Poronienie

Ronić po ludzku czyli o mamach aniołków

Wczoraj byłam w Empiku i rzucił mi się w oczy nowy numer Twojego Stylu. Zazwyczaj by nie mieć wyrzutów sumienia, że kupiłam gazetę bezsensu zczytuję jakie tematy są poruszane w danym miesiącu. Na okładce ujrzałam „Raport matki aniołków kiedy kobieta traci ciążę”. Wiedziałam, że muszę go przeczytać.

O stracie dziecka pisałam już na blogu. Zainteresowanie tematem poronienia wzbudziła we mnie koleżanka na studiach. To ona przyniosła pierwszy artykuł o poronieniu, zaprosiła na spotkanie kobiety, które przeżyły stratę. Od tego momentu zaczęłam poszukiwać więcej informacji na ten temat. Byłam na konferencji dotyczącej poronienia. Nie raz doświadczyłam spotkania z rodzicami, którzy stracili dziecko. Bądź maluszek rodził się w ciężkim stanie i nie wiadomo było czy przeżyje.

Nie znalazłam jeszcze złotej recepty na sytuacje, w których roni się dziecko. Nas jako personel medyczny w ciągu dyżuru spotykają różne sytuacje. Czasami nie wiadomo jak się zachować, w jaki sposób będzie najlepiej. Być może czasem we mnie pojawia się ulga jeśli wiem, że rodzice w domu mają jeszcze maluszka. Ale czy dla nich to pociecha? Ciężko, jest rozpocząć rozmowę, zadać pytanie o utracone dziecko. A jak porozmawiać z mamą, która wie, że może stracić maluszka? Czasami mam nadzieję, że sama obecność pomaga, że ktoś nie ucieka, nie unika, ale jest i chce pomóc.

Bywa, że rodzice są przygotowani na stratę maluszka, a on rodzi się w ciężkim stanie i z dużą wolą życia. Co się stanie dalej… Często jest wielką niewiadomą, ale rodzi się nadzieja.

W Twoim Stylu jest raport „Ronić po ludzku”, a w nim artykuł: „Mój ludzik się odmeldował” autorstwa Marty Bednarskiej. Przeczytać możemy relacje kobiet, które przeżyły stratę. O tym jak bardzo pragną pochować dziecko i jakie to bywa trudne w naszych polskich realiach. Jest również o rodzinie. O takiej, która za wszelką cenę chce wspierać. A po wyjściu ze szpitala wiele osób nie rozumie, że kobieta jest wciąż w żałobie po stracie dziecka.

Z punktu widzenia medycznego w ciągu pierwszych miesięcy ciąża może zostać poroniona. Tak, postępuje natura jeśli dziecko rozwija się nie prawidłowo. Dawniej kobiety nawet nie wiedziały, że są w ciąży i roniły. Dziś w dobie planowania dziecka, często wyczekuje się okresu. A gdy się spóźnia, czeka się na zrobienie testu ciążowego, a jeśli nie są jasne wyniki, to zawsze możemy zrobić test z krwi na poziom hormonu Beta HCG i oto wiemy nawet o ciąży w 4 tygodniu. Takiej malutkiej i nie pewnej z punktu widzenia medycznego. Ale kobieta, która pragnie malusza już kocha! Już czeka! Już marzy…

W Twoim stylu jest krótki wywiad z psycholog Iabelą Borton-Smoczyńską o tym jak żyć po poronieniu i jak wspierać „osieroconych” rodziców. Tłumaczy kiedy kobieta staje się matką:
Gdy buduje tożsamość matki. Tworzy obraz nienarodzonego dziecka, z którym tworzy relację. Wyobraża sobie malucha, jaki będzie miał uśmiech, czy odziedziczy mimikę męża. Im głębsza relacja z wyobrażeniem, tym trudniej przeżyć stratę. Nieważne, czy poronienie nastąpi w 6., 13., czy 23. tygodniu.”

