmienie piersią. 🙂
    Drogie Mamy, jeśli Wasze dzieci to wcześniaki, pamiętajcie, że cierpliwość, wytrwałość i systematyczność pomoże nauczyć Wasze maleństwo ssania z piersi. To naprawdę możliwe! Nie poddawajcie się nigdy. Warto walczyć.

  • Kasia

    Pierwszego synka wykarmiłam piersią dokładnie 13 msc, sam przestał „żądać” gdy wróciłam do pracy (dosłownie z dnia na dzień, jakby wyczuł zmianę). Nikt w szpitalu nie uczył mnie jak to robić, zaufałam instynktowi i wyszło na dobre. Więc nie wyobrażałam sobie by przy drugim było inaczej. Jednak po zakończeniu ciąży cc – w terminie, synek trafił na 24h na intensywną terapię, co mnie zmartwiło bo chciałam być blisko i go karmić własnym mlekiem. Gdy tylko udało mi się wstać na nogi, poszłam do synka prosząc bym mogła sobie go przystawić by ruszyć laktację, bo synek nie był w inkubatorze. Jednak spotkałam się z dziwnym oporem od strony Pań, otóż powiedziały: proszę kupić laktator i przynosić mleko…Jestem jednak osobą, która lubi postawić na swoim, więc wyjaśniłam, że chce karmić piersią nie butelką, po czym usłyszałam że przecież po operacji nie dam rady siedzieć. Proszę mi wierzyć zanegowały moją próbę dotarcia do dziecka jeszcze kilka razy (dziecko się zmęczy, pani nie ma przecież pokarmu, chce pani tu w nocy przychodzić? Ma pani nieodpowiednie sutki – co też usłyszałam juz przy pierwszym dziecku! itp), różnymi dziwnymi powodami. Na szczęście udało mi się je przekonać. Synek na intensywnej stracił 300g w ciągu tej doby, jak dostał cycusia, to butelki więcej do buzi nie wziął i wypisano nas do domu z niewielkim ale jednak przyrostem. Po miesiącu (już w domu na szczęście) dzielnie karmimy się piersią i waga wzrosła o całe 1000g. Szczerze uwielbiam karmić piersią i życzę mamom by nie spotkały jednak takich oporów od osób w szpitalu, które powinny jednak doradzić, jak ja. Matki często rezygnują z tego karmienia piersią bo już w szpitalu nie ma wsparcia…Radzę się nie poddawać tylko próbować. Uwierzcie mi że czasem trzeba zaufać naturze – do tego stworzyła nam piersi, a mój synek karmiony piersią naprawdę nie choruje, jest odporniejszy. To cieszy że mogłam dać mu to co najlepsze. A teraz ten drugi też korzysta. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    Ps.Dziękuję za świetne artykuły

  • Ania Wróbel

    Chciałam karmić piersią ale nie za wszelką cenę, miałam podejście że jak się nie uda to trudno. Jestem obecnie w 5 dobie po cesarce. Jeszcze 12godzin temu po 2dniowej walce o karmienie z laktatorem po sesji 7-5-3 minuty miałam pokarmu tyle że tylko pierś była wilgotna… Teraz mam twarde,bolesne piersi. Bolą bardziej niż ból rany i obkurczającej się macicy po cc. Mam bardzo wysoki próg bólu,takiego dawno nie czułam. I obecnie nie chce nawet słyszeć o karmieniu piersią. Odciągam tylko po troszku dla ulgi i żeby nie zrobiły się zastoje czy jakieś zapalenie.. Marzę żeby pozbyć się pokarmu, być szczęśliwą i uśmiechniętą mamą. Myślę że to dla mojej córci będzie lepsze niż mleko cierpiące matki.

    • Pani Aniu,

      Na początek zacytuje fragment Pani wypowiedzi: „Teraz mam twarde,bolesne piersi. Bolą bardziej niż ból rany i obkurczającej się macicy po cc. Mam bardzo” Zaczął się u Pani nawał. Przed karmieniem warto pójść pod prysznic i polewać piersi ciepłą wodą. Następnie, albo trochę odciągnąć trochę pokarmu laktatorem bądź ręcznie. Dosłownie parę kropel tak, żeby brodawka zmiękła. Wtedy spróbować podać pierś maluszkowi. Jeśli Pani musi odciągać pokarm dla dziecka, to laktatorem. Później zrobić zimny okład na piersi przez kilkanaście minut.

