Poronienie

„Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim” – 15 października dzień dziecka utraconego

Dzień dziecka utraconego przypada na 15 października. Mam wrażenie, że to święto nie jest tylko dla rodziców, a dla całego społeczeństwa. Jestem przekonana, że rodzice każdego dnia pamiętają o swoich aniołkach. Uczą się żyć bez nich. Dzień Dziecka Utraconego przypomina, że są wśród nas osoby, które straciły kogoś bliskiego. Czasami dziecko, którego nigdy nie poznały. Czasem miały okazję tylko musnąć dłoni, przytulić nieobecne ciałko. Inne doświadczyły walki o każdy dzień życia i oprócz radzenia sobie ze śmiercią dziecka radziły sobie z poczuciem przegranej walki. Są osoby, które radowały się dzieckiem codziennie, aż pewnego dnia niespodziewanie zdarzył się wypadek. Bądź została zdiagnozowana choroba śmiertelna. Niestety w przypadku życia i śmierci nie znamy nigdy dnia ani godziny.  

Były momenty w pracy, gdy rodziły się dzieci chore, martwe bądź umierały. Mnie ogarniał strach i lęk. Byłam świadkiem tragedii, zobaczyłam kruchość życia i dziękowałam za każdy dzień życia. Zastanawiałam się jak mogłabym pomóc kobiecie, która traci dziecko… Jak pomóc mężczyźnie, któremu umiera dziecko. Bałam się zapytać o coś co mogłoby zabrzmieć niestosownie, bałam się unikać kontaktu, bo czułam, że może być potrzebny. Z drugiej strony miałam poczucie, że bycie i przeżywanie to za mało… Dlatego poprosiłam czytelniczki o podzielenie się osobistymi historiami i radami jak można pomóc w sytuacji poronienia, straty dziecka.

 

Kiedyś usłyszałam, że można pomóc tylko na tyle na ile dana osoba jest wstanie przyjąć pomoc. To zdanie utkwiło mi w pamięci.

 

Czytając dalej poznacie historię moich czytelniczek, które poroniły, straciły dziecko. Niemniej chciałam zwrócić uwagę, że nie tylko kobiety dotyka strata dziecka, mężczyzn też.

Ojciec po stracie córki

Warto pamiętać, że gdy odchodzi dziecko. Cierpią nie tylko ich mamy, ale też ojcowie. Będąc w liceum poznałam Treny Jana Kochanowskiego, który napisał po śmierci swojej córeczki Urszuli. Dla mnie są poruszające… Pokazują uczucia ojca po stracie dziecka. Jedna z czytelniczek napisała mi, że fragment Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.” bardzo oddaje, to co czują kobiety po stracie dziecka.

TREN VIII

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,

Moja droga Orszulo, tym zniknienim swoim.

Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

Tyś za wszytki mówiła, za wszytki śpiewała,

Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.

Nie dopuściłaś nigdy matce sie frasować

Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,

To tego, to owego wdzięcznie obłapiając

I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.

Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,

Nie masz zabawki, nie masz rośmiać sie nikomu.

Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,

A serce swej pociechy darmo upatruje.

 

*Historie przesłane przez czytelniczki zawierają oryginalną pisownię.

Historia czytelniczki po stracie dziecka

“Poroniłam 2 razy w tym roku. Za pierwszym razem było najgorzej, bo czekałam na to dziecko długo. Cieszyłam się bardzo, gdyż nie zaszłam w ciążę od tak za pierwszą próbą, trwało to dobrych kilka miesięcy. Związałam się z tym dzieckiem mocno, mimo że było okruszkiem. Nawet słyszałam bicie jego serca na jednym z badań… Kiedy na rutynowej wizycie usłyszałam, że serce już nie bije świat mi się zawalił. To było w styczniu 2018. Potem czekałam, aż znów będziemy mogli się starać. Nie wyszło od razu, a każda nieudana próba i każde krwawienie były dla mnie traumą i rozpaczą. Choć pogodziłam się ze stratą, to nie umiałam pogodzić się z tym, że nie udało się od razu zajść w kolejną ciążę. Jednocześnie bałam się kolejnej straty. Minęło 7 miesięcy, kiedy zaszłam w drugą ciążę. Dostałam prezent na urodziny, ale nie umiałam się cieszyć tak samo ja za pierwszym razem… Bałam się i nie mogłam się doczekać 12 tygodnia. Kiedy pewnego dnia na papierze zobaczyłam brązowe plamienie znów przypomniałam sobie poprzednią ciążę i podłamałam się. Ale nic nie było jeszcze przesądzone. Stosowałam się do zaleceń, odpoczywałam, dałam o siebie, modliłam się o cud itd. Zrobiłam wszystko co się dało.