Czytając wywiad dowiaduję się, że 70% par przeżywa kryzys po stracie dziecka, a 40% się rozstaje. Często wynika to z niezrozumienia siebie. Kobiety zwykle potrzebują się wypłakać, być przytulone. A mężczyźni podchodzą do życia bardziej zadaniowo więc wolą odwracać uwagę np. proponując kino. Chciałam tylko podkreślić, że mężczyzna również może przeżywać żałobę. Tylko patrząc stereotypami jemu nie wypada… Bo przecież mężczyźni nie płaczą.

Podobno w Ameryce kobieta i rodzina po poronieniu otrzymuje ulotkę dotyczącą uczuć jakie może odczuwać po stracie dziecka oraz, w którym momencie warto poprosić o pomoc psychologa. A w Szwedzkich szpitalach rodzice otrzymują zestawy pamiątkowe po dziecku np. odcisk stópek.

Warto przeczytać ciekawy wywiad z ginekologiem położnikiem pod tytułem: „Dwie kreski na teście to nie dziecko”. Choć tytuł wydaje się bardzo kontrowersyjny, to jest to bardzo interesująca rozmowa z lekarzem. Dr Grzegorz Południewski (ginekolog położnik) pragnie przybliżyć czytelnikowi medyczny punkt widzenia na rozwój dziecka i aspekt poronienia.

Mogłabym jeszcze wiele napisać w tej notce, ponieważ poronienie, to temat rzeka. Pod moim wcześniejszym wpisem: „Poronienie czyli strata dziecka” można przeczytać setki kobiecych historii. Bywa, że właśnie pod tym wpisem mamy aniołków wspierają się i dodają sobie wzajemnie otuchy.

Dziękuję Ci za przeczytanie wpisu:

  • Mój wpis będzie bogatszy jeśli napiszesz komentarz. Dołączysz do dyskusji. Z radością poznam Twój punkt widzenia.

  • Podaj dalej czyli podziel się wiedzą z innymi dzięki przesłaniu linku do wpisu, zamieszczeniu go na grupie bądź podzieleniu się na Instagramie czy Facebooku.

  • Chcesz więcej? Zachęcam do polubienia na Facebook’u https://www.facebook.com/ZapytajPoloznaPL/.

  • Chcesz jeszcze więcej? Moim ukochanym miejscem w sieci jest Instagram https://www.instagram.com/polozna_kasia/ polozna_kasia tam dziele się swoją wiedzą w postaci ktrótkich InstaStories oraz w postach. Poznasz mnie tam z zupełnie prywatnej strony.

  • Raczkującym miejscem jest YouTube https://www.youtube.com/channel/UC3rmaam0tObVrswe2belzHQ?view_as=subscriber. Jeśli staniesz się subskrybentem mojego kanału to o nowych filmikach dowiesz się od razu.