      W pierwszych dobach to, że po sesji 7-5-3 minuty było mało pokarmu, to jest normalne. Po cięciu cesarskim laktacja uruchamia się trochę wolniej (choć nie u każdej kobiety). Proszę dać sobie jeszcze czas. Karmienie piersią ma trudne początki: mamy nie wierzą, że mają wystarczającą ilość pokarmu. Później pojawia się nawał, który jest pełen dyskomfortowych uczuć. Gdy mija laktacja zaczyna się stabilizować, a mama zaczyna poznawać przyjemność z karmienia piersią.

      Trzymam kciuki. Ostateczna decyzja w sprawie karmienia piersią jest decyzją kobiety.

  • Marzena Konrad Nowak

    Ja bardzo chciałam i nadal chcę karmić piersią, ale najwidoczniej nie jest mi to dane. Mam 7-tygodniową córeczkę urodzoną przez cc. Dostałam ją dopiero 2 doby po porodzie i od razu zaczęłam przystawiać do piersi. W ciągu tych 2 dni używałam laktatora, aby pobudzić laktację. Było kilka ml. Przez ten czas położne dokarmiały malutką mm. Przy wyjściu zaleciły dokarmiać tylko 2 razy dziennie. Tak też robiłam – dostawiałam, karmiłam aż do wizyty kontrolnej u pediatry – malutka w 10 dni przybrała tylko 50g! Dostałyśmy skierowanie do szpitala, żeby wykluczyć schorzenia nerek. Przyjęto nas na 4 dni, był szereg badań, które nic nie wykazały. Zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego i doradcy laktacyjnego ze szpitala (certyfikowany) dostawiałam, dokarmiałam i odciągałam laktatorem w systemie 7-5-3. Odciągałam ok. 20 ml. Stosunek mojego pokarmu do mm wynosił 1:2. W domu kontynuowałam zalecenia, ale postępy były żadne. Zaprosiłam do domu kolejną certyfikowaną doradczynię. Oceniła karmienie itd. – wszystko ok. Ale widząc mnie wykończoną (mam też 2-letniego synka) doradziła, aby zdecydować się albo na karmienie piersią albo karmienie odciągniętym pokarmem + dokarmianie. Karmiłam piersią i dokarmiałam, ale u małej pojawiły się ciągłe bóle brzuszka, prutanie i wzdęcia. Pieluszka była non stop zabrudzona. Utrzymanie jej przy piersi było wręcz niemożliwe, bo ciągle odrywała się i zwijała przez brzuszek. Czasami nawet z butelką było cieżko. Znów lekarz – Infacol, biogaia i zmiana mleka na Bebilon comfort. Ja w międzyczasie, czekając na ustabilizowanie sytuacji z brzuszkiem, zaczęłam odciągać, zaczęłam od 30ml, doszłam do 70ml. I tu nagle przed tygodniem klops – znów tylko 30ml, a dzisiaj tylko 20ml. Wypożyczyłam medela symphony – bez zmian. Piję femaltiker, herbatkę hippa. Wczoraj postanowiłam, że daję sobie spokój z laktatorami i od wieczora zaczęłam przystawiać małą. Co wypije to wypije, póki coś tam jeszcze jest, ale wypija niewiele, bo czy dam cyca czy nie dopija 90ml mm. W nocy przystawiałam 3 razy, ładnie ssała. W ogóle ładnie teraz ssie, brzuszek nie dokucza i ewidentnie moje mleko smakuje jej bardziej. Tylko tego mleka prawie już nie ma i już nie wierzę, że będzie:(