W pewnym momencie plamienie całkiem ustało. Poczułam się w pewien sposób bezpiecznie. Odliczałam dalej dni i tygodnie. Na wizycie okazało się jednak, że 2 tygodnie nosiłam w sobie martwą ciążę, a to że już nie plamiłam, wcale nie znaczyło, że jest ok. Poczułam się w tamtej chwili okropnie, ale dzięki temu, że przepracowałam tę pierwsza stratę, było mi odrobinę łatwiej w tamtej chwili, ale tylko odrobinę.

Kiedy to piszę mija tydzień odkąd poroniłam drugi raz. Jest mi smutno, przykro i źle. Płaczę, myślę, ale staram się normalnie żyć. Postanowiłam wziąć się że siebie, pójść do fryzjera, ładnie się ubrać, umalować się. Jakaś dziwna siła nie pozwala mi się poddać. Może to moje aniołki. Nie jest mi łatwo, bo moje największe marzenie to jest móc przytulić maleńkie ciało dziecka, które urodzę… Ponoć marzenia się spełniają…

Po pierwszym poronieniu wstydziłam się tego co się stało, tak jakbym zrobiła coś złego. Wstydziłam się tego, choć wiedziałam, że nie jestem winna. Z drugiej strony nie miałam problemu, żeby o tym mówić i opowiadać. Więc opowiadałam tym którzy słuchali, ale wstydziłam się dalej i nadal mam czasem takie uczucie, że jestem gorsza od tych wszystkich szczęśliwych mam. Ale mam też świadomość, że za ich szczęściem może kryć się podobna historia.

Wstydziłam się też powiedzieć o stracie tym, którzy nie wiedzieli. Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że nie mam się czego wstydzić. Zrozumiałam, że ja mam dzieci, tylko są w innym wymiarze i nie mogę się ich wstydzić. Wierzę w to, że kiedyś je poznam. Bo dla mnie one istnieją. Wiem, że każdy ma do tego inne podejście. Ja mam takie. Wierzę w to, że spotkało nas takie doświadczenie nie bez powodu. Dotyczy to bezpośrednio nas, jako parę, ale też pośrednio wszystkich w około nas i każdy może z tego wyciągnąć wnioski dla siebie i skłonić się do przemyśleń. Postanowiłam nie ukrywać tego faktu. Będę się otwarcie przyznać do tego co się stało. Kiedy po raz pierwszy publicznie, obcym osobom, powiedziałam podczas mówienia o sobie, że mam dziecko w niebie poczułam wielką ulgę. Potem jeszcze jedna Pani powiedziała o tym samym. A dalej zaczęła się lawina dobra. Byłam wtedy z siebie bardzo dumna. Jestem mamą i ty też jesteś…

 

Jak poradzić sobie po poronieniu? – rady czytelniczki

Co mi najbardziej pomogło sobie z tym poradzić? To, że opowiedziałam głośno o tym co się stało. Poza tym, wzięłam to na rozum. Wytłumaczyłam sobie, że nie mam na to żadnego wpływu. Że nic złego nie zrobiłam, że to nie moja wina, bo wszystko co mogłam zrobić to zrobiłam najlepiej jak potrafiłam. Poza tym wiedza i duża świadomość na temat ciąży i organizmu człowieka też mi pomogła, głównie w zrozumieniu samego poronienia od strony medycznej. To, że tak się dzieje i że jestem jedną z bardzo wieku kobiet. Po pierwszym poronieniu okazało się ile znajomych mi kobiet spotkało to samo. Otworzyłam oczy ze zdumienia. I pomyślałam, że trzeba o tym mówić.

 

Poronienie – o co warto zadbać? rady czytelniczki

Oczywiście było mi trudno. Za pierwszym razem długo płakałam po nocach, rozpaczałam. Kiedy w moim otoczeniu pojawiały się małe dzieci byłam zła i nie chciałam na nie patrzeć. Walczyłam ze sobą. Potem skupiłam się na staraniach, miałam nowy cel i trochę mi przeszło. Teraz jest mi łatwiej, ale zastanawiam się czy to dobrze, że przyjmuję to z takim spokojem.