Wybrane dla Ciebie

14 komentarzy

  • Odpowiedź
    paulina1101
    12-08-2011 o 08:58

    Witam,
    z zainteresowaniem zajrzałam…w ubiegłym roku przerwałam kurs bo „mój ludzik się odmeldował”…ale to nie było poronienie. Maciuś urodził się 20/05/2010 w 38tc sn. Podczas ciąży miałam wielowodzie i u synka zdiagnozowano kardiomegalię, która wg lekarza prowadzącego miała być tylko powiększoną sylwetką serca. Faktycznie, serce oprócz tego,że było duże było prowidłowo zbudowane…autopsja nie wykazała żadnych wad genetycznych ani rozwojowych. Jak podnieść się po stracie, której się nie spodziewasz, jak wytłumaczyć starszej córce co się stało. Wszyscy przeżyliśmy ogromny szok,ból,złość, wszyscy płaczemy do dzisiaj – ja,mąż i Zosia nasza 7 letnia córka. Płaczemy pomimo tego,że 20/05 tym razem tego roku urodziła się Michasia…Wydawało mi się,że nie będzie czasu na ból, kiedy pojawi się to upragnione maleństwo. Czasem jednak jest gorzej. Trudno to wszystko opisać…
    Jeśli zaś chodzi o przygotowanie polskich lekarzy i położnych, niestety to bardzo niski i żałosny poziom.Takich rodziców traktuje się jak by byli trędowaci,żaden lekarz ani położna nie zajrzeli do mnie po porodzie, oprócz wizyt koniecznych (bandażowanie piersi!!!szok!!!, zastrzyk z immunoglobuliny). Następnego dnia rano wypisałam się na żądanie, bez badań, bez niczego. Wszyscy byli szczęśliwi,że podjęłam taką decyzję.
    Wiem,że w innych krajach, rodzice mogą dziecko umyć,ubrać, zrobić pamiątkowe zdjęcia czy inne pamiątki. Nam po 2 godz. zabrano Maciusia i na oczach mojego męża wsadzili go do czegoś co przypominało skrzynkę na narzędzia,owiniętego w szpitalną szmatkę, nago, bo przecież i tak na sekcję…
    Kiedy wreszcie przyszły wyniki, okazało się,że ordynator nie wie jaka przyczyna, on przecież nie jest duchem świętym. A na odchodne,kazał mężowi od wrzśnia wietrzyć jaja i brać się do roboty jak kobita dojdzie do pionu. Dodam,że mieszkamy w dużym mieście w centrum Polski.
    Do dnia dzisiejszego szukamy przyczyny śmierci naszego dziecka. Zaangażowaliśmy prokuraturę licząc na to, że może powołani biegli coś wyjaśnią, niestety.
    Dla lekarzy w Polsce jest to niechciany problem i najlepiej zasypać go ziemią… Dla nas rodziców i naszych starszych dzieci to olbrzymia tragedia. Moja córka, pomimo iż ma upragnione rodzeństwo nadal płacze, nie mówiąc już o nas rodzicach. My oczywiście robimy to tak, żeby nikt nie widział…
    Zadbajcie o rodziców w szpitalach, dajcie oddzielny pokój, czas na pożegnanie się z maleństwem, fachową pomoc. Podajcie nam rękę.

  • Odpowiedź
    Kama-aniołkowa mama
    12-08-2011 o 09:14

    Znam ten ból aż za dobrze wyczekiwane USG w 20 tygodniu oboje cali w skowronkach oczekujemy na widok naszego maluszka nic nie zapowiadało tragedii, lekarz przykłada mi do brzucha gałkę od USG i już nigdy nie zapomnę jej wyrazu twarzy i słów „jest duży problem, serce płodu nie bije”, potem jest już pustka kilka dni niedowierzania i poród wywoływany i Jego już nie ma, teraz mam śliczną cudowną córeczkę ale mojego pierwszego ukochanego synka nigdy nie zapomnę i nigdy nie pogodzę się z jego stratą i nie przestanę myśleć ile mógłby mieć lat i jak by wyglądał

  • Odpowiedź
    Kasia
    12-08-2011 o 14:50

    paulina1101 przykro mi jest, że nie mogłaś się pożegnać z ukochanym dzieckiem w sposób jaki pragnęłaś. W psychologii mówi się, że jeśli rodzice mają czas na pożegnanie, to łatwiej przechodzą żałobę.

    Medycyna w dzisiejszych czasach jest na bardzo wysokim poziomie, ale mimo wszystko potrafi nas ogromnie zaskoczyć. U Pani synka zdiagnozowana wada okazała się poważniejsza niż się spodziewano. Ciężko jest tu wyrokować czy ktoś rzeczywiście się pomylił. W dobie USG wiele schorzeń/ wad jest czasem nie zauważonych. Bywa to wynikiem nie uwagi lekarza, albo braku doświadczenia.

    Mam nadzieję, że takie artykuły jak w Twoim Stylu, rozmowa na forum publicznym o rodzicach po stracie zmienią naszą polską rzeczywistość.
    Dziękuję za wpis.

    Kama-aniołkowa mama przykro mi.

    Wasze aniołkowe dzieci zawsze będą w Waszych sercach.