  • Zuzulinek

    Ja odkąd jestem w ciąży, a i jeszcze długo przed nią byłam negatywnie nastawiona do karmienia piersią i nadal jestem..
    Niestety nie wyobrażam sobie tego, z przyczyn etycznych, może i trochę egoistycznych… Sama z rodzeństwem nie byliśmy karmieni piersią, nie widzę nic w tym złego… Nie rozumiem argumentów w stylu, bo nie wykształci i traci Pani więź z dzieckiem…jest dużo więcej sposobów na stworzenie więzi z dzieckiem i nie tylko jest to karmienie. Wręcz uważam, że kobieta która karmi sztucznie więcej czasu spędza z dzieckiem a także i jego tata. Więź z dzieckiem tworzy się całe lata, a nie tylko podczas karmienia. Jestem gotowa, na to co mnie czeka po porodzie, ale nic na siłę, z przymusu będzie jeszcze gorzej. Pozdrawiam

  • A ja szczerze i dogłębnie nienawidze karmienia piersią! Przy pierwszej córce było to 6 miesiecy walki i łez. Teraz (4 doba po porodzie) jest identycznie. Frustrująca rzecz odbierająca mi wiarę w siebie i macierzyństwo. KP jest nie dla mnie!

  • Gosia

    Mam problem, a mianowicie jak ustabilizowac laktacji? Ciągle coś jest ni tak, co jakiś czas brak pokarmu. A teraz jeszcze zastoj, nie wiem może to smoczek, może porostu nie umie m tego robić. Dodam że dziecko skończyło już dwa miesiące staram się karmić piersią, ale gdzieś ta butla zawsze jest, teraz od kilku dni tylko pierś, teraz mam problem, bo nie mam mleka, widzę to po dziecku. Mam zastoj w jednej z piersi, podać butle czy nie?

    • Ze smoczka na razie bym zrezygnowała. Jeśli problem jest z pokarmem. Jeśli tworzą się zastoje, warto przed karmieniem zrobić w tym miejscu ciepły okład. Po karmieniu zimny. Ważna jest też spokojna głowa w trakcie karmienia piersią.
      Jeśli maluszek nie chciałby jeść z piersi możesz spróbować odciągać pokarm laktatorem.
      Warto też poprosić o pomoc Certyfikowanego Doradcę Laktacyjnego, albo położną środowiskową jeśli zna się na karmieniu piersią i laktacji.

  • Marta Lindner

    Witam.
    Od 4miesiecy kp. Początki nie były łatwe ale szybko się wszystko unormowało i jest świetnie.
    Wyjezdzamy na narty i zabieramy babcie by 1karmienie Ona podawała w butelce. Mała nie zna butelki a ja tylko raz po 1 miesiącu używałam laktator. Co i jak zrobić by przez 7dni móc w ten sposób nakarmić córkę i nie zakłócić laktacji?

    • Marto, przeoczyłam Twój komentarz.. Za co przepraszam. Mam nadzieję, że wyjazd się udał wraz z planem karmienia.
      Odpowiem, choć pewnie już sobie poradziłaś. Może innym zainteresowanym pomoże.
      Najlepiej jest odciągać po trochu (ok. 20 ml – 30 ml) pokarmu po karmieniu. Wtedy po kilku karmieniach uzbiera się porcja na jedno karmienie. Może być tak, że raz uda się odciągnąć 10 ml, a raz 30 ml. Wszystko to jest w porządku.

  • Ewelina.b

    Witam ja od początku miałam problem z kp. W szpitalu nikt nie pomogl mi przystawic małej, sama jako świeżo upieczona mama pierwszego dziecka nie mialam o tym zielonego pojecia. W 3 dobie w dniu wypisu zaczął się nawal pokarmu-płakałam z bólu i z tego że mała nie mogła załapać piersi i wciąż była głodna… skorzystałam z kapturkow silikonowych, które doradzila mi polozna. Dziś mała ma 6mcy. Nadal korzystamy z kapturkow. Martwi mnie jedna kwestia, czy nie strace przez to pokarmu? Czy mozna dlugookresowo karmić przez kapturki? Czasami mam wrażenie że małej zle sie przez nie ciagnie bo pręży się i poplakuje przy jedzeniu ale jak łapie sama brodawke to bardzo płytko i mnie to boli 🙁 nie chce zlapac otoczki 🙁 z drugiej strony mala zabkuje wiec moze stąd to prezenie i odmawianie piersi, sama już nie wiem… odciagajac laktatorem mleko, w jednej piersi leci może tylko z 3 kanalikow a z drugiej ewidentnie wiecej. Czy to malo? Ile mniej wiecej powinnam odciagnac mleka?