Co jest jeszcze ważne? W szpitalu wyrażać jasno swoje potrzeby i oczekiwania. Nie bać się pytać. Motywować swoje decyzje i wybory, jeśli widzimy, że lekarz ma inne zdanie. Mamy swoje prawa i warto je znać, bo strata może spotkać każdego. Ja jakimś cudem, mniej więcej wiedziałam, za pierwszym razem, co mi przysługuje i dzięki temu wywalczyłam swoje prawa, choć nie było łatwo, bo w szpitalu była wielka dezorganizacja i lekarze byli zdziwieni, że chcę zbadać płeć i pochować dziecko. Ale dla mnie to było ważne. Miałam wsparcie męża i rodziny. Trzeba też pamiętać o rozmowie z partnerem/mężem o tym co się stało. Bo dla nich to też jest trudne i wielu rzeczy nie rozumieją, wielu rzeczy nie powiedzą w prost. Rozmowa o swoich uczuciach na wzajem bardzo oczyszcza.  

Unikanie tematu poronienia nie jest dobrym rozwiązaniem. Moim zdaniem najlepiej jest traktować to tak neutralnie. Nie lamentować nad osobami które straciły dziecko, nie oceniać, nie doradzać i nie wymyślać przyczyn i rozwiązań, bo od tego są lekarze czy położne. Ale też nie udawać że nic się nie stało. Można zapytać delikatnie o to jeśli chcemy i jak dana osoba będzie chciała o tym powiedzieć to to zrobi. A jak nie to też o tym powie. Ale zachowywać się naturalnie. Z drugiej zaś strony trzeba zrozumieć też osoby, które chciałyby nam pomóc, ale nie wiedzą jak, czy boją się zapytać. Wyjdźmy do nich na przeciw. Otwórzmy się i powiedzmy swoją historię.

Każda historia jest inna i mogłabym jeszcze dużo napisać o tym co się wydarzyło przez ostatni prawie rok, bo tych emocji i przemyśleń mam dużo i ciężko zebrać to w krótki tekst.  Doskonale pamiętam, jak będąc dzieckiem zastanawiałam się jak będzie wyglądać moje życie kiedy będę miała te 28 lat. Nie chciałabym wtedy wiedzieć, co mnie czeka. To co się wydarzyło już zawsze będzie częścią mnie i pewnie wiele z was to potwierdzi. Nie mogę tego wyprzeć, mogę zrozumieć i zaakceptować. Postanowiłam żyć mimo wszystko, bo tak na prawdę nie wiem, co się stanie dalej i  czy moje największe marzenie się spełni. Choć to wszystko brzmi ładnie, jest trudne dla mnie. Jeśli starczy mi odwagi, napiszę w poniedziałek na swoim instagramie i facebooku o tym, że mam dwa anioły w niebie i że 15.X to już zawsze będzie dla mnie ważny dzień.

I wcale nie jestem z tego powodu gorsza. Zauważyłam, że jak się otwarcie mówi o tym, to inni się też przełamują. I nagle się okazuje, że czyjaś babcia ciocia mama też straciła dziecko albo dzieci. To działa lawinowo. Marzy mi się, żeby kiedyś to nie był temat tabu. Żeby kobiety nie wstydziły się o tym mówić otwarcie. Bo to nie jest powód do wstydu. To jest normalne, to się dzieje każdego dnia, każdej godziny ktoś traci kogoś bliskiego i nie ważne czy był to okruszek 2-milimetrowy czy dorosła osoba. Każdy jest ważny, nawet ten o którym mówi się ‘zlepek komórek’.

 

Gdy tracimy bliską osobę…

W dzieciństwie miałam koleżankę. Była ode mnie starsza, więc często w mojej dziecięcej głowie była wzorem.  Była przepiękna, mądrą dziewczyną. Radość kipiała z jej twarzy. Miałyśmy różne zabawy, jedną było pokazywanie zabawek i opowiadanie o nich. Pewnego razu pokazała mi figurki krasnoludki i przekonywała, że te krasnoludki żyją. Pamiętam jak przeżywałam, gdy zgubiłam je w kościele. Niestety pewnego dnia okazało się, że jest chora śmiertelnie (jedynym skutecznym leczeniem będzie przeszczep). Rozmawiałyśmy o pobycie w szpitalu, leczeniu. Przywoziła mi opakowania po kroplówkach, strzykawki, dreny do kroplówek, żebym mogła bawić się w szpital. Bywały tygodnie i miesiące kiedy była w szpitalu, a w domu była na przepustkach. Doczekała się momentu kiedy można było zrobić przeszczep, gdy wszyscy myśleli, że już jest na prostej do wyzdrowienia. Niestety zmarła. Było to dla mnie trudne. Widziałam rozpocz jej rodziców.  Śmierć przyszła niespodziewanie.