    Miałam napisać, że bardzo Wam współczuję. Ale myślę, że nie ma słowa, które by pocieszyło. Chciałabym Was przytulić i powiedzieć, że kiedyś spotkacie się ze swoimi maleństwami.

  • Odpowiedź
    Monika mama Aniołków
    12-08-2011 o 15:08

    Pierwszy test , dwie kreski, niesamowita radosc.Wizyta u lekarza, plany,wybieranie imion.To bylo w lipcu 2009 roku.W sierpniu w nocy obudzil mnie straszny bol, pojechalismy doszpitala i uslyszlam, ze tam juz nic nie ma.A jeszcze tydzien wczesniej sluchalam bijacego serduszka.I slowa learza,”To pani wina, trzeba bylo przyjechac wczesniej”Plozyli mnie na oddziale i uslyszlam , ze ide na skrobanie…. po zabiegu polozyli mnie na slai z dwoma nastolatkami w ciazy, ktore patrzac na mnie mowily, ze po co rycze przeciez nic sie nie stalo.Wypisalam sie na wlasne zyczenie, nie dal bym rady tam dluzej wytrzymac.Po stracie wiele dni lezalam bez ruchu w lozku, nie jadlam , nie mylam sie ,nic nie mowilam , tylko plakalam.Zabronilam znajomym mnie odwiedzac i rozmawiac.Moj partner uszanowal moja prosbe i jesli ktos chcial cos wiedziec to zglaszal sie do niego.Potem wyladowalam u psyhiatry, naszczescie pomogl.Po roku kolejny test, kolejne dwie kreski, tym razem ciaza pozamaciczna….Zabieg laparoskopowy w szpitalu i kolejna depresja.Zwatpilam, ze kiedykolwiek nam sie uda.
    Obecnie jestem w 37 tc, pod serduszkiem nosze coreczke i wiem, ze nasze dwa aniałki czuwaja nad nia.

  • Odpowiedź
    Tyszanka
    12-08-2011 o 19:01

    ja straciłam syna 2 stycznia 2010 roku.
    Nie mam teraz weny by o wszystkim pisac, ale nasz artykul się pojawił w internecie.

    cz.1 tutaj
    http://fiatowiec.nowyekran.pl/post/1835,miloszek-mogl-zyc-gdyby
    cz.2 tutaj
    http://fiatowiec.nowyekran.pl/post/2557,miloszek-mogl-zyc-gdyby-cz-ii

    tutaj filmik o naszym synku mojego autorstwa:
    http://www.youtube.com/watch?v=uuskbA5Qx3o

    Brakuje nam go okropnie.
    Dzisiaj jestem w 27 tygodniu ciąży z synkiem 🙂
    Do dzisiaj nie znamy przyczyny smierci naszego dziecka…ale jakbysmy mieli 12 tyś zł., to możemy podwazyc opinię biegłych u innego biegłego…tylko skąd wziąć te pieniadze????

    [‚][‚][‚] Miłoszku, odeszłeś o całe życie za wcześnie….[‚][‚][‚]

  • Odpowiedź
    paulina1101
    12-08-2011 o 21:03

    Jakbym czytała swoją historię…
    światełka do samiuśkiego nieba dla Miłoszka, a dla Ciebie Aniu uściski…Moja druga córeczka urodziła się w I rocznicę śmierci synka, teraz ten dzień nabierze dla nas nowego wyrazu. Tak bardzo tęsknię…

    maciuschmielecki.pamietajmy.com.pl

  • Odpowiedź
    Tyszanka
    12-08-2011 o 22:18

    zapalam światełka dla Maciusia [‚][‚][‚]
    I się cieszycie z narodzin córeczki i pewnie na cmentarzu opłakujecie na Maciusia grobku….
    Życzymy duzo zdrowka dla córci i dla całej rodziny 🙂