    • Ewelino,

      Bardzo mi przykro z sytuacji jaka Cię spotkała w szpitalu. Z kapturków najlepiej jest korzystać krótkoterminowo. Natomiast bywają sytuacje, że karmienie piersią już do końca się w nich odbywa. Też w tym nic nie ma złego. Napisałaś, że dziś mała ma 6 miesięcy, stąd mogę wnioskować, że nakładki nie zakłóciły laktacji.
      To, że pręży się i złości przy jedzeniu może być związane z bolącym brzuszkiem, wychodzącymi ząbkami. Czasami tak wyglądają karmienia. Dzieci mają różny nastrój przy piersi. Można starać się w trakcie kołysać z dzieckiem, szumieć.
      Jeśli chodzi o laktator, to odciągania będą różne. Raz poleci szybko bardzo dużo, raz nie wiele. Od czego to zależy? Czy jest Pani zrelaksowana, spokojna, czy zestresowana, spieszy się… Najlepiej jest nie patrzeć na buteleczkę, nie analizować leci nie leci. Takie myślenie często powoduje nakręcanie się o nie leci, o leci jedna kropla etc… W efekcie pokarmu więcej nie poleci. Warto pomyśleć o dziecku, o tym, że zaraz będzie butelka pełna mleka. itd.

      Jeśli chodzi o kapturki były od początku karmienia piersią, to nie przeszkadza, żeby spróbować karmić bez nich.

      Jak zaczynamy?
      Karmienie zaczyna Pani z kapturkiem. W trakcie odłącza Pani córkę od piersi, zdejmuje kapturek i stara się ją przystawić do gołej piersi. To należy traktować jak trening, raz się uda, raz się nie uda. Warto próbować 🙂
      Trzymam kciuki.

      Jeśli chodzi o pytanie dotyczące ilości odciąganego pokarmu, to dziecko jest lepszym „laktatorem” i wypija znacznie więcej. Czasami laktator nic może nie odciągnąć z piersi, choć jest w nich mleko.

  • Patti Roti

    Będę rodzic we Francji a tutaj niestety jak sie dowiedziałam Francuzki praktycznie wogole piersią nie karmią i przez to położne wogole nie są szkolone w tej kwestii i nie pomagają:( Moja koleżanka Australijka urodziła miesiąc temu i w szpitalu gdy powiedziała ze chce karmić piersią spojrzeli dziwnie i powiedzieli: „no to proszę” zero pomocy…
    osyatecznie po 2 tygodniach prób samych przeszła na odciąga je własnego pokarmu i karmienie butelka.
    Nie chce żeby mnie taka sama sytuacja spotkała, czy są jakieś porady na „odległość” z których mogłabym skorzystać? Dziękuje

    • shanon

      Polecam książkę „W oczekiwaniu na dziecko” H. Murkof. Skarbnica wiedzy 🙂

    • Moniqa

      Zaopatrz się w maść na bolące brodawki, jeśli będziesz dostawiała maluszka, i będzie bolało, tzn, że za słabo chwyta pierś i musisz mu troszkę pomóc by mocniej/głebiej uchwycil brodawkę .. od razu po porodzie dostaw dzidzię do piersi , to bardzo ważne, przez 3-4 dni będzie laktacja się dopiero rozkręcać i to ciężki okres, ale maluszka dostawiaj bardzo często i będzie dobrze.. w pierwszych dniach żoładek Maluszka ma wielkość orzecha włoskiego, wiec spokojnie się będzie najadał..
      Jak będziesz miała klopot z pokarmem zaopatrz się w femaltiker, u nas wystarczyło uzycie 1/2 saszetki..
      Ponadto duuużo cierpliwości ..
      U nas 2tyg trwały nim zaskoczyliśmy o co w tym chodzi .. ale się nie poddaliśmy i dziś 7mcy sie karmimy i końca nie widać .. Bywają momenty, że mleczka jest mnie,ale wtedy częściej się karmimy i o kilku dniach znowu jet okey 🙂

  • shanon

    Karmię piersią. Pierwsze dziecko karmiłam ok 10msc, drugie zamierzam do roku. Karmię, bo lubię, bo jest to chwila bardzo bliskiego kontaktu z dzieckiem. Poza tym jest to najwygodniejszy sposób karmienia i mleczko jest najzdrowsze. Nigdy nie mogłam zrozumieć czemu niektóre kobiety nie chcą karmić naturalnie.