 

Każda strata jest tak samo ważna

Proszę pamiętajcie, żeby nie wartościować straty… dla jednych ogromna strata będą zapłodnione zarodki, które obumarły w pierwszych dniach. Dla innych poronienie po pozytywnym teście ciążowym, a jeszcze inne kobiety być może stratę będą przeżywać na innym etapie…

 

Uszanuj uczucia innych po poronieniu, po stracie dziecka

Do kobiet po poronieniu , stracie dziecka chciałam zaapelować, żeby przeżyły żałobę. Wokół bywa, że nikt już nie pyta o ciąże, temat nie istnieje… ale to nie znaczy, że nie można przeżyć żałoby. Ją trzeba przeżyć by iść dalej. Jeśli tego się nie zrobi to niestety później mogą wrócić emocje ze zdwojona siła. Dbajcie o swoje zdrowie psychiczne. Nawet jeśli od poronienia minęło kilka lat, miesięcy i wtedy się nie pożegnałyście. Zróbcie to dziś. Bądź w innym idealnym dla Was momencie.

Dla przypomnienia jakie są etapy żałoby, napisałam tutaj.

 

Historia czytelniczki po stracie dziecka – pamiątka zdjęcie

Piszę do Ciebie w związku ze zbliżającym się dniem Dziecka Utraconego. Jakiś czas zastanawiałam się, czy to zrobić, ale może komuś tym pomogę.

5 września 2017 roku urodziłam dokładnie w terminie mojego pierworodnego. Konstantin zmarł trzy dni wcześniej, prawdopodobnie z powodu pępowiny, owiniętej wokół jego stópki. Konstaś był zdrowy, a to co się stało było dla nas okropnym szokiem. Cała ciąża była książkowa, a nasz aniołek był pięknym, całkowicie zdrowym chłopczykiem. Dziś jestem w 35tc drugiej ciąży i za 3 tygodnie będą miała wywoływany poród, bo strach jaki towarzyszy tej ciąży jest okropny.

Mieszkamy w Niemczech, gdzie funkcjonuje fundacja, zrzeszająca fotografów, którzy robią profesjonalne zdjęcia takich dzieciątek. Mamy więc piękny album, który w trudnych chwilach dodawał nam otuchy. Każdy jest oczywiście inny, ale wielu rodziców, którzy korzystali z usług tej fundacji też są bardzo wdzięczni za tą możliwość.

Na początku dużo majsterkowałam. Robiłam małe upominki dla synka, które zawoziliśmy na jego grób lub stroiki na pamiątkę dla nas.

Bardzo pomogło mi wsparcie męża i rodziny. Starałam się, choć było to trudne, szukać pozytywów w tej okropnej sytuacji. Konstantin zbliżył mnie i męża do siebie, nauczył mnie, co to znaczy być mamą i co to znaczy kochać kogoś mocniej niż wszystko inne. Z jego śmiercią nie pogodziłam się do dziś, ale mimo wszystko jestem wdzięczna za ten czas, który razem mieliśmy. Jestem wdzięczna, że mogłam trzymać go na rękach, przytulić, urodzić.

Razem z mężem wytatuowaliśmy sobie odcisk jego stópki. Ja noszę zawsze bransoletki z jego imieniem, mój mąż naszyjnik. W naszym domu nadal jest kącik z jego zdjęciami i z pamiątkami po nim. Na jego urodziny moja mama upiekła tort. Kupiliśmy mu prezenty i napisaliśmy do niego listy. Czasami do niego mówię.

Na początku byłam na kilku grupach na Facebooku, które były skierowane do takich mam. Dziś myślę, że takie grupy nie powinny powstawać. Na takich grupach brakuje specjalisty, który może niektóre rzeczy wytłumaczyć, pomóc coś lepiej zrozumieć. Mnie w pewnym momencie te grupy dołowały. Gdy zaszłam w ciąże, wypisałam się ze wszystkich.