  • Odpowiedź
    Katarzyna
    24-08-2011 o 09:37

    Witam. 22 sierpnia o 21.55 straciłam dziecko. Byłam w 10 tygodniu ciąży. Trafiłam do szpitala gdyż miałam krwawienia. Okazało się że moje maleństwo sie nie rozwija, nie było nawet widać serduszka. Dostałam tabletki na poronienie… Na drugi dzień zabieg łyżeczkowania. Nie mogę sobie z tym poradzić. Tak bardzo pragnęliśmy z mężem tego dziecka. Jestem załamana… Mam koszmary. Cały czas mi się śni to poronienie. Jak zamykam oczy to widzę to maleństwo, które ze mnie wypłynęło… Nie rozumiem dlaczego do tego doszło… Mam żal, taki żal, że zabrano mi tą radość. Gdy straciłam dziecko straciłam całą ochotę do życia… Jak mam żyć ze świadomością, że straciłam dziecko. Wiem jestem młoda mam 22 lata i będę miała jeszcze dziecko ale nie nienawidzę jak ktoś tak mówi… pomóżcie mi… Czuje się teraz taka pusta…

  • Odpowiedź
    Kasia
    01-05-2013 o 20:17

    Wszystkim Wam kochane Aniołkowe Mamy z głębi serca współczuję. Ja poroniłam 22-go marca 2013-go roku, czyli nie tak dawno. Czuję ogromną pustkę i przygniatający mnie ciężar rozpaczy, pomimo, że mam udaną pięcioletnią córeczkę. Powinnam była zmienić ginekologa. Dwa lata po urodzeniu mojej córeczki pojawiły się myśli o drugim maluszku. Nie zachodziłam w ciążę, pomimo, że nie było fizycznych przeciwskazań, a my się nie zabezpieczaliśmy. Mój ginekolog zbywał moje wątpliwości, raz jedyny zapisał mi luteinę i na tym koniec. Myślałam: blokada psychiczna-za bardzo chcę. Moja córka nie chciała rodzeństwa. Zaczęłam myśleć, że może tak jest lepiej i wtedy zdarzył się cud- w lutym dwa pozytywne testy, kreski wyraźne, brak okresu…Pierwszego marca byłam u dra W. Potwierdził, gratulował, pytał o badania prenatalne.Wyraziłam zgodę, choć i tak urodziłabym, także chore, niepełnosprawne ziecko-wbrew wszystkiemu i wszystkim. Napomknęłam mu o pojawiającym się dwukrotnie śladzie plamienia. Zignorował. Kolejna wizyta- 29-ty marca. 20-go późnym wieczorem zaczęłam bardziej plamić. Pojechałam do szpitala. Dyżurny ginekolog pokazał mi na usg krwiaka nad dzieckiem, które wtedy żyło.Był mniejszy od niego. Miałam brać luteinę, leżeć i nie współżyć. Jeszcze tego wieczoru zażyłam luteinę, ale nie było już ratunku. 22-go marca, około piątej nad ranem, straciłam moje dziecko. Teraz mam anielską córeczkę, Joasię. Dobrze, że istnieją miejsca jak to, bo internet roi się od ludzi negujących istnienie naszych dzieci, ich i naszych praw, od , co gorsza, kobiet, dziewczyn, wyszydzających inne kobiety, które nazywają siebie matkami, chociaż loroniły. Szkoda, że nie rozumieją ile wyrządzają zła.

  • Odpowiedź
    Renia
    03-06-2013 o 13:36

    Straciłam ciążę w 4 tygodniu. Dla nas to była strata dziecka i strata nadziei, bowiem miałam 43 lata. Ostatnia nadzieja. Nie zapomnę tego uczucia , które było we mnie przez prawie miesiąc. A teraz pustka, ból, brak nadziei. Nie wiem co dalej…

  • Odpowiedź
    światełko
    13-02-2014 o 22:37

    „Gdy kto kto Ci jest światełkiem gaśnie nagle w biały dzień”

    Nasza Córeczka odeszła do Aniołków w 38 tyg , ponieważ lekarze nie mieli dla nas czasu… tak bardzo tęsknię..i chcę przytulić..