  • Karolina

    Ja karmie butelką już od pobytu w szpitalu. Okoliczności mi niestety nie pozwoliły karmić piersią choć chciałam(dziecko urodziło się z wadą podniebienia).Próbowałam przystawiać,ale córka nie chciała bo nie potrafiła zassać,próbowałam przez nakładki i też nic.Odciągałam na początku laktatorem,ale laktacji nie udało mi się rozkręcić i utrzymać. Do tej pory jak kogoś spotykam jest ciągle pytanie „Jak karmie i czemu nie jest to pierś”.Mam już dość tłumaczenia,czemu tak się stało tym bardziej,że często pytają o to osoby które zagadują mnie na ulicy nawet. Dla mnie karmienie mm jest tak samo dobre jak piersią.Ważne że w ogóle się karmi 🙂

  • Moniqa

    My karminy się 7mcy 🙂
    Choć początki były ciężkie..
    w szpitalu Maluch mi się nie najadał, mimo, że miałam pokarm, ale pojawił się kłopot spłaszczających się sutków po chwili ssania.. bywało, że synek 2h byl przy piersi , a i tak głodny 🙁 a mleczko płynęło po naciśnieciu ..

    2 tyg były ciężkie i nie jedna łzę uroniłam.. dawałam pierś, a jak brodawka się chowala laktator szedl i ruch i w butelce dawaliśmy resztę, Po 2 tyg brodawki się „wyrobiły” i nie potrzebny już był laktator 🙂

  • Aga

    Witam serdecznie, jestem w 3 miesiącu ciąży. Wiadomość ta była ( być moze nadal jest ) dla mnie szokiem. Od poczatku ciąży zmagam sie depresja – ciąża niestety w taki czy inny sposób pogarsza moj stan. Nie jestem nastolatka – tylko dojrzała kobieta , która musi stawić czoła temu co sie z nią dzieje . Niestety sam stan bycia w ciąży i biologiczne zmiany które zachodzą w moim ciele wywołują u mnie raczej negatywne odczucia . To samo tyczy sie karmienia piersią w przyszlosci . Mieszkamy wraz z mężem w Niemczech – gdzie karmienie „butelką” nie jest w żaden sposób napiętnowane . Nie wyobrażam sobie karmić piersią – być moze zabrzmi to niedorzecznie – jednak dla mnie byłoby to naruszenie mojej intymności .

  • magdalena stelmaszczyk

    Karmię 4 miesiące i chcę jak najdłużej. Początki były trudne bolące brodawki powodowały rozpacz przed każdym kolejnym karmieniem, rozważałam podanie butelki ale za każdym razem gdy o tym pomyślałam to mówiłam sobie ” dasz radę, ból w końcu minie ” i tak też się stało . Teraz nie wyobrażam sobie że mogłoby być inaczej , wszystko jest w naszych głowach . Trudno mi zrozumieć to że kobiety ” nie mają pokarmu ” czy mają ” słaby pokarm ” , położna w szpitalu powiedziała że każda może karmić piersią ale trzeba chcieć, najgorzej to się poddać. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu że karmię piersią , pomijając wartości mleka samo to uczucie gdy dziecko ssie to coś niesamowitego ta bliskość aż się łezka w oku kręci .