 

Przeczuwanie straty dzieci – historia czytelniczki

Minęło 2 lata po poronieniu, 10 tydz, pierwsza ciąża. Teraz mam 8 miesieczna coreczke, ale ciagle mysle o tamtym dziecku

Urwałoooo mi!! Wiec ciagle mysle o tamtym dziecku… nie zrobiłam nic, żadnego rytuału pożegnalnego i do dzis mnie to trapi, że tak jakby jestem gorsza od tych co o tym piszą, mówią otwarcie. Nigdy juz zadna moja ciaza nie będzie beztroska, zazdroszczę kobietom, które nigdy tego nie doświadcza, strachu codziennie, aż do wejścia na sale porodowa… moj aniolek się nie rozwijał, w 10tyg wyglądał jak kuleczka, córcia natomiast w tym samym czasie juz miala raczki i nozki. Myślę nad tatuażem, który jako dziewczynka obrałam za cal. Jedna, na każde moje dziecko, juz moze jako ta dziewczynka myslalam, ze to moze nadejsc, bo nie miałam nigdy na myśli „każde żywe dziecko”.

Od siebie chciałam tylko dodać, że jeśli czujecie utratę z powodu braku pożegnania. Myślę, że możecie w każdym momencie zrobić rytuał pożegnania: zaświecić świeczkę, pomyśleć o dziecku, pójść na spacer i wypuścić symbolicznie balon…. Możecie napisać list do swojego dziecka, a następnie np. go spalić… Podsumowując w każdym momencie, w którym poczujecie potrzebę pożegnania się z dzieckiem możecie zrobić taki rytuał. Nigdy nie jest na to za późno.

 

Historia czytelniczki i jej sposoby na poradzenie sobie po stracie dziecka

witam. jestem mama 11 miesięcznego synka!!  niestety moja historia nie była taka kolorowa… 4 lata temu zaczęliśmy się z mężem starać o dziecko. udało się za pierwszym razem.  niestety na uag brak bicia serca. proszę przyjść za tydzień… trwało to miesiąc… żaden lekarz nie skierował mnie do szpitala… dopiero ostatnia pani doktor. w szpitalu łyżeczkowanie płacz ból taki, że zemdlałam.  Usłyszałam, że już miałam zmiany martwicze, bo za długo to wszystko trwało…trauma trwała jakiś czas, ale zdecydowaliśmy się na kolejną próbę… tym razem zajęło nam to 8 miesięcy… 8 trudnych miesięcy pełnych wyrzutów złości pretensji… ale udało sie.  ciąża książkowa z badań wychodzi dziewczynka. wygina sie na USG jakby jogę trenowała… niestety nasze szczescie trwalo 24tyg… kolejne USG i wyrok serce nie bije… miałam wrażenie, że oglądam film albo śnie, że to nie moze byc prawda. lekarz mówi szybko do szpitala bo serce nie bije od około 3-4 tyg… czyli przestało bić parę dni po USG ostatnim.  ogromna rozpacz niedowierzanie ból strach… lekarz powiedział, że jadę ratować swoje życie, a nie córkę… wyniki badań krwi źle krew mocno rozrzedzona CRP wysokie. szybko trzeba urodzić… nie wiedziałam co myśleć… balam sie o siebie bo o córkę juz nie moglam skoro nie żyła… urodziłam szybko pożegnałam się z amelka pochowaliśmy ją. cały czas pamiętam jej zamknięte oczka i śliczne małe uszka.  Dzięki bogu lub amelce dla mnie wszystko skończyło się dobrze… macica cała zakażenie szybko minelo do sepsy nie doszło krwotoku nie mialam. pierwszy miesiąc po śmierci udawałam, że jest ok. niestety po miesiącu organizm nie wytrzymał i pękł… nerwica stany lękowe obawa przed śmiercią natręctwa typu mierzenie cis czy temp problemy z oddychaniem ciągłe infekcje. Po Amelce podnosiłam się 1.5roku… to było ciężkie 1.5rok.  chciałam się rozwieść z mężem żeby nie być dla niego ciężarem.

Ciągłe badania i czekanie na wynik jak na wyrok co ze, mna nie tak. Ale udalo sie… Mamy syna zdrowego kochanego!!  Co bym zmieniła w służbie zdrowia i szpitalach… Wiecej empatii…

Poradziłam sobie dzięki książkom… Jak pokonać nerwice.  Suszone zielone pomidory i Bóg nigdy nie mruga. Co nie pomagało… BĘDZIE DOBRZE będziesz mieć kolejne dziecko.  To nie pomaga… Straciłaś jedno nie myślisz o drugim.  Nie można zastąpić jednego dziecka drugim.  Nie będzie dobrze, bo zawalił ci się świat… Takie rzeczy zmieniają.  Na zawsze masz ranę w sercu… Pomoże czas i to, że w razie czego ktoś jest kto nie będzie pytał drążył tematu tylko pójdzie z Tobą do kina pogada o pierdołach.  A jak będziesz, mieć potrzebę, to cię wysłucha.