  • Odpowiedź
    Karina
    11-04-2015 o 20:23

    Współczuję z całego serca wszystkim, którzy znają gorzki smak utraty Maleństwa… Ja straciłam swojego synka dokładnie wczoraj..w 14 tyg.ciąży. Z nieznanych przyczyn pękł mi w nocy pęcherz płodowy.Później wszystko działo się bardzo szybko..wielkie nadzieje, widok dziecka na monitorze USG.. i całkowity brak wód płodowych. Lekarz (który przyjął mnie natychmiast)skierował mnie do szpitala, nie wzbudzając większych nadziei. W całym swoim nieszczęściu spotkałam na swojej drodze fantastyczny personel…wspaniałych ludzi. Do szpitala przyjmowała mnie kobieta – przesympatyczna, cierpliwa, po prostu ludzka. Na oddziale natychmiast dostałam osobną salę z 2 łóżkami – 1 dla męża,który mógł zostać ze mną cały czas. Oboje dostaliśmy posiłki,zapas wody itd. Po przyjęciu 2 tabletki poczułam delikatne bóle podbrzusza (pielęgniarki ciągle przypominały,że w każdej chwili mogę dostać leki przeciwbólowe)… mąż pocałował mój brzuch (jego słowa do teraz słyszę – Synuś – Kochamy Cię, ale to już chyba czas..)… po kilku chwilach ujrzałam swoje Maleństwo.. pielęgniarka odcięła pępowinę i zabrała dziecko. Mnie położono do łóżka i przewieziono na inną salę. Tam lekarka zrobiła mi USG . Musiałam być wyłyżeczkowana – łożysko nie chciało się urodzić. W czasie oczekiwania na zabieg dostałam swojego synka – umytego,leżącego na mięciutkiej szmateczce w misce nerkowatej. Mogliśmy być z nim tak długo, jak tylko chciałam. Lekarka spytała jeszcze, czy chcemy spotkać się z duchownym,z psychologiem, czy chcemy uczestniczyć przy spaleniu zwłok itd. Po ok godzinie przyszedł anestezjolog ustalić formę znieczulenia. Zrezygnowaliśmy z ogólnego, bo wcześniej zjadłam bułeczkę. Dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe. Wszystko odbyło się w naprawdę ludzkiej i miłej atmosferze. Po operacji wróciłam na salę, pielęgniarki i lekarze okazywali mi troskę i wsparcie. Powiedziały też, że jeśli sobie życzę, to mogę dostać zdjęcia dziecka. Obejrzałam je dopiero dzisiaj po wyjściu do domu – synuś miał ubraną maleńką czapeczkę, przykryty był maleńkim kocyczkiem…. na następnym leżał na kocyku.. piękny gest ze strony pielęgniarek. Mimo ogromnej tragedii doceniam ważność wszystkiego, co dla mnie zrobili ci ludzie. Zero komentarzy, wsparcie, obecność… szkoda, że tak rzadko spotyka się takie podejście w polskich szpitalach. Ja roniłam w niemieckiej klinice w Koeln …. Nie mogę się pozbierać, nie mogę uwierzyć, że ja jestem w domu,a mój synek został spalony… dlaczego????

  • Odpowiedź
    justa
    29-04-2015 o 18:53

    Jestem w ciazy 20 tydz i 6 dni wczoraj mialam usg dziecko ma bardzo duza wade rozwojowa nie ma szans na utrzymanie ciazy jutro ide do szpitala dostane tabletki na poronienie i mam udodzic. Strasznie sie boje i nie moge uwierzyc w to sie dzieje czuje ruchy dziecka a jutro juz go nie bedzie. Bol zal i wielki smutek i pytanie dlaczego my…

    • Odpowiedź
      Położna Kasia
      29-04-2015 o 22:01

      justa bardzo mi przykro z powodu Twojej straty… Tę noc gdy jesteście wszyscy razem. Możecie potraktować jako pożegnanie. Będzie trudne, ale możesz opowiedzieć swojemu dziecku to co chciałabyś, by usłyszało. To co czujesz jest nie do opisania. Bardzo mi przykro.

    Napisz komentarz

    Zapraszam
    na darmowy kurs!

    Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

    Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

    P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.