  • Marta Makowska-Fred

    Karmie 5 ty miesiac po cc. Ale dlamnie teraz a wlasciwie od 2 miesiaca zycia to psychiczny koszmar bo dziecko szarpie sie przy piersi i nie moge znaleźć przyczyny.Córka byla przebadana jest zdrowa a itak w dzien odrzuca pierś musze ja usypiac zeby chwyciła ital udaje mi sie 5-6karmien ale bywa ze mniej chce karmić do roku ale powoli wymiekam zauważyłam ze caly dzien spedzam na wymyslaniu sposobów jak ja nakarmić i myślę że dlatego nie ciesze sie tak macierzyństwem. Ale musze przyznać ze byl moment ze mala jadla ladnie w każdej pozycji domagala sie piersi o to bylo wspaniałe byl to dla mnie 100%relaks oczywiście tez na początku cierpialam na bolace sutki ale przeszly a teraz nawet nie widze zeby dawala znaki ze jest głodna korzystam z porad poradni laktacyjnej narazie niewiele mi pomogły . Szczerze jestem zawiedziona chcialam urodzic naturalnie i karmic piersią to drugie nadal trwa ale powoli mam dość to juz jest meczace dla nas trojga .Mala ladnie przyrasta ale mnie meczy bujanie jej na piłce do prztsniecia i wtedy karmienie czuje ze tak tez moge wyrzadzic jej krzywdę. Jeszcze zostalo podejrzenie zaburzen SI i napiecis mięśniowego ale nie wiem czy do tego czasu nie zaniknie mi laktacja .

  • Aleksandra Kosiorek

    Dzień dobry, bardzo proszę o informację, jak mamy, które są zdecydowane karmić MM mają przygotować się do szpitala: czy należy wyposażyć się we własne mleko/sterylizator/butelkę? Z pobytu z pierwszym dzieckiem pamiętam, że pielęgniarki noworodkowe nie pozwalały dokarmiać MM zakupionym przez rodziców (jeżeli trzeba było dokarmić maluszka, który był karmiony głównie naturalnie, należało pójść do dyżurki i poprosić o mleko od szpitala). Ja prawdopodobnie zdecyduję się w ogóle nie karmić naturalnie, więc mleka będę potrzebować „na pełen etat” – czy ma Pani jakąś radę jak to zorganizować?

  • Ewa Milewska

    Karmię i chcę jak najdłużej! nie rozumiem argumentów mam, które martwią się o wygląd piersi – dla mnie dziecko i jego zdrowie jest najważniejsze. Tym, które nie są przekonane polecam obejrzeć: http://femaltiker.pl/mama-pelna-piersia-jak-poradzic-sobie-z-problemami/.

  • Marta

    U mnie od początku nie było tak, jak się spodziewałam. Chciałam urodzić naturalnie i naturalnie karmić. Okazało się, że mam za wąską miednicę i cesarka jest konieczna. Po zabiegu (wbrew temu, co wpisałam w szpitalnej ankiecie) nie przyprowadzono mi dziecka, żebym spróbowała karmić. Leżałam z cewnikiem i kroplówką do następnego dnia, a synek w tym czasie był pod opieką pielęgniarek i dostawał już mleko modyfikowane. Psychicznie bardzo źle to zniosłam, bo chciałam w końcu zobaczyć moje pierwsze dziecko, ale jak zostałam odłączona od kroplówki i wstałam, żeby po nie pójść, to zemdlałam. Po kilku godzinach w końcu przyprowadziłam synka i miałam go już przez cały czas przy sobie. Próbowałam oczywiście karmić naturalnie, ale mleka było za mało i w końcu i tak szłam po butelkę, bo dziecko było głodne. Mam w rodzinie osobę, która ściągała mleko laktatorem i dzięki częstemu ściąganiu wytworzyła takie jego ilości, że jeszcze robiła zapasy, więc po niepowodzeniach z początkowym przystawianiem postanowiłam również odciągać mleko. Niestety przez cały czas mojego mleka było za mało i dorabialiśmy sztuczne. Ściągałam tak często, jak tylko mogłam, przez pewien czas nawet co 2h, i w najlepszym okresie synek dostawał połowę mleka ode mnie. Teraz ma 3 mies i mimo wszelkich starań mojego mleka jest już naprawdę resztka. Ściągam dużo rzadziej, bo rodzina przekonała mnie, że dziecko potrzebuje szczęśliwej mamy, a nie wiecznie zestresowanej i biegającej z laktatorem. Wiem, że wytworzyła bym mleko, gdybym się nie poddała i regularnie przystawiała dziecko do piersi, ale nie chciałam go męczyć i odpuściłam. Synek po kilku dniach od narodzin trafił z powrotem do szpitala z zapaleniem płuc ( podobno to częste przy cesarce) i na naukę naturalnego karmienia nie było już czasu. Dziś czuję, że zawiodłam i mam straszne poczucie winy. Gdybym wiedziała, że będzie tak trudno, to już w ciąży szukała bym pomocy w poradni laktacyjnej. Przy drugim dziecku będę mądrzejsza…