 

Bliska kobieta która nie doświadczyła straty a chciała się podzielić

Nie doświadczyłam straty. Z pewnością nie świadomej. Dwa razy uczestniczyłam w czyjeś żałobie. To były dwa zupełnie inne pożegnania dwóch moich przyjaciółek. Obie poroniły na wczesnym etapie ciąży. Starałam się słuchać, każdej z nich przypomniałam o prawach. Jedna z nich czuła początkowo obojętność. Jej mama i teściowa oczekiwały od niej łez. To było straszne. Druga osoba szybko popadła głęboki smutek. Zdecydowała się na badania histopatologiczne i genetyczne. Nazwała swoją córeczkę i pożegnała. Zdecydowała się na terapię. Proszę napisz o tym, żeby akceptować wszystkie uczucia matek i ojców (!) Po stracie. Żeby pomagać ogarnąć prawa w szpitalu i do macierzyńskiego. 2 poniedziałek jest też szereg kręgów o stracie. Dziękuję!

 

Uczymy się żyć ze stratą

Myślę, że historii takich jak moja jest tysiące. I są kobiety, które przeżyły większa stratę ale uważam, że każda strata ciąży/ dziecka jest tak samo straszna. W 2015 roku miałam operacje usunięcia torbieli. Badanie histopatologiczne wykazało, że to nowotwór niezłośliwy.. straciłam 2/3 jajnika.. dwa lata później taka sama sytuacja tylko, ze z drugim jajnikiem. Byłam załamana.. podjęliśmy z partnerem decyzje, ze staramy się o dziecko.. udało się. Tak bardzo chciane dwie kreski na teście  

Byliśmy przerażeni ale jednocześnie szczęśliwi. Jednak nasze szczęście nie trwało zbyt długo. Po około 2 tygodniach zaczął boleć mnie brzuch a na papierze zobaczyłam krew.. nigdy nie byłam tak przerażona. Zapłakana wybiegłam z pracy i jak najszybciej pojechaliśmy do szpitala. Po wstępnych badaniach okazało się, że ronie…

Było to dla nas coś okropnego.. najgorsze w całej sytuacji było to, że nie mogliśmy nawet zobaczyć naszego maleństwa.. nie zdażyło porządnie się zagnieździć a już musiało nas opuścić.. płakałam przez 3-4 miesiące dzień i noc.. najgorzej było w szpitalu. Idąc do łazienki wszędzie była krew.. i ta niemoc. Nic nie mogłam zrobić aby pomóc swojemu dziecku(chociaż według medycyny to nie dziecko). Gdy spanikowana i zrozpaczona opisywałam lekarzom co się dzieje odpowiadali, że to normalne… i tyle

Nikt nie poświęcił mi nawet minuty i nie wytłumaczył, że taka jest natura. Okropna ale wie co robi. Nikt nie wytłumaczył, że zarodek był za słaby i organizm po prostu wiedział, że nie ma szans na rozwój..

Znajomi mówili, że dobrze, że strata nastąpiła w tak wczesnych tygodniach (5/6 tydzień), ze nie widziałam swojego dziecka ani nie usłyszałam jego bicia serca bo byłoby jeszcze gorzej.. może i mieli racje. Ale gdzieś w środku jakaś część mnie bardzo pragnęła poznać to dziecko.. usłyszeć serduszko i moc zapamiętać dźwięk jego bicia.. obydwoje z partnerem bardzo to przeżyliśmy.. ktoś by mógł powiedzieć, ze tego dziecka nawet nie było, ale ja wiem, że obydwoje przyczyniliśmy się do powstania cudu

Niestety nie było nam dane go poznać.. trzeba było pogodzić się ze strata. Codziennie jeździłam na grób dzieci nienarodzonych i zapalałam znicz.. ale z czasem musiałam to ograniczyć, żeby nie popaść w depresje. Oczywiście co jakiś czas odwiedzam grób bo nie umiem inaczej. Po wyjściu ze szpitala nie było łatwiej. Widok kobiet w ciąży i matek sprawiał mi dużo bólu, jednak starałam się cieszyć szczęściem innym..  najgorzej było wrócić do bliskości z partnerem.

Strach przed kolejna ciąża nie pozwalał mi na bliskość. Myśl, że znów możemy przejść przez coś takiego nie dawała mi spokoju..  mniej więcej pół roku po poronieniu poszłam do lekarza. ( poroniłam w lutym). Dowiedziałam się, że z moim jajnikiem nie jest kolorowo. I znowu myśli o dziecku. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. I udało się właśnie zaczynamy 14 tydzień ciąży ♥  początki były straszne.. ciągłe zaglądanie do bielizny czy nie ma krwi.. koszmary o stracie ciąży.. ale jak narazie

Wszystko idzie zgodnie z planem. Jak to mówi moja koleżanka: „nie ma poronień, są tylko opóźnione narodziny”. Chciałbym, żeby każda kobieta po stracie odnalazła w sobie nadzieję, że może być dobrze. Czasami potrzeba dużo czasu. Myślę, że tylko kobiety które to przeszły się zrozumieją. Widok krwi, niemoc, rozpacz, poczucie opuszczenia towarzyszyły każdej. I myślę, że trzeba o tym rozmawiać! Musimy wspominać nasze aniołki ale nie można pozwolić, żeby smutek nas ogarnął.

Czasami boję się, że smutek po pierwszym dziecku przysłoni szczęście z posiadania drugiego.. ale nigdy nie zapomnę o moim Aniołku

I to nie jest prawda, ze czas leczy rany. Po prostu uczymy się żyć z tym co nas spotkało

Aby uczcić pamięć mojego aniołka stworzyłam bransoletkę z napisem „mama aniołka” dumnie ja nosze. W chwilach słabości głaszcze figurkę aniołka. Wiem, że mój skarb czuwa nade mną i moja rodzina i kiedyś wszyscy się spotkamy

Czytelniczka Izabela, poroniła luty 2018 dzień przed walentynkami…

Piosenka, która mojej czytelniczce towarzyszyła w trakcie żałoby.


Otrzymałam też mnóstwo wiadomości od kobiet, które czekają na ten wpis. Nie mają w sobie jeszcze gotowości by rozmawiać i mówić o stracie swoich dzieci. Pomyślałam, że historie innych kobiet mogą im pomóc.

 

Podsumowując, jakie rytuały rodzice po stracie stosują?

  • odcisk stópki, rączki
  • zdjęcie
  • bransoletka
  • tatuaż
  • brylok
  • balony – puszczone w powietrze
  • świeczka – zapalenie świeczki
  • terapia kobiety
  • terapia pary.

 

Imię dla aniołka

W jednej z wiadomości pojawiła się sugestia by przypomnieć o możliwości nadania imieniu nienarodzonym dzieciom. Łatwiej wtedy jest oswoić się z sytuacją i można wspominać. Jeśli nie zna się płci dziecka można np. zarezerwować dwa imiona dla aniołka.

 

Małe groby – wielkie serca

Już niedługo 1 listopada- Świeto Zmarłych. Pamiętajmy, żeby odwiedzić groby tych

najmniejszych, tych których nie poznaliśmy i tych którzy nie mieli okazji poznać nas. Te malutkie aniołki jak nikt inny przypomną nam czym jest wartość życia i jak nieskończoną siłą jest miłość. Spustoszenie jakie odczuwa rodzic po stracie kochanego maluszka, którego czasami nie miał okazji poznać jest równie silne co stracenie osoby, z którą zdążyliśmy się zżyć. Pamiętajmy o tym i pamiętajmy o innych.

O poronieniu od strony medycznej pisałam tutaj.

We środę opublikuję wpis o tym jak strata dziecka jest przedstawiona w filmach i serialach.

Na zakończenie przypominam “Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”. Myślę, że na pożegnanie nigdy nie jest za późno.

Bardzo dziękuję wszystkim czytelniczkom, które otworzyły się przede mną. Podzieliły się swoimi historiami.  

Dziękuję Ci za przeczytanie wpisu:

  • Zachęcam Ciebie do dzielenia się własnym doświadczeniem w komentarzu. Często dzięki jednemu komentarzowi powstaje wartościowa dyskusja. A ja z radością poznam Twój punkt widzenia.

  • Podaj dalej, udostępnij wpis innym potencjalnie zainteresowanym 🙂

  • Znajdziesz mnie na Facebook’u ZapytajPoloznaPL

  • Koniecznie odwiedź mnie na Instagramie nick polozna_kasia tam dziele się swoją wiedzą w postaci ktrótkich InstaStories oraz w postach. Poznasz mnie też z prywatnej strony.

  • Lubisz YouTube? Od jakiegoś czasu staram się regularnie publikować nowe filmy 🙂
    Zajrzyj tutaj.

Wybrane dla Ciebie

5 komentarzy

  • Odpowiedź
    Weronika
    15-10-2018 o 17:39

    Dziękuję za ten wpis i uważam, że im częściej będzie się o poronieniu mówić otwarcie, tym łatwiej będzie innym pogodzić się ze stratą. Straciłam dziecko w 12 tygodniu ciąży i bardzo długo nie mogłam poradzić sobie z pustką i cierpieniem. Dziś, po niemal 2 latach, potrafię o tym mówić, ale emocje są ciągle żywe i wspomnienia napełniają moje oczy łzami. Każdy szczegół pamiętam jakby to było dziś. Jestem całym sercem z mamami i ojcami, którzy doświadczyli straty. Nie jesteście sami. :* :*

  • Odpowiedź
    Asia
    15-10-2018 o 18:26

    Kasiu piękny tekst, musiałam czytać na raty bo łzy płynęły…

  • Odpowiedź
    Olga
    15-10-2018 o 22:06

    Mnie przerażają sytuację gdzie mama, która straciła dziecko po zabiegu leży na jednej sali z mamami, które z innych przyczyn są w szpitalu. To było w tym czasie kiedy ja również byłam na oddziale. Zero empatii, współczucia ze strony personelu. A dwie pojedyńcze sale stały puste.

  • Odpowiedź
    Anna
    16-10-2018 o 07:28

    Straciłam dziecko z drugiej ciąż. Tym bardziej był to szok ponieważ pierwsza ciąża była idealna. Miałam już zdrowa córeczkę i chciałam dla niej rodzeństwa. Pragnęłam mieć dzieci rok po roku żeby wychowywały się razem. Dlatego potem w rodzinie mnie obwiniano, że za wcześnie po porodzie zaszlam w ciążę. Wcale nie było mi łatwiej, że miałam już dziecko. Martwiłam się o nia, że ją zostawiłam gdy musiałam iść do sspitala. Nie mogłam pożegnać się z moim aniołkiem ani go zobaczyć. Nie wiedziałam wtedy że mam prawo poprosić o ciało. Dla lekarzy i pielęgniarek była to codzienność nikt nawet nie zapytał jak się czuje. A to co zostało z mojego dziecka uznali za nowotwór i zabrali do badań, a potem nie wiem… Przecież dla nich TO miało tylko 3cm… Dla mnie aż 3… Dopiero po jakimś czasie gdy to wszystko do mnie dotarło rozmyślałam o tym co z nim zrobili i czułam się jeszcze gorzej. Gdy byłam w kolejnej ciąży wszyscy mówili, że to druga pomijając tamtą nawet lekarzowi musiałam przypominać, że to trzecia ciąża mimo,że nie mam drugiego dziecka. Wbrew wszystkim obawom udało mi się donosic synka i go urodzić, ale nigdy nie zapomnę o moim aniołku.

  • Odpowiedź
    Ewa Ludwiniak
    17-10-2018 o 21:24

    Szanowna Pani,
    jako przyszła położna chciałam podziękować Pani za ten wpis. Jestem dopiero studentką, ale na ubiegłorocznych praktykach spotkałam się z ogromną ignorancją w stosunku do kobiet po utracie ciąży, sama również jako osoba, która bardzo wzoruje się przede wszystkim na personelu, powoli zaczęłam chłonąć tą złą praktykę, ale czułam, że to nie jest dobre. Jest ogromna potrzeba wśród nas, studentek rozbudzania takiej empatii i właśnie spojrzenia z tej strony ludzkiej. Jeszcze raz dziękuję.

  • Napisz komentarz

    Zapraszam
    na darmowy kurs!

    Jestem położną i kurs stworzyłam z myślą o Tobie, przyszła mamo, żeby być Twoim przewodnikiem po narodzinach, karmieniu piersią i macierzyństwie.

    Kasia Płaza-Piekarzewska — Położna

    P.S. W każdej chwili możesz wypisać się z kursu.