    • Marto bardzo mi przykro. Trudne jest mi wyobrazić sobie co czułaś nie widząc synka tyle czasu po cięciu cesarskim. Walczyłaś bardzo dzielnie o laktację. Myślę, że na tamten moment zrobiłaś wszystko co było w Twojej mocy. Jeśli wciąż wraca do Ciebie ten temat i czujesz, że zawiodłaś. Być może warto skorzystać z pomocy psychologa. Bądź pójść na Krąg Matek i opowiedzieć swoją historię. Być może usłyszenie historii innych kobiet, opowiedzenie swojej okaże się pomocne.
      Życzę Ci wszystkiego dobrego i bądź wyrozumiała dla siebie.

  • Magdaleno przepraszam, że dopiero teraz odpisuje. Napisałaś prośbę o poradę na bazie doświadczenia swojej mamy. Dla Twojej mamy tak długie karmienie było trudnym doświadczeniem. U Ciebie wcale tak nie musi być. 9 miesięczne dziecko nie musi uczyć się pic z butelki. Odciągnięte mleko możesz podać w kubeczku bądź bidonów ze słomka.
    Natomiast może być tak, że gdy Twoje dziecko będzie miało 9 miesiecy to będziesz chciała jeszcze karmić piersią.
    Pomysł chwilkę czym dla Ciebie jest karmienie piersią.

  • Ewelina Asztemborska

    My karmimy się 4 miesiące, ale to nie jest dla mnie najpiękniejszy czas. Kocham moją córeczkę i jeszcze przed zajściem w ciążę nie wyobrażałam sobie żebym mogła ją karmic inaczej. W szpitalu wszystko było dobrze, gorzej było w domu. Miałam tak dużo pokarmu, że mała nie nadążała łykać i w 3 tygodniu dostała kolki i bólów brzuszka. Próbowałam wszystkich pozycji, ale prawie każde nasze karmienie to walka, moja córka nie umie spokojnie jeść i rzuca się na wszystkie strony, odrywa, płacze. Często ma gazy, których nie udaje nam się wyeliminować… Nie myślałam, że karmienie będzie dla mnie takie trudne. Jakoś jeszcze się karmimy, ale mam wrażenie, że te jej wszystkie bóle i płacz to przez to moje mleko, że wcale nie jest dla niej takie dobre, ale z drugiej strony nie chce jej go jeszcze pozbawiać, bo to kolejna część siebie, którą mogę jej dać. Przyznaję jednak, że to psychicznie jest mnie ciężkim chlebem…

  • Kamila

    A ja mam wielki problem… Juz czuję ze dopadla mnie depresja ciagle płaczę bo juz nie daje rady. 14.05 urodzilam coreczke ktora kocham najbardziej na świecie. Lidka niestety nie ssie prawidlowo zasypia przy piersi i tylko ją ciumka zamiast aktywnie ssac. Doradca laktacyjny nie bardzo mi pomogl stwierdzajac ze tylko laktator nas ratuje i ze moze jeszcze mała nauczy sie ssac ale to watpliwa sprawa. Siedze przy laktatorze co 2-3h i juz nie daje rady. Boje sie jak zostane z mala sama (moj partner wraca po tacierzynskim do pracy) to zajmujac sie nia nie bede w stanie odciagnac mleka i co wtedy jak bedzie glodna? Juz swiruje nie daje rady psychicznie i zastanawiam sie nad mieszanym karmieniem… A jednoczesnie czuje sie winna ze biore to pod uwage ale tez nie wyobrazam sobie siedzieć 6 mcy w czterech ścianach bo na ten moment tak to wyglada….. Pomocy….

  • Magda Trolińska

    ja się nie spodziwałam aż tak komlikacji z brodawkami, suchośc obolałe, teraz mam balsam Maternea i bardzo łagodzi ale dość upierdliwe

Zapraszam
na darmowy kurs!

Